piątek, 31 października 2014

Karotenowy krem dla ciała i dla duszy

Zupa dyniowa to jedna z moich ulubionych zup. Szczególnie jesienią cieszy się ona dużą popularnością. A przepis na nią idealnie wpisuje się w okolice Halloween czy jak kto woli rodzimych 'Dziadów'. Jeżeli po imprezie zostanie wam lampion z dyni zawsze możecie go wykorzystać i zrobić z niego coś pysznego, sycącego i niesamowicie rozgrzewającego. Osobiście wybierając dynię na swoją zupę kieruję się jej kolorem. Im bardziej pomarańczowa tym więcej beta karotenu a więc i nasza zupa będzie zdecydowanie bardziej wartościowa. Dlatego ja zazwyczaj wybieram dynię Hokkaido.



Do przygotowania zupy potrzebujemy około 1kg dyni, którą cienko obieramy ze skórki, usuwamy pestki i kroimy w kostkę. Dynię przerzucamy do garnka i zalewamy bulionem. Na kilogram dyni ja używam około 700ml domowego bulionu. Jeżeli nie macie takiego to można użyć takiego z kostki. Możemy użyć więcej bulionu ale zupa będzie wtedy bardziej płynna i mniej kremowa. Dynię gotujemy do miękkości. Jednocześnie do garnka wkładamy zawinięte w gazę liście laurowe i ziele angielskie. Do zupy wcieramy około 2cm wielkości kawałek kłącza imbiru i doprawiamy do smaku solą i pieprzem kolorowym lub białym. Opcjonalnie można dodać ząbek lub dwa czosnku lub około jednej łyżeczki czosnku niedźwiedziego. Zupa fajnie smakuje gdy dodamy do niej szczyptę kardamonu. Gdy dynia jest już miękka wyciągamy zawiniątko z przyprawami i miksujemy. Jeżeli zupa jest zbyt gęsta możemy dodać jeszcze około szklanki bulionu.





Zupę podaję w małych, wydrążonych dyniach służących mi za miseczki dla każdego gościa. Możemy też podać ją w jednej większej dyni służącej za wazę lub po prostu w ulubionych miseczkach czy talerzach. Do dekoracji używam gęstej śmietany, siekanej natki pietruszki i czasem posypuję ją prażonymi pestkami dyni. Ta zupa jest naprawdę potwornie smaczna.

Jak przygotować domowe DYNIOWE SPA

Wesołego Halloween




Michał

czwartek, 30 października 2014

Krwawa Marry, Krwawa Marry, Krwawa Marry i raz gin z tonikiem

Od jakiegoś czasu co roku o tej porze dopada nas szał przygotowań do imprez z okazji Halloween, czy ‘Dziadów’ jeżeli wolicie nasze swojskie nazewnictwo. W wigilię Wszystkich Świętych przebieramy się za duchy, upiory, strzygi czy też modne ostatnio zombi. Przygotowujemy makabryczne dania i bawimy się. Pewne tradycje, które wciąż żyją w tym okresie miały po prostu chronić nas przez złymi ‘gośćmi’ z zaświatów. I jeżeli nawet nie to dziś wam przyświeca to okazja do zabawy jest i warto się trochę zapomnieć. Bo dzięki temu zapominamy na moment o troskach dnia codziennego. A w naszych zagonionych czasach po prostu potrzebujemy czasem chwili oddechu i okazji do zabawy i śmiechu. Dziś wspólnie z Gosią z bloga spełnienie marzeń pokażemy wam dwie propozycje właśnie ma Halloween. Gosia proponuje makijaż (jak go wykonać przeczytacie na jej blogu). Ja zaś przedstawiam jak wykonać straszną stylizację paznokci. A co ważne, nie jest ona strasznie skomplikowana w wykonaniu.



