niedziela, 29 kwietnia 2018

Śniadanie do łóżka



W momencie gdy wymyślałem dwanaście tematów do akcji “Wspaniały rok” wydawało mi się, że ten temat będzie bardzo łatwy do ogarnięcia i napisania. Raczej nie jestem osobą tuzinkową, a jakby nie patrzeć blog mój raczej najmocniej celuje w tematykę urodową, więc pierwsze co nasunęło mi się na myśl to było, że opiszę dziś moją rutynę urodową. Tak, wiem. Znajdą się tacy, którzy zwrócą mi zaraz uwagę, że “rutyna urodowa” to niepoprawne i źle nacechowane określenie wynikające ze zbyt dosłownego tłumaczenia używanego przez anglojęzycznych influencerów określenia “morning routine”. Tak zapewne jest w większości przypadków. Ale czy określenie rutyna jest rzeczywiście tak negatywnie nacechowaną sprawą? Jeszcze za czasów szkoły kosmetycznej — a było to już prawie 20 lat temu — tłumaczono mi, że na przykład rutyna zawodowa nie jest czymś złym, a tylko nabyciem wprawy i wiedzy na takim poziomie gdy nie musisz się już zastanawiać nad poprawnością wykonywanych czynności ponieważ robisz je już tak płynnie, iż stają się one po prostu naturalnym elementem twojej pracy. Oczywiście nic, nawet staż pracy, nie zwalnia nas z myślenia logicznego, ale rutyna nie oznacza jednakowoż iż jest w niej tylko i wyłącznie coś złego z natury. Rutynowe staje się branie płatków lub gąbeczek do oczyszczania twarzy, ale nie na przykład dobór preparatu dostosowanego do potrzeb skóry. Rutynowe czyli automatyczne jest wykonanie odpowiedniej sekwencji ruchów podczas peelingu czy masażu. Nie myślisz, który ruch ma być następny po prostu go wykonujesz. Nie zwalnia cię to jednak z wyboru odpowiedniego peelingu czy po prostu niedobrania komedogennego olejku do masażu osobie z cerą tłustą i ze skłonnościami do zapychania, który na przykład doskonale sprawdzi się u osoby z prawdziwie suchą a wręcz odwodnioną skórą.




Rutyna zatem to zdecydowanie nic złego dla osób myślących. A przecież my, homo sapiens, jesteśmy osobami rozumnymi. Więc nie bójmy się aż tak bardzo rutyny. Czy jednak rutyna może być czymś dobrym w innych aspektach naszego dnia codziennego? Zadawałem sobie to pytanie już wiele razy i muszę przyznać, że tak. Dobrą rutyną jest mycie zębów po każdym posiłku. Nie zaprzeczysz chyba, że mam rację? Dobrą rutyną może być zalewanie kawy o poranku wrzątkiem, a nawet codzienne jej przygotowanie wieczorem do porannego zaparzenia. Nie zajmuje to wiele czasu, a usprawnia nam poranek dnia następnego, gdy już wieczorem do czajniczka czy kubeczka nasypiemy kawy czy herbaty, jeżeli to właśnie ją wolimy pić z rana. A natychmiast po pobudce wystarczy, nawet będąc zaspanym, zagotować wodę i zalać. Dobrą rutyną jest też wieczorne przygotowanie kanapek do pracy czy szkoły, czy na przykład segregowanie śmieci. Wymieniać można by tego jeszcze wiele. Najważniejsze jednak jest chyba to, aby rutyna nie przejęła całego naszego życia, a w szczególności związku i miłości.


Nic tak łatwo nie zabija związku jak rutyna. Nie wiem jak ty, ale ja nie wyobrażam sobie aby kończenie rozmowy telefonicznej z partnerem mojego życia brzmiało „Kocham”. Znałem kiedyś ludzi, którzy tak sobie mówili kilka czy nawet kilkanaście razy dziennie. Może i na początku wydawało się to czymś fajnym i wyjątkowym, lecz dość szybko zaczęło to brzmieć rutynowo i takie też być. Ich „kocham” straciło moc i właściwy sens. Stało się nudne, rutynowe i nic nie znaczące. Nawet śniadanie podawane do łóżka może być czymś co zabija miłość. Wyobraź sobie, że dostajesz je codziennie. Zawsze jest to kawa, górna połówka bułki — to dość istotne ale wrócę do tego za chwilkę — posmarowana cienko masełkiem. Plaster tej samej co zawsze szynki, sera, ogórka i pomidora. Do tego obrane i pokrojone w cząstki jabłko oraz jogurt z musli. I tak codziennie. Zawsze dajmy na to o godzinie 6 rano, bo przecież musisz jeszcze iść do pracy i do niej zdążyć. Jak w filmie “Dzień świstaka” czy opowiadaniu “Pokój z Jane Fondą” Jonathana Carolla. Nie uważasz, że taka wieczność — bo przecież chcesz miłości wiecznej nie tylko do grobowej deski — to na dłuższą metę piekło a nie raj? Najpierw fajne i urocze. Po jakimś czasie OK. Potem nudne… aż wreszcie zamiast wprowadzać cię w błogość zaczyna doprowadzać do szewskiej pasji. Bo dlaczego jabłko a nie truskawka czy borówki? Czemu zawsze ten sam ser czy szynka? I dlaczego, do jasnej cholery, górna połowa bułki a nie spód, który lubisz bardziej?


