sobota, 28 lutego 2015

Coraz bardziej liczy się na liczi

Liczi czyli śliwka chińska znane jest również bliźniarką smaczną. Rośnie na zimozielonych drzewach potrafiących osiągnąć nawet kilkanaście metrów wielkości. Pochodzi z regionów Kambodży, Wietnamu i Filipin lecz uprawiana jest również w krajach o ciepłym klimacie. Jej owoce na pierwszy rzut oka przypominają truskawki lub maliny zebrane w grona. Wygląda równie apetycznie jak pachnie. Od wieków liczi ceniona jest w Azji jako ważny składnik tradycyjnej medycyny chińskiej oraz indyjskiej ajurwedy. Słynie ona z korzystnego wpływu przy leczeniu wielu schorzeń – w tym bólu gardła, kaszlu czy bólu klatki piersiowej. Owoców liczi nie można zebrać zbyt wcześnie ponieważ dojrzewają tylko na drzewach. Z tego powodu też wymagają bardzo szybkiego transportu a tylko niektóre odmiany można przechowywać w chłodniach dłużej, nawet do kilku tygodni. Wiosną drzewa liczi pokrywają piękne i barwne kielichy kwiatów, z których później powstają owoce o aromacie lekko różanym. Swoje miejsce znalazły przede wszystkim w kuchni, gdzie wytwarza się z nich soki, konfitury czy kompoty. Od jakiegoś czasu owoc liczi wykorzystywany jest również w kosmetyce.





Liczi to przede wszystkim bardzo cenne źródło witaminy C ponieważ w 100 gramach owocu znajdziemy jej aż 75mg, co stanowi 95% naszego dziennego zapotrzebowania. Znajdziemy w nim również witaminy B1, B2, B6 oraz witaminę E. Jest tu też kwas foliowy oraz polifenole, które hamują powstawanie wolnych rodników w naszym organizmie. Owoc liczi jest też źródłem ważnych dla naszego zdrowia pierwiastków takich jak: wapń, potas, magnez, fosfor czy żelazo. Spośród cennych składników nie można zapomnieć o związku zwanym oligonol, który chroni przed promieniowaniem UV i wolnymi rodnikami a także poprawia przepływ krwi w głębszych warstwach skóry. Wysokie stężenie witaminy C wspomaga produkcję kolagenu a tym samym wzmacnia skórę i spowalnia procesy starzenia. Właśnie dlatego warto spożywać te smakowite i zdrowe owoce jak też przygotować z nich choćby maseczkę, która oczyści, rozjaśni oraz mocno doenergetyzuje naszą skórę przywracając jej młodzieńczy wygląd.





Domowe SPA




Maseczka z liczi

2 łyżki zmiksowanego owocu liczi (2-3 sztuki)
2 łyżeczki glinki zielonej

Składniki mieszamy razem do uzyskania jednorodnej konsystencji. Ulubioną gęstość maseczki uzyskamy dodając trochę mniej lub więcej glinki. Maseczkę aplikujemy na oczyszczoną twarz, z pominięciem okolic oczu i ust. Zmywamy po 15-20 minutach a następnie aplikujemy ulubiony krem.





Egzotyczna bomba witaminowa

około 10 owoców liczi
250 gram ananasa
2 banany
250 ml jogurtu naturalnego lub kefiru (jak zrobić domowy kefir zobaczycie TU)

Wszystkie składniki miksujemy na gładki koktajl. Możemy dosłodzić miodem – choć nie jest to konieczne.


Ekstrakt owoców liczi znajdziemy między innymi w balsamie do ust Orientana, maśle do ciała z Organics Shop, solnym peelingu do ciała od Mariza. Więc jeżeli nie macie ochoty bawić się w przygotowanie domowego kosmetyku spokojnie można sięgnąć po te gotowe.


Michał


środa, 25 lutego 2015

Kogo czytam? Gdzie zaglądam? Czym się zachwycam?

W sieci jest wiele miejsc prowadzonych przez świetne dziewczyny ale jest też kilka miejsc prowadzonych przez facetów bądź też współprowadzonych przez nich, a gdzie warto się choć na chwilę zatrzymać. W zeszłym roku, pod koniec lutego, po raz pierwszy pisałem Wam o tym na jakie blogi lubię zaglądać. Dziś postanowiłem pokazać kilka innych miejsc. Postaram się przynajmniej raz na pół roku pokazać Wam gdzie lubię zaglądać. A może i Wam się tam spodoba? Tym razem będzie męsko. Ale choć to miejsca tworzone przez panów myślę, że paniom się też tam na pewno spodoba.

