wtorek, 26 maja 2015

Kobieta, która daje nam z siebie dużo ale najwięcej ciepła i miłości

Będąc dzieckiem byłem wielkim szczęściarzem, że to właśnie Ona jest moją matką. Była bardzo cierpliwa, ciepła i przede wszystkim chciała pokazać mi świat. Nauczyć mnie bycia ludzkim, po prostu bycia człowiekiem. Wpoiła mi miłość do roślin i do życia w ogóle. To dzięki niej właśnie, mieszkając setki kilometrów od rodzinnego domu, zawsze na parapetach okien mam kwiaty. I często są to te zapamiętane z dzieciństwa rośliny: aloes, geranium, żyworódka oraz rozliczne zioła. To dzięki mojej mamie uwielbiam eksperymentować w kuchni, choć ona sama za mistrzynię kuchni nigdy się nie uważała. Lecz to ona, jeszcze w latach osiemdziesiątych, w przydomowym ogrodzie hodowała skorzonerę – moim zdaniem smaczniejszą niż szparagi – eksperymentowała z uprawą boczniaków, patisonów, kabaczków, cukinii i niesamowitych odmian papryki oraz wielu innych roślin, które potem wspólnie przygotowywaliśmy choćby na obiad.




Nauczyła mnie również zamiłowania do książek. Przez wiele lat dzieciństwa nie zasnąłem dokąd nie przeczytała mi choć fragmentu książki, choć jednego opowiadania, choć krótkiej bajeczki. I zawsze znajdowała na to czas. A nie łatwo mnie było uśpić czytając :) Bo słuchać opowieści zawsze lubiłem. Pokazała mi jak kochać zwierzęta, których w naszym rodzinnym domu zawsze było dużo. Moim pierwszym przyjacielem była Bajka, suczka owczarka niemieckiego, która pojawiła się w naszym domu jako szczeniak niedługo po moim urodzeniu. I można powiedzieć, że razem się wychowywaliśmy. Istnieją nawet kompromitujące dowody na to jak ja wespół z Bajką obgryzamy nogi taboretów. Mama nauczyła mnie, że człowiek to istota, która nie powinna krzywdzić innych, a wręcz dążyć do harmonii. To ona czuwała przy mnie gdy chorowałem. I choć minęło już wiele lat nadal jest dla mnie wzorem i oparciem w wielu życiowych sytuacjach. Przechodzi ze mną każde wzloty i upadki. Nie wtrąca się i nie mówi mi jak żyć, bo to jest moje życie. Ale gdy na zakrętach życia zdarzy mi się potknąć czy upaść to zawsze pomoże mi wstać i cierpliwie wysłucha a kiedy poproszę ją o radę zawsze wie co powiedzieć. Jest po prostu moim największym przyjacielem. Choć bywa i tak, że stanie po stronie osoby, z którą żyję już ponad siedem lat. Paradoksalnie to właśnie dzięki temu wiem, że kocha mnie nad życie i troszczy się o mnie jak tylko umie najlepiej.






W Dniu Matki, wszystkim waszym mamom, mamciom, mamuniom i mamusiom, a przede wszystkim mojej Wandzi życzę słońca w życiu i promyków uśmiechu.


Michał


7 komentarzy:

  1. Nie przepadam za bombonierkami, ale wiem, że mama-wielbicielka słodkości byłaby zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytając ten wpis szybko podłapałam, że ciepło i otwartość, która od Ciebie bije to zasługa tej wyjątkowej kobiety :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny wpis, aż się ciepło na sercu robi czytając takie słowa :) Moja Aśka też dzis zrobiła dywersje na moja figurę ;)))

    OdpowiedzUsuń
  4. W takim dniu zawsze jakoś bardziej doceniam to, jaką wspaniałą mam Mamę. Ale w takim dniu nachodzi mnie też refleksja, że niektóre matki nie zasługują wogóle aby nazywać się matkami.

    OdpowiedzUsuń
  5. Byłam wczoraj u mojej mamy i było super;).

    OdpowiedzUsuń
  6. Bo każda mama jest jak kawa! Pięknie napisane!

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękne.słowa :-) Oczami wyobraźni widzę te stołki ;-)

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.