czwartek, 1 lutego 2018

Made with love


Mówienie w lutym o miłości wydawać by się mogło aż nazbyt trywialne. Przecież już od jakiegoś czasu zewsząd zalewają nas kartki z serduszkami czy słodziutkie opakowania fikuśnych cukiereczków. Wszystko wprost krzyczy o święcie zakochanych. Osobiście mi to nie przeszkadza, gdyż ja miłość świętuję kiedy tylko mam na to ochotę. A 14 lutego to tylko dodatkowa okazja do celebrowania miłości. Ale właśnie dziś nie o Walentynkach bynajmniej. Nie o tym wyjątkowo przez jednych lubianym, a przez innych negowanym święcie. Tym o czym chcę wam dziś opowiedzieć jest… No właśnie, to moja obecna fryzura. Niejedno z was powie: Ale jak to?! O czym on w ogóle opowiada?! Co za brednie — Otóż najzupełniej w świecie moja obecna fryzura jest jak najbardziej realną i idealną odpowiedzią na lutowy temat lutego wspólnej blogerskiej akcji „wyjątkowy rok”, o której przeczytacie więcej TU.




Pierwszy raz o „Ministerstwie Urody” mieszczącym się w Częstochowie usłyszałem od Ani z bloga „Kolorowy kraj”. Jakiś czas potem pojawiłem się tam właśnie na spotkaniu blogerów “Beauty by Bloggers” (relacje z nich przeczytacie TU i TU) i osobiście poznałem nie tylko właścicielkę tego przybytku ale też, nie ma co ukrywać, zarówno jego serce jak i duszę — Ilonę. Moje włosy tego dnia nie chciały ze mną w ogóle współpracować doprowadzając mnie do szału, zapytałem więc ją czy mogłaby mi je tak na szybko spleść w warkoczyk, i ona to zrobiła tak po prostu. By wszystko się trzymało jak powinno musiała użyć kilku wsuwek, których nie czułem przez całe spotkanie, podróż powrotną do domu jak i całą noc. Fryzura w tym czasie utrzymała się idealnie, bez najmniejszych z jej strony wybryków. Niestety dość długo nie składało się z różnych przyczyn aby Ilona mogła zrobić coś więcej z moimi włosami. Ale w końcu się udało i właśnie z tego powodu mogę dziś z czystym sercem powiedzieć, że to co działo się w „Ministerstwie Urody” było jak najbardziej zrobione z miłością. Z miłością do włosów jaką ma w sobie Ilona Nalewajka.



Od lat korzystam z usług fryzjerskich i trafiałem zarówno na świetnych jak i bardzo miernych fachowców. Ale wizyta u Ilony uświadomiła mi, że jeszcze nigdy nie byłem obsłużony idealnie, wręcz wzorcowo. Mimo, że byłem przecież zadowolony z efektów pracy innych stylistów. Jako, że była to moja zupełnie pierwsza wizyta umówiona na poważną zmianę — bo i cięcia i koloru — Ilona uprzedziła mnie, iż bardzo prawdopodobne jest, że wizyta zajmie mi nawet sześć godzin. I tyle dokładnie trwała. Wydawać by się mogło, że to bardzo długo. Ale…


