poniedziałek, 29 września 2014

Skroplona dusza czarnego bohatera

To właściwie już prawie ostatni moment aby wykorzystać moc kryjącą się w owocach czarnego bzu. W czerwcu już eksploatowaliśmy jego kwiaty by zimą raczyć się cennym syropem właśnie z nich uzyskiwanym. Jak zrobić ten syrop pokazywałem na naszym kanale TU. Teraz nadszedł najwyższy czas by dusza owoców czarnego bzu zamknięta została w cennym soku. Czarny bez nie tylko upora się z gorączką czy złagodzi kaszel ale poradzi sobie również ze wzmocnieniem naszego organizmu podczas infekcji a to ze względu na zawartość witamin oraz wielu soli mineralnych. Ale czarny bez znajdował również i wciąż znajduje zastosowanie w kosmetyce. Jego owoców podobno używano do farbowania brwi i rzęs. Wyciągi z różnych jego części wykorzystywane są w maseczkach czy kremach. Szczególnie tych do pielęgnacji skóry dojrzałej gdyż działa zmiękczająco, przeciwzmarszczkowo i wybielająco.



Co kryją w sobie te czarne jagody zebrane w baldachogronach?

Owoce czarnego bzu to cenne źródło glikozydów antocyjanowych. Stąd się bierze ich głęboko "granatowy" kolor. Znajdziemy tu też pektyny, garbniki, kwasy owocowe, witaminy spośród których szczególnie dużo jest witaminy C czy prowitaminy A. Owoce te są też cennym źródłem pierwiastków takich jak wapń, potas, sód, glin czy żelazo. A sok z jego owoców cechuje się działaniem napotnym i moczopędnym. Choć ma też działanie lekko przeczyszczające i przeciwbólowe. Przypisuje się mu też pozytywne działanie na naszą krew, którą pomaga oczyszczać. Dlatego zaleca się go jako lek odtruwający i pomagający usunąć z organizmu produkty przemiany materii oraz inne toksyny. Owoce czarnego bzu znajdują też zastosowanie w leczeniu stanów zapalnych żołądka i jelit a także jako pomocniczy lek przeciwbólowy w nerwobólach i rwie kulszowej. Właśnie dlatego warto się pokusić i przygotować z nich sok aby zimą cieszyć się zdrowiem.


Osobiście znam dwie doskonałe metody na uzyskanie tego cudownego soku. Pierwsza z nich to metoda z użyciem tzw. sokownika. Tu potrzebujemy 3 kg owocu czarnego bzu umytego i oddzielonego od baldachów. Najprościej oddziela się je widelcem po prostu sczesując owoce z gron. Do sokownika wlewamy odpowiednią porcję wody, która zamieni się w parę i wyciągnie z owoców wszystkie składniki. Następnie ustawiamy na pojemniku z wodą tą część sokownika w której zbierać będzie się sok. I dopiero na tym układamy część urządzenia wyposażone w gęste sito, przez które w jedną stronę przedostawać się będzie para wodna a w drugą uciekać będzie skroplony sok. W niektórych przepisach każą zasypywać od razu owoce 2 kg cukru. Je tego nie robię ponieważ mam wrażenie, że za dużo cukru zostanie na owocach które po oddaniu soku i tak wyrzucam. W ten sposób uzyskuję ciemny i bardzo jeszcze cierpki sok. Następnie przelewam go do sporego garnka i dopiero w tym momencie dodaję do niego cukier oraz sok z 2 cytryn. Wrzucam też do niego skórki z tych cytryn gdyż przez to sok zyskuje na aromacie. Całośc gotuję jeszcze przez około 30 minut i dopiero tak potraktowany sok przelewam do wyparzonych butelek. Z tej porcji owoców wychodzi mi około 12 buteleczek o pojemności 300ml, które jeszcze pasteryzuję przez 10 minut. Tak na wszelki przypadek. Choć gdy pominąć etap pasteryzacji i wlewając gorący sok do butelek i następnie dobrze dokręcając, to powinny się one samoczynnie uszczelnić.


Drugą metodą jest wrzucenie 3 kg owocu do 2 litrów wody i gotowanie tego przez około 2-3 godziny. Po tym czasie odcedza się owoce, które można jeszcze przetrzeć przez sito i to co udało się przetrzeć dodać do naszego soku. Teraz dodajemy 2-3 kg cukru i gotujemy jeszcze przez około godzinę. Dopiero wtedy rozlewamy sok do butelek i pasteryzujemy.


