sobota, 29 marca 2014

Maska z kiwi twarz ożywi

Kiedyś nazywano go chińskim agrestem ponieważ stamtąd właśnie pochodzi. Nazwę 'kiwi' zyskał dopiero w XIX wieku kiedy to zaczęto go uprawiać na większą skalę. Jego charakterystyczną, włochatą skórkę kojarzy prawie każdy. Mimo to w Polsce nie cieszy się on szczególną popularnością, co pewnie spowodowane jest jego kwaskowatym smakiem. Owoce kiwi dojrzewają w październiku i listopadzie. Mogą być jednak bardzo długo przechowywane nie tracąc przy tym swoich wartości odżywczych. Nawet po sześciu miesiącach składowania pozostaje w nich 90% witaminy C. Warto zaznaczyć, że jeden owoc kiwi zaspokaja nasze dzienne zapotrzebowanie na tą właśnie witaminę.

Co kryjesz w sobie ptaszku?

Owoc kiwi to kopalnia cennych dla naszego organizmu składników odżywczych. Znajdziemy w nim kwas foliowy i żelazo. Dlatego powinno ono gościć w domach tych, którzy borykają się np. z anemią, ponieważ doskonale wspomagają one procesy krwiotwórcze. Znajdziemy tu również wpływający na poprawę poziomu nawilżenia potas, który doskonale odnajduje się też przy problemach skóry trądzikowej. Podobnie jak obecny w kiwi cynk regulujący choćby wydzielanie sebum oraz łagodzący stany zapalne. Jest w nim również magnez przyspieszający odnowę komórkową. Kiwi to także cenne źródło witamin A, C, E o antyrodnikowym działaniu. Jest tu również witamina K, która oddziałuje na naszą krew. Owoc ten jest również źródłem kwasów organicznych i enzymów, choćby takich jak papaina.

Domowe SPA

Kiwi świetnie odnajduje się nie tylko jako cenny owoc w naszym żywieniu. Równie doskonale sprawdza się w kosmetyce. W gotowych kosmetykach często znajdziemy go w składzie peelingów, w których wykorzystywane są jego pestki oraz zawarte w nim kwasy i enzymy. Odnajdziemy go w balsamach do ust czy do ciała. Poszukać go można w składach kremów do twarzy i maseczek. Jednakże warto też zaznaczyć, że w bardzo prosty sposób możemy przygotować z niego domowe kosmetyki. Takie choćby jak maseczki do pielęgnacji twarzy.

Maseczka dla cery dojrzałej:

1 łyżka zmiksowanego kiwi
1 łyżka naturalnego twarogu

opcjonalnie 1 łyżeczka ulubionego zimnotłoczonego oleju

W miseczce rozgniatamy obydwa składniki na gładką, jednorodną masę i nakładamy na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Zmywamy chłodną wodą po około 20 minutach. Tonizujemy skórę a następnie aplikujemy ulubiony krem.

Maseczka oczyszczająca

1 łyżka glinki zielonej
1 łyżka zmiksowanego kiwi lub tylko jego sok

Opcjonalnie: 1 łyżeczka spiruliny

Składniki rozprowadzamy na gładką, jednolitą masę i nanosimy na oczyszczoną skórę. Jeżeli maseczka wysycha na twarzy możemy ją spryskać wodą termalną. Po upływie około 20 minut zmywamy maseczkę chłodną wodą.


Peeling do twarzy

1 łyżka pulpy z kiwi
2 łyżki mielonej, suszonej porzeczki
1 łyżeczka wysokogatunkowej zimnotłoczonej oliwy

Wszystkie składniki mieszamy ze sobą i peeling gotowy. Stosując go pamiętajmy o tym aby omijać okolicę oczu. Jeżeli nie mamy w domu suszonej porzeczki można ją zastąpić cukrem bądź gruboziarnistą solą. Peeling warto wykonać przez zastosowaniem maseczki.

Kąpiel do stóp

1/3 szklanki soli morskiej
sok z całego owocu kiwi

Kąpiel taka nie tylko odpręży stopy po całym dniu ale również przyjemnie je wygładzi.


Kiwi to naprawdę niedoceniany owoc, po który warto regularnie sięgać nie tylko jako przekąskę, dodatek do sałatki czy deseru ale też w naszym własnym, prostym, domowym SPA.

