wtorek, 28 kwietnia 2015

Chleba naszego spowszedniałego kupmy dzisiaj

Uwielbiamy narzekać na to, że nie mamy pieniędzy. Czasem wydaje mi się, że to jeden z naszych ulubionych sportów narodowych. Jakbyśmy dosłownie uczestniczyli w dziwacznych zawodach o laur „złotych gaci” dla niedoścignionych mistrzów. Niebawem znów będziemy mieli okazję udowodnienia naszej zaradności i zapobiegliwości. Znowu załadujemy po brzegi niejeden wózek z supermarketu. Kilka bochenków chleba, stosy bułek, pęta kiełbas i kaszanek. No i oczywiście coś z procentem. Oj, będzie grill narodowy! Nasze paragony swobodnie będą mogły zastąpić rolkę papieru toaletowego a my zyskamy uznanie w oczach kierownika marketu i zobaczymy ten błysk w oku pani Zosi z kasy piątej... lub którejkolwiek innej. Już dosłownie za kilka dni wielu z nas wystartuje w koszykiadzie, slalomie gigancie między półkami, lodówkami i wystawkami z najatrakcyjniejszymi ofertami. Znów przeciętny i nie opętany szałem zakupowym człowiek będzie w strachu iść do sklepu po codzienne zakupy. Tak, codzienne. Bo są tacy co nie muszą całych drużyn sportowych obkupić w wiktuały. Lecz ci co zakupowego szału znają moc przemożną już drugiego maja tęsknie czekać będą przed sklepem aby dokupić jeszcze co nieco. Choćby tylko dychę wydać. Zakupy to zdecydowanie to co lubimy najbardziej. Fajnie jest obserwować jak sąsiedzi podziwiają jak nosimy tony towaru, pełne siaty, kosze, kartony... Nie zapominajmy, że rodzinie też trzeba udowodnić jak to dobrze jesteśmy przygotowani do świątecznej czy też długoweekendowej apokalipsy.




A już dzień po wielkiej majówce na śmietnikach i w ich okolicach wylądują owe stosy bułek oraz bochny chleba. Jak dobre paniska dokarmimy lokalną zwierzynę kawałami szynek, kiełbasą, warzywami i owocami. Czym chata bogata. A tak na poważnie. Jestem przerażony tym co ludzie potrafią wyrzucać i w jaki sposób traktują pożywienie. Wszyscy chyba mamy świadomość, że na całym świecie jest wiele osób, które nie dojadają a często wręcz cierpią głód. Chyba czas już abyśmy uświadomili sobie ile pieniędzy wyrzucamy w ten sposób w błoto. A na pewno zdajemy sobie sprawę z tego ile moglibyśmy kupować za te pieniądze dóbr luksusowych. Choćby ekologicznych kosmetyków. Tych, o których twierdzimy że są za drogie i szkoda na nie grosza a tak beztrosko wręcz wyrzucamy pieniądze, za które byłoby nas swobodnie na nie stać.



Nie wiem jak Was ale mnie rodzice uczyli, że chleb należy szanować. A już na pewno nie należy go po prostu wyrzucać na ziemię. Ja wiem, że zaraz ktoś powie: przecież zjedzą go ptaki. Może i tak ale żaden znany mi europejski ptak nie da rady całemu bochenkowi chleba czy choćby marnej bułeczce. Jeżeli już chcemy dokarmiać ptaki to dobrze rozdrobnijmy ten chleb i niech nie poniewiera się on kilkanaście dni a nawet dłużej po ziemi, coraz bardziej brudny, mokry od deszczu lub palony słońcem. Choć po prawdzie nie czas jest teraz na dokarmianie ptactwa. Ptaszęta w bród mają przeróżnego robactwa obficie lęgnącego się po łagodnej zimie. W moim rodzinnym domu chleba się po prostu nie wyrzucało. A jeżeli nawet zdarzyło się, że chleb się zestarzał to można go było przerobić choćby na „bułkę tartą” czy grzanki lub pozwalaliśmy go zjeść zwierzętom ale w taki sposób aby okazać szacunek jaki mamy do chleba. Na pewno nie lądował on na ziemi czy wręcz w błocie. Z przerażeniem patrzę, idąc ulicami mojego miasta, na chleb na bruku. A dosłownie kilka dni temu Marysia znalazła na chodniku pod oknami jednej z pobliskich kamienic naprawdę spory kawał wyglądającej na dobrego gatunku i nie najtańszej kiełbasy krakowskiej. Wyrzucony wprost z okna na trawnik. Skąd wiem, że z okna? Bo tam regularnie coś ląduje na trawniku. A i raz widziałem jak ot tak sobie wprost z okna wyleciały wędzone skrzydełka aby zatoczywszy piękny łuk wylądować z gracją wprost na wspomnianym już trawniku. A co!? Skrzydełkom nie wolno już polatać?