Krew na rękach



Proponuję wam dwie opcje na przejrzystym matowym topie OPI – Matte Top Coat lub na bieli Eveline Cosmetics – colour INSTANT 30. Do wykonania krwawych rozbryzgów użyłem dwóch różnych czerwieni: Eveline Cosmetics – miniMAX 375 oraz THE GARDEN OF COLOUR 17. Do uzyskania odpowiedniego efektu potrzebujemy jeszcze słomkę. Ja wybrałem taką jak do lizaków, nie za grubą ale i nie za cienką. Dzięki temu rozbryzgi będą realistycznie wyglądały a nie przysporzymy sobie przy tym potrzeby domywania całych rąk. Przyda nam się jeszcze jakaś kartka lub folia, którą podłożymy pod dłoń aby nie pobrudzić mebli. Potrzebny może być też korektor do lakieru. Choć jeżeli trochę czerwieni pozostanie na skórkach to stylizacja wyda się bardziej krwawa. Oczywiście korektorem domywamy rozbryzgi spoza paznokcia o ile nie wyglądają idealnie w naszej ogólnej stylizacji.
 


Paznokcie malujemy lakierem, który stanowić ma bazę. Biały kolor spowoduje, że efekt końcowy będzie bardziej wysublimowany. Na matowym topie efekt krwi był bardziej naturalny i sugestywny. Następnie przygotowujemy sporą kroplę lakieru czerwonego i zanurzamy w nim naszą słomkę tak by trochę lakieru zostało w jej wnętrzu. Zbliżamy słomkę do płytki paznokcia uprzednio pomalowanej bazą naszej stylizacji. Moim zdaniem najlepsza odległość ujścia słomki od płytki to około 3-5 cm. Następnie mocno dmuchamy w słomkę i mamy pierwszy rozbryzg. Ja wykonałem po dwa rozbryzgi na każdej płytce paznokcia. Jeden jaśniejszą a drugi ciemniejszą czerwienią. Wy możecie wykonać ich tyle ile wam się podoba. Teraz pozwalamy dobrze zaschnąć lakierowi na paznokciach i możemy, choć nie musimy nakładać już żadnego TOPu.



Makijaż – Gosia (spelnieniemarzen777.blogspot.com)
Paznokcie – Michał (twojezrodlourody.blogspot.com)

Udanego Halloween

Michał

środa, 29 października 2014

Zupa z dzieci Słońca

Dzień robi się coraz krótszy, szary i zimny. Jesień nieubłaganie rozbiera drzewa z kolorowych ubrań i coraz częściej przybiera szronem włosy traw. Nieuchronnie zbliżamy się ku zimie. Po tym całym chłodnym dniu chcielibyśmy zjeść coś prostego, sycącego i poczuć cudownie rozlewające się po całym ciele ciepło. Znam wiele cudownych eliksirów o takim działaniu. Zapewne i w waszych domach jesienią chętniej sięgacie po zupy. Łatwe w przygotowaniu, pożywne, sycące i co najważniejsze – doskonale rozgrzewające. Dziś zapraszam was na zupę, którą w wielu domach podaje się z ryżem a w innych zaś z makaronem. Jedni wolą ją w postaci gładkiego kremu, inni zabielonego śmietaną rosołu z koncentratem. Ja uwielbiam po prostu przygotować ją ze świeżych pomidorów. Choć gdy ich już nie ma – tych naprawdę dobrych, nie papierowych pachnących zimą i kartonem pomidorów – wystarczy sięgnąć po pomidory z puszki. Najlepiej te krojone bo więcej w nich pomidorów niż w tych zalanych w całości. W mojej zupie musi być też bazylia, bo tylko z nią pomidory nabierają smakowitego rumieńca.  




Do przygotowania mojej zupy pomidorowej potrzebujemy 1 litra dobrego bulionu mięsnego jeżeli jecie mięso lub warzywnego jeżeli nie. 300 gram mielonego mięsa – ja preferuję z szynki. Ale to wy zdecydujcie jakie i czy w ogóle potrzebujecie mięsa w zupie. Jeżeli zdecydujecie się na pulpeciki przydadzą się jeszcze 2 ząbki czosnku, mała cebulka pokrojona w drobną kostkę, 2 łyżki czosnku niedźwiedziego i pieprz np. kolorowy. Do mięsa dodajemy zmiażdżony czosnek, wszystkie przyprawy, zioła i jajko a następnie dokładnie wyrabiamy. Ja robię to przynajmniej przez 10 minut. Dzięki temu pulpeciki są bardziej pulchne. Z całej masy formujemy malutkie kuleczki wielkości orzecha laskowego. W międzyczasie zagotowujemy litr bulionu. Jeżeli nie macie takiego domowego nic się strasznego nie stanie jeżeli zrobimy go z kostki. Gdy bulion zawrze powoli po kilka sztuk wrzucamy do niego pulpeciki a kiedy „zbieleją” wrzucam kolejne, co jakiś czas delikatnie mieszając wszystkie. Gdy pulpeciki dochodzą do siebie w bulionie przygotowujemy 1kg pomidorów. Lekko nacinamy nożem ich skórki przelewamy wrzątkiem aby po chwili zanurzyć je w bardzo zimnej wodzie. Dzięki temu skórka schodzi idealnie i nie będzie przeszkadzać w zupie. Tak przygotowane pomidory kroimy w dużą kostkę i wrzucamy do bulionu. Gotujemy do czasu aż zaczną się rozpadać ale będą jeszcze wyczuwalne ich kawałeczki. Ja zimą dodaję 2 puszki pomidorów w kawałkach. Teraz nadszedł czas na dodanie 2-3 łyżek posiekanej bazylii i zupa gotowa.



