czwartek, 19 października 2017

Piąte urodziny bloga Twoje Źródło Urody


Urodzinowa zabawa bloga Twoje Źródło Urody po raz piąty

Mija pięć lat odkąd na blogu pojawił się pierwszy wpis. Przez te lata piszę dla Was o kosmetykach, o pielęgnacji, podrzucam pomysły na samodzielne domowe kosmetyki. Czasem dzielę się też przepisami na smakołyki czy swoimi przemyśleniami, często na trudne tematy. Twoje Źródło Urody powoli się rozwija i pisze na coraz to szerzej rozumiane tematy lifestyle. Dlatego mam dla was konkurs, który jednocześnie może sprawić, że jeszcze więcej tekstów pojawiających się właśnie tu będzie spełniać Wasze oczekiwania.


środa, 18 października 2017

Współcześni grafomani nie niszczą lasów. Po co im papier skoro mają bloga?


Czym właściwie jest blog? Kiedyś był to pamiętnik tylko taki, którego czytać mogą inni. O ile im na to autor pozwoli. Bo wpisy są albo prywatne lub też publiczne. Nadal są osoby, które tak właśnie traktują blogi i zapisują w nim swoje myśli, wspomnienia czy prowadzą dzienniki. Dziś blog to przede wszystkim miejsce zarabiania, zdobywania fantów od firm, forma promocji osoby, marki, lub po prostu firmy czy instytucji. Dziś blogi to głównie marketingowe maszyny. I dobrze. Idziemy przecież z duchem czasu i skoro coś daje możliwości to chyba trzeba być naiwnym, żeby z tego nie korzystać. Zwłaszcza, że tematów do pisania jest tak wiele. Jesteś Dżesiką w ciąży z pierwszym Brajankiem – jesteś ekspertką od rodzicielstwa. Proste. Zostań blogerką parentingową i udzielaj życiowych porad innym, przecież jesteś ekspertką. Podobnie zacznij udzielać porad małżeńskich i o tym, jak tworzyć doskonałe relacje rodzinne. W końcu jesteś już po drugim czy trzecim rozwodzie to wiesz doskonale jak stworzyć związek idealny. Jeżeli używasz kosmetyków a twoją pasją jest testowanie ich, to nieważne czy masz lat 13 czy też 70. Pisz o kosmetykach i wychwalaj te cudne i krytykuj buble bo tobie się nie sprawdziły. Szczególnie pisz o bublach bo ludzie lubią czytać takie wpisy. Wystarczy, że w necie przeczytasz coś o składnikach i możesz stać się ekspertem od listy INCI i zakazanych składników szkodliwych. Co z tego, że na chemii się nie znasz a nie każdy alkohol wysusza? Pisz, że to zło a będzie dobrze. Lubisz kupować ciuchy? Masz ich na pęczki? Zacznij robić sesje, pokazywać stylówki, pisać co ubierasz idąc po bułki czy jogurt. Zdjęcia zawsze w dziwnych pozach, bo przecież musi być „fensi”. A jak nie wiesz czy jest sens się specjalizować, pisz po prostu o lifestyle i niczym się nie ograniczaj. I tematów będzie więcej i dary losu bardziej urozmaicone. Przecież kolejnym kremem pod oczy chlebka nie posmarujesz czy dywanu nie wypierzesz. Pisząc do firm o współpracę nie zapomnij dopisać, że: “jestem samotnom madkom i/lup mam horom curke” - jak robi to część innych blogerek.