Michał

piątek, 28 marca 2014

Zachować kolor na głowie JOICO COLOR ENDURE

Nawet najdoskonalsza farba do włosów z czasem traci swoją intensywność a włosy blask. Dzieje się tak z powodu czynników zewnętrznych jak również kosmetyków, których używamy w codziennej domowej pielęgnacji. Farbowany włos wymaga szczególnie troskliwej opieki. Odpowiedni szampon, odżywka czy maska znacząco przedłużą trwałość barwy nie wymywając 'nowego' pigmentu. Odżywki i maski odpowiedniej jakości zapewnią doskonałą kondycję włosowi, domkną jego łuskę czy wręcz odbudują jego strukturę. A wszystko to przyczyni się do zachowania naszej czupryny w stanie idealnym na długi czas. Ale czy pośród wszystkich kosmetyków dostępnych na rynku znajdziemy coś dla siebie? Jako, że niedawno zmieniłem kolor włosów i na mojej głowie znalazła się cudowna czerwień, trzeba było podjąć konieczne kroki aby kolor nie zblakł przedwcześnie. A żaden pigment tak łatwo nie wymywa się z naszego włosa jak właśnie czerwienie. Tak więc za namową specjalisty zajmującego się moją wiosenną metamorfozą, której przebieg zobaczyć możecie TU, sięgnąłem po tajną broń. Ale wpierw, jak zwykle, pozwolę się wypowiedzieć producentowi.

JOICO Szampon - Color Endure

Szampon WOLNY OD SIARCZANÓW. Delikatny dla włosów, delikatny dla koloru szampon do użytku codziennego.

Polecany dla:
• każdego rodzaju włosów farbowanych, zwłaszcza dla odcieni czerwieni i miedzi.
• chroni przed utratą koloru i przedłuża jego intensywność
• podczas wakacji, kiedy kolor jest narażony na negatywne działanie promieni słonecznych i wody morskiej

Cechy:
• Do codziennego stosowania
• Delikatnie myje pielęgnując kolor
• Odżywia, wzmacnia i chroni włosy
• Znacząco zapobiega płowieniu koloru i zmianie odcienia
• pH: 4.5 – 5.5

Rezultaty: Zdrowe, mocne, lepiej układające się włosy o pięknym, żywym i lśniącym kolorze.

Moje wrażenia:

W czerwonej, sporej butelce zamknięto gęsty szampon białawo-perłowej barwy i o delikatnym zapachu. Zapachu lekko cierpkim, jak doskonałego naparu herbacianego. Delikatnie owocowym, ale jakbym wyczuwał w nim również płatki kwiatów. Zapach, którego nie jestem w stanie bliżej opisać lecz jest on bardzo przyjemny i niedominujący. Szampon jest bardzo wydajny. Potrafi się doskonale zapienić ale równie doskonale wypłukuje się z włosów. Muszę przyznać, że tylko po pierwszym myciu po farbowaniu piana bardzo, bardzo delikatnie, prawie niezauważalnie zabarwiła się od czerwieni moich włosów, pomimo że w atelier fryzjerskim była tylko spłukana i nie domywana detergentem. I podczas żadnego kolejnego mycia efekt ten już się nie powtórzył. Szampon naprawdę zapobiega wymywaniu się koloru. Nie zabezpiecza go jednak jak wiele innych szamponów szczególnie dedykowanych czerwieniom – tych zawierających pigmenty uzupełniające to co wymyją. Ten szampon po prostu delikatnie myje, dzięki czemu czerwień jest bezpieczna. Jego pH jest optymalnie kwaśne dlatego nie otwiera on łuski włosa i detergent nie wyrywa spod niej pigmentu.

Lecz nie samym szamponem zachowasz włosy w doskonałej kondycji i spowodujesz, że ich kolor będzie długo olśniewający. Do pomocy przyda się również odżywka. A co o niej mówi producent? Poczytajcie.

JOICO Odżywka - Color Endure

Odżywka WOLNA OD SIARCZANÓW. Zapewnia większą intensywność koloru i jego trwałość

Polecana dla:
• każdego rodzaju włosów farbowanych, szczególnie w odcieniach czerwieni i miedzi
• osób pragnących chronić i przedłużyć trwałość koloru
• podczas wakacji, kiedy kolor jest narażony na negatywne działanie promieni słonecznych i wody morskiej

Cechy:
• Delikatnie odżywia zatrzymując kolor
• Wzmacnia i chroni włosy
• Ułatwia rozczesywanie
• Znacząco zapobiega płowieniu koloru i zmianie odcienia
• pH: 4.5 – 5.5

Korzyści: Włosy są pełne życia i mają intensywny i trwały kolor.

Rezultaty: Zdrowe, mocne, lepiej układające się włosy o pięknym, żywym i lśniącym kolorze.

