czwartek, 8 czerwca 2017

Psy dzielą się na jamniki i wszystkie pozostałe...


Od września ubiegłego roku noszę się z otwarciem nowego cyklu artykułów i choć Marysia pokazywała się czasem na blogu czasem na instagramie tudzież na YouTube, to dopiero pojawienie się w naszym domu Krystyny zasiało we mnie nasionko, które kiełkowało sobie spokojnie do dziś. W moim życiu zwierzaków nigdy nie brakowało. Już jako bobas dostałem od swoich rodziców szczeniaka owczarka niemieckiego o imieniu Bajka. Z którą to Bajką razem dorastaliśmy, spaliśmy pod stołem czy też obgryzaliśmy nogi taboretów. Tak było i są na to niezbite dowody na kliszach polaroida. Od około jedenastu lat w naszym domu towarzyszy nam Marysia, jamniczka wcale nie taka miniaturowa choć malutka i słodziutka. Dziewięć lat temu podbiła ona również serce mojej drugiej połówce a z upływem lat dojrzeliśmy do tego aby świadomie postanowić, że nasza rodzina się powiększy.




a po bułki chodzę tak


Nie będzie to pies ze schroniska

Muszę to napisać bo jak tylko znajomi dowiedzieli się, że planujemy kolejną pociechę natychmiast się zaczęło nagabywanie nas na wzięcie psa ze schroniska. Nie mam nic przeciwko tej metodzie. Szkoda tylko, że zazwyczaj mówiły mi to te osoby, które moimi rękami chciałby ratować świat samemu nic nie robiąc. Ale i wam powiem dlaczego nie zdecydowałem się na “ratowanie” jakiejś sierotki. Moja rodzina nie raz ratowała już jakąś sierotkę ze schroniskowego piekła i nawet w tym momencie moja mama opiekuje się Kają, małym uroczym gnomem kundelkiem, która na starość trafiła do schroniska gdyż zmarł jej właściciel. Spadkobiercy zaś wzięli mieszkanie, ale nie było w ich świecie miejsca dla leciwej towarzyszki życia ich rodzica. Przygarnialiśmy wiele porzuconych sierot, jednak od lat w życiu mojej jamniczki Marysi byliśmy tylko i wyłącznie my. Tak więc czy naprawdę byłoby dobrym ruchem przygarnąć sierotę z traumatycznymi doświadczeniami? Czy warto ryzykować tym, że Marysia poczuje się odrzucona i niechciana bo będziemy rekompensować innemu psu jego przejścia? A co jak to przeżycie będzie jeszcze większą traumą tak dla Marysi jak i nowego członka rodziny, któremu próbująca odzyskać utraconą pozycję Marysia mogłaby skutecznie uprzykrzyć życie? Chyba nie byłoby dla nikogo dobrze gdybyśmy po niedługim czasie musieli się pozbyć nowego i ponownie wtrącić do piekła. Dlatego świadomie postanowiliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie szczeniak, którego Marysia po prostu sama sobie wychowa. W świecie zwierząt dzieci mogą znacznie więcej i Krystynka skrzętnie to wykorzystała dosłownie wchodząc Marysi na głowę. Marysia zaś wiedziona niezawodnym instynktem cierpliwie znosiła zabawy Krysi. Teraz Marysia i Krysia są dosłownie nierozłączne. Tak więc jestem pewny, że wybraliśmy najlepszą drogę aby nasza rodzina się powiększyła i nadal była szczęśliwa i kochająca się.



Chciałbym się podzielić z wami jeszcze jedną sprawą. Gdy w naszym domu pojawił się maluszek, od opiekunów jego mamy dostałem informację o przebytych już szczepieniach i odrobaczeniach. Pozostało jednak jeszcze parę zabiegów weterynaryjnych, które czekały Krysię już w Warszawie. Niestety, wiele dobrego o lekarzach weterynarii powiedzieć nie mogę. Udałem się do kilku okolicznych „klinik” weterynaryjnych szukając odpowiedniego lekarza prowadzącego dla Krysi. Przykro mi to pisać ale na prawie wszystkie mnie rozczarowały. W jednej z nich pani „doktor” chciała przez następny rok odrobaczać szczeniaka który nie był zarobaczony, dosłownie co dwa tygodnie. Bo “tak powinno być”. W kolejnej za założenie książeczki oraz osłuchanie serduszka przez całą jedną sekundę wystawiono mi rachunek. I to wcale nie taki malutki. W kolejnym miejscu lekarza nie interesowało to, że pies już był niedawno odrobaczany i od razu trzeba było ponownie to zrobić. Prawie ostatnie już miejsce też nie wypadło najlepiej. Kolejna pani „doktor” wymyśliła, że psa mieszkającego w centrum Warszawy należałoby zaszczepić nie tylko na standardowe choroby ale trzeba rozszerzyć to o szczepienia przeciw chorobom grożącym raczej psu mieszkającemu na terenach podmokłych i bagiennych, bo “to ważne a i kosztuje tylko 60zł więcej. A na zdrowiu pupila nie możemy oszczędzać”. Niestety wielu weterynarzy właśnie na tym żeruje i drenuje portfele kochających swoje zwierzaki opiekunów bez litości. To smutne, że ktoś kto jest lekarzem nie kieruje się niczym więcej niż swoją korzyścią materialną. Są też i chlubne przypadki, ale znikają one w morzu pazernych ludzi.




