niedziela, 9 listopada 2014

Czytam SKŁADY ale... czy rozumiem co czytam?

!!! UWAGA !!! We wpisie tym nie odnoszę się do żadnej konkretnej osoby (tym bardziej blogera czy blogerki). Jeżeli zauważysz coś, co „powie” Ci, że piszę właśnie o TOBIE to wiedz, że na 100% tak nie jest. Jeżeli uznasz, że Cię obrażam lub umniejszam to co robisz – pamiętaj, że TO JEST TYLKO TWOJE ODCZUCIE i na pewno nie było to moim zamierzeniem. I tym bardziej nie będę się tłumaczył z TEGO CO TY ZROZUMIESZ, gdyż często nie ma to nic wspólnego z tym co ja myślę czy piszę. Jeszcze raz zaznaczam: nie odnoś niczego bezpośrednio do siebie.

Nie od dziś wiele osób nawołuje nas do świadomego czytania etykiet produktów, które kupujemy. Nie tyczy się to tylko kosmetyków. Świadomie podchodzić powinniśmy do wszelkich artykułów które w pracowicie przynosimy do domu po każdej wizycie w sklepie. A nie ukrywajmy, za każdym razem puszczają nas one z TORBAMI pełnymi różnorodnych dóbr. Dziś zajmijmy się składami kosmetyków. Ponieważ to jest to co lubimy i co nas kręci. Ważne jest też to aby kupować z głową by nie zawieść się na produkcie, który ma uczynić nas piękniejszymi. Na blogu Arsenic znajdziecie bardzo cenną akcję „Czytam składy” i ja osobiście bardzo zachęcam was do tego aby choć rzucić na nią okiem gdyż jest to bardzo przydatna i pouczająca akcja. A dlaczego warto? No właśnie dlatego, że blogi często aż kipią niby-mądrościami na temat składów kosmetyków.



„W składzie tego kosmetyku jest alkohol (mój dopisek: alkohol cetylowy – to właśnie on był w tym składzie) więc nie polecam go bo będzie wysuszał. Tak działa alkohol” Krótko mówiąc, wiem że gdzieś dzwoni. Ale czy wiem o co chodzi? Wspomniany alkohol cetylowy nawilża i wygładza skórę. Zmieszany z masłami podnosi ich temperaturę topnienia, co przydaje się przy kostkach do masażu. Jego głównym zastosowaniem jest stabilizowanie emulsji. Ale „NIESTETY” nie wysusza a wręcz przeciwnie. Tak więc czy aby na pewno skład kosmetyku został przeczytany ze zrozumieniem? Niestety nie. Jakie były tego konsekwencje? Wiele osób komentujących cytowany wpis powieliło tą niefortunną informację u siebie. Kilka z nich nie zauważyło tego a tylko dwie napisały, że to nieprawda.


„SLS jest rakotwórczy”. Pisałem już kiedyś o tym składniku i nie będę się rozpisywał na ten temat ponownie. Ale nie znalazłem, a naprawdę się starałem, wyników badań potwierdzających tą teorię, nie wpisów na blogach czy portalach. To prawda, są łagodniejsze detergenty i warto po nie sięgać. Nie demonizujmy jednak czegoś tylko dlatego, że gdzieś ktoś coś powiedział a nie poparł tego rzetelnymi dowodami.


„...na szczęście nie zawiera ona syntetycznych olejów czyli benzyny.” Oj my biedni, użytkownicy parafinowych olejów i wazeliny. Okazało się bowiem, że smarujemy ryjka czy pupki benzyną. Skąd taki wniosek autora? To proste. Te „nienaturalne” składniki uzyskuje się np. frakcjonując ropę naftową. Według mnie ropa naftowa jest naturalna bo powstała z resztek biologicznych (żywych organizmów) i stworzyła ją sama NATURA. A na czym polega frakcjonowanie? To po prostu rozdzielanie mieszaniny substancji na jej składowe. Czasem wystarczy wirówka i cięższa substancja oddziela się od lżejszej. Czasem potrzebna jest wyższa temperatura. Ale w procesach tych nie ma nic co powodowałoby, że parafina stałaby się benzyną. Inaczej tenże składnik już dawno zasilałby nasze samochody.


