niedziela, 8 kwietnia 2018

W miarę czekania na wiosnę rośnie apetyt na spotkania



Nie wiem jak sprawa ma się u was, ale gdy na dworze zaczyna się robić cieplej jakoś chętniej sięgam po piwo niż, dajmy na to, po wino. Po prostu bardziej mi ono w ten czas smakuje. Szczególnie, gdy mogę się nim już delektować na dworze a najlepiej na łonie… łonie natury oczywiście. Tak naprawdę to dość mocno zaniżam polską średnią w ilościach wypijanego alkoholu. Ale może to i lepiej dla statystyk naszego kraju. Nie, nie znaczy to, że unikam alkoholu lub mam z nim jakiś problem. Bynajmniej. Uwielbiam dobre nalewki — sam chętnie je robię w domowym zaciszu. Lubię wina, choć preferuję raczej te bardziej wytrawne i to niezależnie od tego czy białe czy czerwone. Nie przepadam za to za wermutami. Czasem nachodzi mnie ochota na musujące wino, bo oryginalny szampan to raczej nie mój klimat. Zbytnio zajeżdża mi drożdżami. Jeżeli zaś wódka, to raczej wyższej jakości. Czasem sięgnę po ‘łyskacza’ czy koniak, nie pogardzę rakiją czy grappą, a nawet uzo. W moim domu alkohol jest ale potrafi stać w barku latami wręcz, czekając na odpowiedni moment. Gdy ostatnio pod choinkę dostaliśmy kilka butelek niesamowitych kwartowych piw, to dopiero w kwietniu zostały one otwarte i wypite. Już takie z nas specyficzne alkoholiki uważające, że alkohol jest dla ludzi… dla ludzi, którzy nie tracą głowy. Wracając jednak do wiosny i większej ochoty na dobre piwo, dziś postanowiłem zabrać was do mojej kuchni byśmy wspólnie przygotowali coś na ząb do tegoż piwa. Wśród naszych sąsiadów najlepsze chyba piwa i największą tradycję jego picia mają Czesi i to właśnie za naszą południową granicą poznałem smak marynowanego camemberta. Nakládaný hermelín, bo to o nim właśnie dziś mowa, to po prostu marynowany ser pleśniowy. Czesi marynują swój lokalny ser podpuszczkowy wykonany z mleka krowiego, ale jest on bardzo zbliżony w smaku do francuskiego camemberta, więc i on do naszej zagrychy nada się idealnie.








Marynowany ser pleśniowy na czeską modłę

Zazwyczaj krążki sera marynuje się w całości lub przekrojone na pół tak, aby na przykład czosnek i przyprawy dało się nałożyć do środka a następnie złożyć go jak kanapkę przed zalaniem olejem. Równie dobrze można go pokroić na sześć lub osiem trójkątnych kawałków — nic nie straci na smaku a szybciej przejdzie smakiem marynaty. No to zabieramy się do pracy. Bierzemy dwa krążki sera pleśniowego. Ja ser kroję na osiem części. Teraz marynata. W przepisie jaki znam używa się oleju słonecznikowego. Ja osobiście robię to jednak po swojemu i uzyskuję ostatecznie, moim zdaniem, ciekawszy, smak. Biorę jedną trzecią szklanki oleju słonecznikowego lub dobrego rzepakowego (nie tego najtańszego do smażenia), do tego dodaję jedną trzecią szklanki oliwy z oliwek i… chwilowo to tyle. Teraz zabieram się za główny składnik marynaty. Do miseczki wyciskam dwa duże ząbki czosnku lub trzy mniejsze. Do tego dodaję dwie łyżeczki ‘sambal olek’, dość kopiaste. Jeżeli lubisz bardziej pikantnie daj go więcej… lub mniej bądź wcale, jak nie chcesz. Zamiast tego możesz użyć pieprzu kolorowego lub ostrej wędzonej papryki, jak lubisz. Czas na zioła. Ja dodaję czosnek niedźwiedzi wymieszany z bazylią. Ale ty użyj tych, które ty lubisz najbardziej. Do marynaty możesz dodać suszone pomidory, cebulkę pokrojoną w drobną kosteczkę. Pamiętaj, kuchnia to niesamowicie wiele możliwości. Do mojej marynaty dodaję kilka łyżeczek mieszanki olejów i jedną trzecią od razu daję na dno słoiczka. Następnie wkładam do niego połowę sera i daję kolejną porcję przypraw, teraz reszta sera, na górę reszta przypraw i zalewam olejem. Zwyczaj potrzebuję około szklanki oleju, tak więc resztę uzupełniam olejem „rydzowym” ponieważ jego kapuściany posmak idealnie komponuje się z serem pleśniowym. Zamykam słoiczek i wstawiam go do lodówki na tydzień. Po tym czasie nasz ser zmienia się nie do poznania. Przynajmniej smakowo.










Czesi podają go do piwa i w tym połączeniu jest doskonały. Ale z dobrym, cierpkim czerwonym winem smakuje równie świetnie. Po tygodniu ser zmienia swoją konsystencję. Po prostu rozpływa się na języku. Tak więc można go podać z pieczywem i na przykład rozsmarować go na nim. Olej w którym marynowaliśmy nasz ser doskonale pasuje do świeżej bagietki czy ciabatty. Choć ja lubię go wykorzystywać również jako element dressingu do świeżych sałat podawanych na przykład do grillowanych mięsiw… A przy grillu piwko. Więc widzisz jak idealnie marynowany ser pleśniowy pasuje właśnie do piwa. Cieszmy się więc jego smakiem, podobnie jak nasi południowi sąsiedzi. Na zdrowie!

Michał

3 komentarze:

  1. Dawno nie piłam wina ani piwa, niestety też czekam na wielką okazję żeby wypić łyczek i znów czekać na kolejną wielką okazję :D Same smakołyki, jestem przed śniadaniem więc mi nie zaszkodzi patrzeć :D Smacznego :D

    OdpowiedzUsuń
  2. O rany, ale to musi być dobre :D

    OdpowiedzUsuń
  3. olej jest przepis też to trzeba działać:)

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.