wtorek, 20 lutego 2018

Uroda to najmniejsza część naszego piękna, mimo iż widoczna na pierwszy rzut oka


Maseczki to jeden z ważniejszych elementów naszej pielęgnacji. Znane były już w starożytności, o czym wiemy dzięki papirusowi z Abbas z XVI w.p.n.e. Zapisany w nim został przepis na maseczkę z wina i chleba świętojańskiego. Maseczki stosujemy między innymi w celu intensywnego oczyszczenia ponieważ wzmagają wydzielanie potu, zmiękczają keratynę oraz zwiększają mikrocyrkulację krwi, dzięki czemu składniki aktywne mogą intensywniej penetrować w głąb naszego naskórka. Więcej o samych maseczkach przeczytacie niebawem TU. Dziś jednak chciałem podzielić się z wami moimi wątpliwościami związanymi z maseczkami włókninowymi oraz opowiedzieć ciut więcej o maseczkach błotnych i glinkowych, czyli jednych z moich ulubionych rodzajów maseczek. Ale po kolei.





Żyjemy w czasach wszechobecnej “koreizacji” pielęgnacji. Najlepszym tego przykładem niech będą choćby “szit maski”. Oczywiście jeżeli spodziewasz się teraz mojego ataku na ten produkt, zawiedziesz się. Uważam bowiem, że ma on swoje zastosowanie i czasem warto po niego sięgać. Dlatego nie mam zamiaru ich atakować. Chciałbym tylko uświadomić kilka interesujących aspektów. A zacznę może od tego. Włókninowa maseczka nasączona jest najczęściej kosmetykiem, który już znasz doskonale jako esencję. Jest to jednak produkt będący niczym innym jak serum. Oczywiście o tym, że serum to produkt o wysokiej koncentracji składników aktywnych nie muszę już nikomu mówić. Podobnie jak o tym, iż nie powinniśmy go stosować ciągle, a bardziej jako kuracje, na przykład na przełomie wiosny i zimy, aby pozwolić skórze się zregenerować. Lub też jesienią aby przygotować i wzmocnić naszą skórę przed zimą. Odnoszę jednak wrażenie, że coraz mniej osób zdaje sobie jednak sprawę z tego, iż serum (czyli nasza esencja) to preparat o wodno-żelowej, płynnej konsystencji i formulacji. Natomiast stężenie składników aktywnych wpływa w nim również na ciśnienie osmotyczne produktu, które dzięki temu staje się bardzo zbliżone do ciśnienia osmotycznego naszych płynów ustrojowych, dzięki czemu składniki aktywne mają ułatwioną penetrację naskórka. Cud osmozy! Skoro już wiesz czym jest nasycona nasza maseczka, to teraz zwróć uwagę na kolejny moim zdaniem warty przemyślenia aspekt. Stosujesz się pewnie jak większość dziennikarek, blogerek i youtuberek do azjatyckich kroków pielęgnacji. Zapewne zdarza ci się jednego dnia zastosować esencję, serum i jeszcze maseczkę z włókninki ociekającą bogatym składem. Jak myślisz czy takie przeciążenie skóry jest aby na pewno tak dla niej dobre? Czy aby nie dlatego właśnie staje się ona bardziej reaktywna, co ty odbierasz jako skórę wrażliwą. Pamiętaj o jednej bardzo ważnej zasadzie nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu...





Moimi ulubionymi maseczkami są te wykorzystujące w swoim działaniu zarówno glinki i błota. Nie zapominajmy o tym, że glinki to jedne z najstarszych kosmetyków i medykamentów na naszej planecie. Z powodzeniem znalazły one zastosowania właśnie w pielęgnacji skóry a także w leczeniu rozmaitych schorzeń dermatologicznych. Swoje właściwości i barwę zawdzięczają składowi mineralnemu oraz pewnej właściwości, a mianowicie potrafią one zabierać pewne niepotrzebne naszemu organizmowi substancje i zastępować je potrzebnymi. Jednocześnie doskonale absorbując na przykład tłuszcze z powierzchni naszej skóry. Mówiąc w skrócie, przyczyniają się detoksykacji organizmu, potrafią łagodzić bóle stawowe, oczyszczają ujścia gruczołów łojowych oraz działają przeciwzapalnie. Dlatego właśnie doskonale znajdują się w pielęgnacji skór trądzikowych. Zaś dzięki dodatkom doskonale sprawdzają się w pielęgnacji skór suchych, również i tych dojrzałych. Stosowane w pielęgnacji ciała pomagają zwalczać na przykład cellulit. Moimi ulubionymi glinkami są te pochodzące z okolic Syberii, ponieważ charakteryzuje je wyjątkowa zawartość minerałów.





