piątek, 22 grudnia 2017

Podmuch wiatru przynosi ze sobą ukojenie


Nie jestem zdeklarowanym miłośnikiem tylko i wyłącznie jakiejś grupy czy rodziny kosmetyków. Przez lata uczyłem się kosmetologii i chemii surowców kosmetycznych. Poznawałem teorię oraz zgłębiałem praktyczne umiejętności z zakresu pielęgnacji skóry i jej przydatków*. I właśnie dzięki temu w ciągu tych lat nauczyłem się jednego. Doceniać należy te kosmetyki, które dają mi widoczne efekty. Czy będą one wytworem czysto laboratoryjnym, czy też produktem czysto naturalnym, nie ma to dla mnie większego znaczenia, o ile działają. Oczywiście bardziej doceniam te preparaty, kosmetyki i marki, które oferują mi coś więcej niż tylko dobry kosmetyk. Doceniam to czym kieruje się firma tworząc swoje mikstury. Podobnie jak podchodzi ona do pozyskiwania składników aktywnych, jak obchodzi się ze środowiskiem naturalnym na każdym etapie życia kosmetyku. Niestety dość często przekonuję się też i o tym, iż są marki, które tylko ubierają się w modne „zgrzebne” kartoniki, przewiązują rafią lub sznurkiem konopnym, czasem w nazwie lub grafice przywdzieją coś niby naturalnego byle tylko lepiej się sprzedać, nie dając tak naprawdę wiele więcej niż zwykłe komercyjne marki. Dlatego tak bardzo przypadła mi do gustu marka, o której produkcie chcę wam dziś opowiedzieć.


środa, 20 grudnia 2017

MAYbeBEAUTY


Spotkania blogerów mają wiele oblicz i wiele wymiarów. Zazwyczaj ich uczestnicy są zadowoleni z udziału w nich niezależnie od ich formy. Osobiście najbardziej lubię takie spotkania, w których dzieje się coś więcej niż tylko kawa, plotki i dary losu. Oczywiście lubię się spotkać z innymi blogerami również i przy kawie i na plotki etc. Ale mnie do tego nie są potrzebne prezenty. W naszym kraju odbywa się wiele blogerskich imprez, jednakże osobiście wybieram raczej takie, w których mogę się czegoś dowiedzieć, nauczyć, poznać. I właśnie jednym z takich spotkań jest trójmiejskie MAYbeBEAUTY organizowane, już po raz drugi, przez Kasię i Monikę.


poniedziałek, 18 grudnia 2017

Czasem potrzebny jest nam bardziej komplement niż wyszukany prezent


Coraz bliżej Święta i większość z nas dołączyła już do szaleńczej świątecznej krzątaniny. Sprzątamy mieszkania a czasem i nasze życia. Wyciągamy ozdoby, ubieramy choinki lub ich odpowiedniki. Robimy zakupy, gotujemy, lepimy, pieczemy. W pośpiechu kupujemy prezenty dla najbliższych i tych ciut dalszych. Często zapominamy, że najcenniejszym prezentem jest czas jaki im po prostu poświęcimy. Czas na rozmowę, przytulenie, rozczochranie włosów, śmiech serdeczny. W ciągu roku mamy tak wiele innych zajęć i obowiązków, że właśnie tego czasu brakuje naszym partnerom, dzieciom, rodzicom. Wcale nie musimy kupować nic drogiego, o ile nie mamy na to ochoty. Bo nasi bliscy, ci prawdziwi, nie oceniają nas po ich wartości. Ale jeżeli już chcemy dać im czasem coś wyjątkowego, to może spodoba wam się coś spośród moich propozycji prezentów. W tym roku nie będę ich dzielił na te dla kobiet czy mężczyzn. Bo każdy znajdzie tu coś dla siebie. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł kilku interesujących propozycji kosmetycznych, ale nie skupiłem się tylko i wyłącznie na nich.


czwartek, 14 grudnia 2017

Broda nie czyni mędrca, kij wędrowca, a łysina inteligenta


Mój ojciec nosił brodę nim stało się to modne. Choć było to jeszcze w czasach gdy zewsząd słychać było, że facet powinien być gładko ogolony ponieważ tylko to czyni go męskim. No cóż. Czy aby na pewno gładka skóra jest synonimem męskości? A może to właśnie zarost jest wyznacznikiem męskości? Nie wiem jak wy, ale ja osobiście uważam, że ani jedno, ani drugie nie jest tym wyznacznikiem. Choć bardzo mnie to cieszy, że tak wielu facetów obecnie nie wstydzi się a i nawet szczyci się swoim zarostem. Nie ma jednak co ukrywać, zarost potrafi dodać facetowi +100 do atrakcyjności, ale jeżeli jest niechlujny i zaniedbany równie dobrze potrafi odjąć tych punktów. W naszych czasach cieszy mnie wiele więcej. Faceci noszą japonki i nie muszą się przejmować tym, że ktoś odbierze to za niemęskie. A jeszcze wcale nie tak dawno temu nieraz słyszałem opinie, że tylko geje noszą takie obuwie. Znam osobiście 100% samców z żonami i dziećmi, którzy nie tylko nie boją się założyć różowej koszuli czy bluzy. Ba! Potrafi ona dodać im jeszcze więcej samczego sexapilu. Facet i rurki to już nie tylko hydraulik — i to wcale nie od dziś. Jeżeli dobrze się w nich czuje i podoba się sobie, to czemu nie? Choć jeszcze z dzieciństwa pamiętam, jak w spodnie takie ubierali się choćby fani ciężkiej muzyki i nikt im męskości nie odmawiał. Osobiście nie złożę rurek bo są to dla mnie niewygodne spodnie, ale nikomu nie będę tego bronił. Jak lubi niech nosi. Zmieniają się czasy, zmieniają mody, ale tylko prawdziwy facet nie boi się być sobą i tak pozostanie zawsze. Ale wróćmy do zarostu. Bo dziś chciałem wam opowiedzieć właśnie o pewnym produkcie poświęconym właśnie brodaczom.


niedziela, 10 grudnia 2017

Blogowigilijny śledzik w śmietanie


Grudzień to dla wielu z nas magiczny czas, a święta dosłownie czuć już wszędzie dookoła. Co prawda wielu narzeka, że zbyt szybko sklepy ubierają się w świąteczne dekoracje, ale mimo wszystko prawie każdy — a na pewno zdecydowana większość — i tak daje się porwać nastrojowi Świąt Bożego Narodzenia. Ale czemu się tu dziwić. Te święta mają w sobie dużą dawkę magii i to właśnie ona sprawia, iż chętnie obdarowujemy bliskich podarkami, dzielimy się smakołykami z przyjaciółmi, radujemy, wybaczamy, pokonujemy wszelkie przeciwności i zapominamy o niesnaskach. Ten wyjątkowy czar świąt od kilku już lat połączył też i nas, blogerów. I to za sprawą Ilony oraz Ani spotykamy się na Blogowigilii. Nie inaczej było i w tym roku. Właśnie wczoraj w samym sercu stolicy, a dokładniej w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich spotkała się niemała nas grupa i dzieliliśmy się ze sobą wszystkim, a przede wszystkim czasem i samymi sobą. Z Blogowigilią nieodłącznie związany jest wspólny stół, na którym pojawiło się wiele smakowitych dań i słodkości, które przyrządzili i przynieśli sami blogerzy. Ale były też i występy artystyczne, strefy relaksu, fotobudki, ścianki, warsztaty z poinsecją. Można było też przyłączyć się do akcji dobroczynnej koordynowanej przez fundację Anny Dymnej. Jednak co najważniejsze, można było się bliżej poznać, porozmawiać, spotkać ze znajomymi blogerami z całej Polski. Osobiście przygotowałem moje ulubione śledzie w śmietanie i dziś zachęcam was by samodzielnie je przygotować i podać swoim gościom podczas świątecznych spotkań. Nie ukrywam, że bardzo mnie ucieszyło to, że podczas Blogowigilii zniknęły wszystkie i to wcale nie jako ostatnie a dużo, dużo szybciej.


czwartek, 30 listopada 2017

Lubię zapach twoich kłamstw


Żyjemy w czasach szybkiego postępu, co rusz ktoś wymyśla nowe technologie, nowe produkty, nowe metody na uzyskiwanie czegoś lub tworzenie czegoś nowego. Ale tak naprawdę wiele rzeczy wynaleziono już wieki temu, a przynajmniej dziesięciolecia. Szczególnie dobrze to widać w świecie kosmetyki. Doskonałym tego przykładem niech będą tu choćby tak popularne ostatnio kosmetyki pochodzące z Azji. Tak, to prawda. Zaskakują formą, opakowaniem, metodą aplikacji, czasem i składnikami aktywnymi oraz ich metodami pozyskiwania. Jednak bardzo często wcale nie są aż tak innowacyjne jak pokazują to ich producenci. Przyjrzyjmy się w tym miejscu tak cenionym ostatnio esencjom. Odkrycie azjatyckich kobiet, czyż nie? Pomagają dbać o naszą skórę, wzmagają działanie kosmetyków stosowanych bezpośrednio po niej, odznaczają się lekką formułą. Same zalety. Jest to prawda, ale mało kto zdaje sobie sprawę z tego, iż wcale nie wymyśliły jej Azjatki, ani tym bardziej azjatyckie firmy kosmetyczne. Choć niewątpliwie należy być im wdzięcznym za tak intensywne rozpropagowanie tego rodzaju kosmetyku. Pamiętajmy jednak, że już około trzydzieści lat temu jedna z francuskich marek profesjonalnych miała w swojej ofercie hydrożelową esencję, która nie tylko pielęgnuje, ale jej najważniejszym zadaniem było potwierdzone badaniami intensyfikowanie działania kosmetyków stosowanych bezpośrednio po niej, i to trzy, cztero, a nawet czasem i pięciokrotnie. A wszystko to dzięki szałwii, lawendzie i rozmarynowi połączonych w odpowiednią molekułę, która dawała siłę działania tejże właśnie esencji.


