piątek, 27 czerwca 2014

Sposób na nieprzespaną noc i męczący dzień.

Już niebawem rozpocznie się lato, a dodatkowo ostatnio mam wiele na głowie. Dopiero co udało mi się odpocząć po organizacji 'Secrets of beauty'. Jak zawsze przed latem trzeba zdążyć też z wieloma pozimowymi pedikiurami, nadrobić zaległości związane z blogiem a do tego wiele, wiele spotkań. W domu też obowiązków czeka niemało. I nie mówię tu o codziennych obowiązkach. Zaczął się sezon przetworów, soki z kwiatu bzu, konfitury z truskawek czy wiśni, czereśnie z chilli do mięs i serów etc.. I w ten sposób doba kurczy mi isę coraz bardziej a to zaś nieprzyjemnie odbija się na skórze. Zatem czas sięgnąć po broń silną i sprawną jaką jest SERUM. W TYM filmie na naszym kanale YouTube opowiadałem jakiś czas temu o tym, jak bardzo ważnym produktem jest serum oraz o tym kiedy i po co go używać. Właśnie przyszła pora na to aby samemu skorzystać z tych informacji i sięgnąć po energizujące serum. Przy ciężkich dniach i po krótkich nocach jest jak znalazł a w dodatku przy zmianach pór roku warto wspomagać się intensywniejszym kosmetykiem. Ale zanim moje obserwacje, najpierw producent. Krótko i na temat.




Energetyzujące serum do twarzy dla mężczyzn - Energy Booster od Lumene




Z ekstraktem sęku arktycznego świerku odpowiedni dla każdego rodzaju skóry. Serum energetyczne usuwa oznaki zmęczenia z twarzy i okolic oczu. Prawdziwy napój energetyczny dla Twojej skóry. Zawiera ponad 85% naturalnych składników. Wolny od parabenów. Nakładaj na oczyszczoną i osuszoną skórę kiedy tylko poczujesz, że tego potrzebujesz. Idealnie nadaje się na okolice oczu. Uzupełnij kremem do twarzy dla mężczyzn Lumene.



Tuba z dozownikiem o pojemności 30ml - cena około 45zł


Moje obserwacje



Opakowanie to oryginalna, czarna tuba zaopatrzona w dozownik. Bo nie zdarza się często aby tuba miała pompkę dozującą produkt. Wystarczy jedno naciśnięcie i idealna porcja lekkiego kremożelu o przyjemnym męskim ale i bardzo ulotnym zapachu wylądowała na dłoni. Na skórze rozprowadza się bardzo gładko. Panowie będą z pewnością zadowoleni, ponieważ wchłania się niemal natychmiast nie pozostawiając żadnego wyczuwalnego filmu na skórze, dając jednocześnie natychmiastowe wrażenie świeżości. I nie nie chodzi tu bynajmniej o chłodzącą moc mentolu. Jest to raczej uczucie zanurzenia skóry w zimnej, krystalicznej a przez to orzeźwiającej górskiej wodzie. Skóra nie błyszczy się, wygląda świeżo i gładko. Jest doskonale nawilżona i odzyskuje młody wygląd. Jak dla mnie produkt doskonały. I jak zawsze Lumene nie zawiodło mnie swoją jakością i mam nadzieję, że tak już zostanie. Zaś serum to będzie regularnie gościło w moim domu.





W skali szkolnej oceniam na celujący +



Michał

wtorek, 24 czerwca 2014

Testuję FROESTę z Twoim Źródłem Urody

Kochani rozpoczynam nabór do nowego testu kosmetycznego. A testować będziemy:

FORESTA TO DŁUGOTRWALE DZIAŁAJĄCY ŚRODEK PRZECIW UKĄSZENIOM KOMARÓW. PRZEZNACZONY DO STOSOWANIA PRZEZ OSOBY WYMAGAJĄCE SKUTECZNEJ OCHRONY PRZED KOMARAMI W TRUDNYCH WARUNKACH ZEWNĘTRZNYCH.