W skrytości liczę na to, że robiąc kolejne świąteczne zakupy, a już niebawem będzie do tego okazja, zastanowimy się czy aby na pewno potrzebujemy jeszcze jednego kilograma kiełbaski czy dodatkowego bochenka chlebka? A może jeszcze dorzucimy tak z 15 bułek, żeby na pewno nam niczego nie zabrakło? A jeżeli już naprawdę zostanie Ci coś ze „świąt”, to pomyśl. Może gdzieś koło ciebie są ludzie, którym powodzi się gorzej niż Tobie i zamiast wyrzucać to czego masz zbyt dużo, podarujesz to właśnie im.


Michał

Uzbrojony w Nową Młodość

Mleczka, balsamy, kremy czy masła do ciała to jedne z tych preparatów pielęgnacyjnych, których powinniśmy używać przez cały rok. Na dworze rozkwita wiosna a świat zmienia się nie do poznania. W tym czasie zmieniają się też moje upodobania kosmetyczne. Nie. Nie chodzi o to, że nagle zaczynam o siebie mniej dbać czy też dużo bardziej. Nie. Zdecydowanie chodzi tu raczej o przejście na lżejsze kosmetyki. Zamiast ciężkich i tłuściutkich zaczynam przyjaźniejszym okiem spoglądać na ich lżejsze wersje. Tak więc nadszedł już czas aby moim ulubionym masełkom do ciała powiedzieć: „Do zobaczenia jesienią” a na ich miejsce wprowadzić teraz krem do ciała. Tak, tak mówię „teraz” bo zapewne gdy latem zrobi się zdecydowanie cieplej, to i on na jakiś czas zniknie i pewnie zastąpi go mleczko lub jakaś pianka. Ale dziś mam zdecydowanie ochotę na porządny, wręcz luksusowy, krem. W drogeriach, salonach kosmetycznych i w internecie znajdziemy wiele kremów do ciała. Jedne po prostu nawilżają lub odświeżają naszą skórę ale są i takie, którym postawiono zadania specjalne. Wyszczuplanie, ujędrnianie, walka z rozstępami, regeneracja, odmładzanie etc. Zadań tych może być wiele. Najważniejsze o czym musimy pamiętać to to, że naturalna ochrona naszej skóry w postaci jej płaszcza tłuszczowego (PTS) ulega uszkodzeniu zawsze wtedy gdy bierzemy prysznic czy kąpiel ale również gdy pływamy w basenie czy też przebywamy w suchych lub klimatyzowanych pomieszczeniach. I choć nasza skóra prędzej czy później sama odtworzy swój ochronny kwaśny płaszcz, to mimo wszystko trochę czasu jednak jej to zajmuje. Żeby ułatwić jej zadanie i sprawić, że szybciej będzie zadbana i bezpieczna a zarazem piękniejsza i gładsza należy regularnie stosować kosmetyki do pielęgnacji ciała. A ona po prostu odwdzięczy się nam młodym i zdrowym wyglądem oraz doskonałą kondycją. Dziś opowiem o jednym z tych, który obiecuje nam wiele.





Enriched New Youth Body Care

Luksusowy krem do ciała o działaniu odnawiającym, ujędrniającym i odżywczym. Polecany szczególnie dla dojrzałej, suchej skóry. Produkt natychmiast przywraca miękkość i jędrność Twojej skórze, ujmując jej lat, dzięki zawartości Koncentratu Życia Komórkowego®. Roślinne fitohormony intensywnie stymulują komórki do produkcji kolagenu i elastyny. Skóra staje się gładka, napięta i odzyskuje uczucie komfortu. Twoje ciało jest wymodelowane, a Ty wyglądasz zdecydowanie młodziej.