W Polsce spokojnie można po nie sięgać dzięki RAPAN Beauty. Firma korzysta z unikatowych złóż niebieskich oraz żółtych glinek znajdujących się w okolicy jeziora Ostrovnoye, zwanego morzem martwym Syberii, gdzie leżą one pod warstwą solanki. Obydwie glinki są pochodzenia kambryjskiego i mają niebywałe właściwości a różnią się tylko zawartością minerałów.
Maska z niebieskiej glinki syberyjskiej zalecana jest szczególnie do pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej oraz mieszanej. Świetnie odżywia, odświeża i regeneruje skórę twarzy oraz ciała. Dzięki mikrocząsteczkom krzemionki sprawdza się również jako peeling. Warto pamiętać, iż nadaje się ona do pielęgnacji delikatnej skóry dziecka. Natomiast na Błoto iłowo-siarczkowe zwrócić uwagę powinni ci, którzy szukają działania antycellulitowego oraz zmniejszających masę ciała. Wykorzystywać można je zarówno do okładów jak i jako dodatek do kąpieli. W Rosji błoto to używane jest w leczeniu egzemy, łuszczycy, chronicznego zapalenia skóry, czy łojotoku. Ja sięgam po nie ze względu na głębokie oczyszczanie skóry i minimalizowanie pojawiania się zmarszczek. Maseczka Niebieska glinka + smocza krew to wyjątkowe połączenie niebieskiej glinki i smoczej krwi czyli żywicy z drzewa Croton Lechleri, będącej bogatym źródłem fenoli, fitosteroli i alkaloidów. Zawiera też taspiny o działaniu przeciwzapalnym oraz przyspieszającym procesy gojenia, co w efekcie stymuluje odnowę naskórka i odmładza skórę. W składzie jest też bogaty w ceramidy olejek z chińskiej cytryny (Yuzu) oraz olej ze słodkich migdałów. Maseczki te cechują się tym, że można je stosować w składzie podanym przez producenta, ale można też samodzielnie wzbogacać je potrzebnymi naszej skórze dodatkami. Warto zwrócić tu uwagę na to, że ich cena jest bardzo przystępna w stosunku do ich jakości. Niech was nie zmyli zmiana wyglądu opakowań, to nadal te same doskonałe glinki.





Dodatkowo mam dla was rabat w wysokości 25% Wystarczy, że podczas zakupu w sklepie producenta TU wpiszecie kod URODA. Rabat obowiązuje do końca lutego.
Michał

12 komentarzy:

  1. Fajna maska, taka błękitna, pasowałaby do koloru moich oczu :D Muszę sobie kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta ze smoczą krwią jest bardzo fajna w działaniu :)

      Usuń
  2. wyglądają zachęcająco. nie znam tej firmy ani tych maseczek. ja glinek nie lubię, bo mocno mnie uczulają. a już testowałam kilka i ciągle ten sam efekt. ;(

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ta firma należy do grona profesjonalnych ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się orientuję chyba raczej nie mają oferty gabinetowej. Przynajmniej nie trafiłem na takie info by mieli opakowania inne niż detaliczne.

      Usuń
    2. Jesteśmy w Instytucie Urody w Warszawie, na Śląsku w kilku gabinetach, testujemy w Krakowie :) w swojej ofercie posiadamy duże pojemności do salonów razem z przykłądowymi zabiegami :) <3

      Usuń
  4. kurcze nei znałąm wcześniej tej firmy. Glinki bardzo lubię, więc może po nei sięgnę w przyszłości :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam glinki, chętnie przyjrze się bliżej asortymentowi tego sklepu 😉

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam te maseczki. Nie przepadam natomiast za tymi w płacie, i nie chodzi nawet o walory pielęgnacyjne...wiesz..po prostu nie lubię czuć tej płachty na buzi. Czasem stosuję ale raczej rzadko. Natomiast w rapankach (tak je nazywam) podoba mi się też efekt delikatnego peelingowania na koniec :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo lubię maseczki z glinkami. Z glinek preferuję białą i różową :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja właśnie też kocham wszelkie glinki, błota, algi i inne papki :) Te maseczki też mi wpadły w oko, na pewno skuszę się prędzej czy później!

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.