Więcej informacji o nich znajdziecie TU 

Co zrobić aby dać sobie szansę na otrzymanie kosmetyku do testu? To proste. 

1. Bądź blogerem i obserwuj bloga Twoje Źródło Urody.

2. Na swoim blogu udostępnij jeden z banerów informujących o tym, że bierzesz udział w akcji. Baner ten musi przenosić na bloga www.twojezrodlourody.blogspot.com Baner musi być zamieszczony w widocznym miejscu i nie może to być podstrona typu - Biorę udział w rozdaniach, ponieważ akcja „Testuję z Twoim Źródłem Urody” nie jest rozdaniem blogowym.
3. W komentarzu pod tym wpisem napisz adres swojego bloga.
4. Jeżeli dołączysz do testu zobowiążesz się do rzetelnego zaopiniowania produktu na swoim blogu i przesłaniu linka z opinią na adres twojezrodlourdy@gmail.com nie później jednak niż do dnia wyznaczonego w regulaminie testu.

Nabór do testu trwa od 24 do 29 czerwca 2014 roku. Wyniki w 24 godziny później pojawią się na fanpage Twojego Źródła Urody na Facebook.

baner akcji - do wyboru

baner akcji - do wyboru

Biorąc udział w naborze do testu oświadczasz, że zapoznałaś/eś się z regulaminem i w pełni go akceptujesz. Pełny regulamin dostępny jest TU.



Akcja nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach
i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Pokąsani słońcem, rozdrażnieni komarami

Na dworze coraz cieplej więc chętniej zaczynamy przebywać na łonie natury. Nie zawsze pamiętamy jednak o tym aby należycie zabezpieczyć swoją skórę przed słońcem. Choć zdarza się nam to pewnie coraz rzadziej. Ale doskonale wiemy co czeka nas wieczorkiem, przy grillu z przyjaciółmi lub rodziną. Wściekłe i żądne naszej krwi chordy komarów i 'meszek' kąsają i uprzykrzają nam tak miło spędzany czas. Niestety miejsce po ugryzieniach często swędzą, a podrapane drażnią nas jeszcze bardziej. Oczywiście są różnie środki, które pomogą nam przetrwać bez pogryzień ale nie wszystkie są naprawdę skuteczne. Czy da się jakoś ukoić piekielne swędzenie? Czy da się zniwelować widoczne czerwone ślady po pokąsaniu? O tuż na rynku dostępny już jest ciekawy produkt, który powinien nam ulżyć zarówno gdy do czynienia mamy z komarami i jak oparzeniami słonecznymi gdy zapomnimy dobrze wysmarować się protektorem. W aptekach pojawił się Calandeel.














W prostej, pomalowanej na biało, aluminiowej tubie znajduje się 30 gram żelu, w którym znajdziemy wiele ciekawych ekstraktów ziołowych. Przeciwzapalnie działający nagietek, który również dobrze goi a więc przyda się również przy skaleczeniach i zadrapaniach. Wzmacniającą nasz układ odpornościowy jeżówkę wąskolistną. Pomagający niwelować działanie toksyn gryzących nas insektów dziki rozmaryn. Ekstrakt z pokrzywy żegawki pomagający niwelować swędzenie i pieczenie. Nawilżający i doskonale działający przy oparzeniach czy odmrożeniach aloes. Również eukaliptus, który wspomaga gojenie. Znajdziemy tu też witaminę E, która wzmacnia barierę lipidową naskórka.


Żel dość szybko daje wyraźne efekty łagodzenia po komarzych ukąszeniach, o czym przekonałem się osobiście podczas mijającego długiego weekendu. Żel dostępny jest w aptekach w - niewygórowanej myślę – cenie 34zł.