Ręcznik.in


Blog o szydełkowaniu? Tak, dobrze czytasz. Blog pisany również szydełkiem i dziergany przez NIEGO. Maciek w jakiś magiczny sposób fascynuje mnie tym co robi. Bardzo lubię czytać to o czym pisze. Równie chętnie oglądam również jego foty na INSTA. Potrafi doskonale zainspirować.

To wcale nie takie skomplikowane.pl


Gdy mąż i żona piszą razem bloga może być różnie. Ale tego bloga piszą bardzo ciekawie. A przeczytać można o wszystkim. O tym, jak On widzi pewne sprawy oraz dlaczego Ona myśli inaczej. Blog pisany jest czasem przewrotnie ale na pewno ciekawie. A co najważniejsze - chce się więcej.



Jego ręce kształtują oazy spokoju, budują napięcie, które elektryzując przebiega po plecach i daje rozładowanie pośród kwiatów, krzewów i drzew. W dodatku Tomek dzieli się swoją wiedzą o roślinach i o tym jak sprawić aby dawały nam wiele rozkoszy swym wyglądem i wonią.



W obecnych zgenderowanych czasach nawet facet może być perfekcyjną „Hiacyntą BUCKET”. A ten konkretny facet prowadzi dom. A jak? A ciekawie i warto czasem podpatrzyć to co robi i jak ułatwia sobie życie. Blog istnieje dopiero kilka miesięcy ale już nie wyobrażam sobie nie zaglądać na niego od czasu do czasu.


Dla wielu osób kombinacja mężczyzny z kuchnią wygląda na rzecz niemożliwą do zgrania. Co jest dziwne, bo przecież nie od dziś mówi się, że najlepszymi kucharzami są faceci. A ten oczarowuje mnie swoimi pomysłami oraz inspiruje do moich własnych kuchennych wyczynów.



W Krainie Zapachu nie tylko potrafi rozbić zapach na budujące go cegiełki ale doskonale wie jak zbudować i dobrać perfumy dopasowane do każdej osoby. O zapachach opowiada z taką pasją, że słuchać można go godzinami. No i czytać też.

coś do picia i słodkiego i czytamy ;) 
W sumie jest jeszcze kilka miejsc tworzonych przez mężczyzn, do których zaglądam. Ale te myślę, że zasługują na szczególną uwagę. A jakie są wasze ulubione męskie miejsca w blogosferze? Chętnie bym je zobaczył. A jeżeli macie ochotę poznawać inne miejsca, które mnie inspirują, oczarowują, zaciekawiają, bawią… dajcie znać. Postaram się wtedy napisać o nich szybciej niż za rok.


Michał

poniedziałek, 23 lutego 2015

Czystość na sznurku zawieszona

Chyba nie ma osoby, której uczucie czystej i świeżej skóry jest obce i niemiłe. Ludzkość wynalazła wiele środków i metod aby umyć skórę, włosy czy wyprać ubrania. Mydła w kostce nadają się do tego idealnie. Zaś ten szczególny wynalazek mydła zawdzięczamy Fenicjanom, którzy wsławili się jeszcze jednym wynalazkiem, jakim był pieniądz. Wracając do mydła - jego zdolności myjące wynikają z właściwości amfifilowych. Związki amfifilowe są zwykle długimi cząsteczkami, które na jednym końcu posiadają grupy rozpuszczalne w jednym rozpuszczalniku a na drugim grupy rozpuszczalne w drugim rozpuszczalniku. Mówiąc po ludzku – z jednej strony łączą się z wodą i zanieczyszczeniami rozpuszczalnymi w wodzie a z drugiej, z tłuszczami i zabrudzeniami do nich przylegającymi. Mydło otrzymujemy łącząc ze sobą tłuszcze i zasady – sodową lub potasową. W wyniku zachodzącej reakcji powstaje mydło. Żeby mydło podczas jego używania dawało więcej radości wzbogacamy je olejkami zapachowymi czy perfumami. Nie ma też co ukrywać, że jedne mydła są „lepsze” od innych. A szczególnie cenimy te wyrabiane ręcznie, które dzięki użytym składnikom nie tylko myją ale nawet pielęgnują naszą skórę.