środa, 22 listopada 2017

Często łatwiej poznać sekrety słuchając pytań niż odpowiedzi


Czy zauważyliście, że im więcej mamy lat to czas jakby upływał nam coraz szybciej? Dopiero co świętowaliśmy rozpoczęcie kolejnego, cudownego, nowego roku, a tu już za kilkadziesiąt dni czeka nas kolejny wystrzałowy Sylwester. Dosłownie człowiek się nie obejrzał jak minęło nam ubiegłe stulecie. A przecież tak niedawno były jeszcze lata dziewięćdziesiąte. Minuta goni minutę nieustannie. Na szczęście my jesteśmy niezmiennie piękni i młodzi. Jak zawsze. Tak sobie dziś na chwilę usiadłem i do głowy mi przyszło, że już najwyższy czas napisać słów kilka o ósmym już Secrets of Beauty. Sam nie wiem kiedy to zleciało, ale tej jesieni spotkaliśmy już po raz już ósmy. Zebraliśmy się tym razem w sercu samego Serocka, w hotelu Złoty Lin. Ale zanim do tego doszło, podczas wakacji byłem uczestnikiem pewnego nadmorskiego blogerskiego wydarzenia, które najpierw naładowało mnie pozytywną energią, aby chwilę później słowami i czynami samych organizatorów doprowadzić do tego, że odechciało mi się wszystkiego. Organizatorzy powinni byli być rozważniejsi w tym co mówią publicznie o swojej imprezie, jej uczestnikach i żalach wszelakich. Nawet jeżeli żale te były zasadne. Dobrze, że mam grono niesamowitych przyjaciół, którzy pomogli mi się szybko pozbierać i zacząć działać. A to zaowocowało kolejną nową twarzą SoB. Ale po kolei.


niedziela, 19 listopada 2017

Bądź mistrzem w swojej kuchni


Od niepamiętnych czasów ludzie mają problem z tym, co przygotować na kolację. I o ile nie mamy takich problemów przygotowując coś na „romantyczną kolację”, o tyle mieć pomysł na normalną kolację to chyba bez problemu mogą tylko Winiary czy inne ‘knory’ ze swoimi woreczkami, papirusami i horrendalnie drogimi przyprawami. No bo cóż może wymyślić zwykły śmiertelnik taki jak ja, jeżeli w dodatku nie zdążył iść dziś do sklepu aby zrobić jakiekolwiek zakupy. No niby można by wyskoczyć na róg i przygarnąć jakiegoś kebaba. Dobrze chociaż, że prowadzi go prawdziwy Turek, bo przyrządza go rewelacyjnie i do późna w nocy. Zawsze można zamówić jakąś pizzę czy jakieś inne pyszne pe el. Ale fajnie też jest zrobić coś samemu. Zwłaszcza, że to wcale nie jest nic skomplikowanego a podnosi naszą własną samoocenę i przy okazji możemy pochwalić się domowym żarciem na instagramie, jeśli wiecie co chcę powiedzieć. Dziś postanowiłem zrobić kolację dla dwóch osób w sposób niebanalny, trochę zdrowy, ale przede wszystkim inny niż zwykle. W dodatku wydam na to nie więcej niż 8 zł. Challenge accepted.


piątek, 17 listopada 2017

Jesień raczy nas ciepłymi wspomnieniami… szczególnie w chłodne dni


Patrzę na karty kalendarza i widzę już połowę listopada. Za oknem już jesień w pełni. Jeszcze odrobinę ubrana w barwne liście, ale już coraz chłodniejszym wiatrem chłoszcze skórę. Nie wiem jak wam, ale dla mnie już od dzieciństwa jesień pachniała szczęściem. Z roku na rok był to inny aromat. A to pachniała jabłkami lub imbirem. Czasem ulicą czy też sadem, nawet i deszczem. Raz cynamonem, a kiedy indziej wiatrem lub korzenną herbatą. Obecnie jesień pachnie jak jesień i tartą ze świeżą gruszką. Zapewne dlatego tak chętnie sięgam teraz właśnie po kosmetyki, których zapach lub skład ma w sobie właśnie gruszkę. A ten, o którym opowiem wam dziś, znalazłem jakiś czas temu w ecodrogeria.pl o czym pisałem już TUTAJ


czwartek, 16 listopada 2017

Czasem i umysł potrzebuje detoksu


O tym, że człowiek pochodzi z morza wierzy już chyba tak wielka grupa ludzi, iż niewielu trzeba jeszcze do tego przekonywać. I to pomimo tego, że znajdujemy wciąż źródła, które starają się dowieść jakoby stało się to zupełnie inaczej i o wiele szybciej. Również i o tym, że nasza Ziemia nie jest płaska dawno już przekonał wszystkich najważniejszy z argumentów, tak zwany argument KOTA. Bo najważniejszym ku temu dowodem są właśnie koty. Zwrócić należy tu uwagę na jeden aspekt ich życia i zachowania gatunkowego. Gdyby Ziemia była płaska to czyż dawno już nie zrzuciłyby one wszystkiego poza jej krawędź? Zatem idąc tym tropem mam nadzieję, że nikogo już nie muszę przekonywać do tego, że kosmetyki profesjonalne mają większą siłę niż te, po które codziennie sięgamy na półkach drogerii. Podobnież chyba nie muszę wracać do tego, że pielęgnacja profesjonalna, na równi z tą męską, jest moim największym konikiem. Dlatego właśnie dziś chciałem przybliżyć wam pewien zabieg jednej z profesjonalnych marek opierających swoje działanie o wpływ thalassoterapii na nasze ciało, a w tym i komórki.


sobota, 11 listopada 2017

I owoc szczęścia ma pestki …


Naturalna pielęgnacja rządzi się swoimi prawami i właściwie każda, jeżeli nie większość małych naturalnych marek, opiera działanie swoich kosmetyków właściwie tylko na olejach. Bywając na różnych targach czy imprezach typu “eco-cuda” zaczyna mi to trochę doskwierać, ponieważ najczęściej sprzedawane są tam właśnie oleje i ich mieszanki, które stanowią sera, hydrolaty, peelingi cukrowe bądź solne — gdzie cukier lub sól nasączone są właśnie olejami, z dodatkiem jakiegoś olejku eterycznego dla zapachu. Coraz bardziej zaczyna mi w ich ofertach brakować emulsji, kremów czy maseczek (niekoniecznie w płachcie). Wszystko to byłoby cudowne bo wiem, jak cenne są oleje w pielęgnacji. Sam już ponad 15 lat temu zalecałem je swoim klientkom w salonie kosmetycznym. Natomiast dziwi mnie to, że bardzo często te najcenniejsze oleje są po prostu dodatkiem do innego tańszego oleju, który stanowi jedynie bazę a właściwie tani wypełniacz produktu. I nieważne czy mówimy tu o oleju ze słonecznika, czy jakimś innym podobnym. Dlatego, gdy tylko Patrycja powiedziała mi, że zamierza wypuścić na rynek swoją markę “o! Figa”, w której pierwszym produktem będzie serum olejowe podszedłem do tego produktu lekko sceptycznie. A niepotrzebnie, ponieważ skład tego serum broni się sam.