Dlatego ważne jest rozumienie tego co czytamy w składach kosmetyków i nie tylko. Choć na etykietach znajdziemy też wiele innych perełek typu: kremy pielęgnacyjne bez SLS, płatki kukurydziane TERAZ bez glutenu, olej roślinny bez cholesterolu oraz wiele, wiele innych cudów. Czytajmy składy, to ważne. Ale ważne jest też aby zdać sobie sprawę, że nie wszystko co wiemy bądź informacje o danym składniku, które znajdziemy w „internetach” są prawdą. A producenci często wprowadzają nas w błąd nie tylko pisząc pozytywnie o swoim kosmetyku czy produkcie ale też często bezpodstawnie oczerniając konkurencję w sposób zawoalowany, szkalując składnik którego sami nie używają – nie zawsze dlatego, że jest on niebezpieczny. 

Jeszcze raz zachęcam was do brania udziału w akcji „Czytam składy”.



Michał

54 komentarze:

  1. Bardzo mądry i przydatny post. :) Na początku sama żyłam w tej ciemnocie, dobrze że zdarzają się też takie posty. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O chrystenjak mnie irytuje jak ktos pisze na jakikolwiek alcohol ze zło i tragedi, bo potem musze wszędzie pisać ze to nie denat to niby jak wysusza : p albo jeszcze fajnie kiedyś przeczytałam, ze kwas hialuronowy przez przypadek został nazwany kwasem. Facepalm i mam ochotę umierać xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety takie fajne teksty jeszcze się dość często zdarzają :) ale i coraz więcej osób jest naprawdę świadomych o co chodzi w składach :)

      Usuń
    2. ja chyba w złe miejsca trafiam - serio, bo mi sie wydaje, że takich kwiatków jest pełno i co raz więcej.. a jak czytam że coś działa długotrwale i doraźnie zajednym razem to się zastanawiam to jak w sumie działa? xd

      Usuń
  3. Biję się w pierś, sama na początku prowadzenia bloga przeraziłam się alkoholem cetylowym (i jeszcze jakimś innym, ale na pewno nie alcohol denat) i z tego powodu odstawiłam na półkę dwie odżywki do włosów bez spłukiwania :)
    Staram się sprawdzać w kilku źródłach kiedy analizuję składy, ale czasem zdarzają mi się wpadki. Cóż, grunt że zauważam swoje błędy, nikt nie jest nieomylny :)
    W dzisiejszych czasach życie jest rakotwórcze... czepiają się SLS-ów, a przecież talk - długo i intensywnie wdychany - również może się przyczynić do nowotworów układu oddechowego, a zawiera go przecież sporo pudrów, często sypkich... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie ważne, że się staramy i potrafimy się przyznać do wpadki i uczymy się :)

      Usuń
  4. Ja jeśli do końca nie znam składu, to po prostu wstawiam zdjęcie bez komentarza :D lepiej nie napisać nic, niż pisać głupoty :D dla mnie duże stężenie SLS jest złe, bo podraznia mi skore głowy (czyli każdy drogeryjny szampon u mnie odpada...), podobnie jak parafina, bo zatyka pory :D a co do reszty składników...wypozyczyłam sobie książkę dla kosmetologów, więc może się trochę dokształcę w tym kierunku :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie - rozumiem i popieram, kiedy ktoś unika danego składnika ponieważ go uczula, podrażnia i zostało to przede wszystkim udowodnione i jest poparte doświadczenie, w tym wypadku przykrym :(
    Ale kiedy czytam, "unikajce parafiny, SLS-ów" i czego tam jeszcze ktoś sobie wymyśli to mnie lekko ponosi ...
    Niestety czytelnicy trafiają na różne opinie w Internecie i co gorsze, podają takie informacje dalej :(
    A akcja u Arsenic fajna i skuteczna - często zaglądam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie i mnie też czasem aż rozrywa jak czytam takie rzeczy :)

