czwartek, 29 stycznia 2015

Nierutynowo obłędne zapachy

Co prawda zima jest raczej marna w tym roku ale ja wciąż mam nadzieję na śnieg, który choć kilka dni utrzyma się w stanie nienaruszonym i nie rozpuści zanim jeszcze opadnie na ziemię. Nie zmienia to faktu, że zimową porą w mojej łazience goszczą pomarańcze. A tym razem mocno okraszone lukrecją. Ciężkie, słodkie ale mimo wszystko owocowe i orzeźwiające. Lubię takie połączenia. Tym bardziej jeżeli otulają mnie gęstą kremową pianą. Niezależnie czy biorę prysznic czy mam ochotę zanurzyć się po szyję w wannie.







Original Source za każdym razem uwodzi mnie swoimi zapachami i choć teraz w mojej łazience króluje pomarańcz, to już łapczywie niucham ich dzikie jagody.








Warte zaznaczenia jest to, że produkty te niewątpliwie spodobają się weganom.







Michał

Pewny siebie JA

Zapach to jedna z najmagiczniejszych formuł znanych w świecie kosmetyki. O tym, że potrafi przyciągnąć, hipnotyzować, przenosić do ulubionych miejsc i czasów. Może też odpychać a nawet szpecić – jakkolwiek by to nie brzmiało. Zapach dobrych perfum jest niczym eliksir dodający nam odwagi. Pamiętam jak przed pierwszą randką dopełnieniem wszystkiego było kilka chmurek zapachu. I dopiero wtedy poczułem, że jestem gotowy i pewnie ruszyłem przed siebie. Z randki nie wyszło nic ale to całkiem inna historia. Ja czułem się jednak sobą i wiedziałem, że jestem tym kim jestem. Gdy wychodzimy na ważne spotkanie równie ważnym jest aby zapach, w który się ubieramy dodawał nam wiary w siebie i budował naszą pewność siebie. Jak zatem pachnie pewność siebie? Odpowiedź na to pytanie znalazłem zamkniętą w czarnym flakonie. Tak czarnym, że nie przeniknie przez niego nic. A więc czy flakon zdradzi nam swoją tajemnicę? A może kryje pod czarną zbroją pewności siebie i mocy to, że w środku jego właściciel okazać się może czuły, namiętny i wrażliwy. Sprawia, że jest męski i po prostu autentyczny? Jest sobą. Pewny, odważny świadom swoich kontrastów.


Mont Blanc Legend

Mont Blanc Legend jest stworzony z myślą o mężczyznach z polotem, szlachetnych i pewnych siebie. Mężczyznach, którzy są odważni, namiętni i autentyczni. Olivier Pescheux, twórca tej kompozycji chciał stworzyć zapach pełny kontrastów łącząc nuty, które przywołują siłę i wrażliwość, tradycję i nowoczesność. Kompozycja otwiera się świeżymi tonami bergamotki, lawendy, ananasa i werbeny. W nucie sercowej wyczuwalne nuty geranium, jabłka, róży, kumaryny i jabłek różanych. W nucie bazowej – drzewo sandałowe, tonka i Eweni.



Dostępne w drogeriach Douglas 




Sam zapach jest zdecydowany, mocny i zmysłowy by za chwilę rozbłysnąć błękitem i świeżością wiatru. Ale ani na chwilę nie przestaje być zmysłowy. Na koniec swojej podroży aromat ponownie staje się gorący i niemniej zmysłowy niż w chwilach poprzednich. Całość komponuje się w delikatny, pociągający zapach i na długo odciska się on w pamięci. Wciąż chce się go mieć na skórze, odczuwać i pieścić nim zmysły. Jego wielką zaletą jest to, że pachnie długo i wytrwale. Nie da się obok niego przejść obojętnie.