Słoik pojemności 200ml kosztuje około 365zł (do kupienia w salonach urody)





Moje obserwacje

W sporym, eleganckim i solidnym słoiku – lecz nie sugerującym swoim wyglądem, że jest pojemniejszy niż rzeczywistości – zamknięty został biały i bogaty w swojej konsystencji krem. Idealnie rozprowadza się po skórze i momentalnie daje wrażenie ukojenia. Skóra jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki od razu pod naszą dłonią odczuwa po prostu ulgę. Krem rozprowadza się jedwabiście i dosłownie otula nas bezpieczną kołderką. Lecz nie pozostawia on żadnego tłustego filmu. Nasza skóra jest gładka, przyjemna w dotyku i po prostu aksamitna. Jeżeli uważasz, że króciutka lista składników jest zawsze najlepsza, to krem ten nie jest dla Ciebie. W opisie INCI znajdziemy 20 aminokwasów, 10 witamin, 19 biopierwiastków oraz 7 soli mineralnych. Wszystkie razem połączone w tym kremie działają stymulująco na komórki naszej skóry pomagając im lepiej i dłużej funkcjonować. W składzie jest również Ederline – składnik stymulujący syntezę kolagenu. Mamy tu też cenne oleje i to plasujące się dość wysoko w składzie. Między innymi makadamia, olej z nasion róży czy masło shea. Krem bardzo szybko sprawia, że skóra zaczyna wyglądać lepiej, odzyskuje sprężystość oraz młodzieńczy wewnętrzny blask. Krem jest dość wydajny. Na koniec jeszcze słów kilka o zapachu. Cała linia kosmetyczna New Youth (niezależnie czy kosmetyk jest przeznaczony np. do ciała czy do twarzy) charakteryzuje się przyjemnym, delikatnie kwiatowym i świeżym zapachem. Bynajmniej nie jest to zapach ciężki i nachalny. A to dość pożądana cecha kosmetyków do pielęgnacji skóry.


W szkolnej skali oceniam go na bardzo dobry

Michał

niedziela, 26 kwietnia 2015

Podejmij ryzyko – weź EXTREMALNY prysznic

Czasem potrzebujemy czegoś porażającego... nawet pod prysznicem. Czegoś co zelektryzuje nas i wręcz porazi, choćby wyjątkowym zapachem. Potrzebujemy dodatkowej dawki energii, porządnego „mientolnięcia”. Czasem czegoś co zafunduje eksplozję doznań, a czasem czegoś co rozpali nie tylko zmysły. Codziennie potrzebujemy innego bodźca aby nie popaść w rutynę. Z myślą o tych, którzy poszukują extremalnych doznań Original Source stworzyło cztery nowe warianty żeli, które dostarczą ekstremalnie intensywnych przeżyć pod prysznicem i jeszcze bardziej nakręcą do działania. W dodatku aż trzech z nich można użyć również do mycia włosów. A to co powala w nich na kolana to zapachy.



Blue Ginger kryje w sobie krystaliczny zapach, pełen świeżości a zarazem też dziki żar imbiru. Zapach doskonale pobudza nie tylko o poranku. Bombowy Lemon & Chilli o zapachu kwaśnej, soczystej cytryny i ostrej papryczki chilli obudzi w tobie uśpiony wulkan energii. To nieziemsko ognisty duet, którym umyjesz również włosy. A może potrzebujesz solidnej dawki prądu? Taką właśnie energię da ci Eucalyptus & Black Pepper. To tropikalny duet wyciągu z drzewa eukaliptusowego i ostrego czarnego pieprzu, który działa jak uderzenie pioruna. To nie żarty! Poranny prysznic z nim naładuje cię pozytywną energią na cały dzień. Nocą zaś spowoduje, że będzie iskrzyć... XXX Mint, zapewni ci zmrożenie ciała i włosów, którego nie pozbędziesz się tak łatwo po wyjściu spod prysznica.








Podejmij wyzwanie i weź extremalny prysznic!









Michał

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Zapachniało, pojaśniało... Wiosna, ach to ty!