Syrop jest nie tylko pyszny ale naprawdę szybko pomaga nam uporać się z przeziębieniami. Dlatego warto się pokusić i zrobić go póki jeszcze na krzewach bzu znajdziemy dojrzałe owoce.



Michał

niedziela, 28 września 2014

Powstrzymać niedoskonałości

Nie tylko osoby z widocznymi i zaognionymi zmianami trądzikowymi mają ten problem. Raz na jakiś czas również osoby ze zdrową cerą borykają się ze skórnymi niedoskonałościami. W czerwcu b.r. marka AVENE zorganizowała duży event przygotowujący premierę nowych produktów, których działanie ma pomagać nam spać spokojnie oraz spokojnie patrzeć w przyszłość jaki i światu prosto w oczy. Na tym spotkaniu dowiedzieliśmy się wielu interesujących rzeczy o mechanizmie powstawania trądziku jak i o tym, co marka nazywa 'koniem trojańskim' swojego nowego produktu. Jeżeli macie ochotę to TU znajdziecie więcej informacji o samej imprezie. Ale zanim podzielę się z wami swoimi wrażeniami pozwolę najpierw wypowiedzieć się producentowi.

 Avene Cleanance Expert emulsja


 Innowacyjna emulsja zwalczająca wszystkie objawy trądziku: błyszczącą się skórę, zaskórniki i krosty, bez zakłócania równowagi zdrowych partii skóry.


Korzyści: 
- Działanie antybakteryjne i przeciwzapalne: DiolénylTM* - opatentowana innowacja laboratoriów naukowych PIERRE FABRE; potrójne, ukierunkowane działanie ograniczające ryzyko namnażania się bakterii P. acnes (klinicznie udowodnione działanie in vitro); zmniejsza zaczerwienienie skóry, eliminuje krosty
- Działanie złuszczające: X-PressinTM*- zmniejsza ilość zaskórników oraz wygładza powierzchnię skóry
- Działanie matujące: Monolaurynian * reguluje nadmierne wydzielanie się sebum
* zgłoszenie patentowe


Cleanance EXPERT to łatwa w aplikacji, lekka emulsja. Szybko wchłania się pozostawiając uczucie nawilżonej, matowej skóry. Idealna baza pod makijaż.

Cleanance EXPERT przeznaczony jest do pielęgnacji skóry trądzikowej z występującymi zaskórnikami i krostami.


Jak stosować?
Nakładać rano i/lub wieczorem na skórę twarzy po uprzednim zastosowaniu preparatu oczyszczającego z gamy Cleanance. Praparat Cleanance EXPERT może być stosowany sam lub w połączeniu z przeciwtrądzikowymi lekami miejscowymi.


Tuba o pojemności 40ml kosztuje około 60zł (produkt już dostępny w aptekach)

Moje wrażenia

Przede wszystkim moja skóra nie ma nadmiernego problemu ani z przetłuszczaniem się ani tym bardziej z zaskórnikami. Choć te czasem się zdarzają. Podobnie jak potrafią mi się pozatykać od czasu do czasu pory skóry. Dlatego przy nadarzającej się okazji bez obaw sięgnąłem po ten preparat. Tuba wykonana jest z bardzo miękkiego, przyjemnego w użyciu plastiku, który w najmniejszym stopniu nie utrudnia użytkowania produktu. Tuba ta zakończona jest wygodnym aplikatorem, który pozwala precyzyjnie nałożyć preparat. A w środku znajdziemy lekką białą emulsję, która doskonale rozprowadza się po skórze pozostawiając ją satynową, lekko zmatowioną i dobrze nawilżoną. Zdecydowanie kosmetyk ten nie wysuszył mojej skóry co często zdarza się w przypadku produktów anty-trądzikowych. Niestety nie obyło się bez przygód ponieważ po kilku dniach pojawiła się na mojej twarzy 'dioda' gigant. W tym miejscu – prawie na granicy brwi – nigdy dotychczas nic mi nie wyskoczyło, a tu taka niespodzianka. Na szczęście jak szybko się pojawiła tak szybko znikła. W czasie używania kremu więcej niespodzianek nie wyskoczyło na mojej twarzy więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że emulsja się spisała. Choć na pewno więcej miałaby do pokazania u osób z cerą problematyczną. Na chwilkę zatrzymam się jeszcze przy zapachu. Jest on przyjemny choć gdyby był mniej pudrowy pewnie bardziej przypadłby mi do gustu. Ale nie wątpię, że znajdzie on wielu wielbicieli.


