niedziela, 20 listopada 2016

Gdy się jest poetą, potrafi się ugotować zupę nawet z patyka


Na dworze coraz zimniej i z nieba siąpi deszcz, wracasz wyziębiony do domu, wchodzisz do kuchni a tam już czeka na ciebie garnek pełen parującej i rozgrzewającej zupy. Któż o tym nie marzy jesienią czy zimą? Jest wiele różnych zup na różne pory roku. Jednakże te jesienne są bardziej esencjonalne, rozgrzewające i mają w sobie tą szczyptę magii. Są takie smaki, które towarzyszą nam od dzieciństwa i nie potrafimy się z nimi rozstać przez całe życie. A ten smak, o którym dziś mówię dodatkowo jest smakiem nierozerwalnie dobrze komponującym się z jesienią i zimą. W mojej rodzinie towarzyszył on nam w tych szczególnych momentach rodzinnych radości i chyba dzięki temu nabrał jeszcze więcej magii niż inne jesienno-zimowe zupy. Moja mama nauczyła się ją przyrządzać dzięki babci, która pochodziła z Kujaw i właśnie dlatego barszcz kujawski znam od dzieciństwa, mimo iż sam pochodzę ze Śląska. Dzięki temu, że moja rodzina była, jakby nie patrzeć patchworkowa, od wszystkich babć zyskaliśmy zupełnie odmienne smaki. A ja w swojej kuchni staram się je łączyć z innymi smakami, które poznaję przez całe życie. Ale wracając do barszczu kujawskiego…









barszcz kujawski - zupa lek na wszelkie zło

Najlepszy, moim zdaniem, wychodzi gdy do ugotowania wywaru użyjemy kości ze schabu. Ale równie wyborny choć ciut inny jest taki ugotowany na wędzonych żeberkach. Ja zazwyczaj używam około kilograma kości, które wrzucam do 5-litrowego garnka. Do tego dorzucam sporą porcję włoszczyzny. Im więcej w niej marchwi tym lepiej. Gotuję ją w większych kawałkach i dopiero przed podaniem kroję ją na pasterki. Można jednak od razu pociąć ją w talarki. Dodaję jeszcze dwa liście laurowe, kilka ziaren ziela angielskiego i gotuję do momentu aż warzywa będą miękkie. Wtedy to wyławiam kości a włoszczyznę kroję na talarki. Do wywaru dodaję garść suszonego majeranku, który rozcieram w dłoniach. Dodaję też soli i pieprzu do smaku. Na sam koniec dolewam około pół litra soku z kiszonej kapusty i gotuję jeszcze pięć minut. Pamiętam, że w czasach poprzedniego słusznie minionego ustroju w niektórych domach zakwaszono zupę setką octu a ona i tak wychodziła smaczna. Na szczęście już nie ma takiej potrzeby i zupa może być wprost idealna, bardziej naturalna i zdrowa. Zupę podaję zabieloną 30% śmietaną bo wtedy jest najlepsza ale jak ktoś ma ochotę, może użyć innych niepełnych śmietan. Do tego najlepiej pasują kluseczki z tartych ziemniaków. Po prostu bajka.






Kluseczki z ziemniaków dla dwóch, trzech osób przygotowuję z około pół kilograma startych na drobnych oczkach ziemniaków, z których odciskam nadmiar soku, którego nie wylewam od razu ale pozwalam się wytrącić z niego krochmalowi, którego dodaję do startych ziemniaków. Do tego dodaję jajko i jeszcze ze dwie, trzy łyżki mąki ziemniaczanej. Jej ilość jest zależna od tego jak dobrze odciśnięty został sok z ziemniaków. Ciasto musi być dość zwarte aby dało się je nabierać łyżką i nie rozpływało się w gotującej się wodzie. Kluseczki gotuję w osolonym wrzątku mniejszymi partiami aby zapobiec sklejaniu się klusek w trakcie gotowania. Na jedną kluskę wystarcza porcja ciasta wielkości jednej trzeciej łyżki, którą kładziemy tęże kluskę na wrzątek. Po kilku minutach od włożenia ich do wody mieszam aby mieć pewność, że nie przywarły do dna. Gotuję je jeszcze około 10 minut licząc od czasu wypłynięcia ich na powierzchnię. Jeżeli kluseczki są większe to należy je pogotować trochę dłużej.






Porządna miska barszczu kujawskiego nie tylko przywołuje uśmiech na twarzy. Pomaga nam również w podnoszeniu odporności naszego organizmu a to dzięki bogactwu witamin i mikroelementów zawartemu w soku z kiszonej kapusty. A zatem... smacznego!
Michał

8 komentarzy:

  1. Wiesz, że nigdy w życiu nie słyszałam o barszczu kujawskim :) u nas trwa hegemonia ukraińskiego, wiadomo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ukraiński też lubię ukraiński :D a i czerwony na buraczanym zakwasie, ale i biały śląski :D masakra jakie barszcze są dobre :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. są niesamowite nawet podane tylko ze zrumienioną cebulką :)

      Usuń
  3. Ja tez nie słyszałam o barszczu kujawskim. Lubie eksperymenty w kuchni może spróbuje zrobić.
    Pomidorowa wg. twojego przepisu wszystkim bardzo smakowała :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mnie to cieszy :)

    A eksperymentowanie w kuchni to fajna zabawa :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Również nie słyszałam o barszczu kujawskim, ale z pewnością go wypróbuję :) Lubię zupy :) Będzie idealny na ciepły wieczorek w swetrze przed tv ;) Dziękuje i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam takiego barszczu, bo pochodzę z Mazowsza, ale mieszkam niedaleko Kujaw, bo na Kaszubach ;P GG

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.