czwartek, 30 stycznia 2014

Nowości rynkowe

W połowie stycznia, w czwartkowe popołudnie, w siedzibie Pearl Beauty Clinic & SPA w hotelu Intercontinental w samym sercu Warszawy odbyło się ciekawe spotkanie, które zgromadziło kilku blogerów oraz dziennikarki urodowe. W gościnnych i przyjemnych wnętrzach kliniki przedstawiciele marki SeneGence reprezentowanej przez Dream Skin zaprezentowali nam bardzo ciekawe produkty do makijażu jak również filozofię firmy, której klientami są choćby Christina Aguilera. Na pewno dobrze kojarzycie jej czerwone usta, pomalowane właśnie niesamowicie trwałą pomadką tej marki.


Pomadki LipSense dostępne w Pearl Beauty Clinic & SPA
Spośród naprawdę szerokiego wachlarza produktów moją uwagę przykuły najbardziej trzy. Podkład, który po nałożeniu na twarz bez użycia żadnej bazy czy korektora idealnie ukrył mocne zaczerwienienie oraz widoczne naczynka krwionośne modelki, nie tworząc przy tym maski a dając bardzo naturalny, zdrowy i promienny wygląd. Kolejnym cudem marki, chyba jej sztandarowym produktem, są pomadki. Wymagają one co prawda precyzji i płynności ruchu w trakcie nakładania kolejnych warstw, oraz sporej dozy cierpliwości – do momentu nałożenia błyszczyka nie wolno zamknąć nawet na moment ust by nie zepsuć efektu i nie skrócić trwałości makijażu. Jak już wspomniałem trzeba nałożyć trzy warstwy pomadki w formie błyszczyka a na koniec nałożyć faktyczny błyszczyk – rozświetlający, z drobinkami złota,srebra lub matowy – nadając ustom kuszący, soczysty i trwały nowy wymiar. Natychmiast po zakończeniu aplikacji pomadka nie ma prawa pozostawiać śladu na szklankach i nie tylko... Zatem, drogie panie, nie musicie już nieustanie poprawiać swojego wizerunku. Dużą zaletą, jak dla mnie, jest to że produkty te nie są pakowane w kartoniki, które przecież i tak zaraz lądują w koszu. A to gwarantuje że nie są wycinane bez potrzeby drzewa na produkcję zbędnego, jakby na to nie patrzeć, opakowania. Ciekawym produktem jest również kosmetyk do powiększania ust. Ale o nim postaram się napisać kiedy indziej.

Na zakończenie poszliśmy zwiedzić Pearl Beauty Clinic & SPA z jego oszałamiającym widokiem na panoramę Warszawy. Widok ten na pewno zwiększa doznanie relaksu w trakcie masażu na 43 piętrze hotelu Intercontinental. Przez resztę wieczoru, a myślę że nie tylko, pomadki  LipSense nie schodziły z ust pań (dosłownie i w przenośni) :) 

Michał  

środa, 29 stycznia 2014

Testuj z Twoim Źródłem Urody

Baner informujący o braniu udziału w AKCJI
Akcja skierowana jest głównie do blogerów - do każdego testu będziemy prowadzili nabór przez tydzień od ogłoszenia. 


Jeżeli jesteś blogerem musisz umieścić na swoim blogu nasz baner informujący o tym, że bierzesz udział w naszej akcji oraz obserwować naszego bloga. Ilość osób testujących będzie zmienna i uzależniona od ilości produktów do testu, którymi będziemy dysponować. Informacja o tej liczbie będzie publikowana każdorazowo wraz z ogłoszeniem naboru do kolejnej akcji. Jeżeli zakwalifikujesz się do danego testu otrzymasz przesyłkę zawierająca produkt, który będziesz testować. Zobowiązujesz się jednocześnie do wyrażenia rzetelnej opinii na temat testowanego produktu. Na test masz maksymalnie jeden miesiąc – po tym czasie opinię musisz opublikować na swoim blogu zaznaczając, że jest to opinia produktu otrzymanego w ramach akcji „Testuję z Twoim Źródłem Urody”. 


wtorek, 28 stycznia 2014

Nawilżanie wprost z morskich otchłani

Siarczyste mrozy i wiatr nie wpływają na naszą skórę najkorzystniej. Przesuszona, podrażniona skóra wymaga intensywnej i wzmożonej troski. Co prawda, gdy wychodzimy na dwór powinniśmy raczej wybierać kosmetyki o cięższej, tłustszej konsystencji ale jeśli trzeba dać skórze odrobinę komfortu i ukojenia warto sięgnąć – na noc – po lżejszy, mniej natłuszczający aczkolwiek doskonale dbający o naszą cerę, krem. Nawet jeżeli nie jest to krem ukierunkowany na nocną pielęgnację.

KREM NAWILŻAJĄCY - MOISTURIZING OXYGEN FACE CREAM marki Olos

Cała energia i korzystne właściwości wyciągów pochodzenia morskiego na twojej skórze. Kremowa konsystencja zawierająca naturalne wyciągi zapewnia intensywne nawilżenie twojej skóry.

Przeznaczenie: Dla tych, którzy wiedzą jak ważne jest nawilżanie.

Składniki aktywne: Wyciąg z Chlorella Vulgaris, bioplankton, atomizowana woda morska, witamina E, kwas hialuronowy.