Moje obserwacje:


W identycznej jak szampon butelce kryje się gęsta, biała i cudownie pachnąca odżywka. Już niewielka jej ilość doskonale pokrywa włosy, otulając je cudownym zapachem oraz pielęgnacją. Zawiera w sobie keratynę i kwas cytrynowy, dlatego włos jest odbudowywany a odpowiednia kwasowość produktu domyka jego łuskę. Dzięki temu nasza fryzura jest jedwabista w dotyku i cudownie lśniąca. Doskonale układa się. I to co dla mnie najważniejsze – po półtorej miesiąca regularnego stosowania kosmetyku czerwień nadal jest intensywna i świeża.

Obydwa kosmetyki w swoim składzie zawierają również peptydy więc włosy są naprawdę doskonale zadbane i lśniące a kolor zachowany. Jestem pewny, że będą one mi długo jeszcze towarzyszyć. Nie tylko z powodu swojej wydajności ale przede wszystkim dlatego, że poradziły sobie z zachowaniem soczystej czerwieni mojej fryzury.


Michał

czwartek, 27 marca 2014

Kręcenie kremu dla początkujących – baza kremowa

Jeżeli czasem zdarza ci się mieć ochotę na stworzenie własnego, doskonałego kosmetyku i niezależnie od tego czy jest to krem, balsam a może maseczka zastanawiasz się czy sobie z tym poradzisz. Zapewne już wiesz, że kosmetyk taki to emulsja, w której łączymy „olej” z wodą i aby nie rozdzielały się one (jak na przykład w dwufazowym płynie do demakijażu) musi zostać użyty odpowiedni emulgator. To on ustabilizuje waszą emulsję tak aby nie rozdzielały się od siebie fazy tłuszczowa oraz wodna. Jeżeli obawiasz się, że dokonanie tego nie jest łatwe a mimo to chcesz „ukręcić” swój własny krem, warto sięgnąć po gotową bazę kremową.


Na rynku kosmetycznym funkcjonuje kilka sklepów oferujących ją w sprzedaży. W przypadku niektórych ofert z 30ml bazy można stworzyć 100ml kremu a nawet i 200ml mleczka. W przypadku innych potrzebnych jest jej 50ml aby uzyskać podobne ilości. Swoją pierwszą bazę zakupiłem w sklepie www.e-naturalne.pl i od razu ujęła mnie ona łatwością z jaką wkręca się w nią składniki aktywne, hydrolaty oraz inne pielęgnujące ingrediencje. Pamiętać jednak trzeba o kilku zasadach, które pozwolą cieszyć się doskonałym, domowym i indywidualnie dostosowanym do naszych potrzeb, kosmetykiem. Otóż w gotowych bazach znajdziemy już zazwyczaj wiele ciekawych składników takich jak masło shea czy cenne oleje np. olej migdałowy oraz witaminy. Dzięki temu baza taka doskonale nadaje się do użycia jako krem nawet beż żadnych dodatków.

Jeżeli chcesz wykonać krem czy maseczkę pielęgnującą, twój kosmetyk powinien mieć następujący skład:

  • 80% bazy kremowej – mówimy tu o bazie z e-naturalnie. 
  • 10% wody demineralizowanej, hydrolatów lub olei o właściwościach pielęgnujących np. arganowego.
  • 10% składników aktywnych np. ekstrakty roślinne, alantoinę czy mocznik.

Gdy zaś chcesz uzyskać lekką emulsję np. do ciała, użyj:
  • 60% bazy kremowej
  • 40% niech stanowią dodatki takiej jak woda, hydrolaty. Olej niech nie przekroczy 15%, natomiast składniki aktywne 10% całości twojego produktu. Będziesz mieć wtedy gwarancję tego, że kosmetyk nie zacznie się rozdzielać.


Gotowa baza zawiera już w sobie konserwant, który bezpiecznie pozwoli zabezpieczyć nasz domowy kosmetyk na nawet 6 miesięcy. Dzięki czemu już nie musimy się przejmować i tym zagadnieniem. A nasz krem czy balsam będzie mógł posłużyć nam jeszcze przez jakiś czas. A w dodatku bezpiecznie.

Na naszym kanale YouTube w kolejnym odcinku z serii Kup lub Zrób, zobaczycie jak prosto zrobić na jej podstawie domowy kosmetyk.


Michał

poniedziałek, 24 marca 2014

Testuję PILARIX z Twoim Źródłem Urody

Kochani rozpoczynam nabór do nowego testu kosmetycznego. A testować będziemy:


Krem mocznikowy PILARIX 100ml marki Lefrosch  


PILARIX krem to nowoczesny preparat skutecznie zapobiegający nadmiernemu rogowaceniu skóry. Poprzez zwiększenie nawilżenia warstwy rogowej naskórka przyspiesza procesy regeneracji skóry w przebiegu wielu dermatoz, działa przeciwzapalnie.