      Usuń
  6. Bardzo przydatny wpis, może tym którzy go przeczytają coś uświadomi, jeśli popełniają tego typu gafy :)
    Ja sama na składach niezbyt się znam (prowadzę bloga),ale wolę się nie znać niż otwierać niesprawdzone stronki internetowe i przepisywać to na swojego bloga, bo potem mogą wyjść takie kwiatki. Zazwyczaj po prostu piszę skład, dla tych dla których to jest wazne, do ich własnego zinterpretowania.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie taką mam nadzieję :) Cieszę się, że uważasz że to przydatny wpis :)

      Usuń
  7. Gdy tylko zaczęłam czytać post od razu pomyślałam o tym powtarzającym się zdaniu, szczególnie wśród początkujących włosomaniaczek " w tym składzie mamy alkohol, więc maska wysusza włosy" kurczę, czy naprawdę tak trudno wrzucić w net frazę cetearyl alcohol i przeczytać, że to emolient, który wręcz przeciwnie - nie wysusza, a tak jak piszesz nawilża i wygładza. Ile razy dostaję komentarze w stylu " jak może ta maska nawilżać skoro ma alkohol". Męczy mnie już powtarzanie przy każdej możliwej okazji, że nie każdy alkohol to dobrze nam znany spiryt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten alkohol mnie czasem już prześladuje :)

      Usuń
  8. Super post! Ja na swoim blogu też staram się promować mądre czytanie składów a jak nie ma pewności co do składniku to po prostu go nie piszę a mam wykształcenie kosmetologiczne. Uważam że jak ktoś się nie zna albo nie ma pewności to albo trzeba zaglądać na mądre strony-mam tu na myśli profesjonalne np. kosmopedia.org -(polecam dużo ciekawych i mądrych wiadomości) żeby się tego dowiedzieć albo po prostu nie pisać żeby nie szerzyć głupot po sieci. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak to już jest gdy chce się człowiek czepić na siłę i udawać że jest znawcą składów :D ha ja się na tym nie znam i tego nie ukrywam. A alkohol to lepiej pić i nawilża od środka :D hahahahaha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To właśnie najważniejsze, żeby nie udawać. Albo jesteśmy ekspertami albo nie.

      Usuń
  10. spotkałam się z tymi błędami wielokrotnie i zazwyczaj delikatnie wyprowadzam z błędu autorkę... niech to poprawi, zanim kolejne osoby przez nią zaczną popełniać takie same błędy. dobrze, że o tym piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że to robisz :) i dziękują za ciepłe słowo :)

      Usuń
  11. Bardzo dobrze mi się czytało Twój wpis.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze napisane :) Auto na parafine, dobry pomysl ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. To bardzo wazny i przydatny post. Ja sie na skladach nie znam. Jednak masz racje, trzeba umiec je czytac. Dlatego tez pokazuje je, ale nie komentuje. Slyszalam tez, ze im krotszy sklad tym lepiej. Czy to rzeczywiscie prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo często to prawda, choć czasem, zdarza się że dłuższy skład potrafi dać nam jakość i działanie.

      Usuń
  14. Przyda mi się ta informacja bo na składach się nie znam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo fajny post :)
    Wiem nawet do czego się odnosi z tym alkoholem. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajnie, że ktoś zwrócił uwagę na ten ,,problem'' :) Bardzo trafny i przydatny pościk.