Krem zamknięty jest w przyjemnym dla oka i dłoni plastikowym słoiczku o standardowej, jak dla kremów, pojemności 50ml. Ma delikatnie morską barwę, choć może to moje subiektywne odczucie bieli. Przyjemny, ledwo wyczuwalny, zapach przywodzi mi na myśl świeżość i lekki aromat nadbrzeżnej łąki pełnej subtelnych ziół. Konsystencja jest delikatna ale nie na tyle aby lekko nie natłuścić skóry i dzięki temu zabezpieczyć jej przed chłodem i uciekaniem wody z naskórka i głębszych warstw skóry właściwej. Rozprowadza się na skórze delikatnie i dość szybko się wchłania. I choć na skórze pozostaje delikatny film, nie sprawia on żadnego dyskomfortu. Skóra nie świeci się a raczej odzyskuje blask wypoczętej i zdrowej skóry. Krem jest bardzo wydajny.

Po tygodniu stosowania:

Już po pierwszym zastosowaniu skóra wygląda na wypoczętą i mniej podrażnioną, A to dzięki ekstraktowi z chlorelli wspomagającemu gojenie oraz detoksykację i ujędrnianie skóry. Skóra już po 7 dniach widocznie odzyskuje zdrowy wygląd i kondycję.

Po dwu tygodniach:

Wyraźnie gładsza skóra dzięki widocznej poprawie nawilżenia. Zaczynam widzieć również poprawę jędrności i sprężystości skóry. Poza tym ukojenie jakie dał krem jest niesamowite.

Nawet podczas zimy można odnaleźć oazę ukojenia :)



Michał

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Czekoladowa rozkosz stoi w szkle.

Na dworze zimno, zawierucha że aż nie chce się wychodzić z domu. Ale czasem trzeba...
Nic lepiej nie poprawia nastroju niż czekoladowa kąpiel i pielęgnacja. Nic dziwnego więc w tym, że potrzeba ciepła, podniesienia poziomu endorfin i tęsknota za wiosną spowodowała, że sięgnąłem po trzy czekolady ze Starej Mydlarni. Kawior, olejek do masaży (nadaje się jako dodatek do kąpieli) oraz płyn do kąpieli potrafią już na samą myśl o nich poprawić humor. Ale czy sprawdzą się w starciu ze zmęczeniem zimowym? Zatem po kolei i oddaję głos producentowi.

CHOCOLATE kawior do kąpieli o słodkim, głębokim aromacie czekolady, bogactwo minerałów zamknięte w miniperełkach – doskonale oczyszczają i ujędrniają skórę, zapewniając jej optymalny poziom nawilżenia. Nadają skórze miękkość i jedwabistość.

100 ml wystarczyło mi na jedną kąpiel. Przyjemną, relaksującą i niesamowicie odprężającą kąpiel. Działania pielęgnującego nie zauważyłem ale na pewno pomogły mi wrócić do pełni energii po trudnym zimowym dniu. A o ten efekt mi właśnie chodziło.

Czekoladowy płyn do kąpieli - delikatne żele posiadające neutralne pH z zawartością prowitaminy B5, roślinnej gliceryny, bez konserwantów – doskonale oczyszczają, nawilżają i regenerują skórę.

W smukłej szklanej butelce kryje się ciemnobrązowy żel o uwodzicielskim i kuszącym aromacie. Nie jest on może nazbyt gęsty ale i nie jest zbyt rzadki – po prostu w sam raz. Tworzy doskonałą, kremową, zwartą i gęstą pianę. Cudownie koi po całym dniu. A dodatkowym atutem jest to, że nie wysusza skóry.

Olejek do masażu i kąpieli - zapewnia prawdziwie odprężającą kąpiel w aromacie słodkiej czekolady, otulając ciało aurą luksusu i zmysłowej przyjemności. Poprawia ukrwienie skóry, rozkurczając napięte mięśnie. Doskonale odżywia i nawilża skórę, pozostawiając ją jedwabiście miękką. Polecany szczególnie do suchej i zmęczonej skóry.


W tym przypadku 100ml to spora ilość - olejek jest bardzo wydajny. Już niewielka jego ilość wlana do wanny powoduje, iż kąpiel staje się nie tylko zmysłowa, pełna czekoladowego aromatu i odprężenia ale i wyraźnie poprawia nawilżenie i odżywienie skóry. A po kąpieli doskonale sprawdził się w sypialni…

Czekoladowe przyjemności nie zawsze muszą być tuczące ale zazwyczaj potrafią pobudzić nie tylko apetyt na słodycze.

Michał

wtorek, 21 stycznia 2014

Puszysta chmurka do pielęgnacji twarzy i ciała.

Na rynku kosmetycznym znajdziemy wiele maseł do pielęgnacji. Jedne o bardzo gęstej i bogatej konsystencji, a inne zaś o wiele lżejsze. Często aromatyzowane są na wszelkie sposoby. Tak więc znajdziemy masła o owocowych, mleczno-miodowych nutach czy rozgrzewających, korzennych aromatach sklepów kolonialnych. Zadaniem ich jest poprawa natłuszczenia naszej skóry a dzięki temu poprawa jej nawilżenia. Dziś chciałbym pokazać wam jak banalnie prosto, samemu zrobić nieskomplikowane acz efektowne masło do ciała, które na pewno podbije wasze serca i zadba o wasze ciała. A jeżeli wzbogacone zostanie o cudowną moc olejków eterycznych to już zupełne holistycznie zaopiekuje się wami. Masło to ma niesamowicie lekką konsystencję – ale co najistotniejsze, pozbawione jest ono jakichkolwiek konserwantów a mimo to może być całkiem długo przechowywane w domowych warunkach.