niedziela, 22 października 2017

Zielony, żółty, czerwony… trzy kolory, papryka


W kuchni bałkańskiej smak to przede wszystkimi wynik różnorodności warzyw, owoców i przypraw. Bałkany to region barw i smaków, ale bynajmniej nie jest on jednorodny i każde właściwie miejsce charakteryzuje się czymś wyjątkowym. Nawet jeżeli porównamy ze sobą wiele wspólnych potraw dla całego tego regionu. Chyba najważniejszym wspólnym mianownikiem dla kuchni bałkańskiej są warzywne pasty. Tak, tak. Występują one pod różnymi nazwami. Czasem różnią się składnikami, ale zawsze łączy je jedno, doskonałe przyprawy i dorodne warzywa. Czy może być lepsze połączenie? Chodząc na zakupy, nawet na półkach naszych sklepów, zapewne często trafiacie na słoiczki wypełnione ajwarem. Prawdziwy ajwar to wywodząca się z Serbii pasta z pieczonej papryki, bakłażanów, oliwy i czosnku. Może być łagodna lub ostra, ale zawsze jest przepyszna. Lutenica wywodzi się z Macedonii. Tu składniki ajwaru wzbogacone zostały o korzeń marchewki i pietruszki, ale również o dojrzewające na słońcu pomidory. W zależności od upodobań może być równie ostra co delikatna. Adjika natomiast to pasta tylko i wyłącznie ostra. Na jej smak składają się cebula, czosnek, papryka, marchew, pomidory oraz aromatyczne przyprawy. Jeżeli pasta staje się bardziej gęstym sosem z papryki, z bakłażanami, cebulą, pomidorami i doprawiona czosnkiem i pietruszką wtedy powstaje nam pinjur. Ponieważ w kuchni zazwyczaj szukam swojego własnego smaku, moja własna pasta najbliżej ma jednak do lutenicy, choć i tak nazywam ją ajwarem. Szczególnie dlatego, iż te kupowane w sklepie ajwary bardzo często mają w sobie marchewkę i wcale nie są robione z pieczonej papryki.


czwartek, 19 października 2017

Piąte urodziny bloga Twoje Źródło Urody


Urodzinowa zabawa bloga Twoje Źródło Urody po raz piąty

Mija pięć lat odkąd na blogu pojawił się pierwszy wpis. Przez te lata piszę dla Was o kosmetykach, o pielęgnacji, podrzucam pomysły na samodzielne domowe kosmetyki. Czasem dzielę się też przepisami na smakołyki czy swoimi przemyśleniami, często na trudne tematy. Twoje Źródło Urody powoli się rozwija i pisze na coraz to szerzej rozumiane tematy lifestyle. Dlatego mam dla was konkurs, który jednocześnie może sprawić, że jeszcze więcej tekstów pojawiających się właśnie tu będzie spełniać Wasze oczekiwania.


środa, 18 października 2017

Współcześni grafomani nie niszczą lasów. Po co im papier skoro mają bloga?


Czym właściwie jest blog? Kiedyś był to pamiętnik tylko taki, którego czytać mogą inni. O ile im na to autor pozwoli. Bo wpisy są albo prywatne lub też publiczne. Nadal są osoby, które tak właśnie traktują blogi i zapisują w nim swoje myśli, wspomnienia czy prowadzą dzienniki. Dziś blog to przede wszystkim miejsce zarabiania, zdobywania fantów od firm, forma promocji osoby, marki, lub po prostu firmy czy instytucji. Dziś blogi to głównie marketingowe maszyny. I dobrze. Idziemy przecież z duchem czasu i skoro coś daje możliwości to chyba trzeba być naiwnym, żeby z tego nie korzystać. Zwłaszcza, że tematów do pisania jest tak wiele. Jesteś Dżesiką w ciąży z pierwszym Brajankiem – jesteś ekspertką od rodzicielstwa. Proste. Zostań blogerką parentingową i udzielaj życiowych porad innym, przecież jesteś ekspertką. Podobnie zacznij udzielać porad małżeńskich i o tym, jak tworzyć doskonałe relacje rodzinne. W końcu jesteś już po drugim czy trzecim rozwodzie to wiesz doskonale jak stworzyć związek idealny. Jeżeli używasz kosmetyków a twoją pasją jest testowanie ich, to nieważne czy masz lat 13 czy też 70. Pisz o kosmetykach i wychwalaj te cudne i krytykuj buble bo tobie się nie sprawdziły. Szczególnie pisz o bublach bo ludzie lubią czytać takie wpisy. Wystarczy, że w necie przeczytasz coś o składnikach i możesz stać się ekspertem od listy INCI i zakazanych składników szkodliwych. Co z tego, że na chemii się nie znasz a nie każdy alkohol wysusza? Pisz, że to zło a będzie dobrze. Lubisz kupować ciuchy? Masz ich na pęczki? Zacznij robić sesje, pokazywać stylówki, pisać co ubierasz idąc po bułki czy jogurt. Zdjęcia zawsze w dziwnych pozach, bo przecież musi być „fensi”. A jak nie wiesz czy jest sens się specjalizować, pisz po prostu o lifestyle i niczym się nie ograniczaj. I tematów będzie więcej i dary losu bardziej urozmaicone. Przecież kolejnym kremem pod oczy chlebka nie posmarujesz czy dywanu nie wypierzesz. Pisząc do firm o współpracę nie zapomnij dopisać, że: “jestem samotnom madkom i/lup mam horom curke” - jak robi to część innych blogerek.


wtorek, 17 października 2017

Pochmurne dni nie oznaczają, że słońce zgasło


Gdy byłem dzieckiem niestety o ochronie przeciwsłonecznej nie mówiło się wiele, a wręcz nie mówiło się o niej prawie wcale. W dodatku dobrego współżycia ze słoneczkiem naszym kochanym nie ułatwiało mi to, że mam bardzo jasną karnację, a dzięki temu minimalną naturalną ochronę swojej skóry. Dlatego też kilka razy udało mi się zafundować sobie poparzenia słoneczne pleców, ramion czy twarzy. A jak zapewne już sami wiecie mogło się to naprawdę źle odbić na przeszłym wyglądzie mojej skóry. A nawet na tym, że zwiększało to ryzyko pojawienia się różnych zmian mogących prowadzić nawet do nowotworów. Na moje szczęście dość szybko zacząłem się interesować kosmetyką i dzięki temu już od bardzo wielu lat zabezpieczam się przed słońcem. Ale nie znaczy to, że się nie opalam. Bo dzięki kosmetykom odpowiednio dobranym do swoich potrzeb moja opalenizna przestała mieć kolor czerwieni lub bordo, a stała się naprawdę złocista i, co ważne, trwalsza. Od kilku dni na dworze panuje słoneczna złota polska jesień. Postanowiłem więc opowiedzieć o (jeszcze) nowości kosmetycznej w dziedzinie SPF koreańskiej marki Benton.


niedziela, 15 października 2017

Myśli są jak grzyby, najlepsze po deszczu


Są takie potrawy, które nie wiedzieć czemu, kojarzą się nam z plebejskim życia stylem, hulaszczą naturą łże elit — kimkolwiek one są, te elity. Wnikać w umysły przewrotne nie będę, bo po cóż mi to? Lecz wiele dań od przepełnionych bareizmami czasów przeszłych, przestało bynajmniej być tak ekskluzywne jak niosła fama. Już ośmiorniczki tańsze potrafią być od masła kostki i w dodatku dostępne w sklepach dla „biedoty”, jak mawia już chyba klasyk krasomówstwa. Nawet czarny, czy nie daj Bóg, czerwony kawior kupisz już w bez mała każdym blaszaku za mniej niż dychę za słoiczek. A jak fantazja ułańska poniesie to popijesz i „szampanem”, którego też za niewielki pieniądz dostaniesz. Tak owóż i z rydzami było, iż wieść gminna przypisywała im przeszłość gastronomiczną tylko na wielkopańskich stołach. Co poniekąd przypieczętował swymi słowy Mikołaj Rej w „Żywocie człowieka poczciwego”. To prawda, że są lata mniej przychylne dla wielbicieli grzybów, ale ten rok szczególnie nas obdarował wysypem runa leśnego niczym z rogu obfitości. Tak więc czy dziwić może kogoś to, że w tym roku za kilogram rydza zapłacić trzeba było tylko 25 zł? Chyba nie. Zwłaszcza, że tegorocznej jesieni stragany aż uginają się pod grzybami wszelakiej maści. Od podgrzybków, kurek, borowików poczynając. Na tych mniej znanych lub być może lubianych. Osobiście nie mogłem przepuścić takiej okazji aby nie dać sobie możliwości do rozkoszowania się smakiem rydza właśnie. A można je przyrządzić różnorako: dusić w śmietanie, marynować, kisić i na takich ukiszonych z cebulą grzybach ugotować wyborny wprost „żur”. Niezależnie jednak jak będziemy mieli zamiar je przyrządzić pamiętajmy, iż większa ilość czasu gotowania wcale a wcale nie wpływa najlepiej na smak naszego finalnego posiłku. Dlatego dziś zapraszam was na naprawdę szybkie, proste i moim zdaniem najlepiej wydobywające smak z rydza danie.


