sobota, 4 czerwca 2016

Encyklopedia pielęgnacji


Chodząc z koszykiem po drogerii często czuję się jak czerwony kapturek przemierzający las półek w drodze do babci siedzącej na kasie a ja niosę jej w swoim koszyczku same dobroci. Często zdarza mi się, że zasłyszę jakąś rozmowę innych łowczyń okazji, choć i drwale coraz odważniej rozmawiają o kosmetykach co bardzo mnie cieszy. Wizyty w drogeriach to jedno ale podróże po niezmierzonych bezkresach Internetu to jest dopiero jazda bez trzymanki :) Jako bloger lubię wiedzieć co w trawie piszczy więc sporo czasu poświęcam innym blogom – również tym urodowym. Tak więc odwiedzam sobie różne blogi i czytam różne wpisy – i choć rzadko zostawiam komentarze to z lektury dowiaduję się co też moim rodakom w duszy gra, tudzież spędza sen z powiek. Bardzo cieszy mnie to, iż zarówno blogujący jak i czytelnicy mają coraz większe pojęcie o tym czym jest kosmetyka, pielęgnacja oraz dbanie o siebie. Mimo to nadal dość często dowiaduję się rzeczy, które świadczą o tym, że nadal zbyt dużo o samych kosmetykach nie wiemy.







Kupujemy, używamy... i czasem nawet jesteśmy niezadowoleni. Najczęściej obwiniamy za to producenta bo „naobiecywał nam Bóg wie co”. To prawda, producenci dość często obiecują gruszki na wierzbie i nazbyt zdawkowo informują klientów o tym jak danego kosmetyku używać. A już w ogóle nie spotkałem się z tym aby pisali na kosmetyku dlaczego w ogóle go stosować. Czasem dzieje się tak z braku miejsca na opakowaniu. Często dlatego, że najważniejsze informacje to te, które krzyczą do nas „Jestem najlepszym kremem na świecie! Mam w sobie mnóstwo cudnych składników a w ogóle to odmienię twoje życie”. Często również dlatego, że producent uważa, że skoro on wie do czego dany preparat służy to wszyscy o tym też wiedzą. Z drugiej strony jednak czyż nie zdarza nam się używać kosmetyku na tak zwaną „pałę”? Ponieważ wydaje nam się, że to właśnie jego powinno się stosować i właśnie w ten a nie inny sposób? I tu z pamięci wyłania się mi wiele intrygujących sytuacji oraz wynikające z nich niezadowolenie.





Dłużej nie znaczy lepiej

Będąc jeszcze szkoleniowcem jednej z wiodących francuskich marek profesjonalnych zapamiętałem taką oto sytuację. Marka wprowadziła na rynek dość drogie trójfazowe serum regenerujące. Składało się ono z trzech dziewięciomililitrowych opakowań typu airless. Pierwsze z nich nazywało się „Narodziny”, drugie „Wzrost” a trzecie „Długowieczność”. I choć na opakowaniu było jasno napisane, aby kurację zaczynać od serum numer jeden i stosować je przez tydzień. Następnie stosować serum numer dwa przez kolejny tydzień. A trzecim tygodniu kuracji stosować serum numer trzy. To była bardzo istotna informacja ponieważ niezastosowanie się do niej powodowało zmniejszenie efektu jaki można było osiągnąć. Zapytacie dlaczego? Otóż naturalny i prawidłowy proces jaki przechodzi komórka naskórka od podziału do zupełnej keratynizacji na jego powierzchni wynosi około 28 dni. Z czego przez pierwsze trzy tygodnie mamy do czynienia z żywymi komórkami, zaś ostatni tydzień ich podróży przebiega gdy są one już martwe i niebawem ulegną złuszczeniu. W każdym aplikatorze było wspomniane 9 ml produktu, które powinno wystarczyć dokładnie na 7 dni u osoby stosującej kosmetyk zarówno na twarz, szyję i dekolt. I właśnie w trakcie tych 7 dni powinny być dostarczane składniki potrzebne komórkom macierzystym znajdującym się najgłębiej w naskórku. To one się dzielą i dzięki nim cały proces odnowy naskórka może funkcjonować. Serum „Narodziny” miało na celu powstanie doskonałej jakości nowych i idealnie odżywionych komórek. Jeżeli serum stosowane było tylko na twarz w ampułce pozostawało jeszcze całkiem sporo produktu. Niestety bardzo często kobieta kupująca ten kosmetyk warty około 600 zł dochodziła do wniosku, że zużyje serum do końca zanim sięgnie po kolejny etap. I tak z przewidzianych przez producenta siedmiu dni stosowania mogło zrobić się nawet 11 dni. Dlatego kolejne serum dostarczane było komórkom naskórka już nie na tym etapie ich rozwoju, w którym go potrzebowały. Drugie serum, „Wzrost” miało dać pożywienie komórkom już doskonale rozwiniętym aby jak najlepiej mogły one funkcjonować i ten proces również powinien trwać 7 dni, co skutkować miało ich dłuższą witalnością. Serum „Długowieczność” należało stosować również na odpowiednim etapie wzrostu komórek naskórka. Lecz co mogło ono zdziałać w momencie gdy zaczęto je stosować w monecie gdy komórki kończyły już ostatnie chwile swojego życia? Powodowało to bardzo silne zmniejszenie się efektu obiecywanego przez producenta, który można było uzyskać stosując się do zaleceń. Uwierzcie lub nie ale pomimo opisu na opakowaniu wiele klientek nie używało go zgodnie z zaleceniami a doskonałe skądinąd serum zostało wycofane ze sprzedaży.





