niedziela, 17 września 2017

Często ci co dużo pieprzą nie potrafią w ogóle dosolić


Nie zrozumcie mnie źle, bo kocham jesień za naprawdę wiele jej aspektów. Nawet za deszcz. Ale od kilku dni jest mi źle, bo to czego nie lubię to gdy inna pora roku ubiera się w nie swoją pogodę. Dlatego nie lubię śniegu jesienią czy wiosną, deszczu zimą… ale najbardziej nie lubię, gdy lato które i tak nas nie rozpieszczało tego roku, jeszcze prawie na miesiąc przed swoim zakończeniem zachowuje się jak późna jesień. Tyle że jeszcze na drzewach są owoce i liście. I choć jeszcze mimo aury chadzam po dworze w japonkach. Ale zdarza mi się to jeszcze do końca października, w dodatku nie tylko w najcieplejsze dni. Jednakże powoli muszę już sięgać po jesienne sposoby na rozgrzanie się. Zatem odkurzyłem duży imbryk na herbatę, którego latem nie używam. Zaopatrzyłem spiżarnię w tabliczki gorzkiej czekolady i słodkie pianki aby tworzyć z nich gorącą czekoladę na zimne wieczory. Przeprosiłem się też z zupami, które nie powinny już orzeźwiać jak te letnie, ale już muszą rozgrzewać i przywracać dobre samopoczucie swoją magią. Bardzo często słyszę, że zupa jest jak miłość gdyż odgrzewana już tak nie smakuje. No cóż. Widać mówią to ci, którzy miłości nie znają poza zakochaniem, a i zup chyba jednakowoż nie lubią. Bo niewiele jest takich zup, które nie smakują lepiej następnego dnia kiedy to wszelkie smaki się przegryzą między sobą. Jak dla mnie, tylko rosół jest doskonały tuż po ugotowaniu, ale następnego dnia już musi stać się bazą innej zupy. W przypadku zupy kokosowej, która doskonała jest zaraz po ugotowaniu, jest jak z prawdziwa miłością. Bowiem następnego dnia — o ile coś zostanie oczywiście — jej smak jest pełniejszy, bogatszy i głębszy. Dokładnie tak jak miłość, która już od lat trwa i dojrzewa wraz z kochankami.






Zupa kokosowa z kurczakiem

Przygotowanie mojej zupy kokosowej rozpoczynam od rozgrzania patelni i wrzucenia na nią dwóch łyżek klarowanego masła lub oleju z pestek winogron i „podsmażeniu” na nim dwóch łyżeczek czerwonej pasty curry oraz pociętego w grube plastry kawałka imbiru. Nie daję go więcej niż 10 plastrów o grubości około 3 mm. Do tego najlepiej jedną lub dwie łyżeczki suszonej lub jedną świeżą trawę cytrynową, która wcześniej lekko zgniatam i tnę na mniejsze kawałki. Przyprawy te smażę nie dłużej niż 3 minuty i zalewam je 400 ml bulionu i łyżeczką melasy lub cukru (na przykład palmowego). Bulion może być warzywny, może być mięsny, zależy od tego co mamy pod ręką lub na jaki mamy aktualnie ochotę. Ważne jest aby był esencjonalny. Od razu dodaję do niego kilka mrożonych liści limonki kaffir, którym wcześniej oderwałem ogonki i nerw główny. Jeżeli mam świeże to oczywiście daję świeże. Czas na nadanie naszej zupie mocy grzewczej. Osobiście najczęściej używam w tym celu sambal oelek, lub innej wersji ostrych papryczek chilli np. świeżych. Ostrość każdy ustala sam na swoim ulubionym poziomie. Bulion z przyprawami gotuję 15 przez minut. Jako, że nie przepadam za mięsem z piersi z kurczaka, jest dla mnie po prostu zbyt suche i bez wyrazu, do mojej zupy używam mięsa z wyfiletowanych udek “kurzęcych” – taką to nazwę ostatnio widziałem na bazarze. A zatem około 400 gram mięsa z udek — jak dasz więcej lub mniej to nic złego się nie wydarzy – kroję w dosłownie jednokęskowe kawałki. Ale nie drobniej. Odławiam imbir i trawę cytrynową z bulionu i dopiero wtedy gotuję w nim kurczaka. Po kilku minutach dodaję pokrojoną w paski czerwoną i żółtą paprykę oraz cukinię. Z cukinii wcześniej usuwam tylko nasiona, nawet z takiej bardzo młodej, pozostawiając jednak skórkę. Dodaję też pokrojone niezbyt cienkie paski boczniaki. Nie ma większego znaczenia ile dacie grzybów czy cukinii. Lubicie dużo? Dajcie 250 gram grzyba i całą cukinię. Nie lubicie? Zamieńcie na inne warzywa, na przykład zestaw do chińszczyzny. Czym chata bogata lub co kto lubi. Nie chcecie kurczaka? Zamieńcie go na krewetki lub rybę. Ale pamiętajcie wtedy aby nie gotować ich zbyt długo. No i dodajcie je raczej pod koniec gotowania. Gdy wszystko mamy już w garnku dodajemy jeszcze 400 ml mleka kokosowego, zagotowujemy… i gotowe!




Zupa jest smaczniejsza po zakwaszeniu. Ale tą czynność pozostawiam już jedzącym, dając każdemu po kawałku limonki obok talerza. Jak dla mnie jest to bardzo sycące, wręcz treściwe danie o przyjemnym, nie za ciężkim smaku. Ale co ważne, doskonale nadaje się aby w pochmurny, zimny i mokry wieczór poprawić sobie nastrój i przy okazji się rozgrzać.


Michał

12 komentarzy:

  1. Uwielbiam zupy wszelkiego rodzaju. Twoja prezentuje się wybornie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ smakowicie się prezentuje :) Uwielbiam zupy z dodatkiem imbiru :) Muszę koniecznie spróbować odtworzyć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bardzo lubię takie smaki :) Zupę kokosową robię bardzo podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jadłam, lubię, nie robiłam sama jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
  5. Też jestem zła na tegoroczne lato.. beznadzieja! Ogólnie to wolę się 2 razy spocić niż raz zmarznąć :P Ja sama jestem tego zdania że dobrze przyrządzona potrawa nie tylko zupa, na drugi dzień smakuje lepiej. No chyba że mamy już upieczonego kotleta to się czasami robi suchy :P ale zupy? mm uwielbiam! Kokosowej nie jadłam, natomiast przepyszna jest czosnkowa ( o dziwo nie zabijasz oddechem później, mimo że w klasycznych wersjach jest kilka ząbków a ja daję kilka główek :D ) Ten przepis chętnie wykorzystam, z rozgrzewających zup uwielbiam, paprykową, kukurydzianą i dyniową :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Slinka cieknie od samego patrzenia. Fajnie ze zamiast kurczaka mozna dac rybę. Koniecznie musze wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Głodna się zrobiłam, właśnie przypomniałam sobie że zapomniałam o kolacji :D

    OdpowiedzUsuń
  8. This site was... how do you say it? Relevant!!
    Finally I have found something that helped me.
    Thanks a lot!

    OdpowiedzUsuń
  9. Wygląda pysznie, lubię zupy z nutą kokosa :)
    Pogoda przestała mnie zaskakiwać, chyba coś niepokojącego dzieje się z klimatem...

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.