Ingrediencje:

10 gram masła kakaowego
25 gram masła shea
25 gram oleju kokosowego
10 gram oleju migdałowego (możecie użyć również oleju arganowego, z nasion róży czy innego wysokogatunkowego ulubionego oleju)
20 kropli olejku eterycznego (ja wybrałem pomarańczowy ale wy użyjcie takiego, żeby zapach się wam podobał)

W wygodnym naczyniu, które ułatwi później użycie miksera ręcznego – na kąpieli wodnej upłynnijcie masło kakaowe, masło shea oraz olej kokosowy. Starajcie się aby woda nie wrzała a była tylko bardzo ciepła. Dzięki temu roztopicie tłuszcze lecz nie stracicie ich właściwości pielęgnujących. Gdy tłuszcze się już połączą można przestać je ogrzewać i dodać do nich olej płynny. Dokładnie mieszamy a gdy mikstura osiągnie temperaturę około 30 stopni Celsjusza dodajemy olejek eteryczny. Pamiętajcie by nadawał się on do kontaktu ze skórą, a nie tylko do kominków aromaterapeutycznych! Jeżeli użyjecie nierafinowanych tłuszczy wasze masło samo z siebie będzie miało aromat czekolady i kokosu. Można się wtedy pokusić o dodanie aromatu wanilii lub olejku o zapachu kawy lub zrezygnować z dodatków aromatycznych zupełnie. Następnie wstawiamy nasz kosmetyk do lodówki na 30-40 minut lub do zamrażalnika na 15-20 minut. Po tym czasie, gdy tłuszcze już prawie zupełnie stężeją, ubijamy je mikserem na najwyższych obrotach przez około 5 minut. Gdy tylko powietrze zostanie uwięzione w naszym maśle zacznie ono przypominać zarówno w wyglądzie jak i konsystencji porządną bitą śmietanę. Będzie ono lekkie jak chmurka nawet po przełożeniu do słoika. Nie musimy go trzymać w lodówce, wystarczy mu temperatura pokojowa. Nasz kosmetyk możemy przetrzymywać tyle czasu ile głosi najkrótsza data ważności składników użytych do stworzenia go. Zatem jeżeli np. wszystkie mają rok ważności to tyle ma czasu można przechowywać wasz nowy domowy kosmetyk. Lecz jeżeli jeden z nich ma np. 3 miesiące to wasz kosmetyk bezpieczny będzie właśnie przez taki czas.

Masło możecie stosować zarówno na dzień jak i noc, pielęgnować nim stopy, dłonie, całe ciało. Zostawia ono, co prawda, lekki tłuszczowy płaszczyk na skórze ale szybko zauważycie jak bosko wasza skóra odzyskuje nawilżenie i promienny wygląd.


Michał

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Zielony ptaszek – mydło do mycia rąk od Lumene

W moim domu zużywam go naprawdę spore ilości, podobnie jak kremów do rąk. Dlatego ucieszyłem się gdy wpadło mi w ręce mydełko z serii Angry Birds marki LUMENE. Przede wszystkim dlatego, że bardzo przypadły mi do gustu inne produkty z tej linii. Dziś zatem napiszę kilka słów o zielonym ptaszku z maliną arktyczną. Najpierw jednak oddam głos producentowi:

Mydło w płynie z ekstraktem z arktycznej maliny

Delikatne mydło w płynie myje skórę rąk pozostawiając ją czystą i odświeżoną. Nie zawiera parabenów.

Produkty Lumene są odpowiednie zarówno dla kobiet i mężczyzn w każdym wieku, a nawet dla najmłodszych fanów Angry Birds.

Moje obserwacje:

W bardzo przyjemnym dla oka opakowaniu z pompką kryje się przeźroczysty, subtelnie pachnący maliną, żel o konsystencji bardziej płynnej niż żelowej. Mydło nie pieni się obficie lecz nie przeszkadza to w jego działaniu. Bardzo dobrze i nie agresywnie myje skórę, pozostawiając ją odświeżoną i bardzo subtelnie pachnącą. Dla mnie to spory atut ponieważ zapach ten nie wpływa w jakikolwiek sposób na zapach stosowanych przeze mnie kremów do rąk ani się z nimi nie gryzie.

W skali szkolnej oceniam na dobry + (plus za pomysł)

Michał 

niedziela, 19 stycznia 2014

Soczysta esencja piękna i zdrowia.

Pochodzi z Ameryki Południowej a pierwsze informacje o nim dotarły do Europy około 1493 roku wraz z żeglarzami zdobywającymi razem z Krzysztofem Kolumbem kontynent Amerykański. Przez długie lata ananasy pojawiały się jedynie na królewskich stołach, ze względu na wysokie koszty hodowli szklarniowej. Dopiero z czasem zaczęto je importować z ciepłych, subtropikalnych krajów. W Polsce jeszcze 20 lat temu dostępny był jedynie w puszkach zalany słodkim, lepkim syropem. Na szczęście już od jakiegoś czasu bez większego problemu można go kupić w dobrej jakości a jego cudowny, aromatyczny i soczysty miąższ przywołuje natychmiast smaki lata i beztroski. Myślę, że już domyśliliście się, że mowa dziś będzie o ananasie. Jego sok działa nie tylko orzeźwiająco na nasze ciało ale także pokonuje niestrawność, ból brzucha, kolkę a dodatkowo regeneruje i wzmacnia organizm.


Owoc ananasa to kopalnia składników pozytywnie oddziałujących na nasz organizm. Znajdziemy w nim wiele cennych mikro i makroelementów. Jest w nim wapń, magnez, fosfor, żelazo, sód, miedź, cynk i mangan, który ma duży wpływ na naszą przemianę materii. W owocu tym obecne są również witaminy A, C,oraz te z grupy B, między innymi kwas foliowy. Osoby dbające o linię na pewno ucieszy fakt, że ananas jest niskokaloryczny a ponadto jest źródłem unikalnego zestawu enzymów – bromelainy oraz kwasów owocowych, które przyspieszają spalanie tłuszczu w organizmie. Bromelaina ma tą pozytywną cechę, że stosowana zewnętrznie doskonale usuwa martwe komórki naskórka nie podrażniając przy tym nawet wrażliwych skór.

