niedziela, 30 lipca 2017

Moja służbowa kosmetyczka, czyli co ze sobą zabrać na weekend


Wakacje mamy już w pełni, ale ja zazwyczaj dopiero w ich oficjalnej połowie zaczynam czuć, że one w końcu są. Lecz pocieszające jest to, że cieszę się nimi zazwyczaj tak długo jak porządny żak — przynajmniej do pierwszego dnia października. Bynajmniej nie mam aż tyle wolnego, ale właśnie w tym okresie najchętniej korzystam z uroków wyjazdowego wypoczynku. Lecz zanim napiszę o moich ulubionych letnich kosmetykach dziś zapraszam was na ostatni przed urlopem ważny wyjazd służbowy. Co zabieram ze sobą a jednocześnie, co polecam jako godne uwagi właśnie na taki weekendowy wyjazd, podczas którego zaplanowana jest również uroczysta kolacja, konferencja, ale jest też chwila tylko dla siebie. Zatem trzy, dwa, jeden, start. Zaczynam pakowanie. Moja pielęgnacja zawsze musi być kompletna od stóp do głów a ja muszę być pewny, że jestem gotowy na każdą ewentualność jaką ześle mi los. Tak tak, wiem że w wielu hotelach w łazience znajdziemy jakieś detergenty do mycia ciała czy włosów. Rzadko jednak z nich korzystam, bo często nie są one przyjazne dla mojej skóry, choć kilka razy miło się zaskoczyłem znajdując w hotelach całkiem dobre, czasem wręcz naturalne czy nawet te kosmetyki tworzone przez marki profesjonalne.





Codziennie myślę ile jeszcze dni bez Ciebie, ile nocy... ile będzie wart mój wyjazd...

Od lat kilku w mojej wyjazdowej kosmetyczce nie może zabraknąć szamponu i odżywki z zieloną herbatą tajwańskiej marki O'right w 100ml „wersjach podróżnych”. O marce tej opowiadałem już nie raz. Jest to jednak taka marka, o której lubię opowiadać kiedy tylko nadarza mi się okazja. Nadal bowiem nie znalazłem marki o tak ekologicznej filozofii, która nie kończy się tylko na opowiadaniu ale zamieniona jest w czyny. W dodatku kosmetyki te mają bardzo przyjemne składy, a co za tym idzie i działanie pielęgnacyjne. Właściwie można by stwierdzić, że chyba nie do końca bezpodstawnie moją kosmetyczkę opanowały marki azjatyckie. I nic w tym dziwnego ponieważ znajduję pośród nich coraz więcej świetnych kosmetyków i w dodatku coraz łatwiej dostępnych w naszym kraju. Dlatego do pielęgnacji i mycia ciała wybrałem dostępne TU miniaturki Organic Fruits Body Cleanser i Organic Fruits Body Lotion marki Whamisa. W marce tej bardzo podoba mi się to co mogę znaleźć w środku kosmetyku. Dzięki temu powstają unikalne receptury oparte na naturalnych wyciągach z kwiatów, owoców, nasion oraz fermentowanych filtratów roślinnych.


Do pielęgnacji skóry twarzy wybrałem maseczki kremowe w saszetkach marki Cosnature, naturalna multiodżywcza maska do twarzy z rokitnikiem jest moją ulubioną wersją pielęgnacji na noc. Lecz zdarza się też, że wieczorem po męczącym dniu przy lampce wina wolę nałożyć naturalną upiększającą maseczkę do twarzy z różowym pomelo. Ponieważ dzięki jej działaniu czuję się młodziej i lepiej podczas wieczornych oficjalnych imprez towarzyszącym takim wyjazdowym eventom. Jeżeli zaś nie muszę się pokazać wieczorem, to i tak wolę zaaplikować mojej skórze ten rodzaj maseczek. Przede wszystkim, dlatego że nic się nie stanie jak nie zmyję jej przed zaśnięciem. A w dodatku nie spadnie mi z twarzy, gdy będę się wygłupiał przed lustrem. Łatwiej też pomoże mi zadbać o szyję i dekolt, a o ich pielęgnacji nie wolno nigdy zapominać, gdyż zdradzają nasz wiek o wiele szybciej niż dłonie. Pozostając jeszcze w obrębie masek, na wszelki wypadek zabieram ze sobą jeszcze maseczkę Amazing Smooth od Yonelle, o której pisałem już kiedyś TU. Pozostając przy kremowych maskach podczas ich aplikacji dość często towarzyszą mi masażery od Dermofuture. Złoty pulsacyjny, który doskonale opracowuje twarz i szyję walcząc z efektami grawitacji i upływającego czasu. Zaś o okolice oczu dbam stosując specjalny masażer, o którym pisałem więcej TU. Oczywiście nie wyobrażam sobie oczyszczania mojej skóry bez sonicznej silikonowej szczoteczki, którą pokazywałem i omawiałem dokładniej TU.


