sobota, 11 listopada 2017

I owoc szczęścia ma pestki …


Naturalna pielęgnacja rządzi się swoimi prawami i właściwie każda, jeżeli nie większość małych naturalnych marek, opiera działanie swoich kosmetyków właściwie tylko na olejach. Bywając na różnych targach czy imprezach typu “eco-cuda” zaczyna mi to trochę doskwierać, ponieważ najczęściej sprzedawane są tam właśnie oleje i ich mieszanki, które stanowią sera, hydrolaty, peelingi cukrowe bądź solne — gdzie cukier lub sól nasączone są właśnie olejami, z dodatkiem jakiegoś olejku eterycznego dla zapachu. Coraz bardziej zaczyna mi w ich ofertach brakować emulsji, kremów czy maseczek (niekoniecznie w płachcie). Wszystko to byłoby cudowne bo wiem, jak cenne są oleje w pielęgnacji. Sam już ponad 15 lat temu zalecałem je swoim klientkom w salonie kosmetycznym. Natomiast dziwi mnie to, że bardzo często te najcenniejsze oleje są po prostu dodatkiem do innego tańszego oleju, który stanowi jedynie bazę a właściwie tani wypełniacz produktu. I nieważne czy mówimy tu o oleju ze słonecznika, czy jakimś innym podobnym. Dlatego, gdy tylko Patrycja powiedziała mi, że zamierza wypuścić na rynek swoją markę “o! Figa”, w której pierwszym produktem będzie serum olejowe podszedłem do tego produktu lekko sceptycznie. A niepotrzebnie, ponieważ skład tego serum broni się sam.







Dzika figa od o! Figa

W szklanej buteleczce z uroczą etykietą kryje się moc. Rzadko opisuję wam tu całe INCI produktu, ale w tym przypadku nie mogę inaczej. Zresztą zobaczcie sami. Pierwszy na liście, a więc stanowiący właściwie bazę kosmetyku, jest olej z nasion opuncji figowej. Nazywany jest on również naturalnym botoksem. Tym co wyróżnia ten olej na tle innych jest to, że zawiera on blisko 90% niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych. Jest on bardzo skuteczny w wygładzaniu skóry oraz doskonale radzi sobie w walce z wolnymi rodnikami. Nie posiada właściwości komedogennych, więc doskonale sprawdzi się u osób ze skórą tłustą. A dzięki temu, że doskonale nawilża i regeneruje, sprawdzi się również i u tych ze skórą suchą czy dojrzałą. Kolejny składnik to olej z cedru syberyjskiego. Jego zalety to wspomaganie skóry z problemami związanymi z wypryskami, siła regeneracji, i co dla mnie ważne, działanie antyaging. Jest on niesamowitym źródłem witaminy F, E, P, A i B. Następnie w składzie pojawia się olej z owocu dzikiej róży. Jest to olej bogaty w witaminę C oraz karotenoidy, dzięki czemu radzi sobie z przebarwieniami oraz doskonale koi i regeneruje skórę. Kolejny składnik to olej z lnianki siewnej, bogatego źródła witaminy młodości czyli tokoferolu. Ponadto zalecany jest on też w leczeniu łuszczycy czy egzemy. Następny składnik to po prostu tokoferol, czyli witamina E. Zaraz za nią znajduje się charakteryzująca się wysoką stabilnością, olejowa forma witaminy C czyli tetraizopalmitynian askorbylu. Ten bardzo nowoczesny składnik pomaga w walce z przebarwieniami, wspomaga syntezę kolagenu i jest doskonałym przeciwutleniaczem. Nadkrytyczny ekstrakt z dzikiej róży, czyli uzyskiwany dzięki destylacji materiału roślinnego przy pomocy CO2, to jeszcze jeden składnik, którego bogactwo witaminy A sprawia, że doskonale sprawdza się w pielęgnacji skór wrażliwych. I dopiero w tym momencie pojawia się olej ze słonecznika. A to ze względu na jego działanie odżywcze i ochronne. Natomiast na samym końcu mamy ekstrakt z rozmarynu, charakteryzującego się działaniem przeciwzapalnym, antybakteryjnym i przeciwgrzybiczym. W kosmetyku działa on również pobudzająco na naczynia krwionośne, co zwiększa odżywienie i dotlenienie komórek, zmniejszając również obrzęki i wzmacniając skórę w obronie przed promieniowaniem UV. I to już cały skład serum. Jak na dłoni widać, iż nie ma tu miejsca dla zbędnych wypełniaczy a składniki wspólnie działają naprawdę synergicznie i pomagają nam walczyć z wieloma problemami naszej skóry.

