niedziela, 3 sierpnia 2014

Zjednoczone Królestwo miejsc magicznych

Z bratem :) 

Początek lipca to doskonały czas aby choć na kilka dni wyrwać się z zabieganej stolicy i odrobinę wyhamować. Doskonałym pomysłem na to było skorzystanie z propozycji mojego brata i polecieć na parę dni do Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej lub krócej – Anglii. W piątkowe przedpołudnie pojawiłem się na warszawskim lotnisku na Okęciu by dwie godziny później pełen entuzjazmu wysiąść w podlondyńskim Luton. Jeszcze godzinka jazdy samochodem i jestem w malowniczej miejscowości High Wecombe. Na miejscu poznałem Kasię, przyjaciółkę mojego brata, a w trakcie krótkiego spaceru spotkaliśmy kilku drewnianych żołnierzy niedaleko domu premiera z czasów królowej Wiktorii. Rzeźby robią wrażenie nie tylko z bliska bo już samo ich wypatrzenie na rozległym terenie to duża frajda. Nieopodal stoi bardzo stara świątynia a od jej kamieni aż emanuje energią minionych czasów. Uwielbiam te angielskie klimaty gdzie granice między historią a współczesnością zacierają się i płynnie przenikają. Piątkowe popołudnie to też czas w sam raz na małe zakupy. Wieczorem zmęczeni oglądamy TV planując jednocześnie co zrobimy następnego dnia.



jeden z żołnierzy spotkanych w parku


architektura ujmuje 

W sobotę deszczowa pogoda dwukrotnie zawraca mnie ze spaceru po Wecombe. W końcu jednak na spacer poszedłem i pomimo pogody miasto urzeka mnie kwitnącą roślinnością i malowniczą architekturą. Miło było odświeżyć swoje wrażenia sprzed kilku lat z pobytu w tym miasteczku, które wyróżnia się też posiadaniem „muzeum krzeseł”, gdyż to właśnie tu mieściła się wytwórnia produkująca między innymi trony dla rodziny królewskiej. Następnie chwila sjesty i popołudniowy wypad na zakupy czyli to, co tygrysy lubią najbardziej. A wieczorem idziemy do kina na „Tammy” 


PIER w Brighton, a na nim JA 
W niedzielny poranek dość wcześnie zerwaliśmy się z łóżek i pojechaliśmy w stronę morza. Do Brighton dotarliśmy około południa i spędziliśmy tam niesamowity dzień. Razem z Jamesem i Kasią przemierzaliśmy maleńkie, urokliwe uliczki tego nadmorskiego miasta o chwila trafiając na urzekające murale, maleńkie sklepiki z niepowtarzalnymi towarami czy nastrojowe knajpki. W końcu dotarliśmy do 'wizytówki' miasta czyli na molo. Molo w Brighton zrobiło na mnie duże wrażenie a naleśniki z nutellą i bananem serwowane na nim to było istne niebo w gębie. Szkoda tylko, że zostało tylko jedno molo. W 2008 roku ogromny pożar doszczętnie strawił drugie. Kawa na plaży oraz chwila wylegiwania się nad wodą też zaliczona. Na koniec jedziemy jeszcze w jedno urokliwe miejsce gdzie podziwiamy białe klify podobne do tych z Dover. Zmęczona Kasia ucina sobie drzemkę w samochodzie a ja z Jamesem idziemy na kawę do pubu. Późnym wieczorem docieramy do domu. To był świetny dzień spędzony w naprawdę magicznym miejscu!


 

murale w Brighton

Macie ochotę na safari? W takim razie będąc w UK warto odwiedzić Woburn Safari Park. Miejsce to zapewni nam naprawdę niecodzienne wrażenia pod postacią dzikich zwierząt będących dosłownie na wyciągnięcie ręki. To niesamowite uczucie gdy tuż obok przejdzie niedźwiedź, pod pobliskim drzewem zobaczyć leniwie przeciągającego się tygrysa, czy móc obserwować wilki bawiące się ze swoimi młodymi. Antylopy, zebry, żyrafy... a wszystko to można oglądać w niemalże naturalnych warunkach i nie ma to nic wspólnego ze smutnym ZOO ze zwierzętami pozamykanymi w ciasnych klatkach i terrariach. Kilka razy dziennie organizowane są tu przeróżne pokazy. A to papugi pokazują co potrafią, a to pingwiny wygłupiają się ku radości i uciesze zwiedzających.

małpy z ochotą skakały po dachach samochodów

przyglądały się nam jakby wyniośle ;)

"proszę Państwa, oto MIŚ"




W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę by nacieszyć oczy stojącą przy drodze wielowiekową świątynią.