LA BRUKET
MYDŁO NA SZNURKU Z SZAŁWIĄ, ROZMARYNEM I LAWENDĄ

Mydło na sznurku z szałwią, rozmarynem i lawendą marki L:A BRUKET jest wytwarzane ręcznie. Charakteryzuje się w niewielkim stopni męskim i rześkim zapachem tych niebiańskich owoców matki natury. Formuła mydła jest tak dopieszczona przez szwedzkich naukowców, że z pewnością zaopiekuje się Twoją zmęczoną skórą skrupulatnie ją nawilżając i natłuszczając. Mydło może być stosowane do codziennej pielęgnacji skóry przez każdego członka Twojej rodziny. Przeplatające się wzajemnie zmysłowe zapachy cedru, pomarańczy oraz rozmarynu oplotą Twoje zmysły leczniczą wonią.

Kostka o wadze 240g na sznurku kosztuje około 110zł (w dizainerskich sklepach stacjonarnych) 





Moje wrażenia

Formuła mydła na sznurku nadaje się świetnie pod prysznic, gdyż dzięki temu łatwo sięgnąć po nie zawieszone na dogodnej wysokości. A gdy już spadnie na ziemię to szybko i wygodnie je złapiemy nie ganiając go po całej łazience. Mydło pieni się całkiem nieźle, bardzo dobrze myje skórę i na pewno nie wysusza. Warto jednak po myciu – tym a zwłaszcza każdym innym mydłem w kostce – sięgnąć po balsam lub mleczko do ciała. Mydło L:A BRUKET pachnie wyczuwalnie ziołowo i choć nie nazwałbym tego typowo męskim zapachem ale na pewno panom też może się spodobać. Nie jest to bardzo intensywny zapach i nie utrzymuje się bardzo długo na skórze. Ale to akurat moim zdaniem zaleta bo nie ingeruje on w nasze ulubione zapachy, choćby perfum. Czy kupię ponownie? Nie mówię nie, ale na pewno nie będzie to natychmiastowy zakup po skończeniu się tej kostki.






Michał

niedziela, 22 lutego 2015

Młodość na powrót uskrzydlona

O tym, że czas przemija nieubłaganie orientujemy się dość szybko. Z roku na rok obserwujemy jak dni przemijają... ale nie to to jest najgorsze. Najgorsze jest to, że z upływem lat one wręcz przyspieszają. Zresztą zobaczcie sami. Niedawno były Święta, Nowy Rok... a tu jeszcze kilka dni i będziemy mieli marzec. Jeszcze chwila i nadejdzie lato... i minie kolejny rok. Nasza skóra znosi wiele ale mimo to upływ czasu odbija się na jej wyglądzie. Staje się ona poszarzała, pojawiają się i pogłębiają na niej linie ukazujące wpływ czasu. Jeżeli chcemy zachować młodość i wigor naszej skóry musimy wybierać naprawdę wysokiej jakości kosmetyki. Kosmetyki o bogatych składach i szerokim spektrum działania. Już jakiś czas temu znalazłem doskonałą broń przeciw oznakom starzenia się naszej skóry. I dziś opowiem wam o kremie, który stworzony został z myślą o podwójnie skoncentrowanej walce z objawami upływu czasu.




Podwójna młodość

Wyjątkowy luksusowy krem o podwójnej sile odmładzania. Działa wewnątrz komórek oraz likwiduje objawy starzenia się skóry. Przywraca młodość w samym sercu komórek dzięki działaniu hydrolizowanego DNA, chroniąc komórkowe DNA przed szkodliwym działaniem wolnych rodników a także głęboko regeneruje dzięki Koncentratowi Życia Komórkowego®. Jednocześnie zmniejsza widoczne oznaki starzenia skóry wypełniając zmarszczki, ujędrniając i przywracając komfort Twojej skórze (kwas hialuronowy, Liftoproteiny, krzem oraz ceramidy).

Słoiczek o pojemności 50ml kosztuje około 479zł.




Moje wrażenia

Krem zamknięty jest w wysokiej jakości szklanym słoiku. Od razu wiemy, że nie jest to przeciętny kosmetyk. Jego zapach jest przyjemny i lekko kwiatowy, nie słodki a świeży, zdecydowanie przyjemny i nie męczący. Krem ma bogatą ale nie ciężką konsystencję. Doskonale rozprowadza się i szybko wchłania nie sprawiając uczucia ciężkości i tłustości a wręcz pozostawia jedwabiste wrażenie i coś, co określiłbym jako „suche” i świeże. Nie wysusza skóry a wręcz dobrze ją nawilża. Bardzo szybko jest widoczne, że skóra staje się doskonale napojona, nie podrażniona i wręcz ukojona. Jest widocznie jędrniejsza, gładsza i promienna. Po prostu młodsza. Z mojego doświadczenia wiem, że krem jest bardzo wydajny. Używam go bardzo chętnie gdyż jego dobroczynne działanie daje się szybko odczuć i jest widoczne.