Swoją zupę pozdaję z kleksem gęstej śmietany. A gdy jestem naprawdę głodny wcieram do talerza białko jajka ugotowanego na twardo. Dzięki temu zupa jest bardziej syta, a nie zyskuje kalorii z makaronu czy ryżu. Całość posypuję zieloną pietruszką lub koperkiem. Smacznego!

Michał

środa, 22 października 2014

Testuję SYLVECO z Twoim Źródłem Urody

Kochani rozpoczynam nabór do nowego testu kosmetycznego. A testować będziemy:

- WYGŁADZAJĄCY PEELING DO TWARZY
- LIPOWY PŁYN MICELARNY
- OCZYSZCZAJĄCY PEELING DO TWARZY

Więcej informacji o nich znajdziecie TU

Co zrobić aby dać sobie szansę na otrzymanie kosmetyku do testu? To proste. 

1. Bądź blogerem i obserwuj bloga Twoje Źródło Urody.

2. Na swoim blogu udostępnij jeden z banerów informujących o tym, że bierzesz udział w akcji. Baner ten musi przenosić na bloga www.twojezrodlourody.blogspot.com Baner musi być zamieszczony w widocznym miejscu i nie może to być podstrona typu - Biorę udział w rozdaniach, ponieważ akcja „Testuję z Twoim Źródłem Urody” nie jest rozdaniem blogowym.
3. W komentarzu pod tym wpisem napisz adres swojego bloga.
4. Jeżeli dołączysz do testu tym samym zostaniesz zobowiązany do rzetelnego zaopiniowania produktu na swoim blogu i przesłaniu linka do strony ze swoją opinią na adres twojezrodlourdy@gmail.com – nie później jednak niż do dnia wyznaczonego w regulaminie testu.


Nabór do testu trwa od 22 do 28 PAŹDZIERNIKA 2014 roku. Wyniki w 24 godziny później pojawią się na fanpage Twojego Źródła Urody na Facebook.


jeden z banerów akcji - do wyboru


drugi z banerów akcji - do wyboru

Biorąc udział w naborze do testu oświadczasz, że zapoznałaś/eś się z regulaminem i w pełni go akceptujesz. Pełny regulamin dostępny jest TU.


Akcja nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach
i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

wtorek, 21 października 2014

Pokaż mi swoje śmieci a powiem Ci... PROJEKT DENKO

Właśnie minęło dwa lata jak prowadzę TEGO bloga. Wcześniej zdarzały mi się przygody z blogiem niekosmetycznym na pingerze, czy zupełne początki jeszcze za czasów szkolnych – o matko, jak to było dawno temu – na blog.pl Inne blogi czytam również od wielu lat i lubię to robić gdyż wielu ciekawych rzeczy można się dowiedzieć. Na przykład poznać książki, po które inaczej by się nie sięgnęło, czy posłuchać ciekawej muzyki z gatunku, który nigdy nie wydawał się interesujący. Cudze blogi czytam zdecydowanie dłużej. Ale nie o tym dziś mam potrzebę napisać. Tak, tak. Potrzebę a nie ochotę. Projekt denko zna chyba każdy kto czyta blogi o tematyce urodowej. Sami na pewno niejednokrotnie natknęliście się na tak otagowane wpisy. A czymże jest ten projekt?