W szkolnej skali oceniam ten produkt na dobry + (plus za uczucie jakie zostawia on na skórze) i z czystym sercem polecam go waszej uwadze.



Michał

sobota, 27 września 2014

AÇAI - Jagodowy zastrzyk energii

Są takie momenty w naszym życiu gdy potrzebujemy dawki dodatkowej energii, choćby z samego rana. Czasem też jesteśmy już tak zmęczeni jakimś zadaniem, że tylko rozjaśnienie umysłu spowoduje, że w końcu zakończymy dany projekt i to z sukcesem. Ale czasem potrzebujemy siły i wytrzymałości w momencie gdy nasz organizm poddawany jest zwiększonemu wysiłkowi. Na przykład podczas ćwiczeń fizycznych. Końcówka września to też czas gdy studenci zaczynają pojawiać się na swoich uczelniach. I choć to dopiero początek roku akademickiego to wszyscy wiemy, że do egzaminów, sesji lub tak po prostu do codziennej nauki warto mieć coś co natychmiast doładuje nasze baterie. Coś co pozwoli jaśniej myśleć. Coś co pozwoli dłużej funkcjonować. Jednakże w odróżnieniu od zwykłych energetyków napój ten daje o wiele więcej. Energia, jasność myślenia i zdrowie. Po ten napój warto sięgać z wielu powodów. Jednym z nich jest to, że zawiera on w sobie aż 80% owoców. Natomiast najważniejszym powodem jest, że owocem tym jest jagoda AÇAI. Jeżeli chcesz o niej sobie więcej przeczytać zapraszam TU. Dziś opowiem wam o ciekawym produkcie nie będącym kosmetykiem choć na pewno jego siła zapewni nam dużą dawkę przeciwutleniaczy co wpłynie też z pewnością i na naszą urodę jak i na stan skóry.




To pyszny, rewitalizujący napój składający się w 80% z soków owocowych oraz ekstraktu z zielonej herbaty i izomaltulozy (Palatinose®), która sprawia że stały strumień energii utrzymuje się przez dłuższy czas. Dostarcza długotrwałej energii, zwiększa wydajność, wzmacnia czujność, wzmaga wytrzymałość.

Naturalna Energia
Czysta, naturalna energia. W tym cała moc MonaVie EMV. Ta naturalna mieszanka energetyczna z aktywnymi składnikami, szybko „uniesie cię do góry” i dostarczy energii na dłużej. Teraz możesz zwiększać swoją energię kiedy tylko zechcesz.

Palatinose, zielona herbata*, guarana*, yerba mate* i witaminy.
*naturalne źródła kofeiny


Wyjątkowa mieszanka owocowa
Łączy w sobie to co najlepsze w nauce i naturze. MonaVie EMV to energetyzująca kompozycja owoców bogatych w przeciwutleniacze, takich jak super owoc açai. MonaVie EMV to naturalne wartości odżywcze zawarte w napoju, który w 80 procentach składa się z soków owocowych. Ta unikalna formuła dostarcza energii wzbogacającej odżywianie a przy tym smakuje pysznie i orzeźwiająco.

Açai, jabłko, winogrona, gruszka, acerola

Moje obserwacje


Opakowanie jest standardowe jak na napoje z pokrewnej półki choć wyróżnia się prostotą i brakiem krzykliwości. Lecz nie o opakowanie tak naprawdę tu chodzi. W środku tegoż opakowania znajduje się płyn o przyjemnej, ciemnej barwie i o delikatnym owocowym aromacie. Ma bardzo przyjemny smak. Lekko musujący i owocowy. Ja szczególnie wyczuwam w nim coś jakby porzeczkę. Jest smaczny, a szczególnie gdy jest dobrze schłodzony. Ale co najistotniejsze w jego przypadku: działa. Pierwszą puszkę opróżniłem około godziny dwudziestej i do godziny drugiej w nocy nie poczułem się nawet na moment zmęczony. A co więcej, nie tylko nie chciało mi się spać, tej nocy napisałem kilka wpisów na bloga. Każda kolejna puszka zdecydowanie powodowała wzrost energii. Dlatego napój ten będzie niewątpliwie towarzyszył mi w momentach wzmożonej pracy.



