wtorek, 31 grudnia 2013

Sylwestrowo-karnawałowe inspiracje

GOSH
Eveline Cosmetics
Sylwestrowa noc – to dzięki niej zapominamy co złego zdarzyło się w kończącym się już roku i to jej magia pozwala nam z nadzieją wypatrywać tych cudownych momentów, które czekają nas w nadchodzącym nowym roku. Warto się do tej nocy przygotować. I dlatego, jeżeli szukasz jeszcze inspiracji, dziś przybliżę dwie inspiracje: pierwszą - marki Eveline,
natomiast drugą, bardziej mroczną - marki Gosh. 
Eveline proponuje delikatność, ale z charakterem. Dzięki podkładowi Magical Cover przez wiele godzin twój makijaż będzie w doskonałej formie a twarz nieskazitelna. W karnawale stawiamy na kolor. Jasny cień nakładamy zarówno na powiekę ruchomą jak i pod łuk brwiowy. Ciemniejszym kolorem podkreślamy linie rzęs oraz zewnętrzny kącik oka. Uroku dodadzą doskonale wytuszowane rzęsy. A dokona tego mascara Mega Size Lashes z wyjątkową szczoteczką. Ustom nadasz niesamowitego blasku oraz nawilżenia dzięki błyszczykom Lovers Ultra Shine Lipgloss, które oprószą je światłem. Do tego cudowny kolor Mini Max na paznokciach i jesteś gotowa na całonocne szaleństwo.

 Styliści Gosh proponują makijaż w dwu wersjach zgodnie z teorią dwoistości natury kota jaką kryje w sobie każda kobieta, która doskonale potrafi odnaleźć się jako eteryczna acz mroczna księżniczka, ale też jako kobieta – zdobywczyni świata. Zarówno u jednej jak i drugiej doskonale sprawdzi się perfekcyjne smoky eye w połączeniu z kuszącymi, różanymi ustami wykonanymi dzięki pomadce z limitowanej serii Kiss Me. Jednak zanim przejdziesz do malowania oczu przygotuj swoją skórę tak by była ona gładka niczym alabastrowa rzeźba. Tu warto sięgnąć po BB SKIN PERFECTING KIT. Zawiera on wszystko, co niezbędne do korygowania zarówno skóry twarzy jak i delikatnego naskórka wokół oczu. Nie tylko zniweluje wszystko to, co chcemy ukryć ale także wyrówna koloryt cery idealnie się do niej dopasowując. Dlatego właśnie został on przygotowany w dwu wersjach. Wersja LIGHT, oprócz dwóch kolorów korektora została wyposażona w jasny rozświetlacz. Natomiast wersja MEDIUM w rozświetlający bronzer. Obie te funkcje zostaną docenione przez panie, dla których modelowanie twarzy jest jednym z najważniejszych elementów makijażu i podstawą oszałamiającego wyglądu. By wykonać makijaż oczu wybierz jedną z czterech kredek stworzonych do tego makijażu. Doskonałą aplikację i rozcieranie jej w doskonały cień ułatwi aplikator umieszczony w kredce.




 Jeżeli po północy zdecydujesz, że chcesz mieć mocniejszy makijaż wystarczy sięgnąć po paletkę cieni Smoky Eyes i delikatnie wzmocnić kolor ust. Będziesz gotowa i poczujesz się silniejsza. 

Udanej zabawy!!! …niezależnie jaki rodzaj makijażu wybierzesz.
Michał
 

niedziela, 29 grudnia 2013

Klinika piękna w sercu miasta

Niedawno w konkursie świątecznym na blogu do zdobycia był cudowny zabieg, który wykonany będzie w nieprzeciętnym miejscu, a mianowicie w mieszczącym się w hotelu Intercontinental Pearl Beauty Clinic & Spa. Szeroka oferta kliniki opiera się na wykorzystaniu profesjonalnych i luksusowych linii kosmetyków w trosce o zdrowie i naturalne piękno każdej osoby. W ofercie znajdziemy szereg usług oraz zabiegów pielęgnacyjnych, które pozwalają zrelaksować nie tylko ciało ale i duszę. A tylko takie całościowe podejście do kwestii dbania o swój wizerunek daje gwarancję efektów. Pearl Beauty Clinic & Spa składa się z dwóch elementów – Spa mieszczącego się na 43 piętrze oraz kliniki urodowej na parterze hotelu.

SPA na 43 piętrze i cudowna panorama miasta
Pearl Beauty Clinic znajdujący się na parterze Hotelu został zaprojektowany z myślą o najbardziej wymagających klientach oczekujących fachowej pomocy oraz widocznych efektów. Szeroki wachlarz usług zawiera w sobie między innymi zabiegi medycyny estetycznej czy też pielęgnację twarzy i ciała opartą na nietuzinkowych kosmetykach: Carita, UMO, Is Clinical. Całości oferty dopełniają konsultacje dietetyczne oraz usługi specjalistów zajmujących się kreowaniem wizerunku (styliści i wizażyści).


Kameralna atmosfera salonu Pearl Spa to prawdziwa świątynia relaksu mieszcząca się na 43 piętrze hotelu. Salon w swoich malowniczych wnętrzach oferuje całą gamę zabiegów. Choćby masaże inspirowane egzotycznymi zakątkami świata, rytuały marki Decleor oraz pełną ofertę zabiegów modelujących sylwetkę. Wizyta w Pearl Spa to podróż do krainy relaksu, gdzie podczas odprężającego zabiegu można rozsmakować się w niepowtarzalnej i odprężającej panoramie Warszawy.