Dziś Krystynka zbliża się powoli do swoich pierwszych urodzin, Marysia jest w kwiecie wieku i na szczęście nie muszą zbyt często korzystać z usług medycznych. Na szczęście też wydaje mi się, że znalazłem dobrego i uczciwego weterynarza, zaś moje dziewczyny nie boją się do niego iść gdy zajdzie potrzeba. Natomiast decyzja przyprowadzenia do domu szczeniaka okazała się strzałem w dziesiątkę. Co prawda tym razem nie uratowaliśmy żadnej sierotki natomiast mamy pewność, że nie przysporzyliśmy trosk i smutków ani Marysi ani innemu zwierzakowi.


Michał

25 komentarzy:

  1. Super są te Twoje dziewczyny. Dużo radości Wam życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) są cudowne i dają ogromną ilość radości :D ale znasz je więc sama wiesz :D

      Usuń
  2. Mam podobne podejście ;) mój Maksio też nie jest ze schroniska ;) większość znajomych podobnie jak u ciebie mówiła że tylko piesek że schroniska jest odpowiedni.... A tu proszę! Teraz każdy tylko czeka na spotkanie z moim ukochanym miniaturowym jamnikiem ;)
    P.s.
    "Jamnikarium" wciągnęło mnie na dobre ;) ta książka jest MEGA ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem dokładnie rozumiesz to co przeszliśmy rozważając adopcję nowego małego członka naszej rodziny, a książkę muszę zdecydowanie zakupić :D

      Usuń
  3. Jakie one słodkie! :) Nie mi oceniać, skąd jest pies czy kot, moje sępiary też nie są ze schroniska. Co do sztuczek z odrobaczaniem, znam ten ból ;) Ile mnie kosztowało przemycanie im tego do pyska, a i tak wypluwały ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak :D podawanie niektórych medykamentów to sztuka :D

      Usuń
  4. Kocham każdego psiaka! :) Ja mam yorka, z hodowli od szczeniaczka i znalezionego mixa beagle :) O dziwo bardziej udało mi się wychować znajdę, może temu, że jak ją znalazłam to miała dopiero około 3 miesięcy :) Twoje dziewczyny są urocze <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      3 miesięczny to jeszcze szczeniak :) no i York wcale taki łatwy w wychowaniu nie jest :D

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. to zawsze jest bolesne przeżycie jak odchodzi nam członek rodziny :(

      Usuń
  6. Najsłodsze paróweczki na świecie :*

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja jestem z tych co właśnie schroniskowe biorą, mimo, że nie najładniejsze i z chorobami. Czasami porzucone, czasami mające zostać bez domu. Przewinęło mi się sporo zwierzaków, kiedyś psów, teraz koty. Ale moje zdanie się nie zmienia, jak przyjdzie czas na adopcję nowego członka rodziny, to pojadę do pobliskiego schroniska. Wiem, gdzie jest, bywam, wyprowadzam, podrzucam gifty. Chyba za dużo złego czytam o hodowlach, żeby to wspierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JA bynajmniej nie mam problemu z braniem tych ze schroniska, ale w sytuacji gdy mam już w domu 11 letniego psa szczeniak był najlepszym rozwiązaniem. Gdyby nie było Marysi było już z tym inaczej :)

      Co do hodowli :) te o których czytamy tyle złego to nie hodowle, tylko pseudo hodowle. Dobry hodowca kocha zwierzęta zapewnia im doskonałą opiekę i wszelaką pomoc medyczną - np w trakcie ciąży. Prawdziwy hodowca nie eksploatuje zwierzęcia, a co najważniejsze jest pod kontrolą związku kynologicznego.