Michał

środa, 24 września 2014

LUSH blus – skóra lgnie do skóry, LUSH blus – do utraty tchu

Galaretka z bitą śmietaną, biszkopt z owocami i galaretką, galaretki w cukrze, słodkie ciastka prosto z pieca... A może po prostu niskokaloryczny prysznic z galaretką o aromacie tak ciastkowym, słodkim, pikantnym od kolonialnych przypraw i jakby z nutą powideł z domowej spiżarni smakujących dzieciństwem? Niemożliwe? A jednak! W ofercie Lush nie ma chyba kosmetyków niemożliwych. Są masujące balsamy z fasolką, dezodoranty w proszku. Nie, nie. Bynajmniej nie jeszcze niegotowe. One tylko czekają by je kupić i używać! Z plastelinową figurką, którą sami ulepimy z wielokolorowego FUN można zniknąć wannie. To znaczy nam zniknie tylko brudek lecz ona jakby jednak z nim się rozpuści. Ale zabawnie może być też z galaretką. Takim cudakiem, glutkiem do mycia.

 

Sweetie Pie Shower Jelly

Galaretka pod prysznic z wiśniami, bergamotą, czarną porzeczką i iskrzącymi drobinkami. Najpierw tworzony jest napar z wiśni, następnie dodawany jest orzech kokosowy i karagen z wodorostów. Wszystko to gotuje się razem by powstała cudowna galaretka. Jeszcze zapach porzeczki, bergamoty i olejek cyprysowy. Do naturalnych składników jeszcze kilka syntetycznych ale bezpiecznych dla nas jednak składników takich jak Sodium Laureth Sulfate i jeszcze konserwanty w postaci metyloparabenu i propyloparabenu i gotowe i bezpieczne.


Niesamowity i zabawny żelek do mycia ciała gotowy. Jeżeli zdziwiły cię składniki tego kosmetyku to wiedz, że LUSH to kosmetyki ręcznie tworzone, bezpieczne, nietestowane na zwierzętach i w dodatku nadają się dla wegan.



Jak używać? Możesz myć się całym kawałkiem. Zawiera konserwanty więc nie zepsuje się tak łatwo pod wpływem wody. Możesz urywać kawałeczki i zrobić z nich pianę dzięki siatkowej myjce. Lecz możesz też odnaleźć setki innych sposobów, takich jakie tylko przyjda ci na myśl. Produkt myje bardzo dobrze, nie wysusza skóry i pachnie przy tym obłędnie. Znów potwierdza się powiedzenie „Im dalej w LUSH tym przyjemniej”.

W szkolnej skali oceniam na bardzo dobry 



Michał

wtorek, 23 września 2014

Kąpiel dla ciała i ducha

Powoli na północnej półkuli zaczyna rządzić jesień i choć co prawda jest to bogata w smaki i setki barw pora roku to jednak coraz częściej zaczyna być chłodno i nasze ciało i umysł powoli pragnie aby otaczać je kojącym ciepłem a zarazem delikatną i jakże potrzebną czułością. Coraz częściej sięgamy po rozgrzewające herbaty. Coraz chętniej wybieramy ciepłe zapachy i co ważne, coraz chętniej wylegujemy się w wannie pełnej parującej wody. Do kąpieli takiej warto dodać czegoś bogatego w składzie by nasza skóra również coś miała z takiej przyjemności. Dziś opowiem wam o olejku pełnym troski i minerałów.



Organiczny olejek do kąpieli - Minerały Morza Martwego



Ten nawilżający olejek do kąpieli o leczniczym działaniu jest skuteczną mieszanką naturalnie regenerujących minerałów z Morza Martwego połączoną z olejkami i ekstraktami organicznymi, które remineralizują skórę i przywracają jej właściwą harmonię. Ten cenny olejek zmiękcza, odbudowuje i nawilża skórę. Ponadto przyspiesza jej metabolizm, oczyszcza ją oraz wspomaga jej regenerację a także zwiększa ochronę przed czynnikami zewnętrznymi.



Składniki bioaktywne, naturalne i organiczne

Sól z minerałami z Morza Martwego, olejek ze słodkich migdałów, olejek makadamii, olejek z pestek brzoskwini, olejek z liści drzewa pomarańczowego, olejek z owocu pomarańczy, olejek ze skórki mandarynki, olejek z igieł sosnowych, olejek tymiankowy, olejek z nasion papai, olej słonecznikowy, wyciąg z wodorostów, wyciąg z morszczynu pęcherzykowatego, witamina C, olejek z mięty i z dzikiej mięty, witamina E.