Michał

piątek, 27 grudnia 2013

Wściekłe ptaszki atakują – czarna porzeczka od Lumene

Nawet dorosły czasem ma ochotę poczuć się jak dziecko. Dlaczego wtedy nie sięgnąć po żel z czarnej porzeczki marki Lumene? Zwłaszcza, że można się z nim naprawdę dobrze bawić. A że w każdym facecie często czai się małe dziecko, wyobraźcie sobie tą beztroską radochę jaką wywołał na mojej twarzy „Mikołaj” obdarowując mnie właśnie czarnym, męskim komplecikiem kosmetyków Angry Birds. Dziś opowiem wam o szamponie i żelu pod prysznic w jednym. Choć osobiście nigdy mnie to nie frapowało i często zdarzało mi się korzystać z szamponów by umyć całe ciało – natomiast nigdy nie zrobiłem tego w odwrotną stronę czyli nie użyłem żelu do ciała jako szamponu :)

Obietnica producenta

Żel 2w1 do mycia ciała i włosów z ekstraktem z arktycznej czarnej porzeczki

  • odświeża
  • koi
  • nawilża
Specjalnie dla miłośników gry Angry Birds polecamy linię kosmetyków marki Lumene.
Czarny Angry Birds to orzeźwiający żel do mycia ciała i włosów w jednym. Zawiera ekstrakt z arktycznej czarnej porzeczki, która doskonale nawilża i koi skórę, a przy tym wspaniale pachnie.

Sposób użycia: nałożyć na mokre włosy i ciało, spienić a następnie spłukać. W przypadku kontaktu z oczami zmyć zimną wodą.

Kosmetyki Angry Birds Lumene nie zawierają parabenów ani sztucznych substancji zapachowych.

Moje obserwacje

Czarna tuba z charakterystycznym ptaszkiem, to to co rzuca się od razu w oczy. W środku zamknięty jest przezroczysty, dość gęsty ale nie za gesty żel o delikatnej nucie zapachowej. Kryje ona w sobie owoce porzeczki ale wyczuwam również domieszkę jakby maliny. Zapach żelu nie jest intensywny więc i nie dominuje później nad innymi zapachami, po które lubimy sięgać i nimi pachnieć. Na skórze pieni się delikatnie, otulając ją wręcz lekką pieszczotą, co nie umniejsza jednak jego doskonałych właściwości myjących. Na włosach pieni się zdecydowanie mocniej. Dlatego jeżeli zechcecie umyć się w gęstszej, przyjemnej pianie wystarczy użyć siatkowej myjki lub gąbki. Jako, że moje włosy są dość wymagające jeżeli chodzi o pielęgnację, po kąpieli musiałem sięgnąć po odżywkę. Ale ja nie oszczędzam swojej czupryny i potrafię ją potraktować farbą czy też rozjaśniaczem. Więc jeżeli wy tego nie robicie myślę, że nie będziecie mieli potrzeby sięgnięcia później po odżywkę czy maskę do włosów. Jeżeli chodzi o ciało – żel doskonale oczyszcza nie przesuszając przy tym skóry. Więc jeśli wasza skóra naprawdę tego nie wymaga lub nie lubicie smarować się po kąpieli, nie będziecie odczuwać potrzeby użycia balsamu czy masła do ciała. Żel jest wydajny, a to jest dodatkowy jego atut. Jestem pewny, że będzie on wracał do mojej łazienki jeszcze nie raz.


W szkolnej skali wystawiam ocenę: bardzo dobry.

Michał

środa, 25 grudnia 2013

Wyniki konkursu „Świąteczny Chill dla siebie”

Zacne nagrody mają już swoich nowych posiadaczy

Wizytę w salonie Stile Unico
PAULINA CHUDA

Zestaw kosmetyków Cosmaderm
IZABELA S

Wizytę w SPA "Pearl Beauty Clinic & Spa"
SMYKU SMYK

gratuluję.


Adresy do wysyłki proszę przesłać poprzez wiadomości systemu Facebook  


Michał

Naprzód żurawino! – stopy czekają

Mamy już zimę i pomimo tego, że nasze stopy nie są chwilowo wystawiane na widok publiczny nie powinniśmy jednak o nich zapominać. To one niosą nas przez nasze życie. A my często więzimy je w niewygodnym, przyciasnym lub urągającym ich anatomii obuwiu. Przemrożone, przemoczone, zaniedbane... I to właśnie zimą, dzięki pełnemu obuwiu, zapominamy o nich na długie miesiące. Dopiero wiosną, gdy robi się ciepło, biegniemy do pedicurzystki czy kosmetyczki by szybko „nadrobić” stracony czas. A przecież można naprawę niewielkim nakładem wysiłku zafundować im komfort i zdrowie. Czasem wystarczy tylko sięgnąć po naturalny pumeks wulkaniczny. Zaordynować im odprężającą i rozgrzewającą kąpiel czy pielęgnujący zabieg parafinowy. Ale warto też sięgać po doskonałe kosmetyki aby w ten sposób poprawić ich wygląd i nasze samopoczucie. Bo któż nie chciałby mieć gładkich i aksamitnych stóp przez cały rok? Dziś podzielę się z wami moimi kilkoma przemyśleniami na temat żurawinowego kremu do stóp naszej rodzimej polskiej marki GO Cranberry.

Obietnica producenta


HYPOALERGICZNY

• Zawiera mocznik 6% i kwas glikolowy 5%
• Bez konserwantów i alergenów
• Zawiera składniki z certyfikatem ekologicznym
• Przebadany dermatologicznie
• Produkt nietestowany na zwierzętach
• W testach konsumenckich 95% badanych doceniło właściwości użytkowe kremu

Pełna pielęgnacja - Krem do stóp GoCranberry pomaga odzyskać piękne i gładkie stopy. Specjalnie dobrane składniki aktywne sprawiają, iż krem totalnie pielęgnuje suchą skórę stóp, powodując, że staje się ona wygładzona oraz miękka. Regularnie stosowany znacznie redukuje suchość i szorstkość. Ekstrakt z owoców żurawiny wygładza skórę i efektywnie wzmacnia jej odporność na niekorzystne działanie czynników zewnętrznych. Mocznik doskonale nawilża, regeneruje oraz zmiękcza skórę. Dodatkowo kwas glikolowy pomaga usunąć stwardniały naskórek. Zawarte w kremie masło shea oraz wysokiej jakości lanolina mocno natłuszczają, dostarczając skórze cennych składników odżywczych (lipidów i witamin). Olej winogronowy i migdałowy idealnie zmiękczają przesuszony naskórek. Połączenie tych wszystkich składników powoduje, że skóra stóp jest doskonale pielęgnowana i zabezpieczona przed szorstkością. Stopy staną się wygładzone, miękkie oraz doskonale nawilżone.