We wtorek jeszcze mały shopping. LUSH i klimat ich sklepów wprost rzuca na kolana. Wybór kosmetyków wręcz nieziemski a wszystko hand made. Jestem w niebie. Kupuję galaretkę i bombę do kąpieli, dezodorant w proszku, maseczkę. Oj! Będzie używanie i recenzje też. Dzień z Kasią mija na pogaduchach przy kawie i zakupach. Nieubłaganie jednak zbliżał się czas powrotu do domu. Jeszcze pożegnalny deszcz i startujemy. Po dwóch godzinach jestem w Warszawie.


kawa z ręcznie robionym maślanym tofi ^^

nie mogłem nie wstąpić do LUSH-a

Mój brat stanął na wysokości zadania żeby ten czas był w stu procentach wypełniony atrakcjami. A ja dzięki niemu zapomniałem na chwilę o codziennych troskach i mimo iż to było tylko pięć dni i działo się wiele to jednak naprawdę odpocząłem. Chętnie pojadę do UK jeszcze raz, nawet bez tych wszystkich atrakcji :) Tam czuje się jak Alicja w Krainie Czarów. Dzięki ci BRAT za ten rewelacyjny czas!



Michał

27 komentarzy:

  1. Wspaniała ciepła relacja :) moc atrakcji Ci towarzyszyła :) Murale artystyczne super :)
    Lush - matko to dla mnie raj obiecany :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak atrakcji było co niemiara :) to był na 1000% idealnie wykorzystany czas :)

      Usuń
  2. Wspaniałe zdjęcia :) A tofi bym zjadła :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnego masz brata :) Z resztą posiadanie brata to skarb, sama coś o tym wiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda mam cudownego brata :) w sumie to braci mam rewelacyjnych :)

      Usuń
  4. Ależ musiało być świetnie! Wnioskuję to już po samym opisie! Super, że dodałeś zdjęcia - mogliśmy na chwilę odpłynąć razem z Tobą! :)
    Zazdroszczę safari i kawy na plaży, i Lusha!
    Najlepsze jest to, że mój brat też mieszka w Anglii :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) To był naprawdę fajny czas :) choć fajnie by było jakby było tam jeszcze kilka znajomych Twarzy :)

      Usuń
  5. Jaka zazdrość! :D Ja napadłabym na Bootsa i Superdruga ;) I wywiozła tonę gazet z dodatkami :D
    Cieszę się, że udało Ci się odpocząć. Wiele osób byłoby przytłoczonych nadmiarem atrakcji, a właściwie jechać gdzieś, żeby się lenić i nic nie zobaczyć - nie dla mnie ;)
    Ta kawa z toffi musiała być cudowna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to - moim zdaniem - jest najfajniejsze, że by pojechać gdzieś i zobaczyć coś ciekawego. A w dodatku UK naprawdę ujmuje klimatem, tofi i przyrodą :)

      Tofi było odjechane :) kilka razy próbowałem zrobić sam w domu ale takie mi nigdy nie wyszło :)

      Usuń
  6. Anglia jest piękna. Architektura i przyroda w tym kraju zachwycają. Aż by się chciało pewną konsekwencję budowania krajobrazu zaszczepić na nasz grunt. Ale chyba już za późno :) Fajna relacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak :) chętnie bym widział zapożyczenia z Anglii w naszym kraju :)

      Usuń
  7. Fantastyczna relacja :) Mam siostre w Anglii, a jeszcze jej nie odwiedzilam :P
    Michal, ten post jest z 05:30 rano!!! Podziwiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym razem długo nie mogłem zasnąć więc postanowiłem napisać post :)

      Zachęcam do odwiedzania Anglii to naprawdę cudowny i zaskakujący kraj :)

      Usuń
  8. Jak ja ci zazdroszczę! Nie byłam w Anglii tak dawno ze nie pamietam juz jak tam jest : c

    OdpowiedzUsuń
  9. Lifestylowy wpis na blogu Michała <3 Takim postom mówię ogromne TAK! Super foteczki, Michał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to sporo nowości na blogu :) myślę, że wakacje doskonale do tego mnie nastroiły :)

      Usuń
  10. Ah tęsknie za Anglią oj nawet bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  11. Miejsca są przepiękne, bardzo ładne okolice.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja już od jakiś 2 lat wybieram się z przyjaciółką do Londynu...i nie możemy się wybrać hahah :D
    Pewnie też bym zrobiła najazd na Lusha :>

    OdpowiedzUsuń
  13. Tak opisałeś całą wycieczkę że poczułam się jak w dobrym fragmencie książki ;) Najlepsze to Safari, wybrałabym się na takie ;)

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.