Michał  

sobota, 24 stycznia 2015

Zielonym mchem porosło ciasto

Na dworze niby zima, przynajmniej tak w kalendarzu no i może w niektórych miejscach bo w stolicy to raczej późna jesień lub bardzo wczesna wiosna – brak tylko soczystej zieleni. A ja bym chciał aby choć na kilka dni zrobiło się puszyście biało. A tak pogoda nie nastraja mnie zbyt energetycznie i jakiś rozlazły się przez to trochę robię. Najlepszą metodą, przynajmniej dla mnie, na takie stany jest albo coś słodkiego albo kojarzącego się choćby tylko wyglądem z wiosną a może nawet i latem. A że da się połączyć obie te cechy w jednym to wpadłem na pomysł upieczenia ciasta. A jak już coś piec to coś pysznego. Przepis na „leśny MECH” wpadł w moje ręce już kilka lat temu i parę razy miałem okazję je piec. Tak więc wiem, że jest smaczne i w dodatku tak optymistycznie zielone. Za każdym razem coś w przepisie tym majstruję – czasem tylko zamieniam owoce, czasem dodaję pod śmietanę jakiś kwaskowaty, owocowy dżem. Ale tym razem wyeliminowałem w nim gluten i ciasto okazało się może nawet smaczniejsze niż poprzednio. A na pewno i zdrowsze i przepis może się przydać również tym co glutenu unikać muszą.





 





Do przygotowania „leśnego MCHU” potrzeba naprawdę niewiele składników a najważniejszym z nich jest 450 gram szpinaku. Może być mrożony, byle odlać nadmiarową ilość wody jaką w sobie zgromadził. Jeżeli w domu jest świeży szpinak wystarczy go zmiksować i ciasto wyjdzie trochę bardziej zielone. 3 jajka w całości ubijam na puszystą masę ze szklanką cukru przy pomocy miksera. Jedni dodają więcej cukru ale jak chcecie, możecie dać go trochę mniej bez większej szkody dla smaku ciasta. Do tego dodaję 2 szklanki mąki gryczanej. Ze względu na zdolność obniżania poziomu „złego” cholesterolu oraz niski współczynnik glikemiczny, produkty z niej przygotowane są zalecane choćby diabetykom i osobom zagrożonym miażdżycą. A co najważniejsze, NIE ZAWIERA GLUTENU. Podobnie jak płatki kukurydziane. I nie „OD TERAZ” bo nigdy go nie zawierały. A jeżeli zawierały to nie były to płatki kukurydziane – to tak na marginesie, sprowokowany przez nie najmądrzejszą reklamę TV. Ale do rzeczy. Następnie dodaję 3 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia i na wolnych obrotach miksera łączę słodką piankę z jajek i cukru z mąką, jednocześnie dodając jeszcze szklankę oleju z pestek winogron. Ale może być to każdy inny olej jadalny. Dodajemy jeszcze 50 gramowy kieliszek maślanki lub jogurtu. Z tego dodatku można zrezygnować. Gdy składniki już się połączą dodajemy pulpę szpinakową i jeszcze przez chwilę wszystko mieszamy. Czasem ciasto piekę w długiej keksówce a czasem w tortownicy o średnicy około 21 cm, wtedy wychodzi mi z ciasta jeszcze 6 muffinów. Ciasto przelewamy do wysmarowanej masłem i wysypanej tartą bułką formy i pieczemy przez około 45-50 minut, do tak zwanego „suchego patyczka”.











Gdy ciasto wystygnie przekrawamy je na pół, spód nasączamy kwaskowatym ponczem np. cytrynówką, o ile nie boimy się procentów, lub doprawionym sokiem cytrynowym ponczem herbacianym. Górę ciasta dokładnie rozkruszamy w rękach. 300 gram śmietany o zawartości minimum 30% tłuszczu mlecznego ubijamy. Aby zatrzymać jej puszystość na dłużej możemy dodać jakiś fix ale możemy pominąć ten element. Ubitą śmietanę wykładamy na ciasto nasączone ponczem. Możemy dodać do niego tego samego owocu, który posłuży nam do dekoracji ciasta. Obsypujemy śmietanę okruszkami zielonego ciasta i lekko dociskamy je do kremu. Na koniec wierzch posypujemy np. pestkami granatu lub owocami leśnymi. Bon appétit!