Moje obserwacje

W poręcznym opakowaniu zamknięte jest 50 ml kremu o bardzo przyjemnej bogatej konsystencji. Doskonale rozprowadza się na skórze i w niedługim czasie doskonale się wchłania. Pozostawia skórę doskonale natłuszczoną oraz wygładzoną. Do gustu przypadł mi jego świeży, lekko kwaskawy, owocowy aromat. Kojarzy mi się on ze świeżymi owocami żurawiny podczas robienia domowego peelingu żurawinowego. TU posłuchacie ile dobroci kryje w sobie żurawina ale i zobaczycie jak w domu zrobić peeling. Wracając jednak do samego kosmetyku – stosowany codziennie wystarczył mi na ok 3 tygodni. Dlatego fajne byłoby gdyby opakowanie było nieco większe. Ale najważniejsze jest jednak jego działanie. Dzięki mocznikowi oraz kwasowi glikolowemu nasze stopy stają się gładsze. Naturalne tłuszcze jak masło shea czy olej z pestek winogron doskonale natłuszczą, zabezpieczą przed przesuszeniem oraz uelastycznią i odżywią skórę naszych stóp. A pielęgnacyjne i odmładzające działanie żurawiny doskonale pozwoli zachować nam zdrowy i powabny ich wygląd. Regularne stosowanie kremu wydłużyło minimum o półtora tygodnia potrzebę mocniejszego złuszczania naskórka a i stopy są dłużej przyjemne i aksamitne w dotyku.

Po tygodniu stosowania

Stopy odzyskały jedwabistość i gładkość. Nawet pościel z satyny delikatnie się po nich ślizga nie zaczepiając o chropowatości skóry. Zdecydowanie zwiększył się poziom nawilżenia skóry.

Po dwu tygodniach stosowania

Gładka i zdecydowanie miększa skóra stóp. Wyraźnie zmniejszyły się również skórki wokół paznokci i i same paznokcie wyglądają jaśniej i tak wakacyjnie.


W szkolnej skali wystawiam ocenę: bardzo dobry + (plus za gładkość i zapach)

środa, 18 grudnia 2013

TUTTI FRUTTI - Cukrowy peeling do ciała 'Wiśnia & Porzeczka'

Peelingi to to co tygryski lubią najbardziej. Szczególnie te, które doskonale usuwają martwy naskórek. A jeżeli dodatkowo rozkosznie pachną i natłuszczają skórę to mi już wystarczy. A jeśli potrafią jeszcze coś więcej to tylko korzyść. Jakiś czas temu wpadł w moje ręce peeling Farmony z serii Tutti Frutti. Już od pewnego czasu używam go ale zanim powiem co o nim myślę, kilka słów od producenta.

Zdaniem Farmony

Cukrowy peeling do ciała Wiśnia & Porzeczka o wyjątkowych właściwościach pielęgnacyjnych i aromatycznym zapachu dojrzałej wiśni i orzeźwiającej porzeczki. Cukrowy peeling doskonale myje, regeneruje i pielęgnuje ciało. Dzięki zawartości masła Karite i witaminy E głęboko nawilża, odżywia i ujędrnia skórę sprawiając, że staje się zachwycająco miękka i delikatna. Naturalne kryształki cukru, zanurzone w odżywczym olejku, usuwają martwy naskórek oraz wygładzają i delikatnie natłuszczają ciało, dzięki czemu nie jest konieczne używanie balsamu. Dodatkowo, orzeźwiający, delikatnie cierpki zapach soczystych owoców rozpieszcza zmysły i pozwala ulecieć w świat marzeń.
Działanie: regenerujące, oczyszczające, wygładzające.

Sposób użycia: niewielką ilość peelingu nanieść na wilgotną skórę i delikatnie masować ciało. Następnie dokładnie spłukać wodą. Stosować 1-2 razy w tygodniu.

Moje obserwacje:


W pierwszej chwili słoik wydaje się ogromny, ale już po otwarciu wrażenie to znika. Co prawda 300ml to niemało ale nie lubię być nabierany na pozorną wielkość opakowania. Już po odkręceniu wieczka w całej łazience roztacza się mocny, lekko cierpki zapach wiśniowo-owocowy. Cudo! Uwielbiam takie kompozycje zapachowe. Konsystencja peelingu też jest bardzo przyjemna, wystarczająco gęsta by nie spływać ze skóry ale i odpowiednio rzadka by dobrze rozprowadzać się po ciele. Cukrowe drobinki ścierne w połączeniu z mielonymi łupinkami orzecha makadamia mocno szorują naszą skórę, dzięki czemu bardzo dobrze usuwają martwy naskórek. Jeżeli chodzi o natłuszczenie skóry po peelingu, również nie mam na co narzekać. Tak, wiem. Producent obiecuje naturalne olejki, ale jak już opisywałem parafinę TU, nie można jej zarzucić że jest uzyskiwana z nienaturalnego surowca. Zatem czy to oznacza, że nie jest naturalna? A moja sucha skóra kocha parafinę - przynajmniej jeżeli chodzi o ciało. O ile przy marce selektywnej lub takiej, która mianuje się ECO, NATURALNA, ZIELONA etc. uznałbym ten składnik za faux pas, o tyle marce taniej (peeling ten kosztuje ok 15 – 16 zł), z marketowej półki, nie mam nic do zarzucenia. Czy peeling ten pielęgnuje? No cóż, uczciwie, nie zauważyłem tego. Czy ujędrnia? Jak najbardziej. Ale to raczej nie zasługa kosmetyku a masowania tkanek podczas zabiegu. Peeling nie służy do mycia ani do pielęgnacji i ten produkt spełnia swoje zadanie w stu procentach. A że producent obiecuje znacznie więcej to już inna sprawa...

Dlatego w szkolnej skali oceniam go na dobry - (czasem lepiej obiecać mniej)

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Nowa twarz z bananem – uśmiechnięta i promiennie zdrowa

Jedne z najbardziej znanych ludzkości owoce, choć do Europy trafiły stosunkowo niedawno. Jeszcze starożytni Grecy i Rzymianie mimo że o nich wiedzieli wcale ich nie jedli. Pierwsza pisemna wzmianka o bananach sięga ok. trzechsetnego roku przed nasza erą a zaistniały one jako owoce jadalne po wyprawach wojsk Aleksandra Wielkiego. Gdy wojska te dotarły do Indii, żołnierze pierwszy raz mieli okazję ich spróbować.