wtorek, 3 października 2017

Dziś mam urodziny i wciąż wierzę, że ten wiek jest dla mnie najpiękniejszy


Październik to jeden z moich ulubionych miesięcy. Największym tego powodem jest zapewne to, że właśnie w październiku dane mi było pierwszy raz zachłysnąć się życiem, jego pierwszym tchnieniem. Jest to tak naprawdę pierwszy w pełni jesienny miesiąc w całym roku, a jesień wbrew wszystkiemu i wszystkim to czas, w którym często rozpoczynam jedne z najważniejszych dla mnie projektów. To właśnie jesienią roku 2012 założyłem tego bloga, kilka dni później pojawił się tu pierwszy wpis. I tak nie wiedząc właściwie kiedy ten czas upłynął piszę dla Was już piąty rok. Ten blog powstał między innymi dlatego, że uroda i kosmetyki to moja pasja, w dodatku towarzysząca mi od wielu lat. Zdecydowanie dłużej niż połowa mojego życia. Jednak nie ma nawet co ściemniać, blog ten nie został stworzony tylko dlatego, że chciałem dzielić się tu swoją pasją. Nigdy tego nie ukrywałem, że od samego początku wiedziałem, iż docelowo blog ma być dla mnie źródłem utrzymania. Co nie zmienia faktu, że nie pojawiło się tu nic co w nawet najmniejszym stopniu nadszarpnęło by w jakimkolwiek stopniu mój kompas moralny. Dlatego nie piszę tu — nawet jeżeli oferowane mi są za to pieniądze — o niczym, co moim zdaniem nie byłoby naprawdę godne polecenia. Dlatego również zacząłem polecać wam raczej niszowe filmy i dzielić moimi sprawdzonymi przepisami.


niedziela, 1 października 2017

Niektóre rzeczy ukazują swoje prawdziwe piękno dopiero gdy oglądasz je z przyjacielem


Tegoroczne wakacje obfitowały w interesujące wydarzenia związane z blogosferą urodową i miałem okazję uczestniczyć w kilku wydarzeniach, o których warto wspominać i promować to co robią ich twórcy i organizatorzy. W naszym kraju, ale nie tylko u nas bo i na całym świecie, coraz więcej mówi się o azjatyckiej pielęgnacji. I nie będę tu ukrywał, że sam też rozsmakowałem się w azjatyckim pojęciu piękna. Ale jak tego nie robić skoro właśnie stamtąd coraz częściej docierają do nas marki o bardzo interesującym podejściu do pielęgnacji? Marki, które wymyślają kosmetyki, które ujmują formułami, konsystencjami czy sposobem aplikacji. Coraz częściej też podbijają nasze serca swoimi składami ponieważ sięgają po składniki innowacyjne ale i mocno wpisane w naturę. Choćby filtraty fermentatów różnych roślin. W czasach, w których ekologia staje się coraz modniejsza i pożądana to właśnie z Azji pochodzi najbardziej ekologiczna marka świata, od której uczą się tego podejścia inne firmy z całego świata. Dlatego tak bardzo ucieszyłem się, że będę częścią drugiej już edycji HelloAsia organizowanej przez Patrycję z bloga Interendo. Pierwsza edycja odbyła się w Sopocie i to co wtedy udało się zorganizować spowodowało, że Patrycja postawiła sobie poprzeczkę bardzo wysoko.


wtorek, 26 września 2017

Geranium na parapecie rozrosłe, o moje zmysły dbało od lat bardzo wielu


W mojej pielęgnacji ostatnio dość często sięgam po olejki. Dodatkowo dość często są to olejki marek koreańskich. Nie ma co udawać i owijać w bawełnę ponieważ cenne oleje od zawsze były składnikami kosmetyków pielęgnacyjnych i to dosłownie wszystkich. Znajdujemy je w produktach do mycia, kremach, serach, maskach oraz esencjach, które wcale nie są odkryciem koreańskim, ponieważ pierwszą esencją (w formie hydrożelu) znaleźć można już było już 25 lat temu w jednej z francuskich marek profesjonalnych, dla których kiedyś pracowałem jako szkoleniowiec. Ale to właśnie Koreańczycy zauważyli jak istotne jest jej stosowanie w codziennej pielęgnacji i stosują ją bez mała w każdej swojej rutynie pielęgnacyjnej. Wracając jednak do samych olejów — bo to przecież one są clou mojego dzisiejszego tekstu — zazwyczaj nie lubię jednorodnego oleju ale ich mieszaniny. Bo to właśnie dzięki temu spektrum ich działania zdecydowanie się poszerza. Już jakiś czas temu opowiadałem wam o wodnym olejku różanym i przeczytacie o nim TU. Dziś przyszedł czas na olejek geraniowy, ponieważ ten wywarł na mnie jeszcze większe wrażenie niż różany.


poniedziałek, 25 września 2017

Uroda to najmniejsza część twojego piękna… lecz widoczna na pierwszy rzut oka


Ostatnio dość rzadko to się u mnie zdarza ale relację z kolejnej edycji targów Beauty Forum muszę napisać na gorąco. Dosłownie na gorąco. Dosłownie kilkadziesiąt minut temu zakończyła się kolejna edycja targów Beauty Forum. Od lat związane są one z Warszawą, a od jakiegoś czasu ich jesienna edycja łączyła w sobie kosmetykę białą, kolorową, paznokcie oraz włosy. Tym razem część fryzjerską postanowiono oddzielić od SPA i odbędzie się ona za miesiąc. O niej też z pewnością napiszę, bowiem jestem ciekawy co też tam się będzie działo. Pierwszy raz od naprawdę długiego czasu nie wystartowałem równo z rozpoczęciem imprezy i postanowiłem zrobić to zupełnie na spokojnie. Więc na luzie wstałem, wypiłem kawę, przejrzałem co w necie piszczy i bezpłatnym autobusem o 12:30 z centrum wielkiego miasta ruszyłem w stronę targów. Nie było ścisku więc można było usiąść. Nikt nie pchał się na siłę byle się wcisnąć i nie musieć czekać na kolejny bus za pół godziny. Na wejściu do hal targowych kręciło się trochę osób, ale tu też nie było jakiegoś tłoku czy ścisku. Zero kolejek do szatni… po prostu wszystko na totalnym, wygodnym luzie. Tylko czy wystawcy byli z tego zadowoleni? Gdyby nie kilka spotkań i rozmów, które miałem zaplanowane w trakcie targów, uczciwie mogę powiedzieć, że przeszedłem całe targi dosłownie w godzinę. No dobra. Przyznaję, że bardzo pobieżnie potraktowałem strefę paznokci, bo poza znanymi mi już markami nie zainteresowały mnie żadne inne. Lecz udało mi się również zobaczyć coś, o czym warto napisać.


niedziela, 17 września 2017

Często ci co dużo pieprzą nie potrafią w ogóle dosolić


Nie zrozumcie mnie źle, bo kocham jesień za naprawdę wiele jej aspektów. Nawet za deszcz. Ale od kilku dni jest mi źle, bo to czego nie lubię to gdy inna pora roku ubiera się w nie swoją pogodę. Dlatego nie lubię śniegu jesienią czy wiosną, deszczu zimą… ale najbardziej nie lubię, gdy lato które i tak nas nie rozpieszczało tego roku, jeszcze prawie na miesiąc przed swoim zakończeniem zachowuje się jak późna jesień. Tyle że jeszcze na drzewach są owoce i liście. I choć jeszcze mimo aury chadzam po dworze w japonkach. Ale zdarza mi się to jeszcze do końca października, w dodatku nie tylko w najcieplejsze dni. Jednakże powoli muszę już sięgać po jesienne sposoby na rozgrzanie się. Zatem odkurzyłem duży imbryk na herbatę, którego latem nie używam. Zaopatrzyłem spiżarnię w tabliczki gorzkiej czekolady i słodkie pianki aby tworzyć z nich gorącą czekoladę na zimne wieczory. Przeprosiłem się też z zupami, które nie powinny już orzeźwiać jak te letnie, ale już muszą rozgrzewać i przywracać dobre samopoczucie swoją magią. Bardzo często słyszę, że zupa jest jak miłość gdyż odgrzewana już tak nie smakuje. No cóż. Widać mówią to ci, którzy miłości nie znają poza zakochaniem, a i zup chyba jednakowoż nie lubią. Bo niewiele jest takich zup, które nie smakują lepiej następnego dnia kiedy to wszelkie smaki się przegryzą między sobą. Jak dla mnie, tylko rosół jest doskonały tuż po ugotowaniu, ale następnego dnia już musi stać się bazą innej zupy. W przypadku zupy kokosowej, która doskonała jest zaraz po ugotowaniu, jest jak z prawdziwa miłością. Bowiem następnego dnia — o ile coś zostanie oczywiście — jej smak jest pełniejszy, bogatszy i głębszy. Dokładnie tak jak miłość, która już od lat trwa i dojrzewa wraz z kochankami.