Więcej informacji o nim znajdziecie TU



Co zrobić aby dać sobie szansę na otrzymanie kosmetyku do testu? To proste.

1. Bądź blogerem i obserwuj bloga Twoje Źródło Urody.
2. Na swoim blogu udostępnij jeden z banerów informujących o tym, że bierzesz udział w akcji. Baner ten musi przenosić na bloga www.twojezrodlourody.blogspot.com
3. W komentarzu pod tym wpisem napisz adres swojego bloga.
4. Jeżeli dołączysz do testu zobowiązujesz się do rzetelnego zaopiniowania produktu na swoim blogu i przesłaniu linka z opinią na adres twojezrodlourdy@gmail.com nie później jednak niż do dnia wyznaczonego w regulaminie testu.

Nabór do testu trwa od 25 do 30 marca 2014 roku. Wyniki w 24 godziny później pojawią się na fanpage Twojego Źródła Urody na Facebook.

baner akcji

baner akcji


Biorąc udział w naborze do testu oświadczasz, że zapoznałaś/eś się z regulaminem i w pełni go akceptujesz. Pełny regulamin dostępny jest TU.

Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach
i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).


piątek, 21 marca 2014

Wampirzy look poskromimy – krem pod oczy Eye Fresh

Mówi się o nich zwierciadła duszy. A jak wiadomo, tak jak każde cudnej urody zwierciadło wymaga pięknej i nieskazitelnej ramy tak też i nasze oczy, by odbijać blask naszej duszy, uśmiechów czy zalotności, wymagają aby skóra wokół nich wyglądała nieskazitelnie. Dlatego często zdarza mi się szukać wśród „sklepowych półek” specyfiku, który sprawi iż moje spojrzenie odzyska blask. Blask utracony przez zarwane noce, ten blask, który zabiera ze sobą upływający czas. Bo nie ukrywajmy, te trzydzieści pięć już prawie wiosen powoli daje znać o sobie. Nie znaczy to, że sen z powiek spędzają mi zmarszczki. Bo w większości powstałe od uśmiechu, dodają mi raczej uroku. Przynajmniej w oczach moich i moich bliskich. Ale że często po nocach długo przesiaduję to i spojrzenie zmęczone jest czasem. Zacienione, jakby lekko wampiryczne czasem. Dlatego chętnie sięgam po specyfiki takie jak Eye Fresh marki Mary Cohr. Ale nim ja opowiem wam o tym jakie są moje wrażenia dotyczące tego specyfiku pozwolę wypowiedzieć się, jak zawsze, producentowi.

Eye Fresh
Drenujący krem na okolicę oczu

Doskonały produkt dla kobiet i mężczyzn na zmęczoną, opuchniętą okolicę oczu. Dzięki ekstraktowi z czereśni i Caffeine®, likwiduje efekt ciężkich powiek i przeciwdziała zatrzymywaniu wody. Ekstrakt z mikroalg Dermochlorella zmniejsza cienie i pobudza mikrocyrkulację. Twoje spojrzenie nabierze świeżości, energii i lekkości.


cena ok 141 zł 

Moje obserwacje

W 15ml tubce zakończonej ułatwiającym aplikację dzióbkiem znajduje się kremożel o bardzo przyjemnej lecz wcale nie lejącej się konsystencji. Dzięki niej doskonale aplikuje się oraz niesamowicie rozprowadza się po skórze i bardzo szybko wchłania. Zapach jest bardzo słabo wyczuwalny, co w przypadku kosmetyków pod oczy jest zaletą, i jest subtelny jakby zapach kwitnącej łąki, świeżej i czystej. Spośród składników aktywnych szczególną uwagę zwrócić należny na kofeinę poprawiająca mikrocyrkulację, żel z aloesu, ekstrakt z algi chlorelli, doskonale wygładzające i ujędrniające pektyny. Dodatkowo znajdziemy tu jeszcze dwutlenek tytanu i mikę. Ale nie sądzę, aby ich zawartość istotnie wpływała na rozjaśniające działanie kremu. Już po kilku dniach używania skóra wygląda zdecydowanie jaśniej i świeżo. A po następnych kilku tygodniach znikają zacienienia i worki pod oczyma. I co dla mnie jest równie istotne, stosowanie tego kremu daje też i o wiele szybsze efekty. Bowiem zastosowany rano, po nieprzespanej nocy, powoduje iż ta nie odciska już swojego piętna tak silnie na mojej twarzy.


Z czystym sumieniem, w skali szkolnej wystawiam mu ocenę: celujący.


