wtorek, 29 kwietnia 2014

Piechotą do lata - boso i bez wstydu

Na dworze coraz cieplej, więcej słońca i chętniej zrzucamy nadmiar ubrań oraz przyciężkawe zimowe obuwie. Chętniej zakładamy sandałki, klapeczki czy japonki – co kto woli. I tu nagle okazuje się, że po zimie nasze stopy przypominają bardziej skorupę żółwia niż gładkie powabne jak z żurnala. Zazwyczaj spowodowane jest to tym, że zakryte stopy nie są widoczne więc zimową porą traktujemy je raczej po macoszemu. A gdy tylko na dworze robi się cieplej na gwałt biegniemy do kosmetyczki, która ma z nami urwanie głowy. Często też musimy czekać w kolejce ze względu na brak wolnych miejsc. Wiele osób już od jesieni przestało dbać o swoje stopy i tu nagle, po jednym zabiegu, chcemy jedwabistej gładkości. Teraz! Już! Natychmiast! Musimy się w końcu nauczyć, że nasze stopy mają bardzo ciężką pracę i 'luksus' dbania o nie powinien trwać cały rok, a nie tylko wtedy gdy ludzie zobaczą je odkryte. Właśnie dlatego chętnie sięgam po dobre kosmetyki zapewniające moim stopom komfort. Kilka lat temu trafiłem na firmę posiadająca w swojej ofercie pianki pielęgnujące stopy. Były one dostępne tylko w salonach kosmetycznych i niestety, jak to w Polsce często bywa, jak szybko się pojawiły równie szybko znikły. A szkoda, bo piankowa pielęgnacja bardzo przypadła mi do gustu. Jakaż więc była moja radość gdy przez przypadek dosłownie trafiłem na markę Allpresan. I jak zawsze w tym miejscu, zanim opowiem wam o kosmetyku, słów kilka od producenta.

Krem w piance do stóp – pękające pięty. Polecany dla diabetyków.


Właściwości:
- pielęgnuje i regeneruje popękaną skórę pięt
- wygładza i łagodzi podrażnienia
- wspomaga proces regeneracji skóry
- szybko się wchłania


Zawiera:
- ekstrakt z korzenia lukrecji, pantenol


Sposób użycia:
Niewielką ilość kremu (wielkości orzecha włoskiego) wmasować w oczyszczoną i suchą skórę. Stosować regularnie rano i wieczorem. Wstrząsnąć przed użyciem. Aplikować w pozycji pionowej.


Opakowanie 35ml - cena około 20zł.





Moje obserwacje

W niewielkiej, aluminiowej buteleczce zamknięto ciekawy płynny kosmetyk, który dzięki aplikatorowi i ciśnieniu w butelce zmienia się w kremową gęstą pianę. Na jedną stopę aplikujemy porcję wielkości orzecha laskowego lub niewielkiego włoskiego – jak mamy tak duże stopy jak moje. Pianka cudownie rozprowadza się na skórze i bardzo szybko wchłania się, nie pozostawiając skóry tłustej. Dzięki temu nie ślizgamy, się jak po wielu innych kremach do stóp. Zapach jest lekko apteczny i olejowy ale tak delikatny, że prawie niewyczuwalny. Jako że zacząłem stosować piankę od razu po pedicure, to dzięki niej efekt absolutnej gładkości utrzymywał się przynajmniej o 7 dni dłużej niż zwykle. A i po miesiącu stopy są o wiele gładsze niż przedtem. Zapewne zawdzięczam to mocznikowi zawartemu w kosmetyku. Opakowanie o pojemności 35ml wystarczyło mi na mniej więcej miesiąc używania. Tak więc nie jest źle. Zazwyczaj nawet dbając o stopy – przyznaję, że nie zawsze chce mi się je codziennie pumeksować – po 2-3 tygodniach trzeba było zrobić pełny pedicure. Dzięki piance czas ten wydłużył się o około półtora tygodnia. Czy kosmetyk przypadnie wam do gustu? Myślę, że ma bardzo duże szanse. Dla mnie to strzał w samą 10!


W szkolnej skali oceniam na bardzo dobry +

Michał

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

ARGANowy i nasz polski on, krajowy!