Domowe SPA

Najprostszym domowym kosmetykiem jest po prostu czysty sok ananasowy naniesiony na skórę choćby przy pomocy wacika. Na skórze pozostawiamy go około 15 minut i zmywamy letnią wodą. Dzięki temu prostemu zabiegowi łatwo pozbywamy się zrogowaciałego, martwego naskórka odzyskując świeży i promienny wygląd.

Maseczka odżywczo–odświeżająca

maseczka odżywczo-odświeżająca
2 łyżki gęstej śmietany lub jogurtu naturalnego
2 łyżki pulpy ananasowej (uzyskanej ze świeżego owocu)
1 łyżka skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej

Wszystkie składniki mieszamy na jednolitą papkę. Dodatek skrobi zagęszcza nasz domowy kosmetyk. Ale jeśli jej nie masz lub nie chcesz używać, nie ma takiej konieczności. Maseczkę aplikujemy na twarz, szyję i dekolt z pominięciem okolicy oczu i ust. Zmywamy ją po około 15-20 minutach.

Maseczka oczyszczająca

maseczka oczyszczająca
2 łyżeczki glinki zielonej
1 łyżeczka świeżego soku ananasowego

Glinkę łączymy z sokiem i mieszamy na jednolitą, gęstą pastę. Jeżeli wolisz luźniejszą konsystencję dodaj trochę więcej soku - jeżeli wolisz treściwszą, dosyp jeszcze odrobinę glinki. Zieloną glinkę możesz zastąpić swoją ulubioną np. białą. Pamiętaj aby nie stosować jej na okolicę oczu. Po upływie 15 minut zmywamy maseczkę. W międzyczasie możemy zraszać ją np. wodą termalną jeżeli za szybko wysycha.

Ananasa możecie spokojnie uprawiać w domu, w doniczce. A potrzebny jest do tego tylko pióropusz liści wyrastający z owocu. Lubi on słońce ale potem jego owoce oddają nam właśnie to słońce przypominając o lecie nawet w środku zimy.

Michał

 

piątek, 17 stycznia 2014

Wyniki rozdania z Pascarelli

Zestaw nowoczesnej biżuterii wędruje do :

Katarzyny Wierzby 

Gratuluję

Dane do wysyłki proszę przesłać na adres twojezrodlourody@gmail.com

Michał


wtorek, 14 stycznia 2014

Całuję Twoją dłoń, madame - Intensywnie pielęgnujący krem do rąk GoCranberry

Pielęgnacja dłoni to bardzo ważny element mojej codziennej pielęgnacji. I nic w tym dziwnego skoro to właśnie dłonie są moją wizytówką, moim narzędziem pracy. Jako kosmetyczka, często dotykam swoimi dłońmi skóry twarzy czy ciała moich pacjentów. Ale wymogi mojego zawodu szczególnie mocno narażają moje dłonie na nieprzyjazne im częste mycie. Tak, kontakt z woda jest u mnie nagminny. Podczas zabiegu pielęgnującego czyjąś skórę przeciętnie moczę dłonie pięciokrotnie, do tego mycie dłoni przed i po każdym zabiegu. Sporo tego. A przecież narażam je również na wiatr czy mróz zimą, palące słońce latem, detergenty podczas sprzątania i nie zliczę chyba w jakich momentach jeszcze. Aż dziw, że moje dłonie wciąż są gładkie i przyjemne w dotyku. Dlatego tak ważne dla mnie jest to by znaleźć krem do rąk idealny.

Obietnica producenta:

HYPOALERGICZNY
  • Zawiera kompleks 7 składników aktywnych
  • Bez konserwantów i alergenów
  • Zawiera składniki z certyfikatem ekologicznym
  • Przebadany dermatologicznie
  • Produkt nie testowany na zwierzętach
  • W testach konsumenckich 100% badanych doceniło właściwości użytkowe kremu


Intensywnie pielęgnujący krem do rąk GoCranberry szybko przynosi ulgę suchym dłoniom. Zawarty w kremie kompleks 7 składników aktywnych czyni go niezwykle efektywnym. To właśnie dzięki niemu krem doskonale nawilża i regeneruje przesuszoną skórę rąk. Pozostawia je miękkie i wygładzone. Ekstrakt z owoców żurawiny wygładza skórę i efektywnie wzmacnia jej odporność na niekorzystne działanie czynników zewnętrznych. Masła arganowe i Shea, odżywiają, dostarczając cennych witamin. Zmiękczają skórę dłoni a także tworzą film ochronny zabezpieczający przed niekorzystnymi czynnikami takimi jak: wiatr, mróz, detergenty. Olej ze słodkich migdałów i olej z pestek moreli pielęgnują nawet najbardziej wrażliwą skórę. Czysta lanolina redukuje szorstkość i suchość skóry oraz podrażnienia i zaczerwienia. Krem stosowany systematycznie sprawi, że skóra rąk szybko odzyska odpowiednie nawilżenie, stanie się miękka i miła w dotyku.