Mniej więcej tyle

Maseczka w saszetce, zwłaszcza ta glinkowa, powinna być użyta w odpowiedniej ilości. Producent daje jej tyle ile trzeba, często nawet z małym zapasem. A robi tak ponieważ część kosmetyku pozostaje na wewnętrznych ściankach opakowania, część na pędzlu (jeżeli stosujecie takowy), lub na dłoniach, miseczkach itd. Maseczkę należy nałożyć odpowiednio grubą warstwą i trzymać na skórze dokładnie tyle czasu ile przewiduje producent. A jest to ważne, ponieważ krótszy czas zmniejsza ilość składników aktywnych, które mają szansę przedostać się z produktu w głąb naskórka. Jeżeli zaś będzie to trwało dłużej, a klient ma delikatniejszą skórę, naraża się tym samym na podrażnienia. Czy nie zdarzyło się wam trzymać maseczkę o wiele dłużej ponieważ mieliście przeczucie, że „zadziała lepiej”? Niestety najczęściej tak nie jest gdyż skóra nie przyjmie więcej składników aktywnych niż może.




Cóż wiemy o kremikach mając dwadzieścia lat?

Zdarza się wam sięgać po kosmetyk ponieważ wszyscy tak robią? Lub też nie używać go ponieważ wydaje się on wam zbędny? Moim „ulubieńcem” w tej drugiej kategorii jest tonik. Jak wielu z was wie, do czego właściwie on służy? Czy serum stosujecie codziennie przez cały rok? Czy peeling możecie robić nawet co drugi dzień? Choć może powinienem powiedzieć „musicie”, bo inaczej skóra nie wygląda doskonale? Czy chętnie sięgacie po mydło w kostce do mycia twarzy? A może unikacie go jak ognia? Dlaczego skóra zaczyna się łuszczyć, zaś zastosowanie kremu nawilżającego powoduje wysyp stanów zapalnych? Czy szampon o bardzo delikatnych detergentach i super naturalnych składnikach może wywołać łupież?




Encyklopedia pielęgnacji

Encyklopedia pielęgnacji to nowy cykl wpisów na blogu. Powstał on inspirowany pytaniami jakie dostaję od was w mailach, z powodu przypadkiem podsłuchanych rozmów w drogeriach, z powodu tego co czytam na co poniektórych blogach. Widzę, że jest taka potrzeba więc postaram się ją zaspokoić. O czym będę pisał w tym dziale? O kosmetykach przede wszystkim. Postaram się dokładnie odpowiedzieć na pytanie czym jest dany kosmetyk, czy i komu jest on potrzebny, jak prawidłowo go stosować. Jeżeli jest więcej możliwości użycia danego kosmetyku podam również inne metody jego aplikacji. W dziele tym będę też poruszać tematy związane problemami urodowymi – choćby takimi jak cellulit, rozstępy, nadpotliwość, starzenie się skóry czy powstawanie zmarszczek. Postaram się podejść do tych tematów po ludzku i odpowiedzieć o nich zrozumiałym językiem. Już w najbliższy piątek pierwszy post z tego cyklu. Kolejne również pojawiać się będą co piątek. 

Michał

13 komentarzy:

  1. Ja bym bardzo chętnie poczytała o tym czym różni się skóra sucha od odwodnionej i jak je rozpoznać. Na inne wpisy z cyklu tez czekam z niecierpliwością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że bardzo interesujący pomysł na punkt encyklopedii :)

      Usuń
  2. Na ogół wiem co, jak i dlaczego, ale chętnie poczytam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem kolejny raz czytanie o tej samej rzeczy pomaga nam lepiej ugruntować swoją wiedzę ;)

      Usuń
  3. O tak tego trzeba! Bo tych co wiedzą "lepiej" jest w pip, a tak naprawdę nie wiedzą nic. Bo po co wiedzieć skoro tonikiem można demakijaż zrobić, a maseczka może wystarczyć na cztery użycia taka 10 ml.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak o demakijażu tonikiem, myciu sfer intymnych balsamem (i uznanie go za zły płyn do higieny intymnej), zachęcanie do smarowania skóry z łuszczycą smołą, teorie o barwach znacznika na zgrzewie tuby i wiele, wiele innych ciekawych teorii można znaleźć na blogach ale i we wpisach tworzonych przez dziennikarzy urodowych.

      Usuń
  4. świetny post Michał! z babci na kasie się uśmiałam :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczny pomysł, żeby usystematyzować wiedzę i to z pierwszej ręki. Nie powiem, że wiem wszystko.. Nachodzą mnie różne wątpliwości ..systematyczność też nie jest moją mocną stronę. Także z ogromną ciekawością będę śledzić wpisy.
    Prywatnie borykam się z wahaniami hormonów (tarczyca) i moja cera z suchej zmieniła się w mieszaną w kierunku przetłuszczającej. Z uporem maniaka chcę ją nawilżać i odżywiać..Czytałam sporo na ten temat ale niekoniecznie zrozumiałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, ze wspólnie moglibyśmy napisać wpis na ten temat :)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy artykół. Chętnie poczytam

    OdpowiedzUsuń
  7. świetny pomysł Michał... :)
    A co do toników, to uwielbiam...
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.