wtorek, 17 października 2017

Pochmurne dni nie oznaczają, że słońce zgasło


Gdy byłem dzieckiem niestety o ochronie przeciwsłonecznej nie mówiło się wiele, a wręcz nie mówiło się o niej prawie wcale. W dodatku dobrego współżycia ze słoneczkiem naszym kochanym nie ułatwiało mi to, że mam bardzo jasną karnację, a dzięki temu minimalną naturalną ochronę swojej skóry. Dlatego też kilka razy udało mi się zafundować sobie poparzenia słoneczne pleców, ramion czy twarzy. A jak zapewne już sami wiecie mogło się to naprawdę źle odbić na przeszłym wyglądzie mojej skóry. A nawet na tym, że zwiększało to ryzyko pojawienia się różnych zmian mogących prowadzić nawet do nowotworów. Na moje szczęście dość szybko zacząłem się interesować kosmetyką i dzięki temu już od bardzo wielu lat zabezpieczam się przed słońcem. Ale nie znaczy to, że się nie opalam. Bo dzięki kosmetykom odpowiednio dobranym do swoich potrzeb moja opalenizna przestała mieć kolor czerwieni lub bordo, a stała się naprawdę złocista i, co ważne, trwalsza. Od kilku dni na dworze panuje słoneczna złota polska jesień. Postanowiłem więc opowiedzieć o (jeszcze) nowości kosmetycznej w dziedzinie SPF koreańskiej marki Benton.


niedziela, 15 października 2017

Myśli są jak grzyby, najlepsze po deszczu


Są takie potrawy, które nie wiedzieć czemu, kojarzą się nam z plebejskim życia stylem, hulaszczą naturą łże elit — kimkolwiek one są, te elity. Wnikać w umysły przewrotne nie będę, bo po cóż mi to? Lecz wiele dań od przepełnionych bareizmami czasów przeszłych, przestało bynajmniej być tak ekskluzywne jak niosła fama. Już ośmiorniczki tańsze potrafią być od masła kostki i w dodatku dostępne w sklepach dla „biedoty”, jak mawia już chyba klasyk krasomówstwa. Nawet czarny, czy nie daj Bóg, czerwony kawior kupisz już w bez mała każdym blaszaku za mniej niż dychę za słoiczek. A jak fantazja ułańska poniesie to popijesz i „szampanem”, którego też za niewielki pieniądz dostaniesz. Tak owóż i z rydzami było, iż wieść gminna przypisywała im przeszłość gastronomiczną tylko na wielkopańskich stołach. Co poniekąd przypieczętował swymi słowy Mikołaj Rej w „Żywocie człowieka poczciwego”. To prawda, że są lata mniej przychylne dla wielbicieli grzybów, ale ten rok szczególnie nas obdarował wysypem runa leśnego niczym z rogu obfitości. Tak więc czy dziwić może kogoś to, że w tym roku za kilogram rydza zapłacić trzeba było tylko 25 zł? Chyba nie. Zwłaszcza, że tegorocznej jesieni stragany aż uginają się pod grzybami wszelakiej maści. Od podgrzybków, kurek, borowików poczynając. Na tych mniej znanych lub być może lubianych. Osobiście nie mogłem przepuścić takiej okazji aby nie dać sobie możliwości do rozkoszowania się smakiem rydza właśnie. A można je przyrządzić różnorako: dusić w śmietanie, marynować, kisić i na takich ukiszonych z cebulą grzybach ugotować wyborny wprost „żur”. Niezależnie jednak jak będziemy mieli zamiar je przyrządzić pamiętajmy, iż większa ilość czasu gotowania wcale a wcale nie wpływa najlepiej na smak naszego finalnego posiłku. Dlatego dziś zapraszam was na naprawdę szybkie, proste i moim zdaniem najlepiej wydobywające smak z rydza danie.