Buteleczka z pipetą, o pojemności 30 ml kosztuje około 140 zł i dostępna jest TU





Wrażenia i efekty ze stosowania serum Dzika Figa od o! Figa

Sama buteleczka jest bardzo przyjemna zarówno dla dłoni jak i oka. Widać w niej rękę Moon Project. Dozowanie jest banalnie proste, podobnie jak zachowanie higieny i czystości produktu. Tu zaznaczę aby pamiętać, iż szklana część pipety nie powinna dotykać skóry w trakcie aplikacji. Jest to istotne o tyle, o ile nie chcemy wprowadzić do naszego kosmetyku zbędnej, a wręcz szkodzącej mu flory bakteryjnej. Dla Patrycji ważne było to, aby nie pakować do kosmetyku zbędnych zapachów i mnie osobiście odrobinę brakuje tego elementu, ponieważ zapach tego kosmetyku to ewidentnie wypadkowa połączenia składników. Ja czuję w nim właśnie oleje, trochę czegoś zielonego, jak sok z młodych gałązek czy coś w tym stylu. Jako, że sera olejowe sam zazwyczaj zalecam stosować na zwilżoną skórę, to brak konkretnego zapachu rekompensuje mi użycie najpierw hydrolatu różanego, na który dopiero aplikuję serum . Jeżeli chodzi o działanie, to po miesiącu stosowania mogę powiedzieć, że skóra zdecydowanie się wygładziła. Mam wrażenie, że jest lepiej napięta (nie mylić ze ściągnięciem po użyciu detergentów). Mam wrażenie, że jest jaśniejsza, przyjemniejsza w dotyku a i na pewno doskonale nawilżona. Niestety nie posiadam głębokich zmarszczek, na które serum również powinno zadziałać. Ale jako, że wolę zapobiegać niż potem z nimi walczyć, to w zapobieganiu tym mam już właśnie doskonałego pomocnika w postaci serum Dzika Figa.



Wiem już, że niebawem w ofercie pojawi się również idealnie pasujący do tego serum hydrolat różany, a ja jeszcze nieraz będę wracał do tego produktu.

W szkolnej skali wystawiam mu zasłużoną ocenę celującą.


Michał

10 komentarzy:

  1. Szkoda, że nie ma konkretnego zapachu z którym można by utożsamiać tę figę - ja właśnie tak mam , że najlepiej przemawiają do mnie takie produkty , które jakoś wyraziście pachną. Nie mniej pomysł i samo serum bardzo interesujące :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i działanie produktu naprawdę widoczne :)

      Usuń
  2. To serum fantastycznie rozjaśnia skórę i faktycznie wyraźnie wygładza zmarszczki. Jestem w nim zakochana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Skład jest cudowny! Cały produkt brzmi świetnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie dowiedzieć się o kolejnym dobrym, polskim produkcie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. O nie wiedzialam ze kwiat Opuncji nazywany jest w PL dzika Figa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale tu nie ma kwiatu z opuncji :) tylko olej z pestek z owocu opuncji figowej :) dlatego dzika figa :)

      Usuń
  6. Mam to serum i uważam, że jest przecudowne!

    OdpowiedzUsuń
  7. Od dawna wiadomo, że co dobre jest polskie- i tu się sprawdza widzę w 100 % :) same plusy, poza tym jednym małym szczegółem jakim jest zapach. Jakoś lubię jak kosmetyki pachną, to pierwsze wrażenie jakie wywołują. Choć z drugiej strony czasem brak zapachu jest plusem.

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.