Mogę spokojnie powiedzieć, że od ponad 6 lat chętnie sięgam po wszelakiego oleje do pielęgnacji mojej skóry. Zaczęło się to moją przygodą z pewną hiszpańską marką kosmetyczną bardzo silnie wpisaną w naturalny nurt pielęgnacji i aromaterapii. Dzięki nim poznałem parę 'alchemicznych' kosmetyków, m.in. takich jak „Woda królowej Węgier”. Jednakże na tamte czasy ceny ich produktów były dla mnie raczej kosmiczne. Dlatego zacząłem szukać alternatyw. I tak znalazłem polską tłocznię olejów. Dzięki niej moje ówczesne klientki z salonu kosmetycznego zauroczyły się olejem z owocu róży, krokosza i wieloma innymi cudownymi eliksirami matki natury. Dzięki temu też baczniej zacząłem przyglądać się temu co pojawia się na polskim rynku kosmetycznym i chętnie szukam w nim rodzimych marek, które potrafią stworzyć naprawdę ciekawe kosmetyki w dobrych, polskich cenach. Jakiś czas temu pisałem wam już o marce GO Cranberry bazującej na żurawinowej mocy. Niedawno jej właściciele, Laboratorium NOVA, wypuścili egzotyczną markę o słowiańskiej nucie GO ARGAN+. Znajdziecie w niej olejki do twarzy i ciała na bazie oleju arganowego wzbogacone skarbami naszej flory. Dziś opowiem wam o jednym olejku do twarzy GO ARGAN+ OGÓRECZNIK. Najpierw jednak słów kilka od twórców koncepcji marki.

Wygładzająco-ujędrniający olejek do twarzy Go Argan+ Ogórecznik – 30ml

WYGŁADZAJĄCO - UJĘDRNIAJĄCY OLEJEK DO TWARZY

Unikalne połączenie tłoczonych na zimno olejów: arganowego* i z ogórecznika
*składnik z certyfikatem ekologicznym

Bogactwo zawartych w obu olejkach składników przeciwstarzeniowych, ujędrniających i nawilżających sprawia, że kosmetyk doskonale pielęgnuje skórę dojrzałą i zdradzającą pierwsze oznaki starzenia. Systematyczne stosowanie olejku wzmacnia barierę lipidową naskórka. Skóra odzyskuje koloryt, blask i elastyczność. Zmarszczki wyraźnie się spłycają a podrażnienia znikają.

Flakon 30ml, cena 59 zł

Ten i pozostałe olejki z linii GOARGAN+ możecie kupić klikając TU


Moje obserwacje



Przede wszystkim szklany flakon, w którym zamknięte są cztery składniki produktu (olej arganowy, olej z ogórecznika, witamina E oraz perfumy), robi ogromne wrażenie. Matowane szkło z elegancką pompką przywodzi na myśl, iż jest to produkt luksusowy. I taki jest również jego zapach. Lekko kwiatowy, lekko cierpki – niczym zielona herbata, przyjemny i na szczęście niedominujący. Zapytacie pewnie: Po co perfumy w takim produkcie? Odpowiedź jest banalnie prosta. Czysty olej arganowy ma specyficzny zapaszek i nie każdy chciałby nim pachnieć. Kosmetyczny eliksir olejowy zawiera wiele cennych składników pielęgnujących. Między innymi: flawonoidy uszczelniające naczynia krwionośne a więc zapobiegające obrzękom., witaminy oraz mikroelementy. Dlatego doskonale nawilża on i zapobiega utracie wody z naszego naskórka. Zwiększenia jędrności nie zauważyłem ale na pewno moja skóra zyskała na świeżości i gładkości. Zatem produkt spisał się doskonale.


W szkolnej skali oceniam na bardzo dobry.


Michał.

niedziela, 27 kwietnia 2014

Paznokcie w stylu „Nie czytasz - nie idę z tobą do łóżka!”

Czasem stylizacja paznokci może wiele powiedzieć o osobie która ją nosi. Dlatego dziś propozycja dla pań lubiących czytać. Choć tak naprawdę to nie tylko dla nich – bo ciekawie prezentuje się na paznokciach każdej z pań. A wykonanie tej stylizacji jest naprawdę banalnie proste. Wystarczy biały lakier, gazeta – najlepiej zwykły dziennik, bo niedrogi a do tego druk najłatwiej przenosi się na paznokcie. Przyda się też top i odrobina alkoholu – czysta wódka, perfumy czy spirytus. Co kto ma pod ręką.