wtorek, 3 października 2017

Dziś mam urodziny i wciąż wierzę, że ten wiek jest dla mnie najpiękniejszy


Październik to jeden z moich ulubionych miesięcy. Największym tego powodem jest zapewne to, że właśnie w październiku dane mi było pierwszy raz zachłysnąć się życiem, jego pierwszym tchnieniem. Jest to tak naprawdę pierwszy w pełni jesienny miesiąc w całym roku, a jesień wbrew wszystkiemu i wszystkim to czas, w którym często rozpoczynam jedne z najważniejszych dla mnie projektów. To właśnie jesienią roku 2012 założyłem tego bloga, kilka dni później pojawił się tu pierwszy wpis. I tak nie wiedząc właściwie kiedy ten czas upłynął piszę dla Was już piąty rok. Ten blog powstał między innymi dlatego, że uroda i kosmetyki to moja pasja, w dodatku towarzysząca mi od wielu lat. Zdecydowanie dłużej niż połowa mojego życia. Jednak nie ma nawet co ściemniać, blog ten nie został stworzony tylko dlatego, że chciałem dzielić się tu swoją pasją. Nigdy tego nie ukrywałem, że od samego początku wiedziałem, iż docelowo blog ma być dla mnie źródłem utrzymania. Co nie zmienia faktu, że nie pojawiło się tu nic co w nawet najmniejszym stopniu nadszarpnęło by w jakimkolwiek stopniu mój kompas moralny. Dlatego nie piszę tu — nawet jeżeli oferowane mi są za to pieniądze — o niczym, co moim zdaniem nie byłoby naprawdę godne polecenia. Dlatego również zacząłem polecać wam raczej niszowe filmy i dzielić moimi sprawdzonymi przepisami.


niedziela, 1 października 2017

Niektóre rzeczy ukazują swoje prawdziwe piękno dopiero gdy oglądasz je z przyjacielem


Tegoroczne wakacje obfitowały w interesujące wydarzenia związane z blogosferą urodową i miałem okazję uczestniczyć w kilku wydarzeniach, o których warto wspominać i promować to co robią ich twórcy i organizatorzy. W naszym kraju, ale nie tylko u nas bo i na całym świecie, coraz więcej mówi się o azjatyckiej pielęgnacji. I nie będę tu ukrywał, że sam też rozsmakowałem się w azjatyckim pojęciu piękna. Ale jak tego nie robić skoro właśnie stamtąd coraz częściej docierają do nas marki o bardzo interesującym podejściu do pielęgnacji? Marki, które wymyślają kosmetyki, które ujmują formułami, konsystencjami czy sposobem aplikacji. Coraz częściej też podbijają nasze serca swoimi składami ponieważ sięgają po składniki innowacyjne ale i mocno wpisane w naturę. Choćby filtraty fermentatów różnych roślin. W czasach, w których ekologia staje się coraz modniejsza i pożądana to właśnie z Azji pochodzi najbardziej ekologiczna marka świata, od której uczą się tego podejścia inne firmy z całego świata. Dlatego tak bardzo ucieszyłem się, że będę częścią drugiej już edycji HelloAsia organizowanej przez Patrycję z bloga Interendo. Pierwsza edycja odbyła się w Sopocie i to co wtedy udało się zorganizować spowodowało, że Patrycja postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko.


wtorek, 26 września 2017

Geranium na parapecie rozrosłe, o moje zmysły dbało od lat bardzo wielu


W mojej pielęgnacji ostatnio dość często sięgam po olejki. Dodatkowo dość często są to olejki marek koreańskich. Nie ma co udawać i owijać w bawełnę ponieważ cenne oleje od zawsze były składnikami kosmetyków pielęgnacyjnych i to dosłownie wszystkich. Znajdujemy je w produktach do mycia, kremach, serach, maskach oraz esencjach, które wcale nie są odkryciem koreańskim, ponieważ pierwszą esencją (w formie hydrożelu) znaleźć można już było już 25 lat temu w jednej z francuskich marek profesjonalnych, dla których kiedyś pracowałem jako szkoleniowiec. Ale to właśnie Koreańczycy zauważyli jak istotne jest jej stosowanie w codziennej pielęgnacji i stosują ją bez mała w każdej swojej rutynie pielęgnacyjnej. Wracając jednak do samych olejów — bo to przecież one są clou mojego dzisiejszego tekstu — zazwyczaj nie lubię jednorodnego oleju ale ich mieszaniny. Bo to właśnie dzięki temu spektrum ich działania zdecydowanie się poszerza. Już jakiś czas temu opowiadałem wam o wodnym olejku różanym i przeczytacie o nim TU. Dziś przyszedł czas na olejek geraniowy, ponieważ ten wywarł na mnie jeszcze większe wrażenie niż różany.