Jeżeli chcecie przeczytać o nim więcej zachęcam was do zajrzenia na stronę www.calendeel.pl

Michał

niedziela, 22 czerwca 2014

Jeżeli krępujemy się o tym rozmawiać to przynajmniej nie krępujmy się tego myć

Jeszcze z czasów wczesnej młodości pamiętam stary lekko obleśny suchar: „Jakie są trzy rodzaje wody? Woda do picia, woda do mycia i woda do mycia picia”. Kawał kawałem ale zarówno Ona jak i On powinni używać dobrej jakości środków do higieny intymnej. O tym dlaczego i jak myć swojego przyjaciela napisałem dla moich męskich czytelników TU. Mam nadzieję, że Paniom nie muszę tłumaczyć jak ważna jest właściwa higiena intymna. Skupię się więc tylko na tym, że ważnym jest aby utrzymać odpowiednie pH co gwarantuje zachowanie w właściwej równowadze flory bakteryjnej, by środek myjący nie tyle nie podrażniał ale wręcz łagodził. A jeżeli będzie jeszcze nawilżał to już będzie ideał. Zanim opowiem o ciekawym produkcie, który powinien doskonale zadbać o kobiecą świątynię życia jak i bezpiecznie zatroszczyć się o męską, „nieco uwypukloną” świątynię – taki opis rzucił mi się kiedyś w oczy, a było to za czasów gdy dopiero zaczęto myśleć o wprowadzeniu edukacji seksualnej do szkół – jak zawsze oddam głos producentowi.


















Łagodny żel do higieny intymnej

Hypoalergiczny, łagodny żel do codziennej pielęgnacji, pozwala utrzymać fizjologiczną równowagę skóry i błon śluzowych miejsc intymnych. Zawiera bardzo delikatne, ale jednocześnie skuteczne składniki myjące. Gliceryna i panthenol zapobiegają wysuszeniu, koją i łagodzą. Ekstrakty z kory dębu i babki lancetowatej działają przeciwzapalnie, ściągająco i antyseptycznie. Kwas mlekowy zapewnia odpowiednio niskie pH (3.9), przywraca naturalną mikroflorę bakteryjną, zmniejszając ryzyko infekcji i chroniąc przed podrażnieniami. Żel stosowany regularnie zapewnia uczucie czystości, świeżości i komfortu. Produkt przebadany dermatologicznie. Posiada delikatny zapach szałwii muszkatołowej.

Opakowanie 150ml, cena około 17zł


Moje obserwacje



Opakowanie to prosta, przeźroczysta plastikowa butelka z dozującą pompką. Zamknięty w niej żel jest ani nie za gęsty ani nie za rzadki i wręcz idealnie aplikuje się go na skórę. Po zakończonej pielęgnacji zupełnie i bez trudu spłukuje się go wodą. Producent twierdzi, że kosmetyk pachnie szałwią muszkatołową. Niestety nigdy nie udało mi się zaznajomić z jej zapachem, lecz jeżeli ten lekko pieprzowy zapach to właśnie ona, to bardzo mi przypadła do gustu i uważam, że powinien spodobać się zarówno Jej jak i Jemu. Na swojej skórze testowałem już kilka żeli do higieny intymnej i sprawdzały się one całkiem nieźle. Choć, co prawda, tych męskich nie ma zbyt wiele na naszym rynku. Lecz ten zaskoczył mnie od pierwszego użycia. Po pierwsze, doskonale umył to co miał umyć. Po drugie, nie wywołał żadnej niepożądanej reakcji. Wypłukiwał się bardzo łatwo, co nie zawsze jest proste w przypadku żeli intymnych. Żel jest wydajny więc wystarczył mi na mniej więcej tyle czasu co około 300ml żelu innej marki.



 W szkolnej skali oceniam go na zasłużone bardzo dobry


W ramach akcji „Testuję z Twoim Źródłem Urody” razem ze mną testowali go inni blogerzy. A co o nim sądzą?