Zazwyczaj przychodząc do salonu pierwszy raz na koloryzację i cięcie siadałem na fotelu a fryzjer pytał jaki kolor robimy, następnie mieszał coś, nakładał na włosy i albo wychodziło tak, że mi się podobało, albo nie zawsze tak było. W “Ministerstwie Urody” pierwsza wizyta to rozmowa o oczekiwaniach co do włosów, koloru fryzury, etc. To również wiele spraw, z którymi spotkałem się pierwszy raz w życiu. Na przykład test wytrzymałości włosa przed dekoloryzacją. Bo niestety, aby zrobić to co ustaliliśmy musieliśmy pozbawić wszelkich nadziei na przetrwanie jakie miała czerwień w moich włosach. A która, tak na marginesie, już trochę mi się znudziła. Test ten polega na poddaniu trzech różnych włosów wyciętych dyskretnie z mojej czupryny działaniu trzech różnych stężeń utleniacza. Po pewnym czasie włos poddaje się rozciąganiu i jeżeli wraca on do swojej pierwotnej formy to znaczy, że jest dobrze. A jako, że moje włosy nie były w najlepszej kondycji, więc musieliśmy zadziałać na nie dużo ostrożniej aby jednocześnie uzyskać pożądany efekt. Tu chyba czas na to by powiedzieć, że “Ministerstwo Urody” pracuje na profesjonalnych rosyjskich preparatach ESTEL i wszystko co działo się na mojej głowie tego dnia było robione przy wykorzystaniu właśnie tej marki. Moja dekoloryzacja odbyła się w kilku etapach. Aby nie obciążać moich włosów zbyt mocno pomiędzy każdym z etapów wykonywana była rekonstrukcja, w trakcie której moim włosom dostarczano aminokwasów wspomagając ich odbudowę. Po drugim etapie dekoloryzacji i kolejnej rekonstrukcji przyszedł czas na nadanie formy mojej fryzurze nożyczkami. A nie było to banalnie proste zadanie. Gdyż pomimo dwumiesięcznego zapuszczenia boków, na środku głowy miałem dość długiego ale i dość cienkiego irokeza. Na szczęście pomimo tego udało się nadać mojej fryzurze nowego, świeżego rysu, który będzie się pogłębiał podczas kolejnych wizyt. Po strzyżeniu nadszedł czas na koloryzację właściwą. Na samym początku wizyty Ilona powiedziała mi tylko jedno: Zapomnij, że wyjdziesz ode mnie z płaskim kolorem — Lecz zanim przystąpiła do koloryzacji zrobiła ponownie coś, czego nie doświadczyłem nigdzie indziej. Tym razem było to test na to, jak mój włos po depigmentacji będzie przyjmował pigment podczas finalnej koloryzacji. Ilona przygotowała więc dosłownie dwa mililitry mieszanki farby z wodą utlenioną o odpowiednim stężeniu, wybrała jedno małe pasemko w takim miejscu aby potem nie było widać, że był tam wykonywany test. Następnie nałożyła próbkę na dziesięć minut i po tym czasie okazało się, że moje włosy są dość oporne na wybrany przez nas kolor. Zmieniona została zatem proporcja mieszanki i po kolejnych dziesięciu minutach nadal nie był to efekt, którego oczekiwaliśmy. Trzecia zmiana proporcji dała zadowalający nas rezultat. Dopiero teraz wiem, dlaczego nie każda wcześniejsza koloryzacja u innych mistrzów pozostawiała trwały i odpowiedni efekt. Cóż z tego, że wybraliśmy doskonały kolor, jak proporcje nie były takie jakie być powinny? Gdy ustalona została już ta właściwa proporcja Ilona nałożyła mi farbę na te włosy, które miały zmienić swój kolor. Nie zdziwię już chyba nikogo, że po koloryzacji była kolejna regeneracja i bardzo przyjemny masaż głowy. Po wszystkim Ilona nadała jeszcze ładną formę mojemu zarostowi na brodzie, ułożyła fryzurę pokazując jednocześnie jak sobie bez problemu poradzić z nią w domowym zaciszu. Na sam koniec dobrała mi pielęgnację i produkty do domowej stylizacji i umówiliśmy się na kolejną wizytę 14 lutego.


Pierwszy raz w życiu jestem aż tak bardzo zadowolony z wizyty u fryzjera. I to właśnie dlatego, że Ilona robi to wszystko z miłością. Z miłością do włosów przede wszystkim, ale i do swoich klientów. Spędziłem u niej cały dzień. Wraz z podróżą z Warszawy do Częstochowy było to naprawdę długi dzień. Ale było warto! Mam nową fryzurę, z której jestem bardzo zadowolony, a mówię to już prawie miesiąc po wizycie w “Ministerstwie Urody”. W dodatku, za tą wizytę (razem z przejazdem w obie strony) nie wyda się więcej niż w bardzo wielu stołecznych salonach fryzjerskich, w których usługa nie zawsze będzie na tak wysokim poziomie.

źródło Facebook Ministerstwo Urody - Ilona Nalewajka

źródło Facebook Ministerstwo Urody - Ilona Nalewajka

źródło Facebook Ministerstwo Urody - Ilona Nalewajka

źródło Facebook Ministerstwo Urody - Ilona Nalewajka

Pozwoliłem sobie pokazać wam jeszcze kilka prac Ilony, które znalazłem na facebooku i instagramie “Ministerstwa Urody” – Ilony Nalewajki.