Projekt ten parę lat temu powstał na jednym z zagranicznych blogów i miał na celu podjęcie wyzwania przez pewną maniaczkę kosmetyczną. A większość z nas, blogerów, to maniacy w tej dziedzinie. Musiała ona wytypować kilka produktów, których kupuje za dużo lub po prostu ma po kilka napoczętych kosmetyków z jednej kategorii – przykładowo osiem otwartych szamponów do włosów. I zobowiązała się ona do kupienia kolejnego produktu dopiero wtedy, gdy poprzednik się skończy. Czyli kiedy ona zobaczy wspomniane denko. Założenia nad wyraz rozsądne. Ale to co z tego wyszło na wielu blogach, przeszło chyba jej jakiekolwiek oczekiwania.



Dosłownie na co drugim poświęconym urodzie blogu znajdziemy co miesiąc ten, jakże słuszny w założeniach, TAG. Ale czy przestrzegamy jego założeń pisząc go co miesiąc? Jakież zdziwienie ogarnęło mnie gdy w projektach denko na wielu blogach znajdowałem puste opakowania po wacikach kosmetycznych, patyczkach do uszu, wodach toaletowych, próbkach. I często po produktach, które szkodziły skórze piszących. Dlaczego sadzę, że szkodzących? Bo skoro autorka pisze, że produkt po każdym zastosowaniu powodował wysyp nowych wykwitów skórnych, podrażnień, swędzeń itd., to raczej nie służył jej dobrze. Zatem pytam: PO CO STOSOWAĆ DO KOŃCA COŚ, CO MI SZKODZI? W IMIĘ JAKICH ZASAD? Trzeba być masochistą i nie lubić siebie oraz kosmetyków, żeby się tak katować w imię TAGA, bo „wypada go mieć na blogu”?





Na moim blogu nigdy nie było PROJEKTU DENNO denko i nawet się go nie spodziewajcie. Nie widzę potrzeby dzielenia się z Wami moimi śmieciami. Na moim blogu nie piszę o kosmetykach, które mnie nie zachwycają, bo nie lubię pisać o przeciętniakach. Na moim blogu nie demonizuję składów i nie będę tego robił tak długo jak długo firmy będą przestrzegać prawa unijnego w tej kwestii i nie będą stosować zakazanych składników kosmetycznych. Na moim blogu nie robię wielu rzeczy ponieważ uważam, że należy trzymać się wysokiego poziomu i wysokich standardów. Z niecierpliwością czekam na „odważną” blogerkę, która w swoim projekcie denko pokaże pudełko po podpaskach czy tamponach, szczoteczkę do zębów. Ale mistrzostwem będzie jak zobaczę zużytą gumę. Jeśli wiecie co chcę powiedzieć. Jest tylko jedno pytanie. W jakiej kategorii to będzie mistrzostwo? Podsumowując, nie potępiam projektu denko – bo założenia miał fajne. Nie gromadźmy bez potrzeby niczego. Po co zaśmiecać swoje życie. Co z tego wyszło? Pozostawiam Waszej subiektywnej ocenie.

Michał


DOPISEK


Po napisaniu tego posta znalazłem już blogi na których w denku są podpaski i tampony...  

poniedziałek, 20 października 2014

Urodzinowa zabawa bloga Twoje Źródło Urody

Kilka dni temu minęło dwa lata od czasu publikacji pierwszego posta na tym blogu i dlatego przygotowałem dla Was urodzinową zabawę. Do zdobycia jest sporo kosmetyków. Zasady jak zawsze nie są bardzo skomplikowane. Przygotowałem niespodzianki dla dwu osób.



Co zrobić by dać sobie szansę na upominek?

1. Umieścić na swoim koncie na platformie Facebook lub na swoim blogu informację o udziale w zabawie. 
2. Zostać publicznym obserwatorem bloga Twoje Źródło Urody na platformie Blogger
3. Wyrazić chęć udziału w zabawie poprzez skomentowanie TEGO posta blogu Organizatora informującego o zabawie. W komentarzu tym musi zostać zawarta informacja, o czym uczestnik chętnie przeczytałby na blogu Twoje Źródło Urody, oraz napisać gdzie został umieszczony link do zabawy.

