poniedziałek, 4 września 2017

Młodość uśmiecha się bez powodu


Tegoroczne wakacje obfitowały w wiele wyjazdów, spotkań, początków nowych projektów jak i wiele pracy, którą musiałem wykonać aby na jesieni powrócić do blogowania pełną parą. Dlatego dopiero teraz znalazłem potrzebny czas by usiąść i na spokojnie opisać co się działo podczas pierwszej konferencji zorganizowanej przez koreańską markę Benton oraz jej polskiego przedstawiciela z Piotrkowa Trybunalskiego. Dzięki czemu mieliśmy też okazję przedpremierowo poznać kilka nowości marki Skin79. Wszystko zaczęło się od wspólnego obiadu blogerów i vlogerów urodowych, którzy już dawno odkryli duży potencjał kryjący się w azjatyckich kosmetykach oraz ekipy Skin79 jak i jednocześnie polskiego Bentona oraz — co najważniejsze — Celest Jo, która przybyła do nas z Korei. A ja miałem okazję poznać ją na targach w Krakowie, o czym możecie przeczytać TU.





Zrozumienie to zaledwie początek

Właściwą część konferencji jak zawsze stanowi edukacja i poszerzanie wiedzy, nie tylko o samej pielęgnacji ale również o samej marce. I tą część spotkania poprowadziła Celest. Przybliżyła nam ona filozofię, która nie tylko zapoczątkowała powstanie marki lecz prowadzi ją do tej pory. Sama marka powstała w stosunkowo niedawno, w roku 2011. Jej nazwa zaś nawiązuje i wywodzi się z filmu “Ciekawy przypadek Beniamina Buttona”. Z założenia marka ta powstała dla partnerki głównego bohatera, ponieważ dzięki tym kosmetykom mogłaby ona o wiele dłużej cieszyć się młodością i o wiele dłużej cieszyć się związkiem z tytułowym bohaterem. Ważną informacją o samej marce jest również i to, że bardzo dba o składy swoich kosmetyków oraz nie testuje ich na zwierzętach. Również poszczególne składniki używane do produkcji nie są na nich testowane. Marka ma też ciekawą, zapewniającą większą świeżość kosmetyków, zasadę produkcji. To nie kosmetyk czeka na konsumenta. Ponieważ produkcja odbywa się w małych partiach, poniekąd to konsument czeka na kosmetyk. Dzięki temu kupujemy kosmetyki, które nie leżą na magazynowych i sklepowych półkach czasem nawet po kilka lat zanim trafią do naszych rąk. Następnie Celest przybliżyła nam wszystkie kosmetyki marki opowiadając też i o składnikach, i o tym jak stosować i dla kogo najlepiej nadaje się dany preparat. Moją uwagę przykuła najbardziej czarna linia z filtratem ze sfermentowanego grzyba Galactomyces. Już od jakiegoś czasu miałem chrapkę się na tą linię i niebawem opowiem o niej zdecydowanie więcej, bo testy już trwają. Na pewno opowiem wam też wkrótce o mgiełce Bentona, bo również przypadła mi do gustu. A o aloesowym toniku z kwasami BHA opowiadałem już TU. Celest opowiedziała nam też o nowościach. Jedna z nich to Papaya-D Sun Cream SPF38 / PA+++. Jest to krem, który nie tylko chroni nas przed wpływem promieniowania słonecznego ale też wykorzystuje pielęgnacyjne działanie papai. Pozostałe to Cacao Moist and Mild Cream oraz Shea Butter and Coconut Hand Cream.




Następnie tłumaczenie ze względu na lepszą znajomość branżowego języka angielskiego przejęła Czarszka, a Celest pokazała nam jak wygląda jej rutyna pielęgnacyjna. I tak zaczęliśmy od pełnego demakijażu, poprzez wszystkie etapy pielęgnacji aby zakończyć ponownym makijażem naszej prelegentki. Bardzo spodobał mi się patent na nakładanie kremu z filtrem na dwie warstwy, dzięki czemu staje się to łatwiejsze i skóra mniej się bieli.


Panie, a dlaczego tak drogo?

Następnie przyszedł czas na prelekcję, która poprowadził pan Tomasz. Opowiadał nam on o tym, czym różnią się podróbki od oryginalnych kosmetyków koreańskich. Naocznie mogliśmy się przekonać, że niby identyczny krem BB nie jest tym samym, i nie chodziło tylko o jego konsystencję, ale nawet o kolor samego produktu. Nawet na opakowaniu widać było sporo różnic. Choćby błąd w nazwie kraju produkcji. Ważnym tematem było, a właściwie jest też to, dlaczego kosmetyk sprowadzany legalnie przez polską firmę tyle kosztuje i co się składa na tą cenę. Ale o tym temacie już kilka razy wspominałem w innych moich wpisach a i zamierzam o tym zrobić obszerniejszy post.


Całą konferencję zakończyła kolacja i przyjemna impreza na dachu piotrkowskiego hotelu Mercure, gdzie bawiliśmy się do późnych godzin nocnych. Następnego dnia po śniadaniu przyszedł już czas powrotu do rzeczywistości i domów. Wracaliśmy nie tylko z fajnymi wspomnieniami, wiedzą ale też z kosmetykami, które warto wypróbować na własnej skórze.


Michał

6 komentarzy:

  1. :) :) :) MEGA było :) a kosmetykami jestem zachwycona :) Oby do kolejnego spotkania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepsze zdjęcie na koniec xD Miło było się zobaczyć po raz kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja z życia blogowego musiałam się na jakiś czas usunąć z wiadomych powodów:D, ale pomału wracam:)

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.