sobota, 16 września 2017

Wiedza jest cenna gdy pobudzać do działania potrafi


Spotkań blogerskich w naszym kraju nie brakuje. Co i rusz kolejne blogerki spotykają się w przytulnych kawiarenkach przy na kawie aby poplotkować i przytulić „dary losu” od sponsorów. Sam też od kilku już lat organizuję spotkania dla blogerów. Głównie urodowych, choć nie tylko. Osobiście cenię takie spotkania, które niosą ze sobą coś więcej niż upominki i świeże ploteczki. Poszerzają naszą wiedzę, wzbogacają nasz warsztat, pomagają odkrywać nowe marki i trendy w pielęgnacji, no i przede wszystkim integrują nas. Dlatego tak cieszy mnie, iż coraz więcej osób w tej kwestii myśli podobnie do mnie. W lipcu tego roku miałem ogromną przyjemność wybrać się do Częstochowy na kolejną już edycję spotkań organizowanych przez Anię z Kolorowego Kraju pod egidą Beauty by Bloggers. Udało mi się być na nich już po raz drugi i muszę powiedzieć jedno. Ania kolejny raz stanęła na wysokości zadania. W dodatku do udziału zaprosiła marki profesjonalne, a pielęgnacja gabinetowa nie od dziś jest jednym z moich kosmetycznych koników.


niedziela, 10 września 2017

Myśli rosną jak grzyby, najlepsze zaraz po deszczu


Jednym ze wspomnień z dzieciństwa, choć w sumie dość mglistym jest to, w którym razem z rodzicami pojechaliśmy na grzyby. Nie zdarzało się to często, ale z tamtego wyjazdu pamiętam kanapki i herbatę pitą na polanie, łąki, pagórki, zagajniki. A później wszelkie te leśne dobra trafiły do naszej spiżarni w postaci mrożonek i słojów pełnych opieniek w marynacie, duszonych maślaków i kurek czekających w ten sposób na zimę. W kuchni pojawiały się również sznury suszonych borowików i podgrzybków, z których to — na przykład na wigilię — gotowana była esencjonalna zupa grzybowa i przygotowany niesamowity farsz do pierogów czy uszek. Choć najważniejszym wspomnieniem smakowym i zapachowym był i jest przyrządzony po przyjeździe do domu sos grzybowy, o ile mnie pamięć nie myli, podany wtedy do kopytek. Do dziś pamiętam również jak sosy grzybowe przyrządzali rodzice moich znajomych a nawet niektórzy członkowie mojej, niemałej rodziny. Oni zazwyczaj obgotowywali wcześniej grzyby przynajmniej dwukrotnie, a i gotując już sos właściwy też nie szczędzili mu godzin na ogniu doprawiając go listkiem bobkowym (liść laurowy) i zielem angielskim, przez co z cudownego smaku i aromatu grzybów pozostawało już w sosie niewiele. W moim domu sos z grzybów był zawsze prosty i szybki. A najważniejszym było użycie do niego dobrych składników. Więc nie zabrakło w nim nigdy masła, pełnej śmietany często zbieranej wprost z wiejskiego krowiego mleka i ogromnej ilości zielonej pietruszki świeżo zerwanej z grządki.


czwartek, 7 września 2017

Miłość i szaleństwo są ze sobą tak związane jak lato i burze


Wyglądam za okno i mimo, że w kalendarzu jeszcze lato, powoli jakby je zapominam, a wręcz gubię już jego smak. Dlatego pomyślałem sobie, że dziś właśnie zabiorę was do lata. A to za sprawą kosmetyków być może zainspirowanych latem, ale na pewno zawierających interesujące składniki takie choćby jak olej lniany, czy z pestek pomidora już od kilku lat dobrze sprawdzający się w kosmetykach marek profesjonalnych, który nareszcie zawitał w kosmetykach marek bardziej dostępnych. Aczkolwiek nadal nie spotkałem go jeszcze w tych marketowych. Olej ten to źródło tokoferoli, związków flawonowych oraz cennego likopenu, dzięki czemu świetnie wspomaga walkę z upływem czasu, a więc i ze zmarszczkami. Stymuluje on bowiem produkcję zarówno kolagenu jak i elastyny w naszej skórze. Marka, o której dziś opowiem chce być jak kobieta. Inna o każdej porze roku. Silna i energiczna, a zarazem zwiewna, subtelna i eteryczna. Wiem jedno, po letnią odsłonę marki sięgać nie tylko mogą ale i powinni również panowie. A warto.


poniedziałek, 4 września 2017

Młodość uśmiecha się bez powodu


Tegoroczne wakacje obfitowały w wiele wyjazdów, spotkań, początków nowych projektów jak i wiele pracy, którą musiałem wykonać aby na jesieni powrócić do blogowania pełną parą. Dlatego dopiero teraz znalazłem potrzebny czas by usiąść i na spokojnie opisać co się działo podczas pierwszej konferencji zorganizowanej przez koreańską markę Benton oraz jej polskiego przedstawiciela z Piotrkowa Trybunalskiego. Dzięki czemu mieliśmy też okazję przedpremierowo poznać kilka nowości marki Skin79. Wszystko zaczęło się od wspólnego obiadu blogerów i vlogerów urodowych, którzy już dawno odkryli duży potencjał kryjący się w azjatyckich kosmetykach oraz ekipy Skin79 jak i jednocześnie polskiego Bentona oraz — co najważniejsze — Celest Jo, która przybyła do nas z Korei. A ja miałem okazję poznać ją na targach w Krakowie, o czym możecie przeczytać TU.


piątek, 25 sierpnia 2017

Nie zachowuj się jak dziecko – powiedziała nie przerywając malowania kredkami


Komedia to nie jest łatwy kawałek chleba, zarówno dla twórców jak i dla widza. Osobiście lubię komedie, ale broń mnie Panie Boże przed współczesnymi polskimi, niby śmiesznymi gniotami. Szczególnie, że próbują się one na siłę wzorować na amerykańskich hitach sprzedaży. Ale również i te amerykańskie zbyt często opierające się wyłącznie na gagach to też nie mój świat i wyjście do kina to dla nich zbyt wielka sprawa. Nie wspominając już, że nawet szkoda mi na nie czasu. Wystarczy, że towarzyszą mi w trakcie szorowania garów czy układania ubrań w szafie, jako tak zwane tło. Choć i tu bardziej mi odpowiada muzyka czy dobry audiobook. Ale kończy się lato i jestem w doskonałym, wakacyjnym jeszcze nastroju, więc komedia w kinie to dobry pomysł. Szczególnie jeżeli jest ona francuska lub brytyjska w swym humorze. Te dwie nacje potrafią się śmiać z najbardziej codziennych spraw, ale i z miłości, rodziny, dzieci. W dodatku robią to w dobrym guście a nawet udaje im się przemycić w swoich komediach trudniejsze tematy i w dodatku tak, że nawet nie czujemy się tym przeciążeni.


wtorek, 8 sierpnia 2017

Postanowiłem przygotować herbatę z miłości — wyszła mi z niej mocna esencja


Dzięki wszelkim imprezom targowym — na których staram się bywać gdyż lubię wiedzieć co w trawie piszczy i czego spodziewać się za jakiś czas na kosmetycznych półkach różnych marketów — znajduję kosmetyczne perełki. I dziś właśnie mam zamiar napisać o marce, którą poznałem właśnie dzięki targom kosmetycznym. Ba! Kupiłem nawet kilka ich produktów, które urzekły mnie szczególnie swoimi zapachami. Dość długo jednak zajęło mi napisanie tego wpisu i bynajmniej nie dlatego, że kosmetyki nie przypadły mi do gustu, bo przypadły, i to bardzo. Doskonale myją, umilają kąpiel, nie wysuszają i pachną obłędnie. Nie mogę nawet ponarzekać na ich wydajność. Zatem same zalety. Nawet ceny nie wydały mi się zbyt wygórowane jak za takie kosmetyki. Same plusy nieprawdaż? Dodatkowo Dresdner essences to marka, która chwali się tym, że nie testuje swoich produktów na zwierzętach ani nie używa kontrowersyjnych składników.