Michał

środa, 19 marca 2014

Termalna woda zdrowia doda

Suche powietrze jak też wiele czynników zewnętrznych bardzo często podrażnia i uwrażliwia naszą skórę. Niezależnie czy mamy lato i wysokie temperatury wspomagane są palącym słońcem. Czy jest zima, gdy na dworze smaga nas mróz a w mieszkaniach rozgrzane i suche powietrze będące efektem centralnego ogrzewania. A jesień i wiosna też nas nie rozpieszczają i naprzemiennie smagają naszą skórę. Przydałoby się wtedy coś co ukoi i przyniesie ulgę. I w ten czas lubię mieć na podorędziu cudowne hydrolaty. Ale czasem zdarza mi się też sięgnąć po wodę termalną. Tym razem czas na VICHY. Nie będę owijał w bawełnę ale produkty marek koncernu do którego należy VICHY nieczęsto goszczą w mojej łazience. Dlatego sam jestem w szoku, że sięgnąłem po ten a nie inny produkt. Ale najpierw, jak zwykle, głos należy się producentowi.

UPIĘKSZAJĄCA WODA DO SKÓRY WRAŻLIWEJ

W 100% czysta, naturalna Woda Termalna. Doskonale łagodzi podrażnienia, wspiera naturalne mechanizmy obronne skóry, stymuluje regenerację komórek*. Swoje właściwości zawdzięcza wyjątkowemu pochodzeniu. Wydobywana z głębi skał magmowych, zawiera aż 15 minerałów niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania skóry.

* Test in vitro.

Moje obserwacje:







W przyjemnym dla oka i dłoni opakowaniu zamknięta jest po prostu woda. Co prawda musi to być woda, która podgrzewana jest przez wnętrze naszej planety i dzięki temu znajdują się w niej cenne dla nas pierwiastki i minerały. Jednak jej cena powoduje, iż jestem raczej sceptyczny i nie kupuję jej litrami ale raczej sporadycznie – raczej dla snobizmu i połechtania własnego ego. To prawda, uwielbiam tą mgiełkę którą robi spray wypełniony wodą z apteki. I to uczucie gdy osiada ona na mojej skórze uwalniając ją od „stresu”, napięć i podrażnień. Pamiętam jednak, by nie pozwolić jej odparować ze swojej skóry. Gdyż zabiera ona wtedy również moją naturalną wilgoć i wręcz ją po prostu wysusza. A tego moja skóra nie lubi. Czy zauważyłem jakieś inne działania? Raczej nie. Jeżeli chcę ukojenia i pielęgnacji sięgam po bogatsze w składzie hydrolaty – różany, azahar, miętowy, czy taki na jaki najdzie mnie właśnie ochota. Ale po wodę termalną i tak będę sięgał co jakiś czas. Dlaczego? Bo poprawia mi to nastrój i koi a to wystarczający powód. Czy będzie to akurat Vichy? Niewykluczone. Tym razem oceny nie będzie. A wy? Czy sięgacie po wody termalne?

Michał

sobota, 15 marca 2014

Ust maliny są nie tylko dla dziewczyny... czyli pierwszy wspólny TEST BLOGERÓW

W ostatnich czasach coraz chętniej sięgamy po usługi oferowane nam przez lekarzy medycyny estetycznej. Ostrzykujemy się toksyną botulinową by wyglądać młodziej, przestać się pocić to w jednych, to w innych miejscach. Usuwamy naskórek kwasami medycznymi aby odzyskać świeżą i młodą cerę. Wypełniamy bruzdy, dokonujemy iniekcji koktajli składników odżywczych. W zacisznych sterylnych gabinetach wypełniamy również i nasze wargi chcąc osiągnąć pełnię kształtu. A może i szczęścia? I nie mam zamiaru negować tego w żadnym przypadku ponieważ jestem zdania, że każdy robi to co uznaje za słuszne. A skoro to nie szkodzi zdrowiu a poprawia samopoczucie oraz (w swoim odczuciu) wygląd, to czemu nad tym załamywać ręce? Zachowajmy jednak zdrowy rozsądek i niepohamowanie gnani ku ulotnemu szczęściu i wątpliwemu pięknu nie zmieniajmy się w maszkarona. Z przykrością stwierdzam, że u niewielu osób widziałem jak dotąd doskonale czy chociaż poprawnie 'zrobione' usta. Bardzo często przypominają one obrzmiałe parówki, tracąc przy tym naturalność i powab. Dlatego z tak wielkim zainteresowaniem, a jednocześnie lekką nutą sceptycyzmu, podszedłem do nowego na polskim rynku produktu marki DermoFuture Precision. Bo niby jak wielkie efekty mógłby dać taki preparat? Ale najpierw, jak zawsze, oddam głos producentowi.