Zwróćcie uwagę, że...

krem Double Youth ma sporą listę INCI. I od razu uprzedzę tych, którzy uważają, że tylko krótki skład sprawia, że kosmetyk jest dobry. W kremie tym poza hydrolizowanym DNA, kwasem hialuronowym, krzemem i ceramidami znajdziemy też kilkanaście aminokwasów, kilkanaście witamin i sporo biopierwiastków. Marka nazwała to Koncentratem Życia Komórkowego. Ta mieszanina doskonale nadaje się do utrzymywania i rozmnażania komórek skóry w warunkach laboratoryjnych. Ze względu na ilość składników aktywnych lista INCI nie może być krótka. A ten krem ma dzięki temu niesamowite działanie. W składzie są też doskonałe oleje, choćby z awokado. Skład ten ma swoje odzwierciedlenie w cenie ale jestem pewny, że za taki kosmetyk to nie jest wygórowana cena.


Michał

czwartek, 19 lutego 2015

Poszły do lasu Tajemnice Lasu

Dawno, dawno temu w dalekim królestwie, kiedy piekarz (James Corden) był jeszcze dzieckiem, jego ojciec (Simon Russell Beale) został przyłapany na kradzieży warzyw a przy okazji kilku magicznych ziaren fasoli z warzywnika swojej sąsiadki Czarownicy (Meryl Streep). Za utratę drogocennych ziaren Czarownicę ukarano klątwą, która zmieniła ją w szpetną maszkarę. Ona z kolei okrutnie zemściła się na rodzie piekarza rzucając klątwę – takie to greckie - pozbawiając ich możliwości przetrwania rodu. Wiele lat później młody i ostatni z rodu piekarz wraz z żoną (Emily Blunt) dowiedziawszy się o karze wyruszają do Lasu w poszukiwaniu rzeczy, przy pomocy których za jednym zamachem zdejmą klątwę z siebie i Czarownicy. Jeśli chcecie poznać listę rzeczy niezbędnych do cofnięcia klątwy, zachęcam Was do obejrzenia filmu.



Zanim wybrałem się do kina widziałem zwiastun filmu i w żaden sposób nie naprowadził mnie on na pierwszą dużą i bardzo pozytywną dla mnie niespodziankę – to jest chłopiec! Znaczy się... musical. Ten gatunek filmowy nie zawsze zaskakuje pozytywnie. I choć uwielbiam współczesne produkcje takie jak Burleska, Moulin Rouge, Chicago czy Mama Mia to właśnie te stare musicale jak Deszczowa Piosenka czy Czarnoksiężnik z Krainy Oz mają w sobie to magiczne coś. I ten właśnie film ma to coś. Piosenki zaśpiewane są na wysokim poziomie i nie biją po oczach bollywoodzkim przepychem barw i nadmiarem choreografii. Jest ich wystarczająco dużo a nie za dużo. Film charakteryzuje się niesamowitą plastycznością. Las jest raz bajeczny, raz tajemniczy ale i magiczny a czasem groźny i straszny ale wciąż piękny i realistyczny. Film w ciekawy sposób połączył w sobie kilka baśni i podań doskonale pokazując przy okazji jak działa tzw. efekt motyla. Bo jedna nasza, błaha z pozoru, decyzja powoduje jej konsekwencje – już nie takie błahe – w życiu otaczających nas ludzi. Więc warto dobrze rozważyć wszystko zanim pochopnie sobie czegoś zażyczymy. Bo co się stanie jeżeli to dostaniemy? Czy na pewno o to właśnie nam chodziło? Film doskonale pokazuje, że życie to nie jest bajka i Kopciuszek wcale nie musi być z księciem szczęśliwa. A wokół nas są ludzie i nigdy nie jesteśmy sami. Mamy na kogo liczyć, musimy tylko to dostrzec i na to pozwolić. Choć pamiętać też trzeba, że na nas też ktoś liczy... Musimy to zobaczyć i zaakceptować. Bo nie zawsze Zła Czarownica jest zła a Bestia może mieć ludzkie uczucia. A będąc z kimś to razem coś budujemy a nie samemu budujemy coś dla kogoś.






Powinniśmy marzyć i marzenia realizować ale nasze marzenia wpływają na cały świat. Nie zapominajmy o tym. To my kształtujemy świat a przede wszystkim siebie i naszych bliskich.



Michał