Sposób wykonania:

Na płytkę paznokcia nanosimy biały lakier – ja użyłem Eveline Colour INSTANT nr 30. Jest on lekko perłowy i dzięki temu łatwiej było osiągnąć fakturę papieru na paznokciu. Po nałożeniu na paznokieć dwóch warstw lakieru przystąpiłem do przenoszenia nadruku z gazety na płytkę paznokcia. Do małej miseczki nalałem kilka łyżek wódki i namoczyłem w niej przez kilka sekund gazetę pociętą w paski większe niż cała płytka paznokcia. Następnie przyłożyłem papier do paznokcia i dokładnie docisnąłem go do całej powierzchni. Po kilkunastu sekundach zdjąłem papier a na paznokciu pozostał nadruk oraz kilka papierowych włókienek. Można je usunąć palcem namoczonym w wodzie ale jak pozostanie ich trochę na płytce to nic się nie stanie a uzyskamy przez to ciekawszą fakturę lakieru. Na koniec paznokcie pomalowałem bezbarwnym topem. I gotowe!





Możemy też nanieść nadruk na inaczej pomalowane paznokcie, np. na inspirowane weneckim błękitem, ombre. Tu użyłem Eveline Colour INSTANT nr 30 oraz dwóch niebieskich miniMAX 841 oraz 811 również marki Eveline oraz silikonowej gąbeczki do ich aplikacji.






Ale tak naprawdę wszystko zależy od waszej kreatywności. Miłej zabawy!

Michał

sobota, 26 kwietnia 2014

Moje lśniące włosy bez obciążeń dzięki Oyster

Często do modelowania włosów wykorzystujemy wiele preparatów: pasty, żele, lakiery... Nie zawsze chcemy jednak matowego wykończenia fryzury, ponieważ kojarzymy raczej iż lśniący włos to synonim jego zdrowia i dobrej kondycji. Wiele firm wychodzi nam tu naprzeciw i tworzy różnego rodzaju „nabłyszczacze”. W moje ręce, już jakiś czas temu, wpadła niewielka acz ciekawa i wydajna butelka Ekstra Shine marki Oyster cosmetics. I muszę przyznać, że była to miłość od pierwszego psiknięcia. Ale zanim opowiem wam o samym produkcie jak zawsze kilka słów od producenta.

Fixi Lux - lakier nabłyszczający

Fixi Lux nabłyszczacz jest przeznaczony do wszystkich rodzajów włosów. Nadzwyczajnie nabłyszcza włosy, podkreśla i nadaje im wyrazistości. Produkt „dry spray” do stosowania w końcowym stadium na ułożoną fryzurę. Dzięki lekkiej formule nie obciąża włosów oraz nie natłuszcza ich.

Opakowanie 150ml - cena około 30zł






Moje obserwacje

Kosmetyk zamknięty jest w sporej acz nie za dużej aluminiowej butli, jak lakier do włosów. Produkt rozpylany jest na niesamowitą mgłę, która osiada na włosach i powoduje iż lśnią one jak „lustro”, wyglądają na zdrowe i piękne. Co ważne, jest to „suchy olej” więc nie przetłuszcza i nie obciąża waszej czupryny. No chyba, że wypsikacie naraz „pół” bluetki. Zapach jest delikatny, lekko pudrowy, ociupinkę kwiatowy. Jednak co najważniejsze nie jest on dominujący i ciężki więc nie będzie zakłócał waszych perfum i innych ulubionych zapachów. Używam go dość często, niemalże codziennie, a po kwartale w opakowaniu jest go jeszcze sporo. Jedna rzecz, do której mogę się przyczepić, to użycie nazwy lakier w polskich opisach. Produkt nie utrwala fryzury. A jeżeli już, to tego nie zauważyłem. Więc jeżeli ktoś zakupi go z tego powodu, że jest to lakier nabłyszczający to może się niestety trochę zawieść. Ale dla wielbicieli lśniących włosów będzie to z pewnością rewelacyjny produkt. Czy kupię kolejne opakowanie? Zdecydowanie tak. Ponieważ jest to jeden z moich ulubionych produktów o takim zastosowaniu.