    OdpowiedzUsuń
  17. Bardzo dobry tekst, sama studiuję technologię chemiczną i doskonale wiem, że prawie każdy związek ma inne działanie, pożądane i niepożądane, nie każdy kwas jest taki sam, podobnie jak alkohole. Dodatkowo, wiele "naturalnych" składników ma znacznie "gorsze" działanie niż te syntetyczne :)
    Bardzo przydatny post :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo dobry post! ;) taaak, wiele ludzi nie wie czego się bać w składach więc boi się wszystkiego. Aktualnie pracuje jako ekspedientka w jednym sklepie z kosmetykami i tam wiele Pań przychodzi i chce naturalny produkt, potem znajduje coś co może wydawać się dziwne i właściwie nie wie dlaczego ale nie chce produktu. Nawet jak im tłumacze, że to im nic nie z\robi to nie chcą słuchac, bo po co. One są mądrzejsze :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety nawet jeżeli nie mają racji wiedza lepiej

      Usuń
  19. Bardzo,bardzo mądry i przydatny post:-)
    Ja na składach się nie znam wiec się nie wypowiadam.Przyznaję jednak że sama czytając opisy zaczynałam już wierzyć ze alkohol etc w kosmetykach to samo zło.Teraz będę traktować wszystko z dozą zdrowego rozsądku,a o akcji czytania składów czytałam .

    OdpowiedzUsuń
  20. Czy uznacie mnie za głupka, jeżeli napiszę, że ja oceniam produkty po efektach, nie sugerując się składami? Dobrze to czy źle?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Efekty są najważniejsze :) jakby na to nie patrzeć :)

      Usuń
  21. Zgadzam się z każdym słowem. Raz spotkałam się na jakimś blogu, że dziewczyna jest zawiedziona, bo w składzie kosmetyku znalazła alkohol ( nie ważne, że cetylowy), ale to przecież alkohol ;) Było to całkiem zabawne.
    Co do SLS, to ja nie widzę w nich nic złego, ale mi np. szkodzą w szamponach, bo powodują swędzenie głowy. W żelach do twarzy, czy do ciała zupełnie mi nie przeszkadzają, a o tym, że ponoć mają działanie rakotwórcze nawet nie słyszałam.
    Parafiny natomiast nie znoszę w żadnym wydaniu, jest wiele innych substancji, które mogą ją zastąpić, ale producenci są cwani i pchają ją gdzie tylko mogą, bo jest tania. W nosie mam, czy jest naturalna, czy nie ;).
    No dobra, nie będę taka radykalna, parafinowanie rąk jest spoko, ale dla mnie tylko w gabinecie kosmetycznym, bo sama nie umiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem parafinę pchają nie tyle ze względu na cenę, bo równie tan byłby olej słonecznikowy czy rzepakowy. Myślę, że robią to ze względów bezpieczeństwa. Parafina nie uczuli nikogo. Co prawda skórze tłustej pozapycha pory :) Jeżeli chodzi o parafinę chodziło mi raczej o to że uznawana jest za coś nienaturalnego, a nie jest to do końca prawdą. No i co najważniejsze właśnie to co podkreśliłaś, dla dłoni czy stóp parafina to świetny składnik pielęgnacji :)

      Usuń
  22. A co mi się ostatni przeczytało! że zimą nie można używać kremów na bazie wody bo woda zamarznie nam na twarzy i to na blogu która ma około 900 obserwatorów. O takie kwiatki!

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja całkiem niedawno zaczęłam sprawdzać składy kosmetyków i było to o troszkę za późno. Dopiero uczę się rozpoznawać pewne składniki, ale teraz już wiem - SLS na drugim miejscu w składzie oznacza dla mnie brak zakupu danego produkty. Również nie bardzo wierzę w jego rakotwórcze właściwości, ale wierzę jednak, że moja skóra jest na niego uczulona. O ile żel pod prysznic może posiadać SLS, to produkty do twarzy czy higieny intymnej... broń mnie Panie Boże! Wszystko zaczęło się, gdy przeczytałam wpis odnośnie alergii na SLS u jednej blogerki. No i się zgadza :) Podejrzewam, że znajdzie się jeszcze kilka składników na które muszę uważać, ale to wychodzi podczas dłuższych testów i skrupulatnego czytania co piszę na opakowaniu :)

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.