Buteleczka 100ml, cena około 45zł. Do kupienia TU 


Moje wrażenia

W prostej, szklanej butelce zamknięty jest przejrzysty olejek dosłownie o zapachu minerałów. Kojarzy mi się on z krystalicznością wody, mokrymi kamieniami na plaży, z tajemniczą nadmorską jaskinią. Nie jest to zapach nieprzyjemny ale na pewno specyficzny i zostawiający po sobie świeże wrażenie. Sam olejek wystarczył mi na cztery przyjemne, odżywcze kąpiele. Trochę mało ale przynajmniej były przyjemne i skóry po nich nie musiałem już dodatkowo smarować niczym więcej.

W szkolnej skali oceniam na dobry + (plus za nierutynowy zapach)

Michał

czwartek, 18 września 2014

lub czasopisma o krok do przyszłości

„Coraz częstej przestajemy ze sobą rozmawiać w cztery oczy zastępując bezpośrednią bliskość kontaktem migoczącego monitora!” – grzmią ciągle głosy w radio, telewizji czy prasie. I choć z pewnością mają one trochę racji to czy nie wieszczono już niejednokrotnie końca książek? Każdorazowo gdy pojawiały się nowe wynalazki: telewizja, radio czy internet. A trwają one do dziś, bo zawsze znajdą się tacy, którzy będą chcieli je czytać. Zatem nie bojąc się nowoczesności dość szybko sięgnąłem po dotykowy telefon. Nie, bynajmniej nie dlatego, że inni już taki mieli. Raczej dlatego, że wygodniej się go obsługuje i ma wyraźniejszy, większy ekran. Gdy wszyscy szaleli za dużymi monitorami przenośnych komputerów, ja wybrałem 10 calowy ale za to z baterią działającą 8 godzin bez doładowania. Dzięki temu mogłem naprawdę wyjść z domu i pracować choćby w parku. Od jakiegoś czasu mam swoje pierwsze w życiu 'jabłuszko' w formie tabletu. I tu znów nie chodzi tylko o to, że był gadżetową zachcianką. iPad po prostu stał się jednym z przedmiotów ułatwiających mi życie. Nie będę tutaj zachwalał jego parametrów czy wyglądu. Dla mnie wystarczy, że doskonale sprawdza się w kuchni zmieniając się w niecodzienną książkę kucharską. Pozwala również łatwiej komunikować się z przyjaciółmi czy czytelnikami mojego bloga. Ma on również wiele więcej zastosowań, ale nie o nich dziś.

Lub czasopisma



Brzmi to możne nie najlepiej ale iPad to doskonały dostęp do czasopism wszelakiego rodzaju i tu nawet miłośnicy ekologii cieszą się bo nie trzeba wycinać drzew na papierowe wydania. Chcesz dzienniki, są dzienniki, tygodniki i miesięczniki we wszystkich językach świata, co kto woli. Ja dziś skupię się na trzech bezpłatnych czasopismach, które chętnie wertuję od deski do deski. Jeżeli lubisz gotować to zainteresuje cię a pewno SMAQ. Znajdziemy w nim ciekawe felietony, pomysły na sezonowe potrawy, apetyczne zdjęcia i wszystko krok po kroku sprawia, że w kuchni zaczynamy bawić się smakiem i wyczarowywać kulinarne cuda. SMAQ pomaga nam też tworząc listy zakupów aby nie zapomnieć o żadnym szczególe.



Szukasz informacji o zdrowiu i urodzie? Na pewno warto zajrzeć i poczytać „goodmood wellnes magazine”. Chcesz pływać na desce? Proszę bardzo! Znajdziesz tu i o tym ciekawy artykuł. A jeżeli spodobał ci się Staszek Karpiel-Bułecka to i foty zobaczysz i o nim poczytasz. Co zrobić na śniadanie by było inaczej? Znajdziesz i na to pomysł, bo dziś może będzie to smoothie z mango lub jagodowy koktajl z płatkami owsianymi.