Michał.

piątek, 18 kwietnia 2014

Egzotyczny eco eliksir do męskich włosów

Wiosną wszystko rozkwita. I chyba nic w tym dziwnego, że my również chcemy wyglądać kwitnąco i młodo. Lecz po zimie szarość widać nie tylko na naszej skórze ale często też panoszy się na naszych włosach. Szukamy więc specyfików zarówno do wcierania jak i suplementacji diety, odświeżamy kolor, zmieniamy formę fryzury etc. A wszystko to właśnie po to aby podmuch wiosny ożywił i nas. Spośród kosmetyków poprawiających kondycję naszej czupryny trafiamy na szampony, maski, ampułki i inne specyfiki. W moje ręce wpadł ostatnio ciekawy tonik. Naprawdę ekologicznej i dbającej o naszą planetę marki O'right. Pojawił się on niedawno w jej ofercie więc jest jeszcze świeżynką, z którą na pewno wiele osób nie miało jeszcze okazji się spotkać. Tonik ten występuje w dwóch wersjach. Męskiej – taki posiadam ja. Oraz w wersji damskiej. Warto podkreślić, że zawiera on aż 96% naturalnych składników. Lecz zanim opowiem o nim więcej jak zawsze najpierw głos oddam producentowi.

Hair Tonic for Him. Tonik wzmacniający włosy dla mężczyzn.
(Ginger Root Concentrate) Eau de Cologne

Zastosowanie:
Tonik wzmacniający przeznaczony do pielęgnacji skóry głowy, zapobiegający wypadaniu włosów. Zawiera naturalne wyciągi roślinne, znany już w starożytnych Chinach korzeń imbiru, glukozamina HCL, cynk, witaminy grupy B, żeń-szeń, łopian, hydrolizowane proteiny sojowe i wiele aminokwasów. Zdecydowanie poprawia stan skóry głowy oraz wygląd włosów. Działa antybakteryjne, skutecznie eliminuje łupież i swędzenie skóry. Odżywia korzeń włosa i utrzymuje zdrowszą skórę głowy.




Sposób użycia:
Włosy należy umyć szamponem i wysuszyć. Spryskać suchą skórę głowy odpowiednią ilością toniku i delikatnie masować. Dla uzyskania lepszego rezultatu należy stosować codziennie. Można użyć zawsze wtedy, gdy swędzi skóra.



Uwaga:
Zawiera alkohol spożywczy z fermentacji manioku. Może pojawić się osad co jest zjawiskiem naturalnym i nie wpływa na jakość produktu. Zaleca się przeprowadzenie testu na nadgarstku lub za uchem w celu sprawdzenia, czy pojawi się zaczerwienienie lub reakcja alergiczna.

Moje obserwacje

W przyjemnym dla oka szklanym flakonie zwieńczonym bambusowym korkiem kryje się przejrzysty, muśnięty słońcem płyn o zdecydowanym imbirowym zapachu, okraszony egzotyczną azjatycką nutą, w której na końcu wyczuwam jakby szczyptę mięty. Rozpylony na skórze głowy bardzo przyjemnie wmasowuje się w skórę dając niesamowite uczucie rześkości. Nie nie mylcie tego jednak z chłodem mentolu. Po prostu ma się po jego użyciu wrażenie, że skóra oddycha pełną piersią. Preparat poprzez swoje działanie jak i wmasowanie poprawia ukrwienie skóry a co za tym idzie, odżywienie cebulek włosów. Dzięki temu szybko widzimy, że nasza czupryna odzyskuje witalność. Dodatkowym atutem jest to, iż tonik świetnie sprawuje się jako nietuzinkowa woda kolońska, a jej zapach dodaje nam dynamizmu i pewności siebie. W połączeniu tych dwóch zastosowań okazuje się, że posiadamy idealny kosmetyk.

W skali szkolnej oceniam na bardzo dobry i na pewno będę po niego sięgał również w przyszłości.