W pielęgnacji twarzy na wyjazdach chętnie wykorzystuję również miniatury kosmetyków marki Benton. Dlatego zapakowałem aloesowy tonik z kwasami BHA, o którym pisałem TU i od tego czasu praktycznie się z nim nie rozstaję. Aby szybko wyglądać nienagannie nawet po całonocnej imprezie zapakowałem ze sobą miniatury esencji i lotionu z filtratem pozyskiwanym od ślimaków. Na wszelki wypadek zabieram ze sobą też energetyzująco-odżywczy krem z witaminowej linii Norel, i również tej marki miniaturowy aktywny krem nawilżający z kwasem hialuronowym. Jako że mamy lipiec, w mojej kosmetyczce nie mogło zabraknąć wodoodpornego żelu chroniącego mnie przed promieniowaniem UV od Skin79, którego faktor ochronny wynosi 50+.


Ostatnie dwa kosmetyki, bez których nie wyobrażam sobie żadnego wyjazdu, to krem do rąk oraz krem do stóp. Obydwa wybrałem z oferty polskiej marki MELLI care, ponieważ nie tylko lubię ich konsystencje zapachy ale i moje dłonie i stopy dzięki nim są jedwabiście gładkie i nie muszę się ich wstydzić. A wręcz powiem więcej, mogę je pokazywać i czuć się z tym doskonale.


Ostatnim kosmetykiem, który umieszczam w mojej służbowej kosmetyczce jest zapach, który kupiłem na targach Beautydays w maju tego roku, na stoisku „Zapach orientu”. To jeden z dwóch olejkowych perfum jakie pomogła mi dobrać pani Magda. Al Haramain – Firdous, to prawdziwie zielony zapach. I choć bezpośrednio z flakonu pachnie zupełnie inaczej, to na mojej skórze staje się niesamowity, świeży a jednocześnie otulający ciepłem, pasją i humorem. Jest wprost idealny dla mnie. Już niebawem opowiem wam o moich ulubionych ostatnio perfumach i zapachach. Jestem też pewny, że arabskie cudeńka z „Zapachu orientu” na pewno pojawią się jeszcze nie raz w moim domu. Szczególnie że już kilka zapachów mnie zainteresowało.




Na koniec jeszcze dobra wiadomość — miniaturki kosmetyków Benton i Whamisa znajdziecie w sklepie Skin79 w bardzo atrakcyjnych cenach.
Michał

11 komentarzy:

  1. Uwielbiam miniatury!!!! Zwłaszcza azjatyckie, są cholery tak wydajne, że spokojnie wystarczają na dwa tygodnie. Albo i dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie tak :) są mini a starczają na długo :)

      Usuń
  2. Oj tak, miniaturki są niezastąpione na wyjazdach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Miniatury na wyjazd to super sprawa :) Jesteś przygotowany na wszystko - wzorowo !

    OdpowiedzUsuń
  4. Też sobie zostawiam miniaturki na wyjazd, chętnie zajrzę do tego sklepu :) Myślałam, że tylko ja biorę tego mnóstwo, więcej niż ciuchów :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu Misiu jesteś mistrz! Ja to byle bym szczoteczkę, pastę i gacie na zmianę miała i mogę jechać 😂 Ale za to mam pierdolca z butami😊

    OdpowiedzUsuń
  6. Js przekładam do małych pojemników produkty lub kupuję miniaturki. Choć muszę przyznać że ostatnio stawiam na jeden produkt do wszystkiego np delikatny żel do intymnej, którym myję twarzy, włosy i oczywiście całe ciało. Aloesowy żel Holika Holika którego używam zamiast balsamu, kremu i odżywki do włosów. Nie chce mi się nosić wszystkiego :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja rowniez na wyjazdach stawiam na miniaturki ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Już widzę jak by wyglądała kosmetyczka mojego faceta na wyjazd :D
    1 in 10 :D

    OdpowiedzUsuń
  9. To fakt – azjatyckie miniatury spokojnie mogłyby robić za pełnowymiarowe europejskie kosmetyki :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne, zdjęcia, fajny post :) Idealna wakacyjna kosmetyczka :)

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.