Moje obserwacje:

Praktyczne i bezpieczne opakowanie kryje w sobie bogaty w konsystencji i składzie krem barwy białej. Nie jest on gęsty jak masło do ciała ale wystarczy zaaplikować na dłoń by poczuć jak bogaty jest to krem. Pachnie soczystością owoców, bardzo przyjemnie i naturalnie. Rozprowadza się doskonale i gładko, a my szybko czujemy działanie drogocennych maseł i olei. Tak, jest on tłuściutki, lecz to nie wada a zaleta. Dzięki temu nasza skóra jest doskonale nawilżona i odżywiona, a poprzez to doskonale elastyczna i przestają jej być straszne trzaskające mrozy, czy smagające skórę wiatry. Zawarte w kosmetyku cenne składniki uzyskane z orzechów Masłosza i Argani Spinosy w połączeniu z cudownymi właściwościami żurawiny (owłaściwościach tego owocu przeczytasz TU) powodują iż nasze dłonie są nie tylko doskonale odżywione ale i zabezpieczone przez zgubnym wpływem czasu i wolnych rodników. W przypadku moich dłoni krem doskonale spisywał się stosowany zarówno na dzień jak i na noc. Warto też zwrócić uwagę na fakt, że jest to produkt polski.

Po 14 dniach stosowania:

Moje dłonie są gładkie, skóra jest zdecydowanie bardziej elastyczna ale i jakby jędrniejsza i co najważniejsze dla mnie, doskonale nawilżone. Po wyjściu na dwór nie czerwienią się nawet podczas silnych zimnych wiatrów.

W szkolnej sali wystawiam mu ocenę : bardzo dobry + 


Michał

Porcelanowa twarz dzięki białej glince

Nazywana jest również glinką chińską lub porcelanową. W lecznictwie wykorzystywana jest od zamierzchłych czasów a o jej niezwykłych właściwościach wspominał nawet Galen. Swoje właściwości zawdzięcza zawartym w niej składnikom mineralnym. Z powodzeniem stosowana jest zarówno zewnętrzne w postaci past, dodatków do ablucji, maseczek czy kremów. Często znajdziemy ją również w składzie pudrów, zasypek i cieni. W medycynie naturalnej zaleca się ją również do przyjmowania wewnętrznego. Picie wodnego roztworu glinki poprawia trawienie, oczyszcza organizm z toksyn i podobno świetnie pomaga na kaca. W jej składzie znajdziemy przede wszystkim krzem, wapń, magnez, potas, sód i żelazo. Zawartość krzemianu glinu przyspiesza proces gojenia – zabliźniania ale działa również ściągająco – zwęża pory skóry. Kaolin łagodnie oczyszcza, delikatnie usuwa martwe komórki naskórka ale przede wszystkim łagodzi podrażnienia przywracając równowagę skórze.

W kosmetyce stosuje się glinkę na przykład z powodu jej właściwości absorbowania nadmiaru łoju, dzięki czemu skóra przestaje się błyszczeć. Jednocześnie odbiera ona w ten sposób pożywkę bakteriom a zatem minimalizuje ona objawy trądziku. Jednocześnie zwęża ona pory skórne, dzięki czemu skóra jest czyta i zdrowsza. Bogaty mineralny skład glinki działa również odmładzająco, przyczyniając się do spłycania płytkich zmarszczek. Pomaga ona również napinać skórę i wygładzać ją, a poprzez to wizualnie wspomaga młodszy i promienny wygląd.

Domowe SPA

tonik matujący
Jeżeli skończyła Ci się pasta do zębów lub szukasz naturalnych metod pielęgnacji jamy ustnej można sięgnąć po glinkę białą. Wystarczy zanurzyć wilgotną szczoteczkę do zębów w sproszkowanej glince i wyszczotkować nią zęby. Skutecznie usuwa ona kamień i osady, delikatnie wybiela - a co najważniejsze, niweluje przykry zapach z ust i działa antybakteryjnie.

Tonik matujący:
100 ml hydrolatu (dostosowanego do wymagań skóry np. różany odmładza, miętowy odświeża)
3 łyżeczki glinki białej

Do butelki wsypujemy glinkę, zalewamy ją hydrolatem i mieszamy, po czym odstawiamy na około 2 godziny. Po tym czasie wystarczy przed użyciem ponownie wstrząsnąć, nanieść tonik na wacik i przecierać skórę.

Peeling:
2 łyżeczki glinki białej
2 łyżeczki naturalnego ścierniwa (ja preferuję suszone i mielone owoce czarnej porzeczki ale możesz użyć np. nasion maku lub otrąb pszennych)
2-3 łyżeczki tłoczonego na zimno oleju np. ze słodkich migdałów, arganowego, jojoba. Możesz zastąpić go wodą demineralizowaną lub hydrolatem jeżeli nie chcesz peelingu, który może zostawić tłusty film na skórze.

Wszystkie składniki mieszamy i okrężnymi ruchami rozprowadzamy na skórze twarzy z pominięciem okolic oczu. Zmywamy letnią wodą.

Maseczka odżywcza:
2 łyżeczki glinki białej
2 łyżeczki oleju ze słodkich migdałów lub innego oleju wysokogatunkowego
2 łyżeczki hydrolatu różanego

Glinkę najpierw łączymy z olejem a dopiero potem dodajemy hydrolat. (jeżeli zrobimy to odwrotnie olej nie połączy się z maseczką). Co prawda maseczka będzie delikatnie rozdzielała się (olej nie łączy się z hydrolatem). Wystarczy jednak delikatnie rozmieszać ją pędzelkiem tuż przed aplikacją by uzyskać jednolitą masę. Rozprowadzamy ją na skórze z pominięciem okolic oczu i ust. Po upływie około 20 minut zmywamy letnią lub chłodną wodą.

Glinka biała ma bardzo duże spektrum działania. Dlatego warto zaopatrzyć się w nią - zwłaszcza, że szczelnie zamknięta ma bardzo długi okres przydatności od użycia.