Tylko dla panów jest „EGO” o męskich gadżetach i motoryzacji. Chcesz dowiedzieć się czegoś o piwie? Znajdziesz to właśnie tu. A może chcesz poczytać o porsche 911? Chcesz wiedzieć co warto przeczytać, obejrzeć, gdzie warto się pojawić, co nosić lub jak dbać o siebie tak po męsku? Wszystko tu jest i napisane tak aby nic nie komplikować bez potrzeby.


Tak, papierowe wydania też mają urok i wklejane próbki. Czasem tak mocno, że wyjęcie ich drze stronę na strzępy zanim przeczytam to co znajduje się po drugiej stronie reklamy. Co jednak najfajniejsze mogę mieć wszystkie wydania w małym sprzęcie i wszystko szybko odnaleźć a sterty zakurzonych czasopism nie zajmują niepotrzebnie miejsca w domu. A czytając mogę też coś pić czy rozkoszować się choćby truflami pomarańczowymi od Mieszka. A kto mi zabroni?


Michał

środa, 17 września 2014

Tera Misiu ma dla ciebie deserek

Tiramisu to tradycyjny włoski deser sporządzany na bazie jaj, serka mascarpone, czekolady i ciasta biszkoptowego nasączonego kawą i amaretto. Zwyczajowo przybiera on formę ciastka wielkości naszej W-Z-tki czy napoleonki wykrawany z większej, najczęściej prostokątnej, formy. Deser ten najlepiej pasuje do mocnego espresso. Zwłaszcza gdy jest doskonale schłodzony. Na świecie popularność zyskał podobno za sprawą II Wojny Światowej, gdy docierał do włoskich jeńców wojennych przebywających w krajach alianckich, wysyłany przez ich rodziny. Czy jest to prawda, nie mam pojęcia ale taką właśnie historię słyszałem. Obecnie deser ten zyskuje nowe wersje. I dobrze! Bo odzyskuje przez to świeżość. A różnorodność też jest zawsze atutem. Dziś podzielę się z wami moją ulubioną jego wersją, późnoletnią czy też wczesnojesienną, z owocami leśnymi.


Do przygotowania czterech zacnych porcji potrzebujemy 250 gram serka mascarpone, dwóch żółtek, czterech lub pięciu łyżek cukru – raz się żyje :) Jeszcze 200 gram śmietany nadającej się do ubicia i na masę mamy już wszystko. By deser był kompletny przydadzą się biszkopty. Ja na porcję używam trzech podłużnych lub czterech okrągłych ciastek. Małe mocne espresso, kieliszeczek amaretto - może być również syrop stosowany do kawy jeżeli mamy zamiar podać deser dzieciom lub z procentami jeżeli będą to starsze dzieci pełnoletnie. Zostało nam jeszcze skompletować zestaw owoców popularnie nazywanych leśnymi. Czyli po 125 gram: jeżyn, malin, borówek czy jagód. Mamy już wszystko i możemy zabierać się do zabawy.





Żółtka ucieramy z cukrem (najlepiej kryształem) i robimy to tak długo aż zbieleją a cukier przestanie być wyczuwalny w masie. Można robić to w tradycyjnej donicy czy jak kto woli makutrze – będzie z pewnością smaczniejsze. Lecz jeżeli nie mamy aż tyle czasu i cierpliwości można zrobić to mikserem. Tak więc gdy kogel-mogel zbieleje i będzie puszysty dodajemy do niego po trochu serka mascarpone i wkręcamy go w masę. Następnie, gdy już cały serek połączy się z żółtkami, ubijamy śmietanę i ją już delikatnie łączymy z masą aby utracić jak najmniej zawartego w niej powietrza. Zaparzamy macną kawę, dodajemy do niej amaretto (lub nie) i możemy przejść do zabawy w układanie warstw. Ja ten deser uwielbiam podawać w pucharkach lub innych szklanych, przezroczystych naczynkach. Na spód kładziemy pierwszy ,na sekundę zanurzony w kawie biszkopt a na nim ląduje porcja kremu. Teraz trochę owoców. Ponownie nasączone kawą biszkopty i ponownie owoce. Nadszedł czas aby w pucharku wylądowała druga porcja kremu a całość obsypujemy resztą owoców. W ten właśnie sposób powstają cztery słusznej wielkości desery. Tego typu deser lubi być dobrze schłodzony więc umieszczamy je w lodówce na minimum dwie godziny. Po tym czasie tiramisu jest gotowe do spałaszowania.


Smacznego!


Michał