środa, 7 września 2016

pierwotne piękno wprost z natury


Czy wybór dobrego kosmetyku jest prosty? Chyba nie ma banalniejszego pytania. Każdemu odpowiedź ciśnie się od razu na usta. Zapewne spora część o to zapytanych odpowiedziałaby: TAK — i są to najczęściej te osoby, które kierują się wyborem spośród jednej lub co najwyżej kilku zaufanych czy wręcz ulubionych marek. Drugą najczęściej padającą odpowiedzią jest NIE. Tak odpowiadają zazwyczaj ci, którzy niestety dają się wpędzić w maliny sloganom marketingowym i niestety nie do końca wiedzących czego oczekują od konkretnego kosmetyku. Mówię tu o zbyt wygórowanych oczekiwaniach. Bywają kremy ‘magiczne’ potrafiące wydobyć z nas ten wewnętrzny blask, ale niestety żaden kosmetyk nie sprawi cudów. Nie wymaże na zawsze zmarszczek, szczególnie tych głębokich. Zwłaszcza jeżeli ockniemy się zbyt późno na zapobieganie ich powstawaniu. Żaden eliksir urody nie odessie nam lat niezdrowej diety i nawet gdy posmarujemy się nim na noc to nie obudzimy się o 15 kilogramów szczuplejsi. Żadne serum nie powiększy ust tak jak lekarz za pomocą strzykawki pełnej kwasu hialuronowego. A co jeżeli już wiemy czego oczekujemy od kosmetyku? Tu niestety pojawiają się kolejne schody… choć na szczęście ruchome. Wchodzimy do drogerii a tam półki uginają się wprost od ton kosmetyków wszelakich marek a do naszego portfela jak szalone próbują dorwać się promocje oferujące drugi produkt taniej czy wręcz gratis. Potrafią one dość skutecznie zamknąć nam oczy i wyłączyć racjonalne myślenie i dopiero w domu budzimy się z tego zaślepienia nie zawsze zadowoleni z efektu ale za to bogatsi o kolejne ‘cacuszka’.








Gnani nagonkami influenserów wszelakiej maści z mediów elektronicznych jesteśmy przekonywani, że musimy unikać SLSów, PEGów czy innych PARABENÓW, dostajemy niemalże bez wyjątków alergii na wszelakie E w INCI czy nazwy chemiczne związków (nawet pochodzenia naturalnego). Zaś od alkoholi — w tym i cetylowego — upijamy się do nieprzytomności i bełkoczemy o tym jak to wysuszają one nasze naskórki. W lot łapiemy każde ostrzeżenie nie zadając sobie nawet trudu aby dokładniej zbadać dany temat i obalić „fakty” lub „mity”. Na szczęście już od jakiegoś czasu firmy wyszły naprzeciw naszym oczekiwaniom i pojawiły się kosmetyki niczym nie konserwowane i z cudownymi składami. Niestety jednak coś za coś i kosmetyki takie muszą kosztować więcej i co najważniejsze ich terminy przydatności są o wiele krótsze od ich konwencjonalnych odpowiedników. I to nie one czekają na nas na sklepowych półkach tylko to my musimy zamawiać je wysyłkowo oraz chwilę na nie poczekać.





Do grona marek lodówkowych dołączyła ostatnio również CLARENA i wypuściła na chwilę obecną dwa kremy dedykowane skórze wymagającej odżywienia CLARENA NATURALIS Sibierian Berry Cream i posiadaczom skór bardziej tłustych Himalayan Neem Cream Dużą zaletą tych kremów jest ich bardzo porządny skład. W kremie odżywczym znajdziemy rokitnik bogaty w tłuszcze i witaminy. Mamy w nim lawendę, jaśmin, rozmaryn, cyprys, ekstrakty z alg, różę, brzoskwinię i jeszcze kilka fajnych składników. Kosmetycznym purystom może się nie spodobać długość listy INCI ale niczego tu nie ma ani za dużo a tym bardziej za mało. Kremy zapakowane są w ekologiczne kartoniki a szklane słoiczki zamykane są nakrętkami wykończonymi ciemnym drewnem. Krem zamawiamy przez internet i przygotowywany jest on dla nas dosłownie na chwilę przed wysyłką. Dzięki czemu nie musi być konserwowany. Po otwarciu pudełka znajdujemy informację z datą jego zrobienia i datę, do której musimy zużyć kosmetyk. Mamy na to ok miesiąc a sam kosmetyk powinniśmy przechowywać w lodówce nie tylko po otwarciu ale i przed tym momentem również.

Słoiczek o pojemności 50 ml kosztuje 149zł i możecie go nabyć TU






W słoiczku znajdziemy kosmetyk o bardzo fajnej konsystencji, który doskonale się rozprowadza się i cudownie wchłania w skórę. Pachnie delikatnie i niesamowicie przyjemnie. Nie jest to nachalnie perfumowany zapach a po prostu przyjemny zapach składników kremu. Ale najważniejsze jest to, że skóra po jego zastosowaniu staje się przyjemnie miękka w dotyku, doskonale nawilżona ale wcale nie otłuszczona. Krem doskonale sprawdził się podczas regeneracji mojej skóry po wakacyjnych wyjazdach i zwiększonej ekspozycji słonecznej. Jestem pewny, że jeszcze nieraz zagości w mojej lodówce i mojej pielęgnacji.

W szkolnej skali wystawiam mu ocenę celującą


Michał

7 komentarzy:

  1. Jestem bardzo ciekawa tego produktu. Opakowanie jest cudne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie mi się podobają ich opakowania ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Maliny uwielbiam, kremy Clarena też :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia, bardzo lubię kosmetyki clareny- szczególnie serię kawiorową. Ostatnio nie jestem na bieżąco z ich nowościami jednak jestem przekonana, że ten krem również by mnie zachwycił.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawe rozwiązanie. Jeszcze nie miałam żadnego lodowkowego kremu i czuję się skuszona.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękujemy za obszerną recenzję naszych produktów Clarena Naturalis! Cieszymy się, że kremy przypadły Ci do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny produkt. Uwielbiam kosmetyki naturalne i niestraszne mi ich ceny ;) Chyba go wkrótce wypróbuję ;) Dzięki za recenzję, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.