Michał

wtorek, 7 stycznia 2014

Dermedic – MENQLUSIV – ekskluzywny balsam dla skóry wrażliwych mężczyzn

Golenie, zwłaszcza tradycyjnymi golarkami, nie obchodzi się ze skórą najlepiej. A jeżeli dodatkowo zaczynasz się dopiero golić lub zmieniasz w swojej maszynce ostrza na nowe, często narażasz się na dodatkowe uszkodzenia. Nawet maszynki elektryczne potrafią zadziałać drażniąco na twoją skórę. Więc jeżeli twoja skóra twarzy nie jest szczególnie wrażliwa, po goleniu wymaga umiarkowanej pielęgnacji. A jeżeli masz delikatną skórę? Nie pozostaje ci nic innego jak sięgnąć po odpowiednie kosmetyki przygotowujące ją do golenia. Ważne jest abyś sięgał po odpowiednie produkty łagodzące i przewracające skórze równowagę i zwiększające jej komfort. Dziś powiem wam zatem parę słów o chłodzącym balsamie po goleniu marki DERMEDIC.

CHŁODZĄCY BALSAM PO GOLENIU według producenta

Składniki aktywne:

Questice Powder, Capislow, Alantoina, D-Panthenol, Urea

Zalecany do pielęgnacji skóry normalnej, skłonnej do podrażnień ponieważ:


  • Łagodzi podrażnienia po goleniu
  • Koi podrażnienia spowodowane mechanicznymi uszkodzeniami naskórka
  • Daje przyjemne uczucie chłodu
  • Spowalnia proces odrostu włosów
  • Działa łagodząco i antyoksydacyjnie
  • Intensywnie i długotrwale nawilża
  • Wygładza naskórek i zwiększa jego elastyczność
  • Łatwo się wchłania
  • Nie pozostawia uczucia lepkości


Sposób użycia:
Niewielką ilość preparatu wmasować delikatnie w skórę. Stosować po każdym goleniu

Rezultat:
Nawilżona, zregenerowana skóra, bez podrażnień

Moje obserwacje:

Wygodna w użyciu szara butelka o pojemności 150ml, zamyka w sobie lekki jak mleczko balsam po goleniu. Jego jedwabista konsystencja sprawia, że na skórze rozprowadza się błyskawicznie i równie szybko się wchłania. Kosmetyk ma bardzo subtelny, delikatny prawie niewyczuwalny zapach. Lekko miętowy, delikatny ale męski. Balsam ten zaskoczył mnie szybkością łagodzenia podrażnień oraz efektem chłodu na skórze. Nie jest to efekt zamrożenia lecz przyjemnego chłodu. Porównałbym to z wrażeniem delikatnej bryzy. Pamiętacie jak wasze rozgrzane ciało rozciągnięte na gorącym nadmorskim piasku odczuwa ten wilgotny przyjemny wiatr? Chłodny, przyjemnie muskający i taki właśnie jest dla mnie ten efekt chłodzenia. Balsam ten również doskonale nawilża skórę. A wszystko to bez pozostawienia jej lepką, czy pokrytą nieprzyjemnie tłustą warstewką.

W szkolnej skali oceniam go na bardzo dobry +

Michał

GRANAT w pielęgnacji dla wrażliwców od AA

Owoc granatu jest jednym z moich ulubionych i na szczęście coraz częściej można go kupić za przystępną cenę w całkiem niezłej jakości. Owoc ten kryje w sobie wiele cennych składników i substancji. Nie będę się o nich teraz rozpisywał a zainteresowanych odsyłam do wcześniejszego artykuł TU. Znajdziecie w nim wiele cennych informacji o tym owocu. Uwielbiam jego dodatek w kosmetykach gdyż gwarantuje to zazwyczaj świetne ich działanie. Więc wyobraźcie sobie jakaż była moja radość gdy w moje ręce wpadły produkty polskiej marki AA zawierające właśnie ekstrakty z tego cudownego owocu. Niestety często bywa jakieś ALE... ale o tym za chwilkę najpierw kilka słów od producenta.


Odżywczy żel do mycia ciała z granatem, oczami producenta


Aksamitny żel wyjątkowo delikatnie oczyszcza skórę oraz zapewnia niezapomniane doznania dla zmysłów. Naturalna betaina doskonale nawilża skórę i nadaje jej wyjątkową gładkość. Organiczny ekstrakt z owoców granatu, pochodzący z certyfikowanych upraw ekologicznych, intensywnie regeneruje i odżywia skórę, przywracając jej elastyczność. Dzięki niemu twoja skóra odzyska witalność, miękkość i świeżość.  

Skład:

AQUA, GLYCERIN, AMMONIUM LAURYL SULFATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, BETAINE, PARFUM, POLYGLYCERYL-4-CAPRATE, PUNICA GRANATUM FRUIT EXTRACT, HELIANTHUS ANNUUS (SUNFLOWER) SEED OIL, CITRIC ACID.

Moje wrażenia:

Przyjemna dla oka tuba zamyka w sobie przezroczysty żel. Ma przyjemną, lekką, nie za gęstą konsystencję, co gwarantuje wygodną aplikację. Tworzy on delikatną, wręcz subtelną pianę prawie niewyczuwalną. Więc jeżeli lubicie gęstą kremową pianę to ten produkt tego nie zapewni. Nie umniejsza to jednak jego myjących właściwości. Oczyszcza on skórę dobrze, pozostawiając ją z delikatnym zapachem. Producent pisze, że produkt nie zawiera żadnych alergizujących składników, olejków eterycznych oraz wielu innych substancji. I to się chwali. Ale natychmiast nasuwa się pytanie. Dlaczego produkt zawierający ekstrakt z granatu, który posiada sam z siebie wyraźny charakterystyczny zapach, tego właśnie owocu zawiera dodatek perfum? Przecież takie dodatki dość często powodują reakcje alergiczne? Wracając jednak do samego kosmetyku, spełnił on swoje zadanie jako żel myjący, ale niestety nie zauważyłem żadnych działań odżywczych nawet po miesiącu codziennego używania. Niestety nie skłania mnie to do ponownego sięgnięcia po niego w przyszłości.