Michał




wtorek, 20 stycznia 2015

Wanna pełna mocy morskich głębin


Lecznicze właściwości wody od dawien dawna wykorzystywane były przez ludzi. Jedną z odmian wodolecznictwa jest talasoterapia czyli wywieranie korzystnego wpływu na nasz organizm przy pomocy wody morskiej i wszystkich dobrodziejstw z morza się wywodzących takich jak sól, muł czy algi. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że skład wody morskiej zbliżony jest do składu osocza naszej krwi. O tym, że życie wyszło z morza większość z nas wie i pamięta. Dlatego wiele cennych dla naszego zdrowia i urody składników możemy czerpać pełnymi garściami z bogactw mórz i oceanów. Spośród nich warto szczególną uwagę zwrócić na algi. Jedną z nich czyli Morszczyn pęcherzykowaty znajdziemy w naszej wannie dzięki marce L:A BRUKET i produktowi, o którym Wam dziś opowiem. Ale na morszczynie warto skupić się trochę dokładniej i co prawda dziś również o nim opowiem natomiast bardziej zainteresowanych odsyłam do osobnego wpisu dotyczącego właśnie tej algi TU. Morszczyn jest źródłem licznych witamin, między innymi A, B1, B2, C. Zawiera wiele cennych pierwiastków takich jak jod, selen, miedź, magnez, mangan, cynk czy wapń. Spośród jego właściwości warto wymienić przyspieszanie gojenia się ran, działanie przeciwbakteryjne i przeciwzapalne. Ale jedną z najcenniejszych moim zdaniem właściwości jest pomoc w odtruwaniu naszego organizmu. Dodatkowo w naszym domowym rytuale SPA wykorzystamy saszetkę soli morskiej, która zamieni wodę w naszej wannie w idealnie nasyconą minerałami wodę morską. Teraz czas na opis producenta i do wanny marsz!






L:A BRUKET - 51 TÅNGBAD
Algi do kąpieli SPA

Szwedzka kąpiel z suszonymi algami morskimi w skład których wchodzi Fucus serratus i Fucus vesiculosus czyli morszczyn, zregeneruje Twoją skórę przywracając jej wigor i zdrowy wygląd już po pierwszej kąpieli. Opakowanie Spa L:A Bruket zawiera ilość wodorostów, które umożliwiają kąpiel w wannie o normalnych rozmiarach. TANGBAD, czyli naturalne algi morskie zgodnie z tradycją wyławiane są ręcznie z wód w okolicach Varberg, na zachodnim wybrzeżu Szwecji, a następnie poddawane są naturalnemu procesowi suszenia. Wodorosty stosowane są od dawna podczas kuracji zdrowotnych. Ich głównym celem jest stymulacja cyrkulacji krwi, która w rezultacie pozwoli złagodzić bóle mięśni i stawów, rozładować napięcie mięśniowe, a także leczy podrażnienia skórne i poparzenia słoneczne. Algi morskie są doskonałe w zwalczaniu cellulitu oraz redukują tkankę tłuszczową.

Kartonik alg i saszetka soli kosztują około 195zł







Moje obserwacje

Algi zapakowane są w schludny spory kartonik, którego zawartość zgodnie z zaleceniem producenta wystarcza na jedną kąpiel. Zawartość opakowania przekładamy do sporego pojemnika np. wiadra. Wsypujemy do tego zawartość saszetki z solą i zalewamy gorącą wodą. W międzyczasie wannę napełniamy wodą i gdy będzie już pełna przyjemnego ciepła wlewamy do niej algi z solanką. Algi fucus wydzielają intensywny, rybi zapach. Jest on typowy dla alg, co nie każdemu może nie podobać. Na szczęście ich zapach szybko da się usunąć ze skóry po prostu spłukując ją czystą wodą. Kąpiel gotowa. Po około 20-25 minutach takiej kąpieli czułem się bosko. Odprężony i zrelaksowany. Skóra była jakby gładsza i przyjemna w dotyku choć lekko zaróżowiona czyli pobudzone zostało krążenie krwi. Zaróżowienie skóry nie było wywołane temperaturą wody gdyż nie lubię zbyt ciepłej kąpieli. Algi doskonale sprawdziły się też podczas kąpielowego masażu gdyż dla poprawienia ukrwienia można nimi nacierać skórę jak nietypową gąbką. Po kąpieli sen przyszedł bardzo szybko i spałem błogo jak dziecko. I nie. Nie budziłem się z krzykiem i płaczem co kwadrans. Do rana spałem spokojnie. I obudziłem się pełen energii i werwy. Kąpiel taka to doskonały domowy rytuał SPA. Myślę, że przynajmniej raz w miesiącu pozwolę sobie na taki domowy zabieg.






W szkolnej skali wystawiam ocenę bardzo dobry – (minus za cenę, choć za tą jakość i błogość jest ona do przełknięcia)


Michał