Hialuronowy Wypełniacz Ust

Wypełniacz do ust klinicznie potwierdzony, dzięki swej zmikronizowanej strukturze i zawartości kwasu hialuronowego działa jak poduszka, podpora dla zapadniętej skóry. Dzięki właściwościom fizykochemicznym zwiększa nawodnienie w okolicy zmarszczki, dzięki czemu skóra staje się bardziej elastyczna i odporna na zaginanie. Wypełniacz nie podrażnia ust, stymuluje ich gładkość oraz wypełnia zmarszczki palacza wokół ust.

Kolagen - odpowiedzialny za elastyczność skóry, regeneruje komórki.

Super Size Complex - usta nabierają koloru, ujędrniają się i pobudzone zostaje krążenie.

Kwas hialuronowy - substancja naturalnie występująca w organizmie człowieka. Dzięki niej tkanki są odpowiednio nawilżone, a skóra utrzymywana w odpowiedniej sprężystości. Nie zakłóca również naturalnych funkcji skóry ani nie wywołuje reakcji alergicznych. Dzięki kwasowi hialuronowemu poprawimy kształt i kontur warg, skorygujemy ich asymetrię, czy powiększymy je gdy są zbyt wąskie. Usta będą jędrne, nawilżone, a drobne zmarszczki wokół nich zostaną zniwelowane.

Badania kliniczne potwierdzają wyraźnie większe usta i mniejsze zmarszczki. Pierwszy efekt już po 5 minutach od zastosowania. Po 28 dniach stosowania usta stają się wypełnione i powiększone a zmarszczki znikają.

Moje obserwacje:

Po pierwsze produkt ujmuje prostą tubką, w której się znajduje oraz wygodnym i prostym aplikatorem. Dzięki temu naprawdę łatwo go rozprowadzić na wargach. Kosmetyk ma gęstą konsystencję tłustego kremu, zapewne dzięki masłu shea, które wysoko plasuje się w składzie i kilku jeszcze tłuszczy. Zapach jest bardzo delikatny i przyjemny. Po pierwszym użyciu przez moment czułem lekkie mrowienie. Przy kolejnych aplikacjach wrażenie to już się nie pojawiło. Choć być może to ja się na nie „uodporniłem” i przestałem je po prostu odczuwać. Nie wiem. Ale nie to jest tu istotne. Po 5 minutach nie zauważyłem wyraźnych rezultatów w postaci powiększenia ust.. Natomiast już po dwóch dniach używania zdecydowanie poprawiło się nawilżenie warg. Zaczęły znikać cieniutkie linie odwodnieniowe wokół ust a i sama czerwień ust wygładziła się. Po tygodniu usta stały się zdecydowanie jędrniejsze i bardziej mięsiste. I nie nie zrobiły się wielkie jak parówy ale na pewno pełniejsze. Po około trzech tygodniach moją uwagę zwróciło to, że kontur ust się powiększył. Lecz zawiedzie się ten, który spodziewa się że jego usta będą wielkości porównywalnej jak u rdzennej ludności Czarnego Lądu. Zanotowałem też poprawę kolorytu warg a jędrność i nawilżenie były już dobrze zauważalne nie tylko przeze mnie. Po kolejnym tygodniu aplikacji nie zauważyłem już wyraźniejszego powiększenia. Lecz efekt, który uzyskałem jak najbardziej mnie satysfakcjonuje. I jeszcze jedna rzecz, która wydała mi się ważna i warto na to zwrócić uwagę. Po odstawieniu kosmetyku usta wróciły do poprzedniego stanu. Nie stało się to jednak szczególnie szybko. Zatem jak dla mnie, wypełniacz ten ma wielką zaletę - gdy potrzebuję „powiększyć usta” stosuję go 3-4 razy dziennie. By podtrzymać efekt wystarczy już raz dziennie. A gdy mam ochotę to odstawiam go by za jakiś czas do niego wrócić. Kolejną zaletą jest też cena produktu. Można go mieć zawsze wtedy gdy najdzie nas na niego ochota. I dlatego, że lubię balsamy do ust mam go zawsze przy sobie i sięgam po niego wtedy gdy jest mi potrzebny. Czy kupię go ponownie? Na pewno tak. Szczególnie zimą bo świetnie zabezpieczył mnie w tym roku przed wiatrem czy chłodem. 



