wtorek, 8 marca 2016

Naturalnie męskie wybory


Dziś Dzień Kobiet a ja mam dla was troszkę nietypowy, jak na taką okazję wpis. Od kilku dni krąży za mną taki mem: „Modliłam się o dobrego męża więc mam dobrego męża. On się nie modlił więc ma co ma”. No właśnie. Skoro modlicie się o dobrych i przystojnych mężów to takich wam właśnie życzę, Ale że szczęściu trzeba czasem troszkę dopomóc to dziś opowiem wam o nowym na naszym rynku, męskim kremie, intrygującej marce stworzonej przez panów dla panów ale... przy wsparciu pewnej pani. Dosłownie kilka miesięcy temu pojawiła się na rynku marka NASINE. Wiadomo początki nigdy nie są łatwe. Dlatego na razie w jej portfolio jest tylko, a może aż jeden krem do pielęgnacji męskiej skóry. Tak wiem, zapewne zaraz usłyszę, że przecież męska skóra to po prostu skóra i po co jej jakiś dedykowany krem? Przecież każdy się nada. A czy wy, drogie Panie, kupicie pierwszy lepszy krem? Czy musi być on dopasowany do waszych indywidualnych potrzeb? Męska skóra, mimo iż z zewnątrz może i przypomina żeńską, ma parę istotnych różnic w budowie (o tych różnicach pisałem choćby TU). Tak więc krem dla waszego wymodlonego męża musi być jednak inny i nie do końca tak wszechstronny jak to pokazują reklamy jednej z marketowych marek, choć i tak działanie jego jest dość szerokie.






Czterej Panowie i ONA

Zanim krem trafił do sprzedaży w grudniu 2015 roku przez blisko 2 lata testowaliśmy receptury, prowadziliśmy badania i analizowaliśmy potrzeby, aby móc oddać w ręce mężczyzn produkt skuteczny i kompletny.” Opowiada mi o całym koncepcie jeden z założycieli marki, Kuba. Jest ich czwórka i w każdym dostrzegam pasję. A jak sami wiecie to właśnie pasja potrafi spowodować, że powstaje coś bardzo interesującego. Siedzimy w kawiarni w centrum Warszawy. Ja słucham - oni opowiadają. Zadaję pytania, a oni bez wahania czy zastanowienia na nie odpowiadają. Wiedzą o czym mówią i mówią rzeczowo. Jestem coraz bardziej zaintrygowany. Są przyjaciółmi, to widać. Jedynym, którego jeszcze nie poznałem jest Janek. I to on jest tym, który o naturalnych kosmetykach wie najwięcej. A wspiera ich również i ONA, właścicielka laboratorium FEMI, prywatnie mama Janka, która od lat zajmuje się urodą i zaraziła syna pasją do kosmetyków i wiele o nich nauczyła. Każde z nich wnosi bardzo ciekawą energię do firmy i jak widać, nie mogło z tego wyniknąć nic innego jak NASINE.





Ważne jest to aby dobrze czuć się we własnej skórze

My, mężczyźni doskonale wiemy, że dobry i zdrowy wygląd jest bardzo ważny nie tylko w życiu zawodowym. Elegancja, atrakcyjność, dobre czucie się „we własnej skórze” to coś, czego trudno nie docenić.” Mówią prawie że chórem panowie opowiadając mi jak doszło do tego, że powstał ich pierwszy „Rewitalizujący krem 24h”. Przyglądając się bliżej składowi dostrzegamy, że już ten składnik, którego zazwyczaj jest najwięcej w składach, jest inny i w zasadzie wyjątkowy. Krem sporządzony jest na wodzie lipowej, która posiada właściwości kojące. W składzie znajdujemy również ekstrakt z jagód goji zawierający polisacharydy i karotenoidy, które doskonale wpływają na nawilżenie oraz witalność naszej skóry. Są tu też olejki z kadzidłowca, błękitnego rumianku marokańskiego i cyprysu. Ciekawym składnikiem jest też ekstrakt z pieprzu tasmańskiego, który łagodzi procesy zapalne i uczucie swędzenia dzięki czemu doskonale sprawdzi się też jako kosmetyk po goleniu.

Szklany słoik o pojemności 50ml kosztuje 145zł i możecie go kupić TU





Na moje męskie oko

Opakowanie jest bardzo przyjemne dla oka. I to zarówno kartonik jak i szklany słoiczek, który jest wygodny w użyciu choć dla zachowania higieny wymaga użycia szpatułki. Krem nie jest śnieżnobiały i ma bardzo interesującą konsystencję. W pierwszej chwili po otwarciu słoiczka miałem wrażenie, iż jest to bardzo gęsty, treściwy krem, niczym masełko. Lecz już nabierając go miałem wrażenie lekkości, jakby był bardzo mocno napowietrzony. W kontakcie ze skórą szybko nabierał lekkości olejków i dosłownie w okamgnieniu znikał ze skóry pozostawiając ją jedwabistą i gładką ale nie świecącą, nie lepką i zdecydowanie nie tłustą. Zapach jest specyficzny i dlatego myślę, że tak jak to bywa w przypadku egzotycznych potraw - wielu go pokocha choć z pewnością nie każdy. Ja czuję w nim nutę przypraw ze sklepu kolonialnego. Mam wrażenie, jakby gdzieś w tle pachniało miodem wprost z pasieki. Odnaleźć można w nim zapach żywicy lub igieł cyprysu. Co ważne, zapach nie jest tak intensywny aby przeszkadzał i dość szybko znika. Po kilku tygodniach stosowania zauważyłem, że moja skóra jest ukojona, nie rumieni się już tak łatwo... no chyba, że ktoś prawi mi komplementy. Jest doskonale nawilżona, wygładzona i przyjemna w dotyku a ja nie świecę się już jak sami wiecie co. Zdecydowanie jestem bardzo zadowolony z działania tego kremu więc chętnie zaprzyjaźnię się z nim na dłużej. Zwłaszcza, że jest wydajny.

W szkolnej skali wystawiam mu uczciwie zasłużoną ocenę bardzo dobrą.


Michał

7 komentarzy:

  1. Ja się nie modliłam o męża, sam się napatoczył w najmniej odpowiedniej chwili, narobił zamieszania i zniknął po 26 latach itd, więc już chyba wystarczy, nadmiar emocji nie wychodzi mi na dobre :D Co do dbania, byłam w tym najlepsza po prostu, robiłam maseczki, nie powiem jeszcze co, ale jak to chłop, mało mu było, więc ma co ma w innej postaci i dobrze mu tak. :P :D Krem wygląda na superancki, jak to mawia te no, młode pokolenie :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Brat będzie grzeczny to dostanie na urodziny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiem, że EcoLab ma serię MAN kosmetyków dla mężczyzn, ale to rosyjska firma, więc pewnie nie każdy polubi... no i składy na pewno nie są aż tak ekologiczne ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mojemu mężowi chyba by się spodobał ten krem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem tak, męża jak i TŻ brak w moim życiu, trochę szkoda, ale w tej sytuacji jest wielkie UFFFF. Z torbami bym poszła na pewno! Na szczęście Junior jeszcze nie wymaga. Bardzo ciekawy produkt i bardzo dobrze, że wreszcie pojawiają się kosmetyki dedykowane dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Super post. :-) Może kiedyś podaruję ten kosmetyk. :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.