W szkolnej skali oceniam go na dostateczny + (plus za delikatność)  

Drugim produktem z tej linii, który udało mi się przetestować jest Olejek do kąpieli z ekstraktem granatu. Olejki do kąpieli zawsze stanowiły moje ulubione dodatki do kąpieli. I jak poprzednio, najpierw słów kilka od producenta.

AA Sensitive Nature SPA Olejek do kąpieli okiem producenta:

Rozpieść ciało kąpielą z dodatkiem olejku z organicznym ekstraktem z owoców granatu, który stymuluje komórki do odnowy i chroni skórę przed przedwczesnym starzeniem się. Kompozycja cennych składników regenerujących zmiękcza i wygładza naskórek.

Dodaj kilka kropli do ciepłej wody i rozkoszuj się kąpielą.

Moje wrażenia

30 ml szklane opakowanie z pipetą gwarantuje dokładne odmierzanie produktu, choć lakoniczne określenie 'kilka kropli' niewiele mówi. Po dodaniu pięciu kropli nie wyczuwałem prawie w ogóle zapachu. Po dodaniu dziesięciu, stawał się on wyraźniejszy choć jak dla mnie, zbyt subtelny. Po dodaniu 20, olejek zaczął być wyczuwalny na skórze a zapach miał już przyjemne natężenie. Lecz dopiero 30 kropli na pół wanny wody dał mi wystarczająco nawilżający i natłuszczający efekt. Moja skóra jest raczej sucha i wymaga mocniejszego natłuszczenia, ale 30 a nawet 20 kropli to już nie jest kilka, a kilkadziesiąt. Zapach olejku jest przyjemny i 'granatowy'... choć w składzie ekstrakt z tego owocu jest ponownie poniżej perfum. Jeżeli zaś chodzi o efekty. Na pewno kąpiel działa odprężająco, olej słonecznikowy w składzie natłuszcza a zatem i nawilżenie, a właściwie jego poprawa, zauważalna. Produkt jest wydajny, mimo tego iż używałem go więcej niż przewidywał (zalecał) producent.

W skali szkolnej oceniam na mocny dobry.

Michał

sobota, 4 stycznia 2014

Nowoczesna i zarazem dziewczęca z Pascarelli

Biżuteria podkreśla to jaka jesteś, dodaje uroku ale przede wszystkim poprawia humor. Więc jeżeli masz ochotę pokazać światu, że jesteś nowoczesna ale i lubisz blask kryształów Svarowski to może zwrócisz uwagę na markę Pascarelli. Łączy ona w sobie nowoczesność zarówno w formie jak i w materiałach użytych podczas jej tworzenia. Wysokiej jakości sylikonowa obrączka zwieńczona sporym koszyczkiem, w którym osadzony jest kryształ o cudownym blasku. Spośród wielu barw znajdziesz na pewno tą, która doda Ci dziewczęcości, lub ukaże odrobinę mrocznego cybernetycznego charakteru.

Dopełnieniem całości są kolczyki. Mogą być prostymi „zakrętkami” lub bardziej klasycznymi w kształcie lecz z pazurem nowoczesności.

Dostępne są one w sklepie: sklep Strefa SPA

A dla jednej osoby czytającej naszego bloga mamy komplet składający się z widocznych na zdjęciu kolczyków na zawieszce i pierścionka. Sponsorem nagrody jest www.strefa-spa.pl

Co zrobić?

1 - Obserwować naszego bloga
2 - Udostępnić informację o rozdaniu u siebie na blogu/ facebook / lub google +
3 - W komentarzu napisz dlaczego to Ty masz zdobyć ten zestaw oraz napisz gdzie udostępniona została informacja o rozdaniu 

Rozdanie trwa od 4 do 14 stycznia b.r. Wyniki pojawią się zarówno na blogu jak i na naszym fanpage Facebook 2 dni później.


Pełny regulamin dostępny TU. Wzięcie udziału w rozdaniu oznacza pełną akceptację regulaminu.


biżuteria Pascarelli występuje w wielu kolorach

Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach
i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 

piątek, 3 stycznia 2014

Parabeny, zło wcielone czy niewinna ofiara ECO nagonki?

Czym są parabeny:

Estry kwasu hydroksybenzoesowego o działaniu bakteriobójczym i grzybobójczym; stosowane jako środki konserwujące leków i kosmetyków; mogą przyczyniać się do występowania uczuleń. Parabeny stosowane są w kosmetykach, żywności i lekach od lat 40. ubiegłego wieku. Są najczęściej stosowanymi konserwantami w kosmetykach wielu kategorii. Dlaczego? Bo skutecznie chronią produkt przed mikroorganizmami a jednocześnie są powszechnie uznane za bezpieczne. FDA zaklasyfikowała dwa parabeny: metyloparaben i propyloparaben jako tzw. GRAS czyli bezpieczne do stosowania w żywności. Dodawane są one do deserów owocowych, galaretek, esencji kawowych, dżemów, zup, marynat, słodzików, barwników organicznych, aromatów podatnych na grzyby i bakterie. 