Wypełniacz ten testowany był również przez innych blogerów w ramach akcji „Testuję z Twoim Źródłem Urody”. Serdecznie zachęcam do zobaczenia jak u nich sprawdził się ten produkt:

Opinia Dorotki „Kropeczki”:
„...sięgnęłam po niego z takim trochę niedowierzaniem bo jak niby zwyczajny krem ma powiększyć moje usta , ale...” 


Opinia Margarety „Cosmefreek”:
„ … usta stają się nieco bardziej pełne. Nie, nie powiększone, ale takie jakby bardziej "mięsiste" :) Odkrywacie także, że kosmetyk ten rewelacyjnie nadaje się jako podkład przed aplikacją pomadki. Nie dość, że dobrze nawilża, to szybko się wchłania … „
Opinia Kamili „A new life”:

"Nie wiem czy zregenerowało mi komórki, ale za to ujędrniły się moje usta." 


I też już niebawem ogłoszę kolejny nabór do wspólnego testowania.
Zapraszam.


Michał

piątek, 14 marca 2014

Pozwól skórze odetchnąć, czwartek z O`right

Biostudio
Czwartek to dzień jak co dzień – ale ten był jednak wyjątkowy. Całe dzisiejsze spotkanie zorganizowane zostało przez OrganicsBeauty Concept. Po około godzinnej podróży z serca stolicy znaleźliśmy się w malowniczo położonej enklawie zieleni w Podkowie Leśnej, gdzie mieści się doskonale wyposażone Biostudio. Miejsce, w którym w synergii z naturą można kompleksowo zadbać o zdrowie i piękno całego ciała w oparciu o wiedzę starannie dobranego i wyszkolonego zespołu specjalistów. Nasza wizyta skupiła się na zabiegach oferowanych przez Klinikę Pięknego Włosa. Właścicielka i założycielka tego miejsca, doktor Beata Pawlik-Stopińska, w kilku prostych słowach opowiedziała nam o tym czym zajmuje się to niesamowite miejsce, po czym przedstawiła nam najczęstsze problemy dotyczące stanu naszych włosów. Opowiedziała o tym co skraca a co przyczynia się do wydłużenia „życia” naszych włosów. Zwróciła również naszą uwagę na to, że bardzo często problemy z nimi związane wskazują nam na fakt, że z naszym organizmem może dziać się coś niedobrego i wtedy na pewno sami, nawet z pomocą dostępnych na rynku specyfików, nie poradzimy sobie w walce o piękną i bujną czuprynę. Niestety często sami doprowadzamy do tragedii stosując niewłaściwe odżywianie – monotonne diety ubogie w różnorodne składniki odżywcze. Pani doktor opowiadała też jak wszechogarniający nas stres współczesnego świata również wpływa degradująco na to co tak bardzo chcielibyśmy utrzymać w jak najlepszej kondycji. Niestety czasem kurując nasze organizmy, choćby w trakcie leczenia chorób układu krążenia – np. lekami przeciwzakrzepowymi – możemy znacząco skrócić anagen – fazę aktywnego wzrostu włosa, poprzez co włosy dosłownie sypią nam się z głowy. Na szczęście, po zakończeniu kuracji farmakologicznych, zmiany te w zdecydowanej większości są odwracalne.

Blogery :) i Pani Beata Pawlik-Stopińska

Kolejnym etapem spotkania była fachowa diagnoza trychologiczna przeprowadzona u całej naszej czwórki zaproszonej do kliniki pięknego włosa Biostudio przez pracujące tam fryzjerki. Dzięki mikrokamerze oceniony został stan naszej skóry, ilość oraz gęstość owłosienia, jak też stan samego włosa. Dzięki temu indywidualnie dobrano nam zabiegi regeneracji jak też zalecono kosmetyki do kontynuowania kuracji w domu.

niesamowity peeling do skóry głowy

regenerujemy się wszyscy

różana odżywka

oczyszczanie skóry na początek

i masaż ^^

orzeźwienie i witalność

Sama kuracja odbywała się na doskonałych ekologicznych kosmetykach marki O`right, którą na spotkaniu reprezentowały właścicielki polskiego jej przedstawicielstwa – Organics Beauty Concept. Mój zabieg rozpoczął się peelingiem Pear Wood Exfoilating Gel. Basia – fryzjerka, której niesamowite dłonie wykonywały zabieg – rozdzielała pasma włosów i aplikowała preparat na skórę mojej głowy. Potem delikatnym a zarazem mocno odprężającym masażem dokładnie oczyściła ją z martwych komórek naskórka. Peeling, dzięki przyjemnemu uczuciu chłodu zadziałał bardziej pobudzająco od filiżanki mocnej kawy. Myślę, że uczucie niesamowitego odprężenia było zasługą bardzo sprawnego masażu. Następnie moje włosy zostały dokładnie umyte szamponem oczyszczającym. Teraz nadeszła kolej na samą regenerację. Tym razem zastosowano szampon z ekstraktami jagody goi oraz ponownie zaserwowany został cudownie odprężający masaż głowy i bambusowa maska o silnie nawilżającym działaniu. A po osuszeniu włosów... znów masaż z użyciem pobudzającego sprayu z jagodami goi. Na koniec pozostało już tylko ułożyć moją czuprynę i z o wiele lżejszą głową chwilkę poczekałem aż swoje zabiegi zakończą pozostałe uczestniczki spotkania. I tak oto zakończyła się ta cudownie odprężająca wizyta w Klinice Pięknego Włosa (Biostudio).