Michał


czwartek, 17 kwietnia 2014

Testuję RILLO z Twoim Źródłem Urody

Kochani, rozpoczynam nabór do nowego testu kosmetycznego. A testować będziemy:


Emulsję Rillo. Zapobiega ona nadmiernej potliwości w obrębie pach. Zastosowane składniki skutecznie redukują wydzielanie potu oraz pozwalają ograniczyć częstotliwość stosowania preparatu do niezbędnego minimum.


Więcej informacji o nich znajdziecie TU 

Co zrobić aby dać sobie szansę na otrzymanie kosmetyku do testu? To proste! 

1. Bądź blogerem i obserwuj bloga Twoje Źródło Urody.

2. Na swoim blogu udostępnij jeden z banerów informujących o tym, że bierzesz udział w akcji. Baner ten musi przenosić na bloga www.twojezrodlourody.blogspot.com
Baner musi być zamieszczony w widocznym miejscu i nie może to być podstrona typu - Biorę udział w rozdaniach, ponieważ akcja „Testuję z Twoim Źródłem Urody” nie jest rozdaniem blogowym.

3. W komentarzu pod tym wpisem napisz adres swojego bloga.
4. Jeżeli dołączysz do testu, zobowiążesz się do rzetelnego zaopiniowania produktu na swoim blogu i przesłaniu linka z opinią na adres twojezrodlourdy@gmail.com Nie później jednak niż do dnia wyznaczonego w regulaminie testu.

Nabór do testu trwa od 17 do 24 kwietnia 2014 roku. Wyniki w 24 godziny później pojawią się na fanpage Twojego Źródła Urody na Facebook.

jeden z dwu banerów do wyboru

jeden z dwu banerów do wyboru

Biorąc udział w naborze do testu oświadczasz, że zapoznałaś/eś się z regulaminem i w pełni go akceptujesz. Pełny regulamin dostępny jest TU.


Akcja nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach
i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

wtorek, 15 kwietnia 2014

Cudze chwalicie. A swoje znacie ?

Od pewnego czasu internety zalewa fala zachwytów nad YC i poniekąd słusznie bo wybór zapachów jest bardzo szeroki. Ale gdy co jakiś czas widzę wysyp recenzji zapachów, jednego po drugim tej samej marki, to zaczynam szerokim łukiem omijać miejsca gdzie kiedyś kupowałem ich produkty. I wtedy zacząłem się rozglądać za czymś ciekawszym, czymś bardziej elitarnym. Może to snobistyczne podejście ale czy sprawianie sobie rozkoszy jaką jest dom wypełniony cudownymi wonnościami nie jest snobizmem? Czy nie dlatego każdy marzy, czasem skrycie, by mieć flakon perfum. Taki, którego nikt inny mieć nie będzie? I nie chodzi mi o to, że chcę mieć coś tylko na wyłączność. Bo gdyby było inaczej, czy pisałbym dla was recenzje kosmetyków? A że lubię się dzielić z Wami nietuzinkowymi odkryciami, dlatego też prowadzę tego bloga. Nie znajdziecie tu raczej opinii o produktach kiepskich, ponieważ po pierwsze bardzo świadomie wybieram to czym się otaczam i czego używam. Po drugie, i najważniejsze, życie jest za krótkie by wypełniać je złymi produktami. A dziś chcę się z Wami podzielić właśnie takim moim wyjątkowym odkryciem. A dodatkowo zachwyca mnie to, że osobiście znam dziewczyny które swoją pasję przekuwają w ręcznie robione cudeńka – a robią ich wiele. Lecz dziś będzie o woskach.

Wosk zapachowy – Craft'n'Beauty

Ręcznie wykonane woski zapachowe do pomieszczeń. Polska odpowiedź na woski YC ;) Woski nie tracą swej objętości podczas spalania, bardzo łatwo odchodzą od miseczki w kominku, nie kruszą się, bardzo długo pachną (około 20-25 godzin w formie płynnej), wielokrotnego użytku.