Ze względu na to co w sobie kryją, banany już dawno zagościły w naszej kuchni. A teraz, zwłaszcza zimą, czas by znalazły zastosowanie w naszej domowej pielęgnacji. Warto zaprzyjaźnić się z tym owocem ponieważ jest dostępny są nie tylko sezonowo ale przez cały rok. Zawiera on w sobie szereg potrzebnych naszemu organizmowi pierwiastków, a wśród nich: wapń, fosfor, magnez i potas. Zawiera również wiele witamin: prowitaminę A, witaminę C i E, witaminy z grupy B – między innymi niacynę, B1, B2. Zawiera również niewielkie ilości witaminy D.  

Domowe SPA

By wykorzystać banana w pielęgnacji nie trzeba wiele wysiłku. Wystarczy go rozgnieść, bądź zmiksować dodając do niego, w zależności od naszych potrzeb, przeróżne składniki. Wystarczy pół banana i dodatki:

Maseczki nawilżające:

  • 1-2 łyżki gęstego jogurtu, łyżeczka miodu, łyżeczka soku z cytryny.
  • łyżka oliwy z oliwek, łyżeczka soku z cytryny

Maseczki normalizujące:
  • łyżeczka soku z cytryny, łyżeczka miodu
  • łyżeczka soku z cytryny, jedno białko ubite na sztywną pianę, kilka kropli oleju orzechowego

Maseczki odżywczo-odmładzające:
  • 1 żółtko, łyżka oliwy z oliwek, łyżeczka soku z cytryny
  • łyżeczka oleju arganowego, łyżeczka miodu, łyżeczka soku z cytryny

Owoce bananowca są doskonałym źródłem tryptofanu. Jest on aminokwasem, który musimy dostarczyć z zewnątrz, ponieważ nie jest on wytwarzany przez nasz organizm. Potrzebny jest on do produkcji serotoniny, neuroprzekaźnika o działaniu przeciwdepresyjnym. Więc nawet jeżeli nie macie ochoty robić domowych kosmetyków z tego owocu to sięgnijcie po niego od czasu do czasu. Zwłaszcza jeżeli dopada was chandra a nie macie pod ręką czekolady.

niedziela, 15 grudnia 2013

Rewitalizująca żurawina

Grudzień od dawna kojarzy mi się z żurawiną. Dlatego chętnie w grudniu sięgam po żurawinowe produkty. Kilka tygodni temu trafiłem na markę APIS i spośród jej oferty wybrałem między innymi żurawinowy żel pod prysznic wzbogacony dodatkiem trawy cytrynowej.

Co firma mówi o swoim produkcie?

Niezwykłe połączenie odżywczo-nawilżającego ekstraktu z żurawiny z orzeźwiającym ekstraktem z trawy cytrynowej pobudzi nie tylko ciało, ale i zmysły. Sprawia, że skóra jest aksamitnie gładka, idealnie nawilżona i uelastyczniona a żurawinowy aromat zamieni każdą kąpiel pod prysznicem w owocowy seans rozkoszy.

Sposób użycia:

Nanieść na skórę delikatnie masując, po czym spłukać ciepłą wodą.

Moje obserwacje:

Spora butelka z przezroczystego plastiku zamyka gęsty żel barwy soku żurawinowego. Jest on bardzo gęsty, lecz nie na tyle aby utrudniało to w jakikolwiek sposób jego aplikację. Tworzy lekką, delikatną pianę, a z pomocą gąbki czy innej myjki piana staje się gęsta i kremowa. Przyjemnie myje ciało pozostawiając skórę gładką i jedwabistą oraz dokładnie oczyszczoną. Przyjemny zapach, owocowy, bardzo lekki i świeży - lecz osobiście nie wyczuwam w nim trawy cytrynowej – pozostaje na skórze w sposób bardzo subtelny. Tak więc nie zakłóci on naszych ulubionych codziennych zapachów.



Po tygodniu używania:

Skóra jest dobrze umyta i gładka. Ale w moim wypadku wymagała dodatkowego nawilżenia, choćby delikatnym mleczkiem aloesowym. Ale jako że moja skóra wymaga mocnego nawilżenia, jest to raczej zrozumiałe, że sam żel nie wystarczył. Nie mniej jednak używa się go przyjemnie i jestem z niego zadowolony. Doskonale myje i pobudza rano, a wycisza wieczorem.

W szkolnej skali oceniam na dobry + (plus za pojemność i niewygórowaną cenę)

czwartek, 12 grudnia 2013

Świąteczny Chill dla siebie – konkurs

Święta to czas radości i bliskości, czas w którym zapominamy o wszelkich trudach życia i spędzamy go w gronie najbliższych. Lecz nim nadejdzie ten cudowny moment, gonimy między sklepami, odgruzowujemy dom i robimy wiele, wiele innych rzeczy by dopiąć wszystko na ostatni guzik. Często zapominamy też, że mamy własne potrzeby, jesteśmy zmęczeni i nierzadko bardzo spięci. Zapominamy również o tym by o siebie zadbać i zrelaksować choć trochę. Ale może nie zawsze i nie wszyscy z was? Dlatego tu nasuwa się moje pytanie. Jakie macie swoje sprawdzone metody by w krótkim czasie zadbać o swój wygląd jak i równowagę ciała i umysłu?

Weź udział w naszym świątecznym konkursie, a może ułatwimy Ci w holistyczny sposób zadbać o siebie przed Świętami? W naszym świątecznym konkursie mamy wspaniałe niespodzianki dla trzech naszych czytelników.

Zadanie:

W komentarzu pod tym postem napisz jakie są twoje domowe sposoby na to by o siebie zadbać w trakcie przedświątecznej „bieganiny”. Udostępnij również informację, że bierzesz udział w tym konkursie. Możesz to zrobić na swoim blogu lub na Facebooku czy też poprzez Google+. Nie zapomnij w komentarzu konkursowym wkleić link potwierdzający udostępnienie.