Przyszedł chyba czas aby zagłębić się właśnie w historię owej nieszczęsnej bułki. Wyobraź więc sobie teraz, że jesteś świadkiem tej oto historii. Dajmy na to on to Marek, a ona Monika. Żyją ze sobą powiedzmy, że kilkadziesiąt lat. Codziennie na śniadanie ona bierze sobie dół bułki pomimo, że go nie lubi i chętnie zjadłaby górę. Ale jej cudowny Marek zajada się z tak ogromnym apetytem górą tejże bułki, patrząc na nią z taką miłością. A ona przecież go tak mocno kocha, więc nie odbierze mu tej drobnej przyjemności i zadowoli się spodem. Mija jeszcze kilka lat i Monika leży na łożu śmierci i to on podaje jej śniadanie. Przygotował jej kanapkę na spodzie bułki, bo wie przecież jak ona lubi te spody, całe życie je jadła. A on ją naprawdę kocha tak mocno i mimo, iż to w tym związku on lubił spody a ona górę, aby nie sprawiać jej przykrości zajadał się górą patrząc na nią z miłością bo troszczyła się o niego całe życie…


W miłości nie ma zbyt wiele dobrego miejsca na rutynę ale jest na coś zupełnie innego, chyba najważniejszego. I uwierz mi, nie chodzi tu o zawsze udany seks. On jest istotny, ale naprawdę nie najistotniejszy. W miłości nie należy całe życie patrzeć sobie w oczy, lepiej robić to we wspólnym kierunku. Jednak najważniejsze jest to, aby w miłości ze sobą rozmawiać. Więc zamiast śniadania do łóżka niech rozmowa stanie się dla was tym najważniejszym elementem, o którym nie musicie marzyć. Spędzicie ze sobą całe życie i dobrze jest umieć rozmawiać, a nawet milczeć wspólnie. Nauczyłem się tego od moich rodziców. Odkąd pamiętam zawsze rano mama wstawała do pracy, a gdy była już niemal gotowa do wyjścia, parzyła kawę i szła z nią do sypialni. Budziła ojca, który siadał na łóżku, pił kawę, mama zaś siadała obok niego i rozmawiali. O wszystkim i o niczym. Czasem rozmawiali o problemach dnia codziennego, czasem o ostatnio czytanej książce czy obejrzanym filmie. Ojciec pracował na kopalni na trzy zmiany i czasami przed tą kawą zdążył już z godzinę się przespać. Wtedy po wypiciu kawy i rozmowie ona wychodziła do pracy a on zasypiał ponownie, aby odpocząć przed kolejną nielekką zmianą. Ale gdy ona wracała tego dnia do domu to czekał na nią jeszcze gorący obiad. Było to już wiele lat temu, ale to właśnie oni nauczyli mnie wiele o miłości i partnerstwie. Nie byli idealni. Ja też taki nie jestem. Jednak dobry przykład wyniosłem z domu.

Michał


Wpis ten powstał w ramach organizowanej przeze mnie akcji blogersko/vlogerskiej „wspaniały rok” i jest on rozwinięciem tematu miesiąca kwietnia „breakfast to bed”. Linki do innych publikacji kwietniowych znajdziesz TU.


W akcji biorą udział inni twórcy a ja zapraszam Cię do nich. Zobacz jak oni piszą na temat tego i innych miesięcy tego wspaniałego roku:


8 komentarzy:

  1. Sentymentalnie...uwielbiam kiedy piszesz takie ciepłe wpisy <3
    Ja także nie uważam, że rutyna zawsze w każdym przypadku jest złem koniecznym. Pewne przewidywalne zachowania dają po prostu poczucie pewności i bezpieczeństwa. A jak wiadomo potrzeba bezpieczeństwa jest w hierarchii potrzeb staruszka Maslova jedną z nadrzędnych. Myślę sobie, że rutynę większość osób utożsamia z nudą i bylejakością - tak jak właśnie to kocham szargane kilkadziesiąt razy dziennie - nie ma mocy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo stosują rutynę w miejscach które powodują że wszystko staje się nudne i byle jakie :) a życie musi mieć w sobie coś, to coś :)

      Usuń
  2. Jak pięknie to opisałeś! Rutyna bywa fajna i nieznośna, jak wszystko co trwa zbyt długo. Warto ze sobą rozmawiać i wyjaśniać pewne sprawy. Co do ideału, fajnie jest, że się nim nie jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? :) Bycie ideałem lub z ideałem byłoby strasznie nudne na dłuższa metę :)

      Usuń
  3. Niestety ale przez brak rozmowy rozpada się wiele związków, które naprawdę mogły się udać.
    Ale ja zaczynam zauważać to także w relacjach rodzic- dziecko. Dzieci teraz mają wszystko na wyciągnięcie ręki ale tej wspólnej rozmowy ciągle brakuje.
    Miło jest dostać raz na jakiś czas śniadanie do łóżka, ale tak jak piszesz nie codziennie, i tak jak u mnie, dobrze jest czasem zrobić je sobie samemu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rutyna potrafi wiele zepsuć nawet w najlepiej zapowiadającym się związku. W bliskim sąsiedztwie rutyny jest jednak celebrowanie pewnych rzeczy i to już jest zupełnie inna bajka. Na przykład śniadanie do łóżka raz w roku, w jakimś wyjątkowym dniu. A tak w ogóle to nie cierpię okruszków w łóżku ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hi there, just became aware of your blog through Google, and found that it is really informative.
    I am going to watch out for brussels. I'll be grateful if you continue this in future.
    Lots of people will be benefited from your writing. Cheers!

    OdpowiedzUsuń
  6. Pięknie to napisałeś Michał. Ja mam to szczęście, że u mnie w związku rozmowa to podstawa i jestem naprawdę szczęśliwa. I każdemu tego życzę :)

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.