Cena 1 sztuki (około 20g) to 5,15zł

Moje obserwacje

Wybór zapachowy to po prostu zawrót głowy. Każdy znajdzie coś dla siebie. Mamy tu między innymi „Spoconego elfa” pachnącego cukierkami i watą cukrową – po prostu słodkościami z dziecięcych wspomnień. Dla mnie zapach cudownie landrynkowy pełen słodkich marzeń. Jeżeli szukasz mrocznych ale i ciekawych zapachów to zachwycająca jest wanilia z maliną i borówkami. Brzmi jak grzechu warty deser. I taka właśnie jest „czarna malina i wanilia”. Szukasz nuty orientu? Zachwyci cię „Kaszmir”. Otuli zmysłowością paczuli muśniętej kwiatem białego pieprzu, ze szczyptą szafranu oddającego indyjskiego ducha. Masz ochotę na ”sex na plaży”? Znajdziesz i ten zapach inspirowany sławnym drinkiem. Warto też sięgnąć po „Granat w blasku księżyca”. I nie chodzi mi o taki, który nas troszkę rozerwie w księżycową, jasną noc ale o wosk, który uwalnia aromaty granatu, bergamoty, jeżyny a to wszystko okraszone jest irysem, jaśminem korzennym cynamonem, gałką muszkatołową oraz drzewnymi akordami. Zapach który rozpali każdą noc. Trwałość zapachu zamkniętego w wosku jest znaczna a jego intensywność również imponuje. Już po chwili cały dom wypełniony jest tak przyjemnym zapachem, że nie pozostaje nic więcej jak tylko wziąć lampkę wina i dobrą książkę lub przytulić się do partnera i …




A gdy zapach już zaniknie wosku nie trzeba wyrzucać. Wystarczy dodać do niego swojego ulubionego olejku. Choć pewnie i tak sięgniecie wtedy po nowy bo Craft'n'Beauty czaruje wiele ciekawych kompozycji i każdą warto przetestować. A kupicie je wygodnie, wysyłkowo w butiku który prowadzą dziewczyny.


Michał

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Białe noce, biały relaks, białe kwiaty

Zazwyczaj prysznic bierzemy w pośpiechu, w odróżnieniu od kąpieli która ma nas odprężyć. Ale czy to znaczy, że nie mamy oczekiwać relaksu i odprężenia pod prysznicem? Fakt, poświęcamy mu mniej czasu ale i tak może okazać się on przyjemnym rytuałem. Rytuałem pobudzającym nasze ciało i zmysły o świcie lub kojącym, rozgrzewającym, o pełnym odprężającym działaniu po całym dniu przed snem. Ważnym jest dlatego jaki kosmetyk wybierzemy do tego celu. Jako miłośnik wanny i jej szczęśliwy posiadacz przykładam do tego wielką wagę i nie ukrywam, że w mojej łazience wiele mam różnych specyfików na każdą okazję. Dziś mam ochotę na pełną delikatności i odprężenia miksturę. I tu naprzeciw wychodzi mi Tołpa oferując swój żel z linii 'Botanik - białe kwiaty'. Ale najpierw kilka słów od producenta.

Tołpa, Botanik - białe kwiaty. Delikatny żel pod prysznic – (trochę przydługo, ale co tam...)

Wyobraź sobie trzy białe kwiaty. Ich delikatne płatki zrywane o świcie. A później jak przyłożone do skóry nadają jej gładkość. Poczuj ich zapach. Możesz nawet ulec ich działaniu, nie krępuj się.

- brzmi rozkosznie? A to dopiero początek.

Nasz botaniczny żel pod prysznic ma aksamitną konsystencję i subtelny zapach. Delikatnie oczyszcza ciało, nawilża i odświeża. Przywraca komfort i łagodzi podrażnienia. Zawiera przyjazne dla skóry środki myjące dzięki czemu łagodnie się pieni.

Sposób użycia. Nanieś żel na wilgotną skórę i masuj do uzyskania delikatnej piany. Następnie spłucz ciało wodą.

Opakowanie 200ml. Cena około 20 zł.