Miło nam będzie jeżeli polubisz fan page sponsorów i nasz:


Konkurs trwa od 12 do 22 grudnia 2013. Wyniki jak zawsze 2 dni później.


Nagrody:

Wizyta w salonie Stile Unico

Voucher na zabieg odbudowujący włosy wykonany kosmetykami marki Oyster w Warszawskim salonie Stile Unico na Kabatach. Możesz zmienić fryzurę aby święta przywitać z nowym look. Voucher opiewa na kwotę 100zł i możesz go wydać na co tylko chcesz.

Zabieg "Nawilżająca Laguna" marki Carita

Zabieg na twarz "Nawilżająca Laguna" marki Carita o wartości ok. 500zł. Odświeżająca, przywracająca optymalne nawilżenie pielęgnacja dla skóry odwodnionej. Zabieg łączy w sobie siłę kojącej wody z polinezyjskiej laguny, techniki masażu CINETIC(TM) LIFT EXPERT oraz Renovateur, dający skórze energię i świeżość. Niezwykle intensywnie nawilżający rytuał relaksuje, wygładza kontury twarzy, rewitalizuje, przywracając cerze blask i promienność. Skóra jest doskonale nawilżona, elastyczna, zmarszczki wynikające z odwodnienia znikają. Zabieg ten wykonany będzie w samym sercu stolicy w Pearl Beauty Clinic & Spa mieszczącym się w hotelu Intercontinental.

Zestaw kosmetyków marki Cosmaderm

Zestaw kosmetyków Cosmaderm by w zaciszu własnego domu oddać się odmładzającym siłom zamkniętym w hialuronowej mocy i niemieckiej precyzji. W zestawie znajduje się: HYALURON-GEL PREMIUM Roll-On 10ml, HYALURON-GEL PREMIUM 15ml, oraz HYALURON CREME na dzień i noc 30ml. 

Pełny regulamin konkursu dostępny TU


Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach
i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4, poz. 27 z późn. zm.). 

wtorek, 10 grudnia 2013

Bioaktywny ratunek dla skóry No 2

Jako że krem ten jest z założenia produktem do zadań specjalnych, sięgnąłem po niego właśnie w dość specyficznym momencie, ponieważ już za niedługo pojawi się na blogu recenzja zabiegu z zakresu medycyny estetycznej, a mianowicie mezoterapii. Więcej o samym zabiegu – odczuciach i efekcie – przeczytacie już niebawem. Moja skóra po wykonaniu tak wielu nakłuć nie była w doskonałym stanie – tuż po zabiegu jak i przez kilka pierwszych dni po nim – i trzeba było jakoś temu zaradzić. A że tak się złożyło, że w moje ręce wpadł Gen Factor No 02 pomyślałem, że nie ma lepszej okazji aby przetestować jego działanie.

Kilka słów od producenta

Bioaktywny dermokosmetyk nowej generacji. Jest preparatem kompletnym pod względem składu, jak i maksymalnego wysycenia substancjami aktywnymi. Jego skuteczność opiera się na działaniu czynnika IGF-1 zawartego w Colostrum - wydzielinie gruczołu laktacyjnego ssaków występującej w okresie okołoporodowym - w kombinacji z hydrolizowanymi proteinami jedwabiu, kawioru i pereł.

Właściwości kremu GEN FACTOR No 02:

  • jest źródłem unikalnych, hydrolizowanych aminokwasów (wykazuje duże powinowactwo do białek ludzkiej skóry)
  • wspomaga metabolizm skóry
  • działa naprawczo, regenerująco i odbudowująco
  • działa bakteriostatycznie i antygrzybiczo
  • łagodzi swędzenie i podrażnienia
  • poprawia wygładzenie i koloryt skóry
  • nie zawiera substancji zapachowych i barwników
  • nie zawiera antybiotyków i kortyzonu
  • nie zawiera parabenów
Wskazania do używania GEN FACTOR No 02:

Preparat zalecany jest do pielęgnacji skóry z ubytkami tkankowymi w przypadkach takich jak:
  • zespół stopy cukrzycowej
  • owrzodzenia troficzne
  • odleżyny
  • zmiany pooparzeniowe
  • zmiany grzybicze
  • blizny zanikowe
  • inne, trudno regenerujące się uszkodzenia
Moje obserwacje: 

w trakcie mezoterapii 
Złoty kartonik a w nim czarna tubka o pojemności 40 ml. Bardzo istotną dla mnie sprawą jest to, że po otwarciu produkt ma 3 miesiące ważności. A to świadczy o bezpieczeństwie i jakości produktu. Kosmetyk ma konsystencję lekkiego kremowego jogurtu a na skórze rozprowadza się delikatnie. Preparat ten nie jest perfumowany, co również jest dla mnie jego wielką zaletą. Nie znaczy to jednak, że nie lubię pachnących kosmetyków. Ale ten jest tak skuteczny, że nie zauważam tego że nie pachnie fiołkami czy czymkolwiek innym. Warto zwrócić uwagę na to, że w jego składzie znajdziemy colostrum. A czym jest colostrum? To jest tak zwana siara, czyli pierwsze, najważniejsze mleko wytwarzane przez każdą karmiącą mamę ssaków. To właśnie siara zawierająca przeciwciała odpornościowe matki powoduje, że mały ssak nabiera odporności. Co do samego kremu muszę przyznać, że doskonale rozprowadza się na skórze i świetnie wchłania. Lecz czy akurat to jest najważniejsze w tym specyfiku? O tuż nie. Krem ten jest produktem z pogranicza – jakkolwiek by to nie brzmiało. Ale takie są fakty. Nie jest on kolejnym kosmetykiem pielęgnującym, takim po prostu „kremikiem nawilżającym”. Nie jest również lekiem wydawanym z przepisu lekarza. Jest produktem do zadań specjalnych i uważam, że powinien się znajdować w każdym domu. Pamiętajmy by przechowywać go w chłodzie ale uważać też trzeba aby nie dopuścić do jego zamrożenia.

Po 10 minutach od zastosowania.