Wiosna już właściwie w pełni więc już czas najwyższy aby zobaczyć ją i w makijażach. Świeża cera i pastelowy makijaż oka to idealna propozycja na nadchodzące wiosenne dni. Marka Eveline Cosmetics proponuje nam teraz schowanie do szafy ciężkich podkładów i sugeruje by powrócić już do lekkich fluidów czy kremów CC. Przede wszystkim nie tylko wyrównają koloryt skóry ale i zadziałają pielęgnująco. Ważne jest aby po zimie pozwolić skórze odetchnąć i dodać jej sił. Policzki warto musnąć różem Satin Blush. Jego apetyczny, różowy odcień Soft Pink doda skórze tej wiosennej świeżości. Jeżeli zaś chodzi o oko, to teraz zdecydowanie powinno być subtelnie i pastelowo. Rzęsy intensywne, czarne, pogrubione i wydłużone. Można to osiągnąć choćby maskarą X-Treme Noir. Usta tylko zaznaczone, dosłownie dotknięte delikatnym różem pomadki Color Edition. Całość dopełnimy odpowiednim kolorem lakieru do paznokci i gotowe.



Taki wiosenny look na pewno doda uroku i pozwoli rozkwitnąć. 

kosmetyki które rekomenduje narka Eveline Cosmetics do wykonania wiosennego makijażu
.  

niedziela, 19 kwietnia 2015

na oko i nie tylko na nie

O ile o skórę twarzy dbamy w zasadzie całkiem dobrze to wciąż po macoszemu traktujemy nasze oczy. A przecież one są nie tylko zwierciadłami naszej duszy ale też to one pierwsze zdradzają innym, że niedosypiany, nieodpowiednio się odżywiamy, opalamy się nie zabezpieczając ich należycie. Palimy, pijemy, imprezujemy, przepracowujemy się etc. etc. Opowiedzą to o wiele dokładniej aniżeli byśmy sobie tego życzyli. Wszytko to dzięki temu, że skóra okolic oczu jest o wiele cieńsza niż w innych miejscach. Ma ona znacznie cieńszą podściółkę z tkanki tłuszczowej oraz mniej gruczołów łojowych. A w dodatku ciągle narażamy ją na stres. Dość często maziamy ją tymi samymi kremami co twarz zapominając, że skóra wokół oczu ma inne wymagania niż choćby nasze policzki czy czoło. Krem pod oczy to nie tylko wynalazek, który zwiększa obroty firm kosmetycznych. To produkt, który ma inne zadania do wykonania. Krem do twarzy z czasem może zbytnio obciążyć delikatną skórę wokół oczu. Zatem dziś czas na krem o szczególnym znaczeniu. Rzućmy okiem na to co obiecuje nam producent.






Liftingujący krem na okolice oczu i ust - alissa beauté

Liftingujący krem na okolice oczu i ust. Zawiera unikalny kompleks: masło Shea, olej z oliwek i olej migdałowy intensywnie regeneruje wrażliwą skórę wokół oczu i spłyca zmarszczki. Proteiny ryżowe i sojowe spowalniają procesy starzenia i przywracają elastyczność skóry. Stosowany regularnie redukuje cienie i worki pod oczami oraz napina skórę. Stosuj rano i wieczorem wmasowując delikatnie w skórę wokół oczu i ust.

Flakon 30ml z pompką kosztuje około 165zł





Moje wrażenia

Na oko... od razu widać, że krem znajduje się w wysokiej jakości o szklanym opakowaniu, przyjemnym zarówno dla oka jak i dłoni. Jedno naciśnięcie pompki aplikuje idealną ilość delikatnego, białego kremu, który wchłania się dosłownie w mgnieniu oka. Krem jest właściwie bezzapachowy. Bardzo delikatnie wyczuwa się nutę zapachową olejów, z których powstał. Dla mnie to wielka zaleta jeżeli chodzi o kosmetyki pielęgnujące skórę wokół oczu. Już kilka minut po zastosowaniu skóra staje się jedwabista w dotyku. W ciągu dosłownie kilku dni widocznie poprawia się nawilżenie skóry a po tygodniu regularnego stosowania sam już dostrzegam jak napina i wygładza to co odciska ciągle na moim spojrzeniu czas i mój dość częsty śmiech. Równie szybko skóra staje się bardziej sprężysta i jędrną. Dodatkowym plusem jest to, że krem dość dobrze radzi sobie również z zacienieniami po nieprzespanych nocach.






W szkolnej skali wystawiam mu ocenę bardzo dobry + (plus za wydajność)


Michał