Warunki te bez wyjątku muszą zostać spełnione w trakcie trwania zabawy

Nagrody

zestaw 1 

Gerovital Plant, Krem antycellulitowy
Eveline Cosmetics, Agranowa odżywka do włosów i Arganowy eliksir do paznokci
Soraya, Studio Cover kolor beż
Hean, Jedwab Krem Głęboko Nawilżający
Cosmaderm balsam Hialuronowy 30ml
DermoFUTURE Wypełniacz UST Lustrzany Blask.





zestaw 2

Gerovital Plant, Krem nawilżający
Green Pharmacy, eliksir ziołowy do włosów
Farmona, Balsam do Ciała Sensitive Eco Style
Cosmaderm, Krem Hialuronowy 30ml
Soraya, ExpertMAT 01
Eveline Cosmetics, BIG Volume Expolosion Maskara – czarny.






Zabawa trwa od 20 października do 4 listopada bieżącego roku. Wyniki pojawią się na blogu maksymalnie do 7 dni od zakończenia przyjmowania zgłoszeń. 

Biorąc udział w zabawie oświadczasz, że zapoznałeś się z regulaminem zabawy dostępnym TU oraz, że akceptujesz jego warunki. 


Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach
i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 


sobota, 18 października 2014

Sparowani niekoniecznie zakochani

O skórę twarzy dbamy coraz lepiej. Kobietom w tej kwestii pomagać mogą również kosmetyki kolorowe coraz częściej wzbogacane odżywczymi składnikami. Ale pozostała powierzchnia naszej osoby wciąż traktowana jest po macoszemu. Bardzo często korzystamy tylko z prysznica bo na wannę jest zbyt mało miejsca w przyciasnej łazience czy szkoda nam czasu na bezproduktywne pławienie się w pianie. I choć dla osób korzystających z prysznica rynek też ma wiele do zaoferowania, to bardzo często z nich nie korzystają gdyż: „Mam mało czasu”. Tak brzmi najczęstsza wymówka. Inne też się tu znajdą. A jakie? Każdy z was niech sobie odpowie. Ale czy naprawdę potrzebujemy nie wiadomo ile czasu aby porządnie zadbać o własną skórę? Nie, o ile mamy do dyspozycji duet doskonały. Dziś słów kilka o dwufazowym peelingu i doskonale go uzupełniającym lekkim mleczku, które intensywnie nawilży skórę.

Easy Exfoilating Body Scrub
Bambusowy peeling myjący

Dzięki specjalnie opracowanej formule łączącej złuszczające właściwości drobinek bambusa oraz włókien Loofah, daje efekt niezwykle gładkiej skóry. Pozbawiona martwych komórek, odżywiona i odświeżona skóra wygląda i pachnie olśniewająco. Produkt zastępuje również żel pod prysznic. Podwójne złuszczanie – mechaniczne, dzięki zawartym w nim drobinkom oraz enzymatyczne, dzięki obecności papai. Pozwala na eksfoliację całego ciała, nawet najbardziej delikatnych miejsc. Produkt ten jest bardzo wygodny i szybki w użyciu - działa w zaledwie 2 minuty. Skóra jest gładka, sprężysta oraz otulona przepięknym zapachem.

Tuba o pojemności 200 ml kosztuje około 177zł (Przynajmniej raz w roku peeling ten dostępny jest w 400ml butelce w bardzo korzystnej cenie.)

Moje wrażenia

Zielonkawy żel, w którym zawieszone są drobinki ścierne standardowo zamknięty jest w wygodnej w użyciu tubie. Mój egzemplarz z powodu promocji był dwukrotnie większy ale w cenie standardowego opakowania. Żel ma bardzo przyjemny zapach, mocno zielony aromat liści, świeży i bardzo przyjemny. Peeling, pomimo iż wydaje się być delikatnym, to niezły ścierak. Ale co ważne, tam gdzie skóra wymaga delikatności, nie muszę mocno wmasowywać peelingu. Zawarta w nim papaina poradzi sobie doskonale. Skóra po jego użyciu jest jedwabiście gładka i jednocześnie doskonale oczyszczona ponieważ peeling zawiera myjące detergenty.


Intense Skin Softening Milk
Intensywnie nawilżające mleczko z aloesem

Jest to wyjątkowy preparat łączący lekkość konsystencji z długotrwałym efektem nawilżenia. Bogactwo składników aktywnych, na czele z aloesem i olejkiem shea, zapewnia komfort i elastyczność skóry przez cały dzień.