niedziela, 6 sierpnia 2017

Radość życia to umiejętność odkrywania tych samych smaków od nowa


Gdy nadchodzi sierpień w mojej kuchni coraz częściej zaczynają gościć zapiekanki, wytrawne tarty, dania z piekarnika. Co prawda, na razie jeszcze zdecydowanie letnie, ale już coraz bliższe smakom jesieni. Coraz intensywniejsze, wyrazistsze i pełniejsze barw i aromatów. Pełne warzyw, ziół i serów o mocniejszym aromacie. Bardziej treściwe, acz nie skomplikowane. Bardzo często naprędce przygotowywane już w trakcie rozmów ze znajomymi, którzy wpadli przypadkiem na lampkę wina i rozmowę o wszystkim i o niczym. Jak to wśród przyjaciół bywa. Akurat na takie przypadki w lodówce mam zawsze gotowe ciasto francuskie. Nie chce mi się go robić zbyt często samemu, a już bardzo dobre znajdziemy prawie w każdym sklepie. Po cóż więc stać godzinami w kuchni? Ale kruche w zamrażalniku mam zawsze własnej roboty. Choćby kulkę niewielką, która startą na tarce na owoce czy warzywa sprawia, że mogę zrobić coś pysznego w mgnieniu oka. Tak więc zawsze mam kulkę ciasta kruchego z cukrem do deserów i drugą, taką bez dodatku buraczanej czy trzcinowej słodyczy, gdyby naszła mnie chęć choćby na tartaletki ze szpinakiem i gorgonzolą czy choćby tak jak dziś, francuskiej tarty cebulowej.


niedziela, 30 lipca 2017

Moja służbowa kosmetyczka, czyli co ze sobą zabrać na weekend


Wakacje mamy już w pełni, ale ja zazwyczaj dopiero w ich oficjalnej połowie zaczynam czuć, że one w końcu są. Lecz pocieszające jest to, że cieszę się nimi zazwyczaj tak długo jak porządny żak — przynajmniej do pierwszego dnia października. Bynajmniej nie mam aż tyle wolnego, ale właśnie w tym okresie najchętniej korzystam z uroków wyjazdowego wypoczynku. Lecz zanim napiszę o moich ulubionych letnich kosmetykach dziś zapraszam was na ostatni przed urlopem ważny wyjazd służbowy. Co zabieram ze sobą a jednocześnie, co polecam jako godne uwagi właśnie na taki weekendowy wyjazd, podczas którego zaplanowana jest również uroczysta kolacja, konferencja, ale jest też chwila tylko dla siebie. Zatem trzy, dwa, jeden, start. Zaczynam pakowanie. Moja pielęgnacja zawsze musi być kompletna od stóp do głów a ja muszę być pewny, że jestem gotowy na każdą ewentualność jaką ześle mi los. Tak tak, wiem że w wielu hotelach w łazience znajdziemy jakieś detergenty do mycia ciała czy włosów. Rzadko jednak z nich korzystam, bo często nie są one przyjazne dla mojej skóry, choć kilka razy miło się zaskoczyłem znajdując w hotelach całkiem dobre, czasem wręcz naturalne czy nawet te kosmetyki tworzone przez marki profesjonalne.


czwartek, 13 lipca 2017

Uwielbiam gdy we włosy me wplatasz niejeden splot czułych słów


W życiu już tak bywa, że jedni rodzą się z włosami prostymi, a inni z kręconymi. I pewnie nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, iż bardzo często chcielibyśmy mieć inne włosy niż dała nam natura. Zapewne dlatego między innymi i mi od dawna towarzyszy zwykle w domu jakaś prostownica. Niestety prostowanie nie wpływa zazwyczaj dobrze na włosy. Mówię ‘zazwyczaj’ ponieważ od jakiegoś czasu się to zmieniło. Niedawno do naszego kraju zawitała keratynowa prostownica JOICO Styler. Spodoba się ona szczególnie tym, którzy mają problemy z przesuszonymi włosami, a ich prostownice łatwo przypalają ich końcówki. Zwłaszcza jeżeli często jej używają.


piątek, 7 lipca 2017

Małe SOBotnie Secrets of Beauty z Malu Wilz


Pierwsza sobota czerwca. Godziny przedpołudniowe. Warszawa. Saska Kępa. Przed siedzibą Malu Wilz zebrała się grupa blogerów. Już niebawem rozpocznie się VII już edycja Secrets of Beauty – porozmawiajmy o urodzie. Tym razem czas na nową formułę spotkań wiosennych. Jedna marka i My – dzięki temu mamy okazję poznać markę dużo dogłębniej i lepiej. Zatem poznajcie Malu Wilz o której co prawda nie pierwszy raz wspominam ale pierwszy raz opowiem o niej zdecydowanie więcej niż do tej pory. Marka powstała w Niemczech w roku 1985 i nosi imię i nazwisko znanej niemieckiej wizażystki. Specjalizuje się ona zarówno w doskonałej kosmetyce kolorowej – ich kamuflaże są doskonałe i bardzo trwałe dzięki czemu przywracają komfort życia wielu ludziom. Ale marka Malu Wilz to również kosmetyka biała przez co rozumie się kosmetykę pielęgnacyjną twarzy i ciała. Historię marki podczas „małego SoB” przybliżył nam Jacek Szymański oraz szkoleniowiec Pani Kasia.


niedziela, 25 czerwca 2017

Woda potrafi ugasić nawet pragnienie pustyni


Są tacy co potrafią niejedno pragnienie ugasić. Delikatnie, subtelnie, bez nadęcia i wygórowanych wymagań. Potrafią gasić pragnienie ich dłonie i szepty, jak i spojrzenia, lecz jednocześnie w naszej duszy rozpalą ogień, budzą inne pragnienia i nadzieje. Dziś pierwszy kulinarny wpis tego lata. Dlatego dość długo się zastanawiałem co byłoby idealnym pomysłem na tenże właśnie tekst. Za jego przygotowanie zabrałem się już dwa tygodnie temu, a choć dziś za oknem nie panują afrykańskie upały, ba jest nawet raczej letniawo. Jestem pewny jednak, że tego lata nieraz będzie okazja aby sięgnąć właśnie po te receptury by poczuć smak i jednocześnie lekkie orzeźwienie. Zatem dziś przenosimy się do Ameryki środkowej by zaczerpnąć pomysł na „świeże wody” czyli z języka hiszpańskiego Aguas Frescas. To dość popularny napój w Meksyku, ale spotyka się go również i na Wyspach Karaibskich. Składa się on najczęściej z owoców (melon, arbuz, papaja, cytrusy), warzyw (ogórek) czasem kwiatów (hibiskus), wody i cukru oraz często również z dodatkiem świeżej mięty. Podawany dobrze schłodzony doskonale współgra z wakacjami, urlopem czy po prostu chęcią orzeźwienia.


sobota, 24 czerwca 2017

Pieniądze szczęścia nie dają, dają je zakupy


Mieszkam w wielkim mieście i właśnie z tego powodu robienie zakupów w sklepach stacjonarnych jest dla mnie zdecydowanie łatwiejsze, a i wiele marek nie najłatwiej dostępnych w naszym kraju ma tu swoje butiki. A jednak od wielu lat preferuję zakupy online. Przede wszystkim nie robię dzięki temu niechcianych zakupów, które zdarzają mi się w stacjonarnych drogeriach, a tylko przemyślane. Bo nawet jak najpierw wrzucę do koszyka więcej interesujących mnie artykułów to bez stresu i łatwiej jest mi usunąć z niego te nadmiarowe, które nie są mi zupełnie potrzebne. Nie wiem jak dla was, ale myślę, że zakupy to chyba to co tygryski lubią najbardziej. Więc chyba nikogo nie zdziwi że i ja uwielbiam kupować, szczególnie kosmetyki. Tak, wiem, wielu pomyśli teraz „po co mi tyle kosmetyków, skoro zapewne i tak ma ich od groma?” To prawda mam ich sporo, ale w naszym świecie jest tyle interesujących marek wartych poznania, że po prostu często nie mogę się oprzeć kupieniu nowych nieznanych lub mniej znanych marek. Tym razem postanowiłem przyjrzeć się ofercie sklepu Ekodrogeria i ni mniej ni więcej właśnie mam przed sobą paczkę, która bardzo szybko dotarła do mnie od momentu złożenia zamówienia.


niedziela, 18 czerwca 2017

… a na deser chcę cię całego, polanego namiętnościami i z nadzieniem rozkosznym …