      Usuń
  8. Ja aktualnie mam pieska ze schroniska, tak postanowiliśmy wspólnie i cieszę się z tego że udało nam się uszczęśliwić chociaż jednego psiaka, natomiast nie krytykuję ludzi którzy nie biorą pieska ze schroniska, ponieważ to ich decyzja, najważniejsze jest żeby piesek był kochany i szczęśliwy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo fajnie że uratowaliście psiaka ze schroniska :) i to co mówisz jest najważniejsze, żeby psiak był po prostu kochany i szczęśliwy :)

      Usuń
  9. Przecudowne są obie! Cieszę się, że poruszasz wątek brania i niebrania psa ze schroniska. Kocham psy i wszelkie zwierzęta, wspieram schroniska finansowo jak tylko mogę, ale w przyszłości, kiedy będę już na swoim jestem pewna, że pierwszego psa kupimy od zaufanego hodowcy. Nie dlatego, że mnie losy tych pokrzywdzonych sierotek nie wzruszają, nie dlatego, że chcę mieć idealnego szczeniaczka, a nie starego i schorowanego psiaka. Po prostu boję się, że bym nie podołała, że nie umiałabym naprawić błędów, które inni popełnili, nie chciałabym skrzywdzić psa bardziej nieumiejętną tresurą. Plus, mój mąż nie dorastał z żadnym psem, więc kiedyś to będzie wszystko dla niego nowe a ja będę takim pośrednikiem między wychowaniem psa, na dobrego pupila i męża, na dobrego właściciela :) Dlatego bardzo irytują mnie głosy 'weź ze schroniska' od ludzi, którzy sami nie trącili palcem, żeby pomóc jakiemuś zwierzakowi. Ale ocenianie jest taaaaakie proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się że nie tylko ja myślę podobnie. I jestem pewny że jak już będziesz miała możliwość :) to będziesz idealną opiekunom dla swojego zwierzaka i idealną przewodniczką w tym dla swojego męża :)

      Usuń
    2. Dzięki, mam wielką nadzieję,że tak kiedyś będzie. Ale już teraz wiem, że z chorym psem nie jest łatwo. Mamy w domu mieszankę boksera z owczarkiem niemieckim z epilepsją. Kocham go nad życie, jednak nie jest łatwo z nim funkcjonować, bo jest bardzo agresywny w stosunku do... wszystkich ludzi na świecie oprócz najbliższej rodziny (to jest 5 osób!) Behawioryści, weterynarze, nikt nie była w stanie nam pomóc, uważają po prostu, że jego zaburzenia neurologiczne są zbyt silne, żeby go wyszkolić na posłusznego psa. I cóż z tego, że zna tysiąc sztuczek i ja mogę z nim robić co chcę, jednak gdy na horyzoncie pojawia się obcy człowiek, żadna komenda go nie zatrzyma. Na szczęście mieszkamy na wsi, rodzice przygotowali mu duży wybieg (30m2), codziennie jest wyprowadzany, ale i tak boli, że nie może sobie poszaleć przed domem, pobawić z innymi psami. Dlatego takie bezmyślne gadanie 'weź ze schroniska' mnie drażni, bo już wiem, ile pracy, pieniędzy i czasu potrzebuje zwierzak z większymi potrzebami niż standardowe.

      Usuń
  10. Dzięki Twoim Dziewczynom pokonałam swoją niechęć do jamników.. Uwierzysz!! nigdy jakoś nie przepadałam za nimi od czasów kiedy jeden mi obrzygał w Peweksie białe czeszki:D taka trauma. NO ale teraz tęsknię ogromnie i do Marysi i do Krysi, której jeszcze nie widziałam w wersji "dorosłej". I ciągle mam w głowie ten obrazek z dworca w Katowicach <3
    Doskonale rozumiem Twoje pobudki. To wielka odpowiedzialność nie dla jednego życia ale dla dwóch. Mnie też wiele osób nakłaniało i moralizowało, żeby zatrzymać znalezionego kota. Nikt nawet nie pomyślałam, jaki to stres dla psa. Łatwo jest oceniać. Łatwo snuć wizje. Ogromnie szanuję decyzję osób, które decydują się na zabranie psa ze schroniska. Być może ja też się kiedyś na taki krok odważę. ALe zawsze musi to być bardzo świadoma decyzja. Człowiek jest odpowiedzialny za to co osowi. A takiego który oswoi, i porzuci wieszałabym na drzewie. Szlag mnie trafia jak zwierzaki wracają po adopcji a bo nagle uczulenie, albo się nie dogaduje z innym, albo sika, albo gryzie.. mam nadzieje, że ci pseudo właściciele też zostaną oddani na śmietnik jak się będą starzeć.
    Ech, temat rzeka.
    Moja Besia jest uratowana ze złej hodowli.
    Bardzo, bardzo cieszę się na jamnikowy cykl. Mechłam po tysiąckroć!

    OdpowiedzUsuń
  11. moja tesciowa ma teraz chyba trzeciego jamnika jedyny minus ze musi go znosic po schodach

    OdpowiedzUsuń
  12. Kryśka chyba jest już większa od Marysi :D Świetne są Twoje dziewuszki :D

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.