„Świetnie myje, nie wysusza i łagodzi podrażnienia. Jakkolwiek te hasła brzmią banalnie, ale tak najbardziej ogólnikowo mogę opisać swoje odczucia, nie wdając się w krępujące dla nas wszystkich szczegóły.”

Pisze na swoim blogu Kuna Domowa. A pełną jej recenzję znajdziecie TU
„Jednocześnie zapobiega infekcjom i łagodzi podrażnienia. Nie byłabym sobą, gdybym nie wypróbowała go na włosach! I wiecie co? Naprawdę się dobrze sprawuje.”

Pełną recenzję Rarity znajdziecie TU na jej blogu

„Żel ma dobry skład. Jest wolny od parabenów SLES, SLS. Bardzo dobrze myje i jest łagodny dla kobiecych sfer intymnych.”

Przeczytacie TU w recenzji Marty na jej blogu.

„Najważniejsze dla mnie jednak jest to, że naprawdę jest ŁAGODNY! I to bardzo! Po wielu rozczarowaniach milionami innych żeli, ten wreszcie mnie zaskoczył czyś pozytywnym.”

Więcej przeczytacie TU na blogu Nuneczki.




Michał

sobota, 21 czerwca 2014

Wulkan energii

Wielkim krokami zbliża się lato. Lato nasycone zapachem truskawek, czereśni, bursztynu, morskiej bryzy, powietrzem po letniej burzy i wilgotną, rozgrzaną ziemią. Zawsze o tej porze roku staramy się zamykać odrobinę lata w słoikach aby jesienią i zimą pozwoliły nam one rozkoszować się wspomnieniami słonecznych kropli ciepłego deszczu. Z latem zazwyczaj kojarzą owoce soczyste. Cytrusy, ananas czy mango. A jeżeli zapach cytrynowej skórki wzbogacimy olejkami prowansalskiej lawendy? Dołożymy jeszcze do tego ekstrakt z żeń-szenia – wzmacniający i rewitalizujący naszą skórę dzięki pierwiastkom takim jak wapń, żelazo czy magnez. A całość doprawimy jeszcze szczyptą swojskiego tymianku i odrobiną egzotycznego ekstraktu z Dipteryx odorata czyli nasion z drzewa tonkowca wonnego i szczyptą drewna sandałowego. Powstanie nam z tego cudowna, słoneczna esencja energii i lata, która nie tylko obdarzy nas siłą ale też naszej skórze przysłuży się właściwościami pielęgnującymi.

Energising Essences

Dermoenergizująca woda do wmasowania w ciało. Uczucie świeżości i dobre samopoczucie przez cały dzień. Witalna energia olejków esencjonalnych z tymianku, cytryny i lawendy. To cudowne dziecko marki Mary Cohr. Stanowi ona nie tylko bezpieczną dla naszego ciała wodę toaletową o cudownym aromacie ale posiada również właściwości pielęgnujące. A jak używać jako energizującej pielęgnacji? To bardzo proste. Wystarczy spryskać Esencją skórę ciała i delikatnie wmasować. C'est tout.


Szklany flakon o pojemności 100ml kosztuje około 190zł


Michał

piątek, 20 czerwca 2014

Innowacyjny składnik od Avene, koniem trojańskim w walce z trądzikiem

Dokładnie tydzień temu, dwunastego czerwca, marka Avene przygotowała dla nas niespodziankę. W niesamowitych wnętrzach Zamku Ujazdowskiego w Warszawie zorganizowana została konferencja prasowa podczas której zaprezentowano nam 'konia trojańskiego', który pomoże nam wygrać wojnę z problemami skóry trądzikowej. We wrześniu w aptekach będzie można już dostać kosmetyki z tym innowacyjnym składnikiem. Już teraz obiecać wam mogę, że jeszcze przed premierą nowego kosmetyku podzielę się z Wami swoją opinią na jego temat. Zatem bądźcie czujni!