Wpis ten powstał w ramach blogersko/vlogerskiej akcji „Wyjątkowy rok”, w której udział biorą również inni twórcy internetowi, których listę znajdziecie poniżej. Zachęcam was do śledzenia ich stron aby zobaczyć o czym oni opowiedzą w swoich własnych rozwinięciach tematu lutego „made with love”. A TU znajdziecie linki do ich publikacji w tym temacie.



Michał

11 komentarzy:

  1. Zarąbista zmiana! Szkoda, że mam trochę daleko do Częstochowy, ale kto wie, może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to transport do Częstochowy? Tam się na kolanach idzie!😂

    OdpowiedzUsuń
  3. Wprost genialny kolor. Czegoś takiego nie widziałam jeszcze nigdy. Co do Ilony i Ministerstwa Urody to faktycznie jest kogo chwalić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wyglądasz świetnie, bardzo korzystna zmiana :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem pod wrażeniem w jaki sposób Pani Ilona się Tobą zaopiekowała :) Mi jest ciężko zaufać fryzjerom, ale tak dobrej fryzjerce warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja lubię eksperymentować z włosami i nie muszę ich mieć lub nie chce bardziej, juz ich mieć długich. Kiedyś miałem i to mi wystarczy :D zawsze myślę że włosy odrastają, dlatego nie boje się zaufać fryzjerowi. Ale dopiero u Ilony naprawdę zobaczyłem jak powinna wyglądać obsługa i opieka nad swoim klientem :)

      Usuń
  6. Ilona to prawdziwa Bogini Fryzjerstwa, poza tym że jest niesamowitą osobą i piękną kobietą <3 Kocham każdą minutę spędzoną w jej towarzystwie i cieszę się, że w końcu udało Ci się do niej wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przepraszam,że pytam akurat pod tym postem, ale natrafiłam na Twój blog, szukając informacji o serum olejowym Dzika Figa.
    Od jakiegoś czasu rozważam jego zakup, ale mam wątpliwości, czy sprawdzi się na mojej naczynkowej i jednocześnie odwodnionej skórze ze skłonnością do wszelkiego rodzaju zaskórników i innych wyprysków. Obawiam się też o ten ekstrakt czy olejek z rozmarynu, żeby mnie nie uczulił.
    Nie mam tak naprawdę żadnych większych doświadczeń z olejkami, poza najprostszymi hydrofilnymi do mycia twarzy, które później domywam zwykłym żelem.
    Czytałam, że wit. C, która jest użyta w tym serum wykazuje minimalne właściwości drażniące, a na moją szarą, zmęczoną skórę byłaby idealna, ale jakoś obawiam się wysypu przez te wszystkie oleje pomimo ich niskie czy znikomej komedogenności.
    Będę wdzięczna za jakąś wskazówkę.
    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu

      Powiem tak. Ponieważ wiem jakie składniki są użyte do stworzenia tego serum i nie sądzę iż serum przyczyni się do zapychania skóry - mimo iż sam mam raczej skórę suchą, ale stosują go również moje znajome mające skóry mieszane czy tłuste i u nich nie nastąpiło zapychanie. Jeżeli chodzi o to iż masz cerę naczyniową to serum powinno się tym bardziej dobrze u Ciebie spisać. Zawiera ono zarówno witaminę C nie powinna sprawić kłopotu a zadziałać właśnie na naczynka ponieważ nie jest ona użyta tu w dużym stężeniu. Co do olejku z rozmarynu wiem iż jego zawartość nie przekracza 0,1% dlatego też nie obawiałbym się o jego negatywne działanie.

      Osobiście gorąco Ci polecam to serum, jest ono jednym z doskonalszych kosmetyków tego typu jakie miałem okazję używać (obecnie używam już z kolejnej butelki)

      Michał

      Usuń
  8. Jaki przepiękny kolor! Nie widziałam nigdy wcześniej takiej magii :) Niesamowity talent <3 Mam ogromny - wręcz PRZEOgromny szacunek do ludzi, którzy swoją pracę wykonują z taką miłością i pasją - nadając jej sens większy niż li tylko pieniądze :) Pięknie!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo żałuję że niestety ale nie mogę sobie póki co pozwolić na wypad gdzieś dalej. Ja mam takie przeboje z fryzjerami że szkoda gadać :(

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.