niedziela, 4 lutego 2018

Często żremy się nawzajem... Zapominając o miejscu na deser


Jakoś tak ostatnio bierze mnie retro nostalgia czy coś… Jak nie opowiadam wam o zapiekankach jako smaku dzieciństwa (przeczytasz TU) to o pączkach i tym, że te na tłusty czwartek wcale nie były kiedyś takie słodkie i lekkie (tekst znajdziesz TU). Zatem dziś znów przeniosę nas jakby trochę do końcówki słusznie minionej epoki, może trochę też do początków innej acz również od kilku lat minionej, ale jakże barwnej mimo wszystko. Odnoszę takie wrażenie, że w tamtych właśnie czasach chętniej sięgaliśmy po tanie, smaczne a jednocześnie efektowne i barwne - galaretki. Wystarczy niewiele dodatków, na przykład owoce, które zalane galaretką wyglądają jakby lewitowały w przestworzach. Zaś poszarpana choćby widelcem czy pokrojona w kostkę galaretka w kilku kolorach oraz ciut bitej śmietany i bakalii tworzą bajeczny i świeży deser, którego nie powstydziłby się niejeden mistrz kuchni. Gdy zaprzęgniemy galaretki do innej pracy i pomogą nam one zabarwić lub usztywnić inne masy, to właśnie w ten prosty sposób stworzymy serniki na zimno, domowe ptasie mleczka czy musy owocowe. Właśnie dzięki prostym deserom z żelatyną (a jak kto lubi, z agarem) moje dzieciństwo było tak smakowite, kolorowe i proste. Nawet prosta galaretka z owocami stanowiła idealne „comfort food”, które potrafiło naprawić zło całego mojego świata. Domyślam się, że się teraz uśmiechacie do swoich własnych wspomnień z dzieciństwa. Zatem dziś jedna z najbardziej szalonych i barwnych wariacji ciasta bez pieczenia czyli galaretkowiec.







Galaretkowiec z owocami

Niezależnie czy do masy bazowej użyjemy mleka, jogurtu, mleka skondensowanego, wody, soku czy tak jak ja, serka homogenizowanego, moim zdaniem najlepszego z możliwych wariantów. Pamiętaj, że w twojej kuchni to ty urządzasz, również i smak więc jak masz ochotę to wykorzystaj napój migdałowy czy kokosowy, przez niektórych zwany mlekiem, bo kto ci tego zabroni? Ale po kolei. Zazwyczaj wieczorem przygotowuję trzy lub cztery galaretki w różnych kolorach, takich na jakie mam ochotę. Można wykorzystać galaretki nazwane identycznie jak kultowy kiedyś napój dla młodzieży lub takie, których nazwy i kolory zainspirowały kamienie szlachetne i półszlachetne. Można też zrobić je samodzielnie. Jeżeli będziecie mieli ochotę to zrobię wpis z przepisami na domowy kisiel, budyń i galaretkę, takie bez wykorzystania proszku z torebki kupionej w sklepie. Przygotowując galaretkę ważne jest to aby zmniejszyć ilość wody z przepisu o przynajmniej 1/5, tak by galaretka wyszła bardziej „drżąca” lub jak kto woli „tęższa”. Zatem jeżeli robisz normalną galaretkę, zamiast pół litra wody wykorzystaj jej 400ml. Galaretki rozlewam do płaskich naczyń, wtedy łatwiej będzie pokroić je w kostkę lub dowolny inny kształt. Następnego dnia kruszę w blenderze 200 gramów herbatników, a gdy są już zmielone mieszam je z masłem (około 100g). Takim ciastem wykładam spód tortownicy o średnicy 26 cm (ale można dać ciut grubiej na mniejszej lub ciut cieniej na większej) i następnie wkładam tortownicę do lodówki. Teraz rozdrabniam zastygłe galaretki oraz przygotowuję kilogram homogenizowanego serka waniliowego, mieszając go z rozrobioną w minimalnej ilości wody galaretką „diamentową” lub „bezbarwną”, której porcja powinna wystarczyć normalnie do związania litra wody. „Galaretka” powinna być wystudzona aby gotowa masa nie rozpuściła nam kolorowych kryształów, które wyszły nam z innych galaretek. Teraz wykładam masę serową z kolorowymi galaretkami do tortownicy na wcześniej zrobiony spód z herbatników i ponownie wstawiam całość do lodówki. Właściwie w tym momencie można by uznać, że to wystarczy i deser, jak tylko zastygnie całkowicie, mamy gotowy. Ale ja lubię na wierzchu dać owoce (na zdjęciach widzicie robione przeze mnie jesienią owoce ananasa w soku własnym, a nie w syropie jak kupicie w sklepach). Świeżego ananasa jednak zdecydowanie odradzam gdyż może uniemożliwić zastyganie galaretek. Deser ten lubię również z pestkami granatu, brzoskwinią, owocami leśnymi czy świeżymi listkami mięty. Jak mawiają: Czym chata bogata. Deser zalewam kolejną bezbarwną galaretką, oczywiście wystudzoną, i ponownie całość wędruje do lodówki aby gdy tylko zastygnie móc wylądować na stole i cieszyć nasze podniebienia i zmysł estetyczny.









Ciasto to zrobi dosłownie każdy. Szczególnie, że nie trzeba go piec. Jest proste w wykonaniu, choć może trochę czasochłonne. Jednakże czasochłonność ta to głównie oczekiwanie na zastygnięcie kolejnych galaretek. Doskonale sprawdzi się jako deser nie tylko dla domowników, ale również ze względu na wielobarwność a zarazem lekkość, na pewno przypadnie do gustu naszym gościom. Niestety ma jedną wadę, znika dużo szybciej niż się je przyrządza. Ale czemu się tu dziwić? Smacznego!


Michał

11 komentarzy:

  1. Doskonale Cię rozumiem, też chętniej odwołuję się do tego co było...bo było pyszne i każdy umiał to zrobić. A wiesz, że dzisiaj zrobiłam sobie zwykły budyń taki jak kiedyś...ale do brzegu..
    Ciasto cieszy zmysły - radośnie kolorowe i na pewno bajecznie smaczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwielbiam budyń ale właśnie taki jak kiedyś :) te dzisiejsze są jakieś inne niestety :) ale czy lepsze to nie powiem :)

      Usuń
  2. Pożarłabym ją przez ekran, choćbym się miała porzygać :D Uwielbiam takie desery :))

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie nie wiedzieć czemu ciasto to funkcjonowało jako smietanowiec. Ale to chyba za sprawą proporcji śmietany do galaretki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znam je również i pod ta nazwą :) choć ze względu na to iż można je zrobić z różnych "płynów" nie tylko ze śmietany nazywane jest również galaretkowiec :)

      Usuń
  4. na deser u mnie zawsze jest miejsce, ewentualnie dwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na jakiś kinderbal jak znalazł ;) dzieciaki myślę że byłyby zachwycone takim wyglądem cista :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Do deserów mam słabość:) Bardzo apetyczne ciasto...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląda bardzo smacznie. Czasem robię, ale bez wierzchniej warstwy, tylko śmietana i galaretki :)

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.