Podczas konferencji dr Łukasz Matusiak opowiadał nam o przyczynach powstawania zmian trądzikowych ale ci, którzy się z nim zmagają już chyba bardzo dobrze wiedzą co je wywołuje. Dlatego nie będę się zagłębiał akurat w tą część prezentacji. Interesująco zaczęło się dziać gdy przedstawiono nam rzeczonego konia trojańskiego. DIOLENYL®, bo o nim mowa, działa inteligentnie – skupia aktywność na strefach dotkniętych zmianami i nie zakłócając równowagi zdrowych partii skóry. Ta opatentowana substancja aktywna o działaniu antybakteryjnym i przeciwzapalnym doskonale radzi sobie z bakteriami wywołującymi zmiany trądzikowe.



Magdalena Postaleniec (Product Menager Avene) podkreślała także wyjątkowe właściwości kosmetyczne Cleanance Expert. Arsenał innowacyjnych składników aktywnych, zamknięty został w nowatorskim galenowym etui – mówiła - dzięki temu emulsja jest niezwykle przyjemna i komfortowa w stosowaniu, zapewnia optymalne nawilżenie i doskonale matuje skórę.




Mam nadzieję, że kosmetyk okaże się tak samo interesujący jak jego zapowiedź. Oczywiście jak się domyślacie nie obyło się również bez „zdjęć na ściance”. A co!

Michał

czwartek, 19 czerwca 2014

Pocenie się ujarzmiane z Rillo

Na dworze coraz cieplej i - nie ma co ukrywać - zaczynamy się obficiej pocić. Szczególnie wyraźnie wyczuwalne staje się to w środkach komunikacji miejskiej. I gdyby to był tylko zapach świeżego potu zapewne nie było by w tym nic strasznego. Lecz przetrawiony przez bakterie pot w połączeniu z różnej maści perfumami potrafią utworzyć mieszankę piorunującą. Oczywiście myjemy się regularnie, zakładamy świeże ubrania, najlepiej z naturalnych włókien aby skóra oddychała a wilgoć była odciągana od niej jak najszybciej. Stosujemy dezodoranty, perfumy i wody toaletowe. Ale czy to wystarczy? Niestety, często jednak nie. A same dezodoranty tylko maskują zapachy nie zapobiegając poceniu się i rozkładowi potu. I tu naprzeciw wychodzą nam antyperspiranty. A do dyspozycji mamy takie działające 12 godzin jak i te 24-godzinne. Są też takie o działaniu powyżej 70 godzin. Czy to jednak oznacza, że nie musimy się myć przez kilka dni? Niestety nie. Czas, o którym pisze producent ma pokazać jak długo antyperspirant ograniczy pocenie. Nie zatrzyma go jednak na dobre. Poza tym myć i tak się musimy ponieważ nie tylko pot zanieczyszcza naszą skórę i nie tylko on powoduje, że zaczynamy zalatywać smrodkiem. W aptekach znajdziemy jeszcze silniej działające antyperspiranty a czasem wręcz blokery pocenia. Zarówno w żelach, kremach – choćby do stóp i dłoni - czy w emulsjach aplikowanych za pomocą kulki. I o takiej właśnie emulsji opowiem wam dziś.

Rillo marki Lefrosch

Właściwości i działanie:
Emulsja Rillo zapobiega nadmiernej potliwości w obrębie pach. Zastosowane składniki skutecznie redukują wydzielanie potu oraz pozwalają ograniczyć częstotliwość stosowania preparatu do niezbędnego minimum.
Wskazania:
Nadmierna potliwość w obrębie pach
TU na stronie producenta zapoznać możecie się z przeciwwskazaniami do stosowania produktu.
Zastosowanie:
Emulsję należy nakładać na czystą, suchą skórę, na noc. Rano należy preparat zmyć wodą z dodatkiem mydła. Stosować przez 2-4 dni (zawsze na noc) a następnie 2-3 razy w tygodniu.
Zalecenia i środki ostrożności:
Emulsję Rillo należy stosować na skórę suchą, niepodrażnioną i nieuszkodzoną. Preparat można stosować 12 godzin po depilacji lub goleniu. Preparat jest przeznaczony do skóry w obrębie pach. Emulsja może odbarwiać tkaniny bądź biżuterię. Tylko do użytku zewnętrznego. W razie przypadkowego połknięcia należy natychmiast skontaktować się z lekarzem. Przechowywać w miejscu niedostępnym dla dzieci. Przechowywać w suchym i ciemnym miejscu.