Racuchy kojarzą mi się z dzieciństwem, ale bynajmniej nie z babcią ale moim rodzinnym domem. Nie pojawiały się one co prawda na naszym stole nazbyt często, lecz moja Wandzia zawsze wiedziała kiedy jej dzieci potrzebują racuchów, aby przywrócić dziecięcemu światu wszelkie barwy, piękno i radość. Od wielu lat racuchy robię już samodzielnie, ale tak jak w dzieciństwie, działają one wręcz magicznie i potrafią odgonić największe chmury i sprawić, że wszelkie codzienne troski stają się banalne i łatwiej je rozwiązać. Jedno co się zmieniło to to, że uwielbiam smakowe eksperymenty i w odróżnieniu od lat dziecięcych, moje racuchy nierzadko wcale nie są z jabłkami. Czasem dodaję do nich rabarbar, maliny, borówki a nawet śliwki, szczególnie węgierki. Ale i racuchy z cebulą i kardamonem doskonale uzupełnią się z francuską zupą cebulową, krupnikiem, zupą jarzynową czy daniami, do których zazwyczaj podaję pieczywo. Ale do racuchów doskonale pasują też kwiaty, które nadają im zupełnie innego wymiaru, nie tylko smaku ale i aromatu. Właśnie dziś podzielę się z wami moim przepisem na racuchy, które jeszcze spokojnie zdążycie zrobić w tym roku. Ale warto się pospieszyć bo składniki do nich już niebawem znikną by pojawić się dopiero za rok.



piątek, 16 czerwca 2017

Lepszy własny jamnik niż wspólna żyrafa


Kochający jamnik potrafi zawładnąć sercem człowieka bezgranicznie. Nawet jak nabroi to złościć się na niego nie potrafisz dłużej niż przez chwilkę. Szczególnie, gdy spojrzy na ciebie tymi cudownymi ślepkami. Godzinami za to można patrzeć jak się bawi, jak zaczepia próbując wciągnąć cię do wspólnych harców, jak domaga się czułości, bliskości i ciepła. Kiedy wtula się aby zasnąć nie odmówisz mu nawet spania na twojej poduszce czy pod kołdrą. Ten mały typek, mimo iż ma duży charakterek, to bardzo wrażliwa istotka i należy dbać o niego szczególnie troskliwie. Dobór produktów pielęgnacyjnych wcale nie jest tak błahy jakby się mogłoby wydawać. W sklepach zoologicznych, marketach i innych sklepach możemy znaleźć bardzo szeroką gamę produktów kosmetycznych dla psa. Mamy szampony, odżywki, ostatnio znalazłem nawet suchy szampon. Jednak nie sprawdził się on zupełnie po niektórych spacerach, podczas których niskopodwoziowy pies szalał na dworze tuż po deszczu. Ale jakiś czas temu gdy w naszym domu pojawiła się Krystynka w nasze łapki wpadły kosmetyki dla zwierząt John Paul Pet od PAUL MITCHEL.


wtorek, 13 czerwca 2017

Męskość tkwi nie tkwi w waleczności, ale w dzikości opiekuńczego serca


Współczesny prawdziwy mężczyzna — kim on tak naprawdę jest? Niejednokrotnie mijamy na ulicach zarówno Marsjan jak i Wenusjanki. One coraz waleczniejsze… oni zaś jakby coraz mniej mieli z jaskinią coś wspólnego. Może i na szczęście. Jedni ociekający swoim patriotycznym testosteronem w T-shirtach wyklętych i dresowej zbroi. To nasza współczesna husaria, co to w imię Ojczyzny wyrwie z korzeniami bezczelne lewackie drzewko. Mamy też takich, którzy w podartym sweterku, dziwacznych spodniach nie wiadomo jak zdobytych, z eco zegarkiem na ręku wyruszają na polowania na bezglutenowe pierożki w ich naturalnych wielkomiejskich siedliskach. Są też ledwo odróżnialni od meneli, doskonale obznajomieni z miejską mimikrą hipsterzy, w przyczajeniu godzinami osaczający, czy też sączący bo sam już nie wiem, parzoną na zimno kawę z wyrazem „cold brew” na twarzy. A poznasz ich tylko po wystających z kieszeni jabłkach, albowiem nie żaden z nich łowca androidów. Mamy też współczesnych drwali, w wełnianych czapeczkach, wygodnych butkach i flanelowej koszulce. Brodaczy męskich o zazwyczaj gołębich sercach. Wyliczać mógłbym jeszcze długo bo i ekskluzywnych książątek ostatnio trochę się pojawiło. Ale w tym natłoku typów przeróżnych jak rozstrzygnąć co tak naprawdę sprawia, że facet jest męski? Rozmawiałem o tym z wieloma osobami i wychodzi mi z tego tylko jedno. Męski jest ten facet, który nie jest gburem, chamem, ale i w kaszę sobie dmuchać nie da. Męski jest kulturalny, oczytany i łez się nie wstydzący, zwłaszcza łez wzruszenia na przykład gdy dziecko postawi pierwszy krok czy powie ‘tata’. Prawdziwy facet kocha zwierzęta. Nie musi ich mieć ale nie pozwala się znęcać nad nimi innym. Nie niszczy a buduje. Rozwija się a nie cofa. Reszta to jakby tylko dodatek. I jeszcze jedna bardzo ważna rzecz. Prawdziwy facet nie wstydzi się o siebie dbać, bo robi to dla siebie a nie na pokaz.


niedziela, 11 czerwca 2017

W zielonym odcieniu szparagów odnalazłem przyjemność pozazmysłową


Dookoła coraz mocniej panoszy się lato i nie mam mu tego bynajmniej za złe. Szczególnie, że natura oferuje nam coraz więcej cudownych smaków i barw. Co roku, właśnie w tym mniej więcej momencie, uwielbiam sięgać po szparagi, które u mojego ulubionego dostawcy na bazarze mogę kupić naprawdę świeże i młode, tak że wcale nie muszę ich obierać a nawet ta najmocniej zdrewniała część ich łodygi jest miękka i soczysta bez ani jednego włókna. Żeby nie było, nie jestem zagorzałym miłośnikiem szparagów, ale o tej porze roku wprost nie mogę się im oprzeć . Osobiście najbardziej lubię te zielone i nie przepadam za białymi. Wiem, wiem. Jestem dziwny, ale dobrze mi z tymi moimi małymi dziwactwami. Ponoć szparagi są afrodyzjakiem, ale poza ich kształtem nie widzę żadnego związku z sensualnością. Natomiast na pewno w letnie gorące dni lub wieczory są doskonałe aby pozwolić się nasycić i przy okazji nie odebrać ochoty na deser i dobrą zabawę.


czwartek, 8 czerwca 2017

Psy dzielą się na jamniki i wszystkie pozostałe...


Od września ubiegłego roku noszę się z otwarciem nowego cyklu artykułów i choć Marysia pokazywała się czasem na blogu czasem na instagramie tudzież na YouTube, to dopiero pojawienie się w naszym domu Krystyny zasiało we mnie nasionko, które kiełkowało sobie spokojnie do dziś. W moim życiu zwierzaków nigdy nie brakowało. Już jako bobas dostałem od swoich rodziców szczeniaka owczarka niemieckiego o imieniu Bajka. Z którą to Bajką razem dorastaliśmy, spaliśmy pod stołem czy też obgryzaliśmy nogi taboretów. Tak było i są na to niezbite dowody na kliszach polaroida. Od około jedenastu lat w naszym domu towarzyszy nam Marysia, jamniczka wcale nie taka miniaturowa choć malutka i słodziutka. Dziewięć lat temu podbiła ona również serce mojej drugiej połówce a z upływem lat dojrzeliśmy do tego aby świadomie postanowić, że nasza rodzina się powiększy.


wtorek, 6 czerwca 2017

Nie pozwól by szara rzeczywistość miała wpływ na kolory Twoich marzeń…


Pierwszy raz farbowałem swoje włosy jeszcze jako nastolatek. Było to naprawdę wiele lat temu i choć może nadal nie wyglądam i nie czuję się na człowieka będącego w moim wieku, to między innymi właśnie te zmiany kolorów nadal udowadniają mi, że nie dlatego przestajemy się bawić, ponieważ się starzejemy, lecz raczej starzejemy się gdyż bawić się przestajemy. Nie raz już opowiadałem o tym, że jesienią często przybieram jej barwy aby rozgrzać swoje emocje gdy na dworze zaczyna się robić szaro. Tej wiosny zaś postanowiłem obudzić w sobie moje wewnętrzne dziecko jeszcze intensywniej. Po pomóc sobie w tym zadaniu udałem się do Kaspra i jego fryzjerskiego Atelier na ulicy Pańskiej w Warszawie. To nie była moja pierwsza wizyta w tym miejscu. Bywam tam od lat i pewnie dlatego z Kasprem rozumiemy się niemalże bez słów. O celu mojej wizyty wiedział już wcześniej i dlatego przed samą zmianą nie musieliśmy już dużo ustalać. A nawet gdyby tak nie było to wiem, że oddaję swoje włosy w ręce profesjonalisty, w dodatku pracującego na doskonałych kosmetykach Joico i PAUL MITCHELL. Dlatego też jestem zawsze pewny, że moje włosy będą wyglądać idealnie i nie zostaną zniszczone. Podczas tej wizyty postawiłem na koloryzację i tęczowe barwy…


niedziela, 28 maja 2017

Jedzenie to seks ludzi „starszych”


W pewnym wieku zaczynamy sobie zdawać sprawę, iż jedzenie daje nam tyleż samo satysfakcji co seks, bo przecież zarówno seks może stawać się ciekawszy jak i nasze posiłki mogą mieć coraz bardziej wyrafinowane smaki i konsystencje. A co jeśli połączymy ze sobą te dwie rozkosze ciała? Myślę, że doskonale wiedzą o tym ci, którzy oglądali niesamowitą scenę z filmu “9 i pół tygodnia” z Kim Basinger i Mickey Rourke w rolach głównych. Jedzenie to nie tylko wartości odżywcze, to przede wszystkim kompozycje smaku i różnorakie tekstury, od kremowej do chrupkiej. To też zapachy i kolory. Wszystko to co pobudza nasze zmysły podobnie jak najgłębsza intymność we dwoje. Właśnie dlatego dziś czas na sałatkę, która moim zdaniem jest doskonała jak seks. Zawiera bowiem w sobie wiele kontrastów smaków i rozkoszy.



piątek, 26 maja 2017

mamy2mamy - do kina czy na film?