Butelka z dozownikiem o pojemności 200ml kosztuje około 165zł

Moje wrażenia

Mleczko to charakteryzuje się niesamowicie bogatą, jedwabistą konsystencją; przyjemnym, delikatnienie zielonkawy kolorem oraz idealnie pasującą do niego nutą zapachową. Zielone akordy soczystych liści aloesu i bardzo delikatnie nuty kwiatowe. Jakby wyczuwalna gdzieś zza horyzontu lawenda . Stosowanie mleczka jest bardzo proste i bardzo przyjemne, ponieważ łatwo rozprowadza się na skórze i szybko wchłania. Dzięki aloesowi zabezpiecza naszą skórę przed utratą wody, dzięki kompleksowi składników Hydrosmose® Complex przyciągana jest woda i skóra dzięki temu jest lepiej nawilżona.


Użycie zarówno jednego jak i drugiego produktu jest banalnie proste i co ważne, skóra po ich aplikacji nie jest nieprzyjemnie tłusta, więc można szybko normalnie funkcjonować nie czekając na wchłonięcie się mleczka. Nie ma już wymówek w stylu: „Ja nie mam czasu”. 

W szkolnej skali obydwa produkty oceniam na bardzo dobry. Dla peelingu mam jeszcze mocny PLUS za podwójną moc działania.



Michał

środa, 15 października 2014

Podwieczorek u Szalonego Kapelusznika

Pielęgnacja skóry twarzy jesienią zaczyna nabierać intensywniejszego wymiaru i znaczenia w odróżnieniu od tej letniej. Coraz częściej pogoda zaczyna smagać naszą skórę wiatrem i deszczem. Powoli zaczyna się też okres grzewczy, dzięki czemu suche powietrze również zaczyna dawać się naszej skórze we znaki. Warto pamiętać również aby przygotować ją do następnej pory roku. Dlatego coraz częściej sięgamy po kosmetyki coraz bardziej odżywcze, bogatsze w cenne oleje jak również w cenne i ciekawe składniki aktywne. Kremy, które bardziej natłuszczają zabezpieczając naszą skórę przed utratą wilgoci oraz powodują, że staje się ona bardziej miękka i elastyczna. Dlatego właśnie tak chętnie sięgnąłem po krem skandynawskiej marki L:A BRUKET.







101 Intensywnie nawilżający krem z marchwią i bergamotką

Zapewnia skórze nawilżenie i dawkę antyoksydantów, stymuluje produkcję kolagenu, chroni, kuruje i łagodzi. Wspaniale nawilżający i odżywczy krem z ekstraktem z marchwi. Zapewnia głęboki efekt nawilżenia taz suchej jak i normalnej skórze. Stosuj jako krem na dzień i/lub na noc.

Ważne składniki:
Wyciąg z marchewki stymuluje skórę do produkcji kolagenu. Masło shea chroni, łagodzi i dostarcza antyoksydantów. Bergamotka ma antyseptyczne, regenerujące i łagodzące działanie. Olejek jojoba odbudowuje i chroni.

Słoiczek o pojemności 60ml kosztuje około 125zł



Moje obserwacje




Krem zamknięty jest w czarnym szklanym słoiczku z metalową nakrętką. Kosmetyk ma przyjemną budyniową barwę i niesamowicie bogatą konsystencję. Co jednak nie przeszkadza mu doskonale rozprowadzać się na skórze i idealnie wchłaniać nie pozostawiając na niej ciężkiego tłustego filmu. A wręcz daje uczucie świeżości choć czujemy, że skóra jest jednak doskonale odżywiona i nawilżona. Już po jednym dniu aplikacji skóra stała się ukojona i bardziej gładka. Po tygodniu miałem wrażenie, że zrobiła się jakby bardziej pełna – naprawdę doskonale napięta w wyniku idealnego poziomu nawilżenia. Nie chodzi mi tu o jakieś nieprzyjemne uczucie. Skóra po prostu odzyskała stan idealnego napięcia dzięki czemu wygląda młodziej i zdrowiej. Zniknęły wszelkie odwodnieniowe linie. Na koniec wspomnę troszkę o zapachu tego kremu. Dzięki bergamocie pachnie przyjemnie, lekko cierpko ale kojąco i świeżo jak najdoskonalszy earl gray.



Michał