Pierwszy raz zastosowałem go wieczorem w dniu, w którym moja twarz przeszła mezoterapię. Ta ilość nakłuć spowodowała, że moja skóra wyglądała trochę jakbym potraktował ją krajalnicą do warzyw. Jeżeli czasem robicie sałatki jarzynowe to być może kojarzycie o czym mówię. Widoczna, gęsta kratka na skórze, lekkie pieczenie i poirytowanie skóry objawiające się mocnym zaczerwienieniem. Dosłownie po 10 minutach od zastosowania kremu moja skóra została ukojona.

Po 48 godzinach

Nie ma śladu strupków czy czegokolwiek. Skóra wygląda dobrze i zdrowo, nie widać już nawet kratki. A i komfort jest niesamowity.

Po tygodniu stosowania

Skóra jest w doskonałej kondycji – wygojona i zdrowa. Ale że czasem wypadki chodzą po ludziach, smażąc omlety na śniadanie, kilka kropli rozgrzanego tłuszczu spłynęło mi po dłoni. Mimo szybkiego wychłodzenia poparzonej skóry pod wodą, mam pewność – oparzenie II stopnia powierzchniowe. Sięgam więc po krem i od tego momentu nakładam go trzy razy dziennie na oparzone miejsce. Przede wszystkim prawie natychmiast przestaję odczuwać dyskomfort jaki sprawia mi oparzenie. Powstały bąbel surowiczy nie rozwinął się nadmiernie i szybko wchłonął. Po tygodniu widzę wyraźnie, że zmiana doskonale się goi.


Jeżeli jesteś osobą, której zdarzają się otarcia naskórka, czasem skaleczenia albo potrzebujesz pomocy w odbudowie skóry, jest to produkt idealny dla ciebie i twojej rodziny. 

W szkolnej skali oceniam go na celujący + (choć zasługuje na wyższą ocenę)

Michał

piątek, 6 grudnia 2013

Jak zapakować własnoręcznie przygotowany prezent

Wszyscy wiedzą, że własnoręcznie wykonane prezenty są cenniejsze od innych ponieważ darczyńca poświęcił swój czas by przygotować niespodziankę. Choć bywa też, że jeżeli nawet kupisz coś gotowego czasem powstaje problem w co zapakować podarek aby było ładnie i oryginalnie? Możemy na przykład kupić torebkę na prezenty ale jeżeli sami zrobimy pudełko prezent zyska na wartości, przynajmniej tej sentymentalnej. Przygotowanie pudełka jest naprawdę bardzo proste!


Przygotuj

  • 2 kartony (mogą być białe lub szare – ekologiczne) o wielkości dostosowanej do rozmiarów twojego pudełka
  • ołówek
  • linijka - najlepiej duża (minimum 30 cm)
  • nożyczki lub nóż do tapet. Jeżeli używasz noża, przydatna będzie linijka metalowa – łatwiej będzie wykonać proste cięcia lub załamania papieru.
  • klej lub dwustronną taśmę klejąca

szkic pudełka

Z widocznego na zdjęciu szkicu stwórz własny szablon. Jeżeli potrzebujesz większego pudełka – po prostu zwiększ wymiary a jeżeli mniejszego to proporcjonalnie pomniejsz wymiary podane przez nas. Pamiętaj, że czerwone linie to linie cięć (oprócz zewnętrznych czarnych – one też są do wycięcia). Wewnętrzne czarne linie są liniami zgięć. Natomiast zielone linie oznaczają, że ten bok możesz przyciąć o ok 1-2 mm bardziej niż pozostałe - lecz tylko w miejscu zaznaczonym. Ułatwi to później składanie i sklejanie pudełka. Teraz złóż pudełko i już jesteśmy w połowie pracy. Następnie wykonaj drugie podobne pudełko (pamiętaj by zwiększyć mu wymiar A o 2-3 mm. Dzięki temu pudełka będą dobrze do siebie pasowały a całość będzie bezpiecznie zamknięta.

Po wycięciu zaginamy wszystkie brzegi

sklejamy klejem lub taśmą dwustronną

pół naszego pudełka gotowe

robimy drugą połówkę i gotowe

Jeżeli masz ochotę pudełko możesz okleić ozdobnym papierem, ozdobić własnoręcznym rysunkiem etc. Na koniec przewiąż je rafią lub opakuj w celofan i Twoje samodzielnie wykonane opakowanie na prezent będzie gotowe i niepowtarzalne.


Michał

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Parafina nieNATURALNY olej stworzony przez matkę ziemię

Żyjemy w czasach, w których często kierujemy się przypadkowymi opiniami znalezionymi w internecie. W internecie, w którym każdy może umieścić dowolną informację. To my tworzymy wiele z tych informacji sami często nie zastanawiając się nawet czy źródła, z których czerpiemy wiedzę są autorytetami czy tylko powielają często niedokładnie informacje, dodając lub ujmując im często kilka istotnych szczegółów. Nie inaczej jest również w naszym, kosmetycznym świecie. Zarówno blogerzy czy dziennikarze urodowi, często wyprowadzani są na manowce przez doskonale przygotowanych do tego marketingowców wielkich koncernów farmaceutycznych, kosmetycznych a nawet i małych, rodzinnych firm. Często dzieje się tak tylko dlatego, że to doskonała metoda na zwiększenie sprzedaży swoich produktów, które nie zawsze są lepsze czy bezpieczniejsze od tych z tak lekkim sercem krytykowanych.

Wszystkie kosmetyki składają się z pewnych substancji i, jak WSZYSTKO na świecie, są to substancje chemiczne. Nawet składniki uzyskiwane choćby poprzez ekstrakcję naturalnych surowców roślinnych to nic innego jak mieszanina substancji chemicznych. I choć w wielu przypadkach to co naturalne jest doskonałe i „bezpieczniejsze” to czy tak naprawdę oznacza to, że to co powstało w wyniku syntezy chemicznej jest aż takim złem? Na to pytanie nie będę wam odpowiadał. Wolę byście odpowiedzi udzielili sobie sami. Ale poczekajcie z tym do momentu, w którym skończę swoją opowieść.