Opakowanie pojemności 50ml - cena około 13zł




















Moja opinia

W białym, o standardowym jak dla „antyperspirantów w kulce” opakowaniu, zamknięta jest dość gęsta emulsja. Dlatego, jak dla mnie, opakowanie mogłoby stać „na głowie” co ułatwiło by jego aplikację. Sam produkt ma bardzo przyjemny acz delikatny zapach, który szybko ulatnia się ze skóry. Dzięki temu możemy się nie pocić i pachnieć tylko swoimi ulubionymi perfumami. Emulsja doskonale rozprowadza się na skórze i bardzo szybko wchłania. Fajne jest to, że stosujemy go najpierw kilka dni z rzędu a potem, w zależności od indywidualnych potrzeb, 2-3 razy w tygodniu. A efekt działania ciągle się utrzymuje. Producent zaleca zmywanie produktu ze skóry rankiem po wieczornej aplikacji. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie poeksperymentował. Zacząłem od używania antyperspirantu Rillo tylko pod jedną pachą – drugą traktowałem „standardowym” antyperspirantem w kulce. Jaki był tego efekt, zapytacie? O tuż po zwykłym, choć może nie do końca bo działać miał 72 godziny, pacha po intensywnym spacerze z Marysią w ciepły dzień była wilgotna, a druga pod którą maziałem się Rillo pozostała sucha. W moim przypadku by utrzymał się efekt wystarczyło stosować go co trzy dni po pierwszej codziennej aplikacji. Warto pamiętać jednak, że to że gdzieś blokujemy pocenie nie oznacza, że nasz organizm nie wyrzuci tej „wody” w innym miejscu.


W szkolnej skali oceniam na celujący.

 

W akcji „testuję z Twoim Źródłem Urody” razem ze mną testowali inni blogerzy. A co o nim napisali?

 

„Pachnie przyjemnie, ma formę płynno-kremową, która dobrze się rozprowadza i szybko wysycha. Nie pozostawia śladów na ubraniach.” 

pisze Nie do końca kosmetycznie więcej znajdziecie TU

„...ponieważ jest to emulsja dlatego przed użyciem musimy wstrząsnąć w dół, aby kulka była mokra. Produkt szybko się wchłania w skórę ...” 

pisze Kosmetyczny Świat więcej znajdziecie TU

„W tym przypadku zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Emulsja pachnie lekko, mieszanką kwiatów i cytrusów. Nawet w minimalnym stopniu nie wyczujemy w tej kompozycji spirytusu.” 

pisze Maria_N Więcej znajdziecie TU


Michał


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Ogień w sercu, ogień na głowie

Farbowanie włosów to dla mnie zabawa. Lubię poszaleć ponieważ to zdecydowanie poprawia mi nastrój i wnosi więcej kolorów i radości do mojego życia. Włosy dłuższe czy krótsze, czasem dla ożywienia, aż same proszą się o kolor. W koloryzacji ważne jest dla mnie to, żeby była łatwa – aby każdy mógł poradzić sobie z nią w domu. Równie ważne jest to by włos nie ucierpiał na zabawie kolorem. No i to co jest najważniejsze - by kolor był piękny, głęboko nasycony pigmentami, a po zabiegu farbowania włos lśnił i wyglądał zdrowo. Swoje włosy poddawałem działaniu farb wielu firm i marek. Zarówno tych profesjonalnych, które tworzą kosmetyki dla salonów fryzjerskich, jak i tych które dostać można w markecie. A dziś przyszła kolej na opowieść o przygodzie z Rubinową farbą (6.66) z segmentu marketowego, lecz stworzoną przez ALFAPARF, koncern specjalizujący się w doskonałym i bezpiecznym koloryzowaniu, regenerowaniu czy prostowaniu niesfornych loków. Jakiś czas temu opowiadałem wam już o kuracji dyscyplinującej altaMODA, teraz przyszedł czas na koloryzację. Niebawem zaś opowiem wam również o arganowej pielęgnacji tej marki. Zanim to jednak nastąpi kilka słów o farbie od producenta.