Fakty i mity:

1. Parabeny są doskonałymi konserwantami.

Na pewno można o nich powiedzieć, że należą do najczęściej stosowanych. A dzieje się tak dlatego, iż wykazują silne działanie niwelujące niekorzystny wpływ drobnoustrojów, bakterii i pleśni, które mogą rozwijać się w kosmetykach z dodatkami wody. Jednocześnie nie modyfikują one produktu, do którego zostały dodane. Pozostawiają bez zmian kolor, smak, zapach i konsystencję leków, artykułów spożywczych czy kosmetyków.

2. Parabeny działają jak estrogeny.

Tak. Podobnie jak piwo dzięki chmielowi czy produkty z dodatkiem soi oraz wielu innych surowców pochodzenia roślinnego (dynia, orzechy, kapusta, koniczyna). Pamiętajmy, że parabeny słabo przenikają przez skórę a za to chętnie i bez większych zastrzeżeń przyjmujemy je w lekach czy żywności.

3. Parabeny zawarte w antyperspirantach wywołują raka piersi.


W badaniach przeprowadzonych w 2004 r. parabeny wykryto we wszystkich próbkach pobranych od 20 kobiet chorych na raka piersi. Dlatego kontrowersyjne jest ich stosowanie w antyperspirantach i dezodorantach. Już w 2003 roku pojawiać zaczęły się publikacje na ten temat. Szczególnie znane i nagłośnione przez media były te stworzone przez dra Philippe Darbre – jak np. „Underarm cosmetics and breast cancer” (Kosmetyki stosowane w okolicach pach a rak piersi). Zespół dra Darbre co prawda nigdy takiej zależności w sposób wiarygodny nie wykazał ale informacje te padły na podatny grunt. Szczególnie dlatego, że zaledwie dekadę wcześniej tym samym antyperspirantom zarzucono gromadzenie się toksyn w organizmie z powodu zablokowania procesu pocenia się. Nadal nikomu nie przyszło do głowy, że parabeny przyjmujemy też w lekach i jedzeniu a nie tylko w kosmetykach. Lecz to właśnie w kosmetykach zostały uznane za szczególnie szkodliwe. W latach następnych rzekomy związek parabenów zawartych w antyperspirantach i dezodorantach z przypadkami zachorowań na raka piersi był wielokrotnie dementowany, popierane to było wiarygodnymi wynikami badań, lecz opinii publicznej już to nie interesowało.


4. Parabeny są przyczyną alergii

To prawda, parabeny są stosunkowo silnymi czynnikami alergizującymi. Warto jednak rozważyć dwie sprawy. Po pierwsze – jeżeli substancja jest szkodliwa to szkodzi każdemu w takim samym prawie stopniu – niektórym mniej bo mają silniejsze organizmy. Alergeny oddziałują tylko na wybrane jednostki o szczególnej wrażliwości na dany czynnik. Warto tu również nadmienić, że wiele ze związków zawartych w roślinnych wyciągach jest również mocno alergizująca. Choćby wyciąg z tak dobroczynnego rumianku czy aloesu potrafi dać się we znaki uwrażliwionym na niego użytkownikom. Czy w takim razie nie należałoby również zabronić używania i tych preparatów? Istnieje ryzyko, należy więc je minimalizować. Pamiętajmy jednak o tym, że nie ma praktycznie składnika, na który nie byłaby uczulona mniejsza czy większa grupa osób. Oczywiście zawsze warto pomyśleć o zmniejszeniu ryzyka ale ponownie przypominam, że parabeny znajdują się zarówno w lekach, jedzeniu i kosmetykach – czemu więc tylko w tych ostatnich dopatrujemy się zła wcielonego?

5. Kosmetyki zawierające parabeny są niebezpieczne dla człowieka.

Pamiętać należy, że kosmetyki z legalnych źródeł muszą być rejestrowane i dokładnie przebadane. Nie chodzi tu tylko o to jak działają na skórę. Producenci poddają je wielu testom i jeżeli cokolwiek odbiega od wysokich norm jakie muszą spełniać kosmetyki, preparat taki nie jest dopuszczany do handlu. Zatem kosmetyki z zawartością parabenów również muszą spełniać te wymagania.

6. Dopuszczalna ilość parabenów w kosmetyku

Większość krajów Europy i USA: maksymalne stężenie 1 wybranego parabenu 0,4%; mieszaniny parabenów 0,8%. W Szwajcarii dopuszczalna maksymalna zawartość parabenów w kosmetykach wynosi 0,5%.


Niezależnie od tego jakie będą wyniki badań nad parabenami wiele firm stosuje wobec nich czarny PR by sprzedawać swoje „eco” lub „naturalne” kosmetyki. Warto zwrócić uwag na to, że często w zastępstwie parabenów używają innych substancji, które nie zawsze dają gwarancję bezpieczeństwa i odpowiedniej jakości kosmetyku. Nie chcę tu oczywiście gloryfikować parabenów i jeżeli jest tylko to możliwe warto ich unikać – podobnie jak i innych konserwantów. Nigdy nie nie wiadomo kiedy okażą się one równie niebezpieczne lub niebezpieczniejsze niż PARABENY. Pamiętajmy również o tym, że ciągle krytykujemy te zawarte w kosmetykach ale nigdzie nie podejmuje się tematu ich szkodliwości w żywności (soki, mrożonki itd.) czy w farmaceutykach, które przepisują nam lekarze – nawet ci sami mówiący nam o ich złym wpływie w kosmetykach? Powtórzę raz jeszcze, że nie chcę bronić parabenów ale mam nadzieję, że spojrzycie teraz na nie trochę bardziej sprawiedliwym wzrokiem.


Michał