czas na pokrzepienie i herbatkę

nowe TONIKI - o męskim niebawem napiszę

moja zadowolona i odnowiona czupryna

A o kosmetykach O`right na pewno jeszcze nie raz napiszę. Ponieważ bardzo ujmuje mnie sama koncepcja jaki działanie produktów tej marki. TU znajdziecie moją wcześniejszą opinię na temat szamponu z zieloną herbatą. Teraz czas na moje wrażenia. Po zabiegu włosy są miękkie, jedwabiste i przyjemne w dotyku. One odzyskały cudowny blask a ja zyskałem sporą dawkę pozytywnej energii na resztę dnia. No i to uczucie lekkości i świeżości jeszcze przez dłuższy czas utrzymujące się na skórze. Myślę, że czasem warto nie tylko w domu ale właśnie w dobrym salonie fryzjerskim oddać się tak kompleksowemu zabiegowi i takiemu relaksowi.


Michał

wtorek, 11 marca 2014

Naturalnie, że ze Szwecji

Dosłownie kilka miesięcy temu, na polskim rynku pojawiła się nawa szwedzka marka L:A BRUKET. Do naszego kraju sprowadziła ją firma SEVA, dzięki której mogliśmy wcześniej poznać markę WISE. Firma stworzyła też niepowtarzalne miejsce, w którym uzyskamy holistyczną opiekę oraz poznamy ciekawe i istotne informacje o pielęgnacji. Będziemy też mogli zanurzyć się w świecie piękna dzięki możliwości skorzystania z nietuzinkowych zabiegów pielęgnujących wykonywanych na selektywnie i bardzo starannie dobranych kosmetykach. Miejsce to przeniesie nas w typowo szwedzki klimat. W minimalistycznej a przez to pięknej atmosferze daje się wyczuć wiedzę i doświadczenie dobrego ducha tego miejsca jakim jest pani Jadwiga Malik. Pani Jadwiga jest pasjonatką naturalnej pielęgnacji potrafiącą przekazać wiele cennych informacji, jak również zarazić swoją pasją.


Dziś jednak skupię się bardziej na nowej marce. Produkty L:A BRUKET powstają z wysokiej jakości składników, z których zdecydowana większość jest organiczna. Gwarantuje to ich wyjątkowe właściwości jak i wysokie bezpieczeństwo ich stosowania połączone efektywnością działania. Swoje oszałamiające zapachy zawdzięczają olejkom eterycznym. Między innymi z trawy cytrynowej, ciemnej wanilii, róży czy uzyskiwanego z liści pomarańczy petigrain. W kosmetykach tych znajdziemy również sól morską, algi oraz wiele innych cennych składników.


Niezależnie czy sięgniemy po mydła, sole, peelingi a nawet wodorosty służące do niesamowicie działającej kąpieli, kosmetyki te dają nam gwarancję że nasza łazienka zamieni się w luksusowe i wyjątkowe SPA. Wszystkie kosmetyki zamknięte są w prostych, wręcz ascetycznych opakowaniach niesamowicie praktycznych i przyjemnych dla oka. W ofercie tej marki znajdziemy również świece, które doskonale wpasują się w klimat relaksu i przyjemności. Już niebawem podzielę się z wami moimi recenzjami niektórych z tych niesamowitych preparatów.


W siedzibie SEVA na ulicy Karowej 18a w Warszawie znajdziemy również suplementy diety. Choćby CHRISTOCYANINE zawierającą fiktocyjaninę będącą silnie skoncentrowanym płynnym ekstraktem ze spiruliny, której moc warto wykorzystać na przykład podczas przejścia zimy w wiosnę aby wzmocnić i wspomóc w ten sposób swój organizm. Dodatkowym miłym akcentem podczas wizyty w gabinecie jest to, że podczas konsultacji możemy napić się wody z cytryną i sokiem z kwiatu czarnego bzu.


Michał