KĄPIEL W KOLORZE! MAKSYMALNY KOLOR, POŁYSK I KURACJA


Maksymalny kolor, połysk i pielęgnacja! Jedyne opakowanie na rynku posiadające aż 150 g koloru! Idealne pokrycie siwych włosów oraz promienne, modne i trwałe kolory!


Innowacyjna formuła, która powstała w oparciu o technologię najnowszej generacji – skrystalizowanych mikropigmentów. Są to pigmenty kosmetyczne, które dzięki małym rozmiarom przenikają do wnętrza włosa i utrwalają się w najgłębszych warstwach włókna włosa. 


Posiadanie pięknych, zdrowych, błyszczących i o promiennych kolorach włosów, tak jak te u nowoczesnych i modnych kobiet jest teraz możliwe! ALTAMODA è...colore, pojawił się, aby wszystkie kobiety mogły farbować sobie włosy same, w sposób łatwy, pewny i bezpieczny we własnym domu. Koloryzacja na bazie nowej technologii: 'Skrystalizowane Mikropigmenty', które dzięki swojemu niewielkiemu rozmiarowi, przenikają i utrwalają się w najgłębszych warstwach włókna dając włosom nowy kolor i nową energię!

Opakowanie to koszt około 13zł w drogeriach internetowych.

Moje obserwacje:




W kartoniku znajdziemy wszystko co jest nam niezbędne do przeprowadzania domowego zabiegu koloryzacji. Tubę z farbą nasyconą pigmentami, buteleczkę z oksydantem, rękawiczki – choć ja osobiście nie lubię tego rodzaju rękawiczek i zawsze używam swoich jednorazówek. Przygotowanie mieszanki jest bardzo proste, kolorant łączymy z oksydantem z buteleczki i gotowe. Można rozrobić farbę w miseczce a następnie aplikować ją pędzlem – tak, jak zrobiłby to fryzjer. Jeżeli macie w domu butelkę z 'korkiem-aplikatorem' możecie przygotować mieszankę w takiej właśnie butelce. To zdecydowanie ułatwi późniejszą aplikację sobie samemu. Nanosimy mieszankę koloryzującą stosując się ściśle do zaleceń producenta - oni dobrze wiedzą dlaczego każą nam trzymać farbę określoną ilość czasu. A gdy ten czas upłynie dokładnie płuczemy włosy i myjemy aby nie brudzić farbą np. poduszki. Nie doradzałbym tutaj używania jasnego ręcznika chyba, że nie zależy wam już na jego śnieżnej bieli. Już po pierwszym myciu po koloryzacji skóra nie była ubrudzona farbą – faktem jest, że starałem się jak najmniej ją ubrudzićć. Po koloryzacji włosy są cudowne w dotyku, miękkie i lśniące. Kolor również wyszedł doskonały, idealnie nasycony pigmentami. Wcześniej rozjaśniłem pasy na moich włosach aby uzyskać nietypowy efekt zebry. Dziś mija już czternaście dni od farbowania dlatego też uczciwie mogę powiedzieć, że czerwień którą uzyskałem nie wypłukuje się zbyt szybko a włosy wciąż są miękkie, gładkie i błyszczące.



















W szkolnej skali farbę do włosów AltaMody oceniam na bardzo dobry + (plus za trwałość koloru i łatwość aplikacji)



Michał