Na początek chciałbym opowiedzieć o jednym z trzech moim zdaniem najbardziej „kontrowersyjnych” składnikach kosmetycznych. Z czasem pojawiać się będą kolejne takie składniki, ale rozpocznę od pewnego oleju mineralnego. Tak tak, parafina jest olejem mineralnym, ale czy to oznacza iż jest ona złem wcielonym? Zachwycamy się mineralnymi filtrami UV (choćby tlenkiem cynku czy tytanu) a nie powstają one przecież w procesie wyciskania ich z roślin. Więc czy nie są składnikami naturalnymi? Chyba nikt z nas nie zaprzeczy, że są one bezpieczniejsze i mniej alergizujące niż inne rodzaje filtrów UV zawartych w kosmetykach. Podobnie sprawa się ma z parafiną. Jest ona pochodną ropy naftowej, ale czy zaprzeczycie że wzmiankowana ropa nie jest tworem syntetycznym? Została stworzona przez samą Naturę i człowiek tylko poddaje ją różnym procesom by rozdzielić ją na wiele frakcji – w tym i parafinę. 

PARAFINA
Czym jest? To proste, pochodną ropy naftowej pozyskiwaną w procesie frakcjonowania. Zależnie od stopnia rafinacji jest jasnożółta do białej. Ma postać krystalicznego wosku, tłusta w dotyku, nierozpuszczalna w wodzie i etanolu ale rozpuszczalna w wielu innych rozpuszczalnikach organicznych (np. w terpentynie, eterze). W zależności od składu wyróżnia się następujące rodzaje parafiny (klasyfikacja przykładowa):

  • parafina ciekła (inaczej olej parafinowy) – bezbarwna i bezwonna
  • parafina miękka (temperatura topnienia 45–50 °C)
  • parafina twarda (temperatura topnienia ok. 60 °C)
Parafina ciekła, zwana też olejem parafinowym, często wykorzystywana jest zarówno w przemyśle farmaceutycznym jak i kosmetycznym. Mówiąc o oleju parafinowym trzeba mieć na uwadze to, że jest to tłuszcz obojętny dla skóry – nie ma możliwości by wywołał reakcję alergiczną. Czego nie można powiedzieć o olejach roślinnych. Co więcej, oleje roślinne zazwyczaj i tak należy wzbogacać o dodatkowe składniki aktywne.

Żeby nie wyszło na to, że gloryfikuję olej parafinowy, wspomnieć należy też o tym, że oleje roślinne zawierają same w sobie substancje aktywne, posiadają witaminy, mikro elementy, działają odżywczo, nawilżająco oraz regenerująco. Parafina nie posiada tych właściwości. Nie wchłania się w głąb skóry i właśnie dlatego „ECO-zwolennicy” uznają wyższość olei roślinnych nad parafiną lecz pamiętajmy jednak również o tym, iż parafiny są obecnie jednym z głównych składników maści farmaceutycznych czy leków podawanych miejscowo na skórę, ze względu na to, że ma ona silne działanie okluzyjne, co gwarantuje lepsze wprowadzanie składników leczniczych w głąb skóry i jest bezpieczna nawet przy skórach bardzo wrażliwych. 

Parafiny stosowane w kosmetykach muszą być surowcami o bardzo wysokiej czystości, co wynika z odpowiednich regulacji prawnych – nie mogą zawierać określonych substancji (nawet w postaci zanieczyszczeń). Oznacza to, że musi ona spełniać naprawdę wysokie standardy. Dokładnie takie jak w farmacji. Należy ona do tzw. emolientów, które mają właściwości natłuszczające i utrudniające ucieczkę wody z naszej skóry. Ma ona dobroczynny wpływ dla skór suchych i alergicznych przez to, że nie wnika do warstwy rogowej ani tym bardziej do żywych warstw naskórka i skóry. Parafiny nie mają prawa wywoływać reakcji podrażnieniowych czy alergicznych. Nie mogą również kumulować się w organizmie.

Warto wspomnieć również o zabiegach parafinowych, które wykonywane są w salonach kosmetycznych. Niezaprzeczalnie skóra zarówno stóp czy dłoni wiele zyskuje po okładzie parafinowym. Co prawda jej głównym zadaniem nie jest pielęgnowanie ale ze względu na jej właściwości okluzyjne i dużą pojemność cieplną to właśnie ona odpowiada za silne wpompowywanie składników pielęgnujących w głąb skóry. Pamiętajmy jednak – żeby nie było aż tak słodko – zabiegi parafinowe nie powinny być wykonywane u osób mających skłonności do utraty wapnia z kości. Jako ciekawostkę opowiem wam o ciekawym konglomeracie – Parafango. Jest to połączenie właściwości stałej parafiny z mułem termalnym lub np. czekoladą. Stosowana jest wtedy jako ciekawy i skuteczny zabieg zarówno na twarz jak i ciało, o właściwościach zależnych od dodatku. Chocofango – odżywia i nawilża, dodatkowo nieziemsko relaksując. Parafango z algami wspomaga walkę z cellulitem tłuszczowym i wodnym. 

Pamiętajmy również, że parafina jest stosowana wewnętrznie przy zaburzeniach pracy jelit. Lekarze polecają ją nawet chętniej niż jej roślinną alternatywę – olej rycynowy. Nie wywołuje bowiem podrażnienia czy przekrwienia jelit.

A co powiecie na parafinę w pielęgnacji włosów? Zdarzyło wam się kiedyś sięgnąć po naftę do wcierania we włosy? Prawda, że skutecznie działa? A wiecie co jest w jej składzie? No właśnie parafina


Pamiętajmy jednak o tym by parafina nie pojawiała się w kosmetykach dla osób ze skórą skłonną do przetłuszczania się czy u osób ze skłonnościami do tworzenia się zaskórników. Lecz jeżeli masz skórę suchą i np. szorstką – to parafina jest twoim przyjacielem a nie wrogiem. Fakt wszechobecności olejów mineralnych w przemyśle kosmetycznym zwolennicy „pro-eco” tłumaczą jego niską ceną. Producenci kosmetyków selektywnych z pewnością mogliby umieszczać jedynie oleje roślinne, które mogłyby skłonić konsumenta do zapłacenia wyższej ceny. Jednakże nawet najtańsze kosmetyki zawierają oleje roślinne, co obala argument stosowania parafiny tylko ze względu na jej niską cenę.