W momencie kiedy piszę ten tekst jest wieczór i jeszcze nie wiem dokładnie, o której godzinie pojawi się on na blogu. Będzie on trochę o macierzyństwie, trochę o jednej z moich ulubionych aktorek, ale w sumie przede wszystkim o filmie. Gdy to piszę powoli mija Dzień Matki i chyba dlatego zabrałem się właśnie za tą opowiastkę o filmie. Zacznę może od tego, że jedną z głównych ról gra aktorka, którą odkryłem stosunkowo późno, bowiem zwróciła moją uwagę dopiero rolą w filmie „Czekolada”. Więc gdy tylko dowiedziałem się, że zagra w komedii „mamy2mamy” od razu się ucieszyłem i wiedziałem, że chcę ją zobaczyć w kinie.


wtorek, 23 maja 2017

Żadna róża mnie nie ucieszy tak jak ta od Ciebie


Róża jest wyjątkową rośliną kryjąca w sobie esencję tak miłości jak i seksualności. Zapewne dlatego tak doskonale odnalazła się ona w alchemii i różnego rodzaju eliksirach, również tych zapewniających wieczną młodość. Zatem nie może to już chyba nikogo dziwić, że olejek z jej płatków znalazł zastosowanie w kosmetyce i to nie tylko tej współczesnej ale i tej starożytnej, korzystającej z nieokiełznanych sił natury. Natury, do której tak chętnie wracamy obecnie, ponownie ją doceniając. Ale czy zdajemy sobie sprawę z tego, iż jedna z pierwszych zachowanych receptur na krem pielęgnacyjny utrwalona została w księgach mądrości (Wedy). A krem ten zawierał w sobie właśnie olejek różany ceniony ze względu na szerokie spektrum działania. Olejek różany poprawia kondycję skóry dojrzałej, zwiotczałej, jak i tej z problemem naczyniowym. Doskonale sprawdza się on w walce z bezsennością, bólach głowy. Wspomaga też pracę układu krążenia i co równie ważne, jest afrodyzjakiem.


środa, 17 maja 2017

Emocje to kula, a ja trzymam rewolwer


W tym roku wiosna zdecydowanie nas nie rozpieszczała. Mimo, że mamy już połowę maja to ciepłych dni było jak na lekarstwo. Dlatego właśnie postanowiłem sięgnąć po broń, która poradzi sobie z wszelkimi złymi nastrojami. W mojej dłoni trzymam zatem nietypowy Relover od REPLAY. Ten rewolwer jest niebezpieczny tylko i wyłącznie dla złej pogody, kiepskiego nastroju, braku energii i wszelkich smutków. Nie wiem jak wy ale ja zawsze marzyłem o takiej broni na chandrę i w końcu znalazłem. Choć w sumie to nie wiem jak to się stało, że trafiłem na nią dopiero w tym roku. Najważniejsze, że się udało. Bez huku Mimo że nie ma tłumika działa dyskretnie, bez huku i bezwzględnie doskonale wpływa na mój nastrój i humor.


środa, 10 maja 2017

Deszcz myśli nie zawsze daje oczyszczenie, czasem potrzeba pianki


Niezależnie od rodzaju skóry, jak również tego czy jesteś kobietą czy też mężczyzną, podstawą odpowiedniej pielęgnacji jest prawidłowe jej oczyszczenie. I nie mówię tu o usunięciu zaskórników ale o dokładnym umyciu skóry. Dlaczego to takie ważne? Dlatego, że na powierzchni naskórka gromadzą się zrogowaciałe, martwe i odpadające już komórki tegoż naskórka, wszelkie mikroorganizmy, wydzieliny gruczołów znajdujących swoje ujścia w skórze, wreszcie makijaż, a także brud i cząsteczki kurzu. Teraz wyobraźcie sobie jak dużo się tego zbiera na naszym naskórku przez cały dzień. A wszystko to nie ułatwia pracy kosmetykom, od których często wymagamy niemało. Zatem jeżeli chcesz właściwie i poprawnie zadbać o swoją skórę musisz ją dobrze umyć. Jeszcze istotniejsze jest to, gdy korzystasz z pielęgnacji opartej na liposomach czy im podobnych nośnikach, ponieważ one mogą zabrać ze sobą w głąb skóry, a nawet bezpośrednio do komórki, to co stanie im na drodze. Oczywiście nie powinniśmy wybierać do oczyszczania skóry produktów o zbyt agresywnym działaniu bo nasza skóra ich po prostu nie lubi i zamiast jej pomóc dodatkowo narażamy ją na stres, podrażnienia. A to nie poprawia nie tylko jej kondycji ale i naszego wyglądu.


sobota, 29 kwietnia 2017

wehikuł czasu i Beauty by Bloggers


Żyjemy tak szybko, że w każdym domu czasem przydałby się wehikuł czasu aby wszystko zawsze ogarnąć na czas. I dziś w sumie ten tekst jest takim specyficznym wehikułem czasu, którym zabieram was do Ministerstwa Urody gdzie Ilona Nalewajka gościła nas wraz z organizatorką „Beauty by Bloggers” a jednocześnie autorką bloga “Kolorowy kraj" — Anią. Już na samym wstępie muszę to napisać. Spotkanie było świetne. A było świetne bo mocno merytoryczne. Ale że najpierw były święta, później kilka akcji, w które zaangażowałem się dla portalu Face & Look co spowodowało, że czas mijał a ja nie znajdowałem czasu na napisanie króciutkiej choćby relacji. A im więcej czasu mijało od wydarzenia tym trudniej było mi się zebrać aby w końcu o nim napisać. No i w końcu się zebrałem gdyż inicjatywa Ani z pewnością zasługuje na to aby dowiedziało się o niej szersze grono osób. Może będę teraz też ciut nieskromny ale Ania jest uczestniczką moich „Secrets of beauty”, które są jednymi z pierwszych tego typu spotkań blogerów w naszym kraju, gdzie liczy się wiedza, pasja i potencjał oraz odkrywanie, a nie tylko gifty i miły czas spędzony podczas ploteczek przy kawie. Takie spotkania oczywiście też mają swój urok, ale jak widać Ania też wymaga od spotkań czegoś więcej.


środa, 26 kwietnia 2017

Ziemia pod stopami tańczy, będzie kąpiel w pomarańczy


W tym roku wiosna nas zupełnie nie rozpieszcza, mimo że na samym swoim początku ofiarowała nam niczym obietnicę szczęścia kilka cudnie słonecznych chwil. Ale pewnie dlatego chętniej sięgam po wszelakie kosmetyki, które już od rana dodają mi energii na cały dzień. A i wieczorem robią mi one dobrze. Bo czy po takiej energetycznej i pełnej owoców kąpieli tylko mnie zasypia się o wiele łatwiej bez trosk dnia codziennego, które jakby w magiczny sposób spływają wraz z wodą i zostawiają nas dosłownie czystszymi i lżejszymi? Dziś zdradzę wam też jedną z moich pielęgnacyjnych tajemnic. A mianowicie, że jeśli poznaję jakąś nową, obiecującą markę lubię zacząć przygodę z nią od jej środków myjących. Bo przecież jeżeli ich żele, mydła czy płyny do kąpieli nie sprawdzą się to czy warto ryzykować, że ich pielęgnacja będzie skuteczna? W moim przypadku działa to na wielu płaszczyznach życia. Czyż bowiem firma robiąca kiepską parówkę zrobi naprawdę doskonałą szynkę? Czy kosmetyczka nieradząca sobie z regulacją brwi i henną będzie naprawdę dobra w masażu i innych manualnych zabiegach? Więc dlatego dziś zapraszam Was do mojej łazienki na kąpiel z MultiWitaminowym żelem do kąpieli i do mycia od PHYTORELAX laboratories