Moje obserwacje

W białej prostej butelce z ułatwiającą aplikację zakrętką kryje się dość gęsty przeźroczysty żel, bynajmniej jego konsystencji nie nazwałbym aksamitną. Ale jest bardzo przyjemna, nie za gęsta i nie za rzadka. Zapach jest przyjemny, ciepły, kwiatowy choć trochę mydlany. Dobrze rozprowadza się po skórze i całkiem przyjemnie pieni. Jednakże wolę używać go aplikując uprzednio na „siatkową” myjkę, ponieważ piana wtedy jest bardziej kremowa i przyjemnie otulająca. Bardzo dobrze myje skórę i jest całkiem wydajny. Podczas wieczornej toalety doskonale nastraja do snu ale nie tylko. Powiedziałbym, że jest zdecydowanie zmysłowy. W jego składzie znajdziemy to co obiecuje producent – ekstrakty z róży, jaśminu i stokrotki a także proteiny z pszenicy – co gwarantuje jego delikatność oraz skuteczność. Czy sięgnę po niego kolejny raz, przechadzając się między półkami drogerii? Tego nie wykluczam.


W szkolnej skali wystawiam zasłużone bardzo dobry.


Michał.

ekologicznie do potęgi n - O'right

Bardzo często czytam o ekologicznych markach, nie tylko kosmetycznych, choć właśnie te z rynku beauty interesują mnie najbardziej. I dziś opowiem Wam o jednym z produktów na wskroś ekologicznej marki. Bo nie ukrywajmy, że większość „pseudo ECO” opiera się li tylko na stylizacji. Odpowiednio wyglądające opakowanie, pudełko czy szara torba na zakupy i już jesteśmy ECO. I nawet jeżeli składy tych kosmetyków mogą być dobre, to czy to wystarczy by mianować się marką ekologiczną? Moim zdaniem nie, choć to moje subiektywne zdanie. Jakiś czas temu będąc na spotkaniu z marką SeneGence usłyszałem bardzo ciekawą odpowiedź na pewne pytanie:


- Dlaczego wasze kosmetyki nie są pakowane w pudełeczka tylko zabezpieczone naklejką?
- Ponieważ żeby zrobić karton trzeba wyciąć drzewo. A to nie jest ekologiczne wobec ziemi.

siedziba firmy

Prawda, że interesująca odpowiedź? Dlatego zacząłem zwracać większą uwagę na faktyczne eco-podejście „zielonych” marek. I tu na kolana rzuciła mnie marka O'right, o której zapewne jeszcze nie raz tu przeczytacie. Ale w skrócie:

- Siedziba firmy korzysta z odnawialnych źródeł energii
- Opakowania produkowane są z certyfikatem Certyfikat FSC - Paper made from responsible sources. Co oznacza, że są one tworzone z troską o środowisko naturalne.
- W opakowaniu, które kupujesz do domu znajdziesz nasiona roślin – między innymi drzew w butelkach szamponów.
- Opakowanie profesjonalne dla salonów mają możliwość uzupełniania, dzięki czemu nie musisz za każdym razem kupować butelki, wystarczy ECOpak. A te też ulegają biodegradacji.
- No i oczywiście same składy kosmetyków również są przyjazne naszemu środowisku.

nasiona roślin w opakowaniach kartonowych

Niebawem na naszym rynku pojawi się nowe dziecko marki O'right o bardzo ciekawej koncepcji jego powstawania. Otóż czy wiecie ile fusów kawy pozostaje z 16 średniej wielkości kubków kawy? Około 320 gram. I właśnie z takiej ilości kawowych fusów, po odpowiednim przygotowaniu, O'right zrobi 5 gram olejku który znajdzie się w 1000ml szamponu RECOFFEE. Szampon ten ma przyjazną dla środowiska formułę i niesamowicie pielęgnujące właściwości. Jednak to nie wszystko. Z reszty fusów powstanie fotodegradowalna butelka o barwie kawowego napoju ponieważ nie będzie ona sztucznie wybielana. A w samej butelce umieszczone zostanie ziarno kawy. I w ten sposób, po zużyciu naszego kosmetyku możemy zasadzić swoją roślinkę, która wykorzysta energię zamkniętą w butelce do własnego wzrostu.



Moim zdaniem to jest właśnie naprawdę ekologiczna firma, ponieważ troszczy się o środowisko na każdym etapie produkcji jak i używania ich produktu.


Jeżeli was zaciekawiłem to zachęcam was do śledzenia bloga gdyż już niebawem zamieszczę kilka recenzji preparatów do pielęgnacji naszych włosów właśnie tej niesamowitej marki.


Michał