Pamiętajcie tylko aby rozważnie podchodzić do kosmetyków z jej zawartością. Ponieważ parafina stosowana z głową może przynieść nam wiele korzyści, lecz jeśli używa jej osoba która nie powinna mieć z nią kontaktu to nie będzie zachwycona raczej efektami. Nie oceniajmy parafiny źle tylko dlatego, że tak wypada. Postarajmy się ją poznać i oswoić. Na pewno niektóre części naszego ciała zawsze będą zadowolone z jej obecności, inne zaś mniej. Jednak czy tak nie jest ze wszystkim kosmetykami?
Pamiętajcie również o równowadze i nie zapominajcie o cudownych właściwościach zimno tłoczonych olei roślinnych. Róbmy wszystko z głową a na pewno pozostaniemy dłużej piękni i młodzi.

Michał

niedziela, 1 grudnia 2013

Kolejny SABAT za nami czyli, IGRASZKOWE wspominki

stawiliśmy się tłumnie
Ostatniego dnia listopada br. w siedzibie Gold Water Blue odbyła się druga edycja warszawskiego spotkania blogerów urodowych „Igraszki kosmetyczne”. Za organizację i dopięcie wszystkiego na ostatni guzik odpowiadały Cosmefreek, Smykusmyk i KunaDomowa. Przy organizacji tej edycji również maczałem swoje palce ale to dzięki dziewczynom mieliśmy taką świetną lokalizację naszej imprezy, jak i wspaniałych gości, oraz pozostałe atrakcje. W doskonale przygotowanej do takich spotkań sali Akademii Gold Water Blue bez problemu pomieściliśmy się w 26 osób. I tak punktualnie o 12:30 rozpoczęły się ciekawe prezentacje. Było też miejsce na bardzo ciekawy i potrzebny naszej kosmetycznej blogosferze panel dyskusyjny prowadzony przez Margaretę z Cosmefreek

Pierwszym mówcą był Wojciech Karwowski z firmy Gold Water Blue. Opowiadał nam między innymi o działaniu komórek macierzystych, fitohormonach czy biogenicznych organizmach pomagających uzyskać wiele cennych substancji aktywnych. Dowiedzieliśmy się też sporo o koloidalnych roztworach metalicznych i ich szerokim spektrum działania. Zdobyliśmy wiele cennych informacji z zakresu pielęgnacji, która pomaga szybciej i bardziej komfortowo dochodzić do pełni zdrowia po zabiegach medycyny estetycznej. Czas płynął jednak nieubłaganie – interesujących informacji było tak wiele, że nie na wszystkie starczyło czasu. Lecz dzięki obecności pana Wojtka przez całe nasze spotkanie mogliśmy jeszcze wiele dowiedzieć się od niego w przerwach między prezentacjami. Podobnie jak i od innych osób współtworzących tą ciekawą i niepowtarzalną markę oraz Akademię Gold Water Blue, która pomaga nam poszerzać i zdobywać nową wiedzę z tak dynamicznie rozwijającej się dziedziny jaką jest kosmetologia.  

Dzięki bareMinerals a właściwie Pani Agacie Wronie dowiedzieliśmy się – i zobaczyliśmy – jak dzięki kosmetykom mineralnym bardzo prosto i efektownie możemy poradzić sobie z niedoskonałościami ludzkiej skóry. Dowiedzieliśmy się również w praktyce jak prosto wykonać niewidoczny a mimo to cudownie promienny i nadający naturalnego uroku make-up, który w niewidoczny sposób podkreśli każdy atut naszej twarzy. A mankamenty ukryje tak, że nikt nie pomyśli nawet iż kiedykolwiek jakieś były.



Po tych jakże ciekawych wystąpieniach przyszedł czas na mnie. Przygotowałem dość nietypowy i trochę kontrowersyjny w świecie współczesnej urody temat: „Parafina, SLS i SELS, Parabeny – kontrowersyjne składniki kosmetyczne”. Nie będę się tu teraz rozpisywał w tej kwestii. Powiem tylko, że postarałem się chociaż trochę rozwiać pewne mity związane z tymi składnikami. Więcej o tym przeczytacie już niedługo na blogu, ponieważ postanowiłem rozpocząć krótki cykl poświęcony właśnie tym składnikom i opowiedzieć wam o każdym z nich z osobna



Pani Ola robi nam dziewczyny jak malowane
Następnie panie Ewa i Ola zaprezentowały nam sylwestrowy look w dualnej odsłonie proponowany przez markę Gosh. Były to dwie, bardzo ciekawe propozycje smokey eyes, dla grzecznych i mniej grzecznych dziewczynek. Ale żeby było prościej, Gosh przygotował ciekawe kosmetyki bardzo ułatwiające perfekcyjne wykonanie takiego look, nawet tym mniej wprawnym rękom. Następnie zaprezentowano nam nowe, innowacyjne produkty marki LUMENE, następców tak popularnych ostatnio kosmetyków BB. Produkty CC zapowiadają się naprawdę świetnie. Dziewczyny mogły również przejść pełna makijażową metamorfozę. Pani Ola doskonale sobie z tym poradziła.

Pani Ewa również włączyła się w naszą dyskusję






Ostatnim punktem programu był panel dyskusyjny poprowadzony przez Margaretę. Jego tematem była „Jakość blogowania”. Omawialiśmy wiele naprawdę ciekawych aspektów blogowania, między innymi jak duży jednak mamy wpływ na postrzeganie marek, czy produktów kosmetycznych. Najbardziej burzliwy był fragment dotyczący „błędów” popełnianych przez nas, blogerów, oraz tego jak postrzegamy PR różnych firm i jak oni widzą nas. W dyskusji tej cennym głosem dla nas była wypowiedź Ewy Wójcikowskiej odpowiedzialnej za PR marek Gosh i Lumene. Dyskusja była ciekawa i mocno przeciągnęła nasze spotkanie. Mimo to nikt nie nudził się i nie poganiał, tak więc zamiast o godzinie 18-tej spotkanie zakończyliśmy ok. godziny 20-tej. Było owocnie - tak jednym słowem mogę podsumować nasze spotkanie.

Dotykamy, wąchamy i odczuwamy
Zdjęcie pod ścianką? Czemu nie.
Głodni nowości i nasyceni pizzą
Lista uczestników:

Organizatorki zamieszania:

Michał