wtorek, 10 grudnia 2013

Bioaktywny ratunek dla skóry No 2

Jako że krem ten jest z założenia produktem do zadań specjalnych, sięgnąłem po niego właśnie w dość specyficznym momencie, ponieważ już za niedługo pojawi się na blogu recenzja zabiegu z zakresu medycyny estetycznej, a mianowicie mezoterapii. Więcej o samym zabiegu – odczuciach i efekcie – przeczytacie już niebawem. Moja skóra po wykonaniu tak wielu nakłuć nie była w doskonałym stanie – tuż po zabiegu jak i przez kilka pierwszych dni po nim – i trzeba było jakoś temu zaradzić. A że tak się złożyło, że w moje ręce wpadł Gen Factor No 02 pomyślałem, że nie ma lepszej okazji aby przetestować jego działanie.

Kilka słów od producenta

Bioaktywny dermokosmetyk nowej generacji. Jest preparatem kompletnym pod względem składu, jak i maksymalnego wysycenia substancjami aktywnymi. Jego skuteczność opiera się na działaniu czynnika IGF-1 zawartego w Colostrum - wydzielinie gruczołu laktacyjnego ssaków występującej w okresie okołoporodowym - w kombinacji z hydrolizowanymi proteinami jedwabiu, kawioru i pereł.

Właściwości kremu GEN FACTOR No 02:

  • jest źródłem unikalnych, hydrolizowanych aminokwasów (wykazuje duże powinowactwo do białek ludzkiej skóry)
  • wspomaga metabolizm skóry
  • działa naprawczo, regenerująco i odbudowująco
  • działa bakteriostatycznie i antygrzybiczo
  • łagodzi swędzenie i podrażnienia
  • poprawia wygładzenie i koloryt skóry
  • nie zawiera substancji zapachowych i barwników
  • nie zawiera antybiotyków i kortyzonu
  • nie zawiera parabenów
Wskazania do używania GEN FACTOR No 02:

Preparat zalecany jest do pielęgnacji skóry z ubytkami tkankowymi w przypadkach takich jak:
  • zespół stopy cukrzycowej
  • owrzodzenia troficzne
  • odleżyny
  • zmiany pooparzeniowe
  • zmiany grzybicze
  • blizny zanikowe
  • inne, trudno regenerujące się uszkodzenia
Moje obserwacje: 

w trakcie mezoterapii 
Złoty kartonik a w nim czarna tubka o pojemności 40 ml. Bardzo istotną dla mnie sprawą jest to, że po otwarciu produkt ma 3 miesiące ważności. A to świadczy o bezpieczeństwie i jakości produktu. Kosmetyk ma konsystencję lekkiego kremowego jogurtu a na skórze rozprowadza się delikatnie. Preparat ten nie jest perfumowany, co również jest dla mnie jego wielką zaletą. Nie znaczy to jednak, że nie lubię pachnących kosmetyków. Ale ten jest tak skuteczny, że nie zauważam tego że nie pachnie fiołkami czy czymkolwiek innym. Warto zwrócić uwagę na to, że w jego składzie znajdziemy colostrum. A czym jest colostrum? To jest tak zwana siara, czyli pierwsze, najważniejsze mleko wytwarzane przez każdą karmiącą mamę ssaków. To właśnie siara zawierająca przeciwciała odpornościowe matki powoduje, że mały ssak nabiera odporności. Co do samego kremu muszę przyznać, że doskonale rozprowadza się na skórze i świetnie wchłania. Lecz czy akurat to jest najważniejsze w tym specyfiku? O tuż nie. Krem ten jest produktem z pogranicza – jakkolwiek by to nie brzmiało. Ale takie są fakty. Nie jest on kolejnym kosmetykiem pielęgnującym, takim po prostu „kremikiem nawilżającym”. Nie jest również lekiem wydawanym z przepisu lekarza. Jest produktem do zadań specjalnych i uważam, że powinien się znajdować w każdym domu. Pamiętajmy by przechowywać go w chłodzie ale uważać też trzeba aby nie dopuścić do jego zamrożenia.

Po 10 minutach od zastosowania.

Pierwszy raz zastosowałem go wieczorem w dniu, w którym moja twarz przeszła mezoterapię. Ta ilość nakłuć spowodowała, że moja skóra wyglądała trochę jakbym potraktował ją krajalnicą do warzyw. Jeżeli czasem robicie sałatki jarzynowe to być może kojarzycie o czym mówię. Widoczna, gęsta kratka na skórze, lekkie pieczenie i poirytowanie skóry objawiające się mocnym zaczerwienieniem. Dosłownie po 10 minutach od zastosowania kremu moja skóra została ukojona.

Po 48 godzinach

Nie ma śladu strupków czy czegokolwiek. Skóra wygląda dobrze i zdrowo, nie widać już nawet kratki. A i komfort jest niesamowity.

Po tygodniu stosowania

Skóra jest w doskonałej kondycji – wygojona i zdrowa. Ale że czasem wypadki chodzą po ludziach, smażąc omlety na śniadanie, kilka kropli rozgrzanego tłuszczu spłynęło mi po dłoni. Mimo szybkiego wychłodzenia poparzonej skóry pod wodą, mam pewność – oparzenie II stopnia powierzchniowe. Sięgam więc po krem i od tego momentu nakładam go trzy razy dziennie na oparzone miejsce. Przede wszystkim prawie natychmiast przestaję odczuwać dyskomfort jaki sprawia mi oparzenie. Powstały bąbel surowiczy nie rozwinął się nadmiernie i szybko wchłonął. Po tygodniu widzę wyraźnie, że zmiana doskonale się goi.


Jeżeli jesteś osobą, której zdarzają się otarcia naskórka, czasem skaleczenia albo potrzebujesz pomocy w odbudowie skóry, jest to produkt idealny dla ciebie i twojej rodziny. 

W szkolnej skali oceniam go na celujący + (choć zasługuje na wyższą ocenę)

Michał

4 komentarze:

  1. super, że tak dobrze działa ;)
    ja mam 05, nie wiedziałam, że trzeba w ciut chłodniejszej temperaturze trzymać, ale zaraz to nadrobię ;P
    dopiero jestem po 2 użyciach także ciężko mi cokolwiek na jego temat napisać, ale mam nadzieję, że spisze się na medal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslę, że też się doskonale spisze :)

      Usuń
  2. Znamy No 1, ostatnio opublikowaliśmy recenzję.
    Nam bardzo się spodobało jego działanie;):)

    OdpowiedzUsuń
  3. niesamowity produkt, mnie się jednak nie zdarzają zbyt często skaleczenia

    OdpowiedzUsuń

JEŻELI W TREŚCI POSTA NIE PROSZĘ O LINK NIE UMIESZCZAJ GO TAM O ILE ZALEŻY CI NA TYM ŻEBY TWÓJ KOMENTARZ ZOSTAŁ OPUBLIKOWANY.